Jak się ośmieszyć, kiedy obywatel protestuje: poradnik białoruskiego urzędnika

Władze Białorusi coraz częściej manipulują z ustawodawstwem określającym możliwość przeprowadzenia zgromadzeń. Tymczasem aktywiści wyprowadzają najwięcej ludzi na protesty, których nie rejestrują w urzędach

fot. Radyjo Swaboda

W białoruskim Brześciu obwodowy komitet wykonawczy zakazał dzisiaj 15 manifestacji przeciwko fabryce akumulatorów „iPower”. Wniosek złożyli obywatele, którzy planowali protestować od 1 do 15 marca na orliku szkoły sportowej „Prybużża”

Sęk w tym, że w 2014 roku ten orlik został przez władze miasta określony jako „stałe miejsce dla manifestacji”. Wówczas swoją uchwałą rejonowy komitet wykonawczy zakazał przeprowadzania manifestacji i imprez masowych w pobliżu przystanków komunikacji publicznej, skrzyżowań, przejść dla pieszych, mostów, zabytków architektury, historii, kultury — tj. de facto we wszystkich centrach miast.

Protesty przeciwko fabryce akumulatorów w Brześciu trwają od początku 2018 roku, kiedy mieszkańcy dowiedzieli się o budowie zakładu. W państwowej ocenie, fabryka będzie miała znikomy wpływ na środowisko, jednak mieszkańcy uważają, że zakład będzie negatywnie oddziaływał na ekologię i lokalną rzekę. Aktywiści zebrali ponad 37 tys. podpisów przeciwko fabryce, wielokrotnie byli zatrzymywani przez milicję. W czerwcu 2019 roku, podczas testów zakładu, odnotowano nadwyżkę emisji zanieczyszczeń, po czym lokalne władze zawiesiły budowę zakładu do usunięcia naruszeń.

Raman Kiślak, aktywista na rzecz praw człowieka z Brześcia, wskazuje, że władze stosują różne strategie, by nie dopuścić do protestów: – Wcześniej nie dopuściły do 29 akcji, bo w zgłoszonym miejscu tworzono „pozory remontu” – mówi.

A początku lutego, we wschodniobiałoruskim Homlu władze zakazały protestu… przeciwko zakazowi protestów. Formalnie komitet wykonawczy odrzucił wniosek, „ponieważ organizator nie wskazał swojego numeru kontaktowego”.

Protest przeciwko zakazowi pokojowych zgromadzeń był zaplanowany na 9 lutego. Organizator Mikałaj Piaszko powiedział, że w półmilionowym mieście (drugim co do wielkości po Mińsku), władze wyznaczyły tylko trzy miejsca dla imprez masowych, dwa z nich znajdują się w lesie na obrzeżach miasta. – Chcieliśmy zaprotestować w jedynym miejscu, w którym mogliby nas usłyszeć obywatele, ale nawet nie pozwolono nam na protest przeciwko zakazowi protestów. Mamy już da facto zakaz wolności pokojowych zgromadzeń – mówi Piaszko.

W przeciwieństwie do działaczy w białoruskich regionach, aktywiści w Mińsku w ostatnim czasie nie przejmowali się zgłaszaniem protestów. Widząc kolejne ograniczenia wolności zgromadzeń, białoruska opozycja w grudniu 2019 r. trzykrotnie wyprowadziła na ulice w Mińsku ludzi w proteście przeciwko „pogłębionej integracji” Białorusi z Rosją. Na „niesankcjonowane przez władze” protesty przyszły tysiące obywateli — były to najliczniejsze od lat protesty Białorusinów.

Cyt. za: Radyjo Swaboda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *