Notatki prof. Marcina Króla. Kościół powszechny (katolicki)

Bazylika św. Piotra w Watykanie, fot. Volker Glätsch, Pixabay

Zacznę od kilku zdań skierowanych do części Czytelników. Rozczula mnie, jak łatwo Państwo rozprawiacie się ze sprawą religii. Ludzie mądrzy – Pascal, Leibnitz, Kierkegaard, mój mistrz i przyjaciel Leszek Kołakowski – myślą o problemach religii z imponującą intensywnością i wiedzą, a niektórzy moi Czytelnicy załatwiają sprawę jednym zdaniem. Proszę bardzo, ale za niewiedzę sami zapłacą

Kościół powszechny w XIX i XX wieku popełnił nieskończenie wiele błędów. Najważniejszym z nich, co najmniej do Jana Pawła II, było niedostrzeganie, że świat się zmienia. Innymi słowy lekceważenie modernizacji, a w tym demokracji, wolnorynkowej gospodarki i – przez Piusa XI i XII – niedocenianie potęgi totalitaryzmów.

Zaczęło się wszystko (w XIX wieku) od Grzegorza XVI, który tak się bał nowoczesności, że nie wpuścił kolei do państwa watykańskiego i zakazał instalowania latarni gazowych. Kościół przez te dwa stulecia głównie się bał. Przysięga antymodernistyczna Piusa X, jaką jeszcze pamiętam jak byłem pacholęciem, była nieszczęściem, które zniósł Paweł VI. Jan Paweł II – nie rozważam całości jego pontyfikatu – jasno zaakceptował demokrację i wolnorynkową gospodarkę. To był przełom doktrynalny, ale niewiele praktycznie z niego wyniknęło.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Notatki prof. Marcina Króla. Religia w nowej demokracji


Kościół nie może odzyskać utraconej energii i niewiele pomogą tu jednostki jak papież Franciszek. Natomiast wszystkie afery od pedofilskiej po finansowe oczywiście dodatkowo obniżają jego pozycję i akceptację dla jego nauczania. Jednak katolicyzm istnieje dynamicznie na wszystkich kontynentach poza Europą, a różne religie dosłownie wszędzie.

W Ameryce – znakomite badania Roberta Putnama – 95 procent ludzi wyznaje jakąś religię. To prawda, wielu z nich kilkakrotnie w życiu zmienia wyznanie i dlatego są na ogół tolerancyjni. Europa stała się dzikim wyjątkiem, a to na skutek Oświecenia i kompletnej bezradności Watykanu. Jeżeli jednak sądzimy, że żadnego Kościoła już nie będzie lub nie będzie miał znaczenia w życiu publicznym, to się głęboko mylimy.

Teraz jest kryzys Kościoła, ale w jakiejś innej postaci wróci Kościół nauczający a nie odwrócony plecami do rzeczywistości. Mając to na uwadze, trzeba – myśląc o nowej demokracji – uwzględnić też nowe postaci Kościoła, także jako instytucji, bo będziemy mieli z nim do czynienia. Nie takie kryzysy religijne były w historii i nie taka utrata wiary. Do wiary nikogo nie namawiam, do liczenia się z Kościołem – tak. Znacznie gorzej sprawy mają się w Polsce, ale o tym jutro.

Polecana lektura: Leszek Kołakowski, „Bóg nam nic nie jest dłużny”.

fot. Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *