Mamy dość! Realny sprzeciw czy fejsbukowa gra pozorów?

fot. Katarzyna Pierzchała

Zaczęło się od wpisu Tomasza Wiktorowicza – mikroprzedsiębiorcy z Łodzi prowadzącego firmę remontową – na stronie Majdan czas zaczynać – Walcząca opozycja, wśród której moderatorów znajdują się Mateusz Kijowski i Tomasz Piątek

18 kwietnia o godzinie 11.59:
Chcą wojny z narodem to będą mieli. Czas to bydło pogonić w p…u. Raz na zawsze. Jest napisane w poście na grupie, że dajemy im czas do 30IV. Niech tak będzie!!! Zróbmy im rewolucję 1-go Maja. Czas stawić temu czoła. Nie dajmy odebrać sobie wolności” – napisał 49-letni reemigrant z Niemiec, który do grupy dołączył dzień wcześniej.

Pod wpisem prawie natychmiast pokazało się ponad 2 tysiące polubień, 483 komentarze i ponad 1 tys. udostępnień. Pod ilustracją posta, pożyczoną ze strony „Łódź przeciw PiS”, szybko znalazło się ponad 1400 polubień, 166 komentarzy i 22 tysiące udostępnień.


Hasło protestu 1 maja bardzo szybko podchwycili inni obecni na stronie. Rozpoczęło się zamieszanie. Jedna z osób pomyliła godziny i wpisała 16.00. To spowodowało ogłoszenie przez autora posta kolejnego wyjaśnienia 24 kwietnia: „informuję iż w dniu 27.04.2020 o godz. 12.00 w południe na wielu grupach i forach społecznościowych zostanie opublikowana informacja dot. miejsca zbiórki (dot. Warszawy), godz. spotkania, trasy przemarszu, jak i wszystkich pozostałych informacji na temat w/w wydarzenia. Ponadto zostanie opublikowana oficjalna ODEZWA DO NARODU. Szczyt upodlenia i zniewolenia nas wszystkich sięgnął zenitu. Zatem mówimy MAMY DOŚĆ !!!!!!!!!!!! Kochani !!! Nie wychodzimy na ulicę wszczynać rozruchy i demolować miasta. Spotkajmy się wszyscy w jednym miejscu, idźmy wszyscy pod jedną wspólną banderą i w jednym wspólnym celu: OBALIĆ RZĄD. Pozdrawiam wszystkich.

W międzyczasie apel rozlał się po internecie. Obecni w mediach społecznościowych wieszali go na swoich profilach, wysyłali komunikatorami, udostępniali, komentowali. Niektóre z tych postów były usuwane, inne (celowo lub nie) dezinformowały.

Ale faktycznie 27 kwietnia na bardzo wielu stronach pokazały się apele. Powstało wydarzenie, pod którym opublikowany został apel do narodu. Nie ma pod nim imponującej liczby zgłoszeń: 93 deklarujących udział i 279 zainteresowanych.

Pod grafiką zamieszczony jest tekst zatytułowany „Rodacy!!! Ojczyzna nasza płonie!!!”

Pomimo dość egzaltowanego tytułu apel napisany jest rzeczowo. Można w nim przeczytać rozsądną diagnozę sytuacji:

Prywatni przedsiębiorcy zamykają własne firmy, ludzie tracą pracę, zaczyna brakować środków do życia, a pomocy od rządu żadnej. Kryzys gospodarczy sięgnął najwyższego stopnia. Kobietom odbierane są prawa do decydowania o ich własnym ciele, rodzicom prawo do wychowywania dzieci wg własnych zasad i wartości. Niezależne, niezawisłe sądownictwo i prokuratura pozostały wspomnieniem, a ostatni niezawiśli sędziowie i prokuratorzy są błyskawicznie uciszani, gdy działają w obronie prawa. Urzędy państwowe są w rękach fanatycznej władzy i zdeprawowanych hierarchów kościelnych. (…)

Policja zamiast stać po stronie obywateli zachowuje się jak ZOMO stosując represje wobec pokojowo nastawionych ludzi i wyłapuje ich na ulicach, naruszając nietykalność osobistą i nękając ich wysokimi mandatami, nie mając podstaw prawnych do zatrzymań. Anarchia, jakiej dopuszcza się ten rząd, jest porażająca i doprowadziła do upodlenia i zniewolenia ludzi. I w końcu służba zdrowia w dobie koronawirusa !!! Pracownicy medyczni pracują ponad siły narażając własne zdrowie i życie nie mając wystarczającej ilości środków ochronnych, które kupowane są za pieniądze prywatnych osób, gdyż państwowa kasa świeci pustkami.”



Na zakończenie przypomnienie o konieczności masowych protestów w całym kraju.

„1 Maja 2020 r. Godz. 12.00 będzie godziną ,,W ” w Warszawie. Plac Defilad. W innych miastach miejsce spotkania do decyzji ich mieszkańców. Niech usłyszy nas świat. Idźmy po Wolność. Razem.”

Chociaż samo wydarzenie nie wzbudziło poważnego zainteresowania, to już rozpowszechniane na różnych stronach i w grupach linki, cieszą się sporą popularnością. Jeden z nich, 29 kwietnia rano miał ponad 6200 udostępnień. Charakterystyczna czerwono-czarna grafika pojawia się i znika na różnych forach. Organizatorzy i sympatycy przywracają usuwane przez adminów posty. Później publikowane apele uzupełniane są o „post organizacyjny”.

Protest jest w pełni apolityczny, nie jesteśmy związani z żadną partią lub organizacją polityczną. Jest to ruch w pełni oddolny.”

Na końcu instrukcji znajduje się fragment najbardziej intrygujący:

„Po dotarciu na miejsce docelowe nie rozchodzimy się do domów, zostajemy i protestujemy zachowując 2 metrowy odstęp.
Dla osób najbardziej zdeterminowanych: Protest może nie trwać jeden dzień, przygotujcie się na to.
Weźcie śpiwory, zapas prowiantu, namioty i wszystkie rzeczy niezbędne do długiego protestu.
Pytacie co potem?
Wprowadzenie rządu tymczasowego”.

Identyczne w treści apele i wskazówki organizacyjne pokazują się na innych stronach grup antypisowskich. Dotyczą coraz większej liczby miast. Poznania, Łodzi, Gdańska, Krakowa.


Na powstałej 20 kwietnia stronie Inicjatywa Majowa 2020 (wcześniej „Przewrót Majowy 2020”) można znaleźć deklaracje organizacji wydarzeń w 13 największych miastach Polski. Pod każdym z nich jest od kilku do ponad dwóch tysięcy zgłoszeń uczestników. Najwięcej w Poznaniu. 29 kwietnia wieczorem było ich 663 zadeklarowanych i ponad 2,2 tys. zainteresowanych. W sumie na stronie znaleźć można prawie 3000 zgłoszeń.

Z kolei w ankiecie, którą można znaleźć na stronie Majdan czas zaczynać… znalazły się deklaracje z kilkudziesięciu miast, z których najlepiej wypada Warszawa – 215 zgłoszeń, Katowice – 121 i Łódź – 93. Nie jest to dużo, ale organizatorzy wyjaśniają, że te dane nie są reprezentatywne, bo na „privie” mają dużo więcej konkretnych zgłoszeń.


Dzięki łańcuszkowi pośredników udało mi się nawiązać kontakt z Tomaszem Wiktorowiczem. Przez telefon słychać niski, sympatyczny głos mężczyzny powyżej wieku średniego.

Pytany, jak wpadł na pomysł ogłoszenia akcji odpowiada:
„Zacząłem się nad tym zastanawiać jakieś dwa tygodnie temu. Po wejściu na stronę Majdan czas zaczynać, zobaczyłem, że jest tam wiele komentarzy o sytuacji nie do wytrzymania, że ludzie sprzedają mienie, żeby przeżyć, że trzeba wyjść na ulice. Kiedy napisałem mój post wywołałem ponad 8 tys. reakcji. Także na innych grupach na Facebooku widać, że ludzie są wściekli. Założyliśmy grupę Przewrót majowy i zaczęliśmy wzywać do protestów 1 maja.”

Natychmiast jednak zastrzega. Wyraźnie nadając temu zapewnieniu duże znaczenie:
„Nie chodzi nam o demolowanie miast i wojnę z policją. Protest ma być całkowicie pokojowy. Nie chodzi nam o rozróby.”

Na pytanie o bezpieczeństwo demonstrujących uzupełnia:
„Będę apelował do policji o spokojne zachowanie. Przecież ich też dotyka kryzys. A my nie przyjedziemy robić rozróbę”.

Czy ma obawy przed prowokacją? Wyjaśnia:
„Nie mamy własnej straży porządkowej. Ale jestem w kontakcie z dwoma grupami kibiców, którzy nas popierają i zapowiadają, że też przyjadą. Obiecują, że będą zachowywać się spokojnie. Wiedzą, że to pokojowy marsz. A nawet liczę na to, że w razie czego pomogą opanować sytuację.”


PRZECZYTAJ TAKŻE: Kopertowe wybory a prawa człowieka


W ścisłym gronie koordynacyjnym protestu jest pięć osób. Kobiety i mężczyźni w wieku od 35 do 50 lat. Nigdy nie spotkali się w realu. Rozmawiają wyłącznie przez komunikatory. Część z nich mieszka za granicą. Pan Tomasz sam wrócił z emigracji, z Niemiec. Mieszkał w Berlinie, ale nigdy nie stracił kontaktu z Polską. Głosował we wszystkich wyborach w polskim konsulacie. Słuchając go trudno nie przypomnieć sobie, że protesty w Rumunii, w sierpniu 2019 roku, najprawdopodobniej by się nie udały, gdyby nie tysiące osób, które specjalnie przyjechały do Bukaresztu z zagranicy, żeby manifestować sprzeciw wobec skorumpowanej władzy.

Opowiada trochę o dyskusjach w wąskiej grupie organizatorów. Gdyby wybory były przeprowadzone w normalnych warunkach, to głosowaliby albo na Małgorzatę Kidawę Błońską, albo na Szymona Hołownię. Ale nikt z nich nie działał wcześniej ani w żadnej partii politycznej, ani w żadnym ruchu obywatelskim – chociaż uczestniczyli wcześniej w manifestacjach.

Ich reakcja jest spontaniczna. Są z różnych miast Polski, ale wszyscy podobnie doświadczyli skutków kryzysu. Tak samo kilkanaście osób wspierających ich organizacyjnie. Dlatego gotowi są przebywać pod Sejmem – bo tam ma się kończyć przemarsz z placu Defilad – do skutku. Mają śpiwory, karimaty, namioty, jedzenie. Także znajomi z Warszawy deklarują im wsparcie.

Tomasz Wiktorowicz uważa, że przełomowy powinien być piąty dzień. Jeżeli protestujący pod Sejmem dotrwają do 5 maja, to spodziewa się, że dołączą do nich tysiące przyjezdnych z innych miast, którzy wcześniej chcieliby się przekonać, jak duże szanse powodzenia może mieć polski Majdan.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Wybory prezydenckie w Polsce stanowiłoby bardzo poważne naruszenie praw człowieka


Najważniejszym celem protestu jest wymuszenie na parlamencie odwołania obecnego rządu i powołanie gabinetu tymczasowego.

„Oczekujemy, że przynajmniej politycy opozycji wyjdą do nas i pomogą w sprawach politycznych. Ale najważniejsze jest, żeby nasze działanie uzyskało wyraźne i szerokie poparcie społeczne.
Drugim istotnym celem jest odwołanie majowych wyborów. Są one zagrożeniem zarówno dla demokracji, jak i dla zdrowia i życia ludzi.”

O swoich najbliższych współpracownikach pan Tomasz mówi, że są zwolennikami państwa zdecentralizowanego, w którym większy wpływ na sytuację społeczną mają samorządy i społeczeństwo obywatelskie.

Ich zdaniem, najważniejszym obecnie zadaniem, także dla ewentualnego rządu tymczasowego, jest przezwyciężenie pandemii i zapobieganie skutkom kryzysu ekonomicznego.

„Przedsiębiorcy muszą otrzymać wsparcie, żeby utrzymali miejsca pracy i żeby gospodarka mogła znowu ruszyć.
I chociaż wydaje się to ryzykowne, ale konieczne jest przywrócenie zajęć w szkołach. Oczywiście z zachowaniem najwyższych warunków bezpieczeństwa. Osoby, które teraz opiekują się w domach dziećmi mogą wypaść z rynku pracy na stałe. To może dać większy koszt spowodowany pandemią niż samo zagrożenie dla zdrowia i życia.”

Pomimo wolnorynkowych poglądów, obserwując skutki pandemii, Tomasz Wiktorowicz uważa, że odbudowa służby zdrowia to jedno z najważniejszych zadań państwa. Jest przekonany, że aby efektywnie działać, służba zdrowia powinna być państwowa, ale dofinansowana dużo lepiej i sprawnie zorganizowana.


Pytany o analogie z PRL i stanem wojennym, inicjator protestów wyjaśnia, że niewiele pamięta. W 1981 roku miał 10 lat. Przypomina sobie z jaką nadzieją jego mama i babcia komentowały powstanie Solidarności. Z wprowadzeniem stanu wojennego kojarzy mu się niepokój, jaki odczuwała mama w związku z tym, że jej mąż został powołany do wojska. Pomimo, że miał tylko 10 lat, stan wojenny nie kojarzy mu się z odwołaniem Teleranka.

Za to „idąc do wyborów 4 czerwca 1989 roku odczuwałem dumę. Nie dlatego, że miałem dowód i mogłem pierwszy raz głosować. Gdybym dostał ten dowód wcześniej, w PRL, to bym tamte wybory bojkotował. Ale w czerwcu’89 czułem, że uczestniczę w historycznym wydarzeniu, że mój udział to konieczność”.

Sprawia wrażenie twardego człowieka. Jego pasją jest taternictwo. Każdą wolną chwilę spędza w górach. Zdobył już najwyższe szczyty w Tatrach, a jego ambicją jest zdobycie korony Tatr (czyli wszystkich wierzchołków o wysokości powyżej 8000  stóp).

Chcąc lepiej zrozumieć motywy jego działania zapytałem o to, kto jest dla niego najistotniejszą postacią historyczną. Odpowiedział, że dwie osoby: Lech Wałęsa i Andrzej Lepper. Lider Solidarności za rolę, jaką odegrał przy tworzeniu na nowo polskiej demokracji, na początku lat 90-tych. Andrzej Lepper dlatego, że potrafił zorganizować rolników do walki o swoje prawa.

O tym, czy zaplanowane protesty się udadzą, będziemy wiedzieli bardzo niedługo. Trudno nie mieć obaw, czy deklaracje udziału w protestach, wpisane na Facebooku, okażą się wiarygodne. Tomasz Wiktorowicz nie wydaje się jednak być człowiekiem, który łatwo się poddaje. Nawet jeżeli jego plany się nie powiodą, nie mam wątpliwości, że jeszcze o nim usłyszymy. Nie ma doświadczenia politycznego ani w działalności społecznej. Ale odczuł na własnej skórze błędy niekompetentnego rządu i wyczuwa nastroje, których nie rozumieją, żyjący we własnych bańkach, internetowi dyskutanci.

Na zdjęciu: Protest w obronie sądów, Warszawa, 4 lipca 2018, fot. Katarzyna Pierzchała

Total Page Visits: 4 - Today Page Visits: 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *