Dziennik czasu zarazy. Zaraza, tęczowa?

fot. Joanna Kulesza

Przedogródek pełen okazałych rododendronów kwitnących w malinowym kolorze! Rok temu ciemonozielone liście zaczęły brązowieć, zwijać się do środka, a łodygi schnąć. Co to za zaraza? Co będzie po zarazie?

W czasie pandemii o domku z ogródkiem marzą szczególnie rodziny, z małymi dziećmi. To było też moje marzenie. „Mój kawałek podłogi” zaczęłam budować, jak tylko osiągnęłam zdolność kredytową. Domek otoczony z trzech stron lasem, na niewielkiej powierzchni betonowych fundamentów. Tak, by jak najwięcej zostawić trawy, po której chodzę boso. Czasami wdeptując w łajno kaczki krzyżówki, które robią sobie tu postój w drodze pomiędzy czterema jeziorami.

Cenię porządek i nowoczesność, więc sadziłam w poszczególnych częściach ogrodu monokultury roślin. Efektownie prezentowały się dywany rododendronów, szałwii, azalii, irysów, tawuł. Do czasu, gdy moje rododendrony dopadła zaraza – frytoftoroza, zgnilizna, grzyb atakujący całe rośliny, aż do korzenia. Praktycznie nie do wyleczenia. Żal było patrzeć, gdy największe krzewy wytrwale zjadał niewidzialny grzyb. Bałam się, że mój przedogródek będzie zupełnie pusty, tyle lat pracy pójdzie na marne!


PRZECZYTAJ TAKŻE: Dziennik czasu zarazy. Obywatel zbędny?


Ratowałam różaneczniki, jak tylko potrafiłam różnymi preparatami. Mimo to, najbardziej okazałe rododendrony musiałam wykopać. Te, które przetrwały, mają dziś niewiele pąków kwiatowych w kolorze malinowym.

Rok po zarazie w przedogródku dostrzegłam inne kolory kwiatów: fioletowych fiołków, czerwonych stokrotek, białych konwalii, niebieskich niezapominajek, żółtych zawilców… Skąd się wzięły kwiaty w kolorach tęczy? „Przeszły” przez betonową podmurówkę ogrodzenia? Jeżeli nawet, to przecież potrzebowały czasu na rozkrzewienie się. Okazałe, efektowne kwiaty rododendronów, które nawet zimą puszą się zimozielonymi liśćmi, zasłaniały to, co wytrwale wyrastało obok nich i do dziś było niewidoczne. Poza tym, ciągle zajęta „ważniejszymi” sprawami,  wygodnie nie zaglądałam pod liście. Zauważałam tylko efektowne przez cały rok rośliny.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Dziennik czasu zarazy. Na poczcie


Dzięki zarazie zajrzałam pod liście, aż do korzeni. Dziś patrząc na kolory tęczy kwiatów cieszę się, że nie mam w moim ogródku monokultury takiej, jakiej chciałam na początku.  „Banan” gości na mojej twarzy, gdy patrzę na niepozorne, drobniutkie dzwoneczki konwalii, które upojnie pachną. Nigdy tego nie czułam dotykając rododendronów w kolorze malinowym. Czy zmieni się moje poczucie piękna? Czy obok efektownego, uporządkowanego, wygodnego przez cały rok rododendrona jest też miejsce na piękną, autentyczną, skromną i silną konwalię, która „przechodzi nawet przez beton”?

Zaraza monokultury puszących się malinowymi kwiatami różaneczników stała się szansą na rozwój, różnorodnych kwiatów w kolorach tęczy. 

Czy, po zarazie będę potrafiła dostrzec bogactwo i bezpieczeństwo różnorodności?

Total Page Visits: 3 - Today Page Visits: 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *