Kopertowe wybory a prawa człowieka

Nie ma wolnych wyborów bez wolności zgromadzeń. Te są obecnie niemożliwe z powodu pandemii

Policja legitymuje uczestników pikiety przed Sądem Najwyższym, 24 kwietnia 2020 r., fot. JohnBob@Sophie Art

W archiwach radiowych zachowały się nagrania Radia Solidarność z wyborów 4 czerwca 1989. Jacek Ejsmond, dyżurny dziennikarz, obdzwania na antenie różne instytucje PRL z pytaniem: czy wybory przeprowadzane są w sposób wolny i demokratyczny? Tak, jak wtedy, podobnie i dziś nie jest to oczywiste

***

W demokracji nigdy sprawy, które wydają się oczywiste nie powinny być za takie brane. Jak mówimy, że coś jest oczywiste i zaczynamy w to grupowo wierzyć, to z perspektywy demokracji po prostu „opuściliśmy gardę”. To między innymi dlatego nadal istnieje obserwacja i monitoring wyborów, nawet w rozwiniętych częściach świata czy „najstarszych demokracjach”. Wybory obserwuje się i we Francji, i w Liberii, i to według tych samych dla wszystkich standardów.

Głosowania są monitorowane przez wspólnotę ponadnarodową, bo prawo do wolnych wyborów jest prawem człowieka, a te z kolei są zobowiązaniem Polski na gruncie prawa międzynarodowego.

Polskę obejmują trzy „systemy” ochrony tych praw. Zazwyczaj znamy te najbliższe, związane z Radą Europy (Trybunał w Strasburgu) oraz OBWE. Ta ostatnia, która odpowiada za monitoring wyborów w Europie, już dawno zawiesiła przygotowania do misji na planowane wybory prezydenckie w Polsce ze względu na pandemię. Ale istnieje jeszcze jeden zestaw ochronny, uniwersalny, czyli system ONZ. Ten z kolei pomijany jest często w Europie, bo kojarzony jest z sytuacjami ekstremalnymi, jak na przykład konflikty zbrojne. Wbrew pozorom jednak, dostępny jest dla wszystkich, niezależnie od sytuacji w ich kraju.


Napisana przez pierwszą polityczkę w roli żony prezydenta USA, Eleanor Roosevelt, Powszechna Deklaracja Praw Człowieka powstała tuż po drugiej wojnie światowej. Doświadczenia próby zabezpieczenia ładu międzynarodowego międzywojnia kazały jednak te niewiążącą deklarację zapisać w formie wiążącej umowy międzynarodowej. I tak powstał Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych wraz z protokołem, w którym państwa zaakceptowały jurysdykcję Komitetu Praw Człowieka ONZ. O ile pierwszy Polska ratyfikowała już w 1977, to właściwą moc uzyskał dopiero wraz podpisaniem tego protokołu po transformacji, w 1991.

„Każdy obywatel ma prawo i możliwości, bez żadnej dyskryminacji, do korzystania z czynnego i biernego prawa wyborczego w rzetelnych wyborach, przeprowadzanych okresowo, opartych na głosowaniu powszechnym, równym i tajnym, gwarantujących wyborcom swobodne wyrażenie woli” – mówi art. 25 Paktu


PRZECZYTAJ TAKŻE: Organizujmy się i współpracujmy, bo państwo już przestało działać


Co to właściwie oznacza? Tu ciała ONZ także przyszły z pomocą wykładni. Warto prześledzić, jak proponowane kopertowe wybory mają się do tych zasad. Po pierwsze, wybory należy organizować poprzez niezależny organ wyborczy i na gruncie istniejącego (a nie przyszłego) prawa. Te dwie „oczywistości” już zostały naruszone przez rząd.

Oenzetowski komitet także jasno wypowiedział się, że nie ma wolnych wyborów bez wolności zgromadzeń. Te są obecnie niemożliwe z powodu pandemii. Podobnie, jakiekolwiek ograniczanie swobody „poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru” jest zabronione i w kontekście wyborów nie podlega żadnym wyjątkom. Tym bardziej, że Polska jest jednym z największych celów kampanii dezinformacyjnych i fake-newsów z Rosji w całej Unii Europejskiej.


Wątpliwości co do zdolności technicznych organizacji wyborów korespondencyjnych na tak wielką skalę jest szereg. Chociażby druk, pakunek, odbiór, otwarcie, sortowanie pakietów wyborczych. Wszystko to organizowane jest zupełnie inaczej, niż gdyby głosowano w lokalach wyborczych. Podstawową jednak sprawą jest niemożliwość pewności o zachowaniu tajności głosu. 

ONZ także podkreśla, że wszystkie etapy głosowania, a zwłaszcza liczenie głosów, muszą odbywać się w obecności przedstawicieli kandydatów oraz że ma „istnieć niezależna kontrola procesu głosowania i liczenia oraz dostęp do kontroli sądowej”.

Ponad wszystko jednak, wolne wybory są możliwe tylko wtedy, gdy wyborcy są pewni, że ich wola wyrażona oznaczeniem kratki obok nazwiska kandydata będzie wprost oddana w oficjalnym wyniku wyborów. Tak aby, jak pisze ONZ, „wyborcy mieli zaufanie do bezpieczeństwa głosowania i liczenia głosów”. 

Przyzwyczailiśmy się już do konfliktu rządu PiS z Europą przez ciągłe łamanie wspólnych demokratycznych standardów kontynentu. W sprawach tak podstawowych, jak wolne wybory, w grę wchodzi o wiele większa skala. Naturalnie, aby doszło do złamania praw człowieka chronionych przez ONZ, fakt wyborów musi zaistnieć. Warto jednak mieć to na uwadze już teraz, bo pozwy przeciwko rządowi, a wraz z tym kary pieniężne i dalsza izolacja międzynarodowa, są tak ewidentne, że właściwie można je uznać za już gotowe.

***

Zaczęło się 11 posiedzenie Sejmu IX kadencji. Potrwa z przerwami pięć dni i z kulminacją ustawioną na 6-7 Maja, kiedy głosowana ma być „ustawa o wyborach kopertowych”. Pisanie o tym, dlaczego ta konkretne ustawa jest zła byłoby potwarzą dla światowego dorobku praw człowieka wyrażoną w powyższych zasadach. Oczywiście trzeba zadbać o to, aby ta ustawa nie przeszła.

Jest jednak jeszcze inne zagrożenie w demokracjach i, niestety, nie ma na to traktatu. To korupcja perspektywą władzy. Gdy występuje pod zasłoną „obrony demokracji” jest tym bardziej naganna. Ale przede wszystkim strategicznie krótkowzroczna. Koncept „kordonu sanitarnego”, czyli koalicji rządowej wszystkich partii przeciwko jednej, był już sprawdzany i skutkował odwrotnym efektem od zamierzonego.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Gowin – co leży na stole? Dla kogo ta „Realpolitik”?


Dziś, jakakolwiek próba zmiany rządu bez wyborów parlamentarnych w Polsce też by się tak skończyła. Bo jedyną możliwością Rady Ministrów bez-PiS, którą daje ten Sejm, byłby rząd od Zandberga do Brauna, i to w czasie pandemii oraz z nadchodzącym kryzysem finansowym.

Kilka dni temu Adam Michnik znany z „posiadania nosa do tego, kiedy się układać, a kiedy nie” zaapelował, żeby się nie układać. Warto mu w tym instynkcie zaufać. I ponieważ od jego słów minął już tydzień, czyli wieczność w dynamice politycznej kraju, to warto tylko dodać, że „wasz prezydent nasz premier” dziś byłoby skokiem opozycji w przepaść.

A mówiąc bardziej wprost: dogadywać się z Gowinem można tylko w tej jednej sprawie wyborów prezydenckich. I absolutnie w niczym innym. Pomimo tego, że te pięć sejmowych dni, będzie pełne pokus aby zrobić inaczej.

  • Bartosz Lech jest współzałożycielem Partii Zieloni i byłym doradcą Grupy Zielonych w Parlamencie Europejskim. Jako konsultant w dziedzinie wyborów i praw człowieka jest współpracownikiem OBWE, Unii Europejskiej oraz międzynarodowej organizacji byłego prezydenta USA Jimmy’ego Cartera. W tym charakterze obserwował wybory w 14 państwach świata.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *