Kiedy fikcja miesza się z realem

Dla tych wszystkich, którzy uważają, że jeżeli nie mają nic na sumieniu, to żadne Pegasusy, DaVinci czy Prismy im nie zaszkodzą: bójcie się bójcie. Szczególnie wtedy, kiedy na czele służb stoją tacy specjaliści jak Kamiński z Wąsikiem

Od kilku lat media i eksperckie fora ostrzegają przed coraz to nowymi wynalazkami, mającymi na celu zabrać nam prywatność. Od mało tajemniczego już Echelona zacząwszy, poprzez Prism czy mniej rozpoznane DaVinci i Galileo, na bardzo ostatnio głośnym Pegasusie skończywszy

Niepokój potwierdzający najczarniejsze obawy potwierdziło w Polsce zdarzenie z końca 2019 roku. W połowie grudnia w sieci pokazały się prywatne maile, zdjęcia, a nawet kopie dokumentów: dowodu osobistego, umowy z placówką medyczną czy pisma związane z postępowaniem dyscyplinarnym, dotyczące kilku prokuratorek aktywnych w stowarzyszeniu Lex Super Omnia. Bez względu na to, czy dane te zdobył faktycznie anonimowy haker, czy któraś ze służb państwowych (a następnie doszło do przecieku) jest to tylko próbka możliwości tego, jak dalece można grzebać w czyjejś prywatności, bez wiedzy i zgody zainteresowanego.

Ta historia jest tak podobna do zdarzeń opisywanych w powieści Tomasza Lipko, że przez moment pomyślałem, że to może jakaś forma jej ukrytej promocji. Niestety, to nie promocja, kradzież danych miała miejsce naprawdę.

„Login” precyzyjnie wpasował się w pytania nurtujące wielu obywateli: jak dalece można wejść w naszą prywatność i w jaki sposób można tym zaszkodzić. Właściwie każdemu.

Powieść Tomasza Lipko odpowiada na wiele z tych pytań. W czasach gdy obrońcy praw człowieka i prywatności zadają trudne pytanie na temat możliwości Pegausa i innych jemu podobnych programów, trudno o bardziej przystępne i precyzyjne objaśnienie, jak on może działać. Jak gromadzi i analizuje informacje: maile, smsy, rozmowy, miejsca przebywania, spotkania z innymi użytkownikami urządzeń telekomunikacyjnych, zdjęcia robione smartfonem. A jeszcze groźniej to wygląda, kiedy na te wszystkie zbiory, nałoży się algorytmy sztucznej inteligencji.

System gromadzi dane nawet sprzed kilkunastu lat, żeby tworzyć najbardziej kompletną sylwetkę osoby, którą interesują się służby. Także jej rodziny i znajomych. Nic się przed tym systemem nie ukryje: poglądy polityczne, kochankowie czy kochanki, drobniejsze i poważniejsze przekręty, stan konta, kupowane przedmioty i usługi, a nawet sikanie po ciemku w miejscach objętych monitoringiem.

Do tego systemu dobiera się proboszcz powiatowego miasteczka. Nie żaden prostolinijny siłacz jak Don Camillo, czy finezyjny jak ksiądz Brown. To całkiem zwykły polski ksiądz nie stroniący od seksu z parafiankami, palący skręty z marihuaną i odwiedzający znajomych ze srebrnym Glockiem za paskiem.

Próbuje on rozgryźć możliwości Systemu (bo tak Tomasz Lipko nazwał narzędzie do powszechnej inwigilacji) i dotrzeć do zleceniodawców jego działań. Jego początkowo mało ryzykowne poszukiwania zamieniają się jednak w krwawą i brutalną rozgrywkę z obrońcami systemu.

Książka wciąga tak samo, jak niektórzy bogaci przedsiębiorcy wciągali przez nos biały proszek, zanim ksiądz Bernard (bo tak ma na imię bohater powieści) udzielił im ostatniego namaszczenia. Więcej napisać nie mogę, żeby nie spoilerować.

A na koniec uwaga dla tych wszystkich, którzy uważają, że jeżeli nie mają nic na sumieniu, to żadne Pegasusy, DaVinci czy Prismy im nie zaszkodzą: bójcie się bójcie. Szczególnie wtedy, kiedy na czele służb stoją tacy specjaliści jak Kamiński z Wąsikiem. A w ich tle jakieś dziwne frakcje kościoła, które dane i narzędzia sztucznej inteligencji chciałyby wykorzystać do przymusowej ewangelizacji.

Piotr Niemczyk

Tomasz Lipko „Login”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *