Notatki prof. Marcina Króla. Równość szans

fot. Pixabay

Równość. Edukacja. Odgórne metody wprowadzania równości szans. Dzisiaj chcę opowiedzieć, jak – z niezłymi skutkami – próbowano przez edukację zwiększyć równość szans, a jutro przedstawię moje marzenia w tym zakresie

Otóż wysoki i powszechny poziom edukacji jest warunkiem niezbędnym – i na ogół wystarczającym – skutecznego zwiększenia równości szans, a wobec tego wszelkiej równości. Podamy przykład Francji, w której w XX wieku, a zwłaszcza po II wojnie światowej, realizowano taki projekt. We Francji nie było (i do dzisiaj praktycznie nie ma) szkół prywatnych. Był zakaz. Całe szkolnictwo, łącznie z wyższym, było państwowe, świeckie i na bardzo wysokim poziomie.

Istnieje silna tradycja awansu nauczycieli akademickich, w tym tak wybitnych, jak wielki filozof Jean-Paul Sartre czy wielki historyk Francois Braudel. Podobnie jak wielu innych spędzili oni po studiach kilka lub kilkanaście lat jako nauczyciele w liceach, a dopiero potem przeszli na wielkie uniwersytety.

Ponadto we Francji wszyscy wyróżniający się uczniowie dostawali stypendia na dalszą naukę, jednak system oceny i eliminacji był bardzo rygorystyczny i uwzględniał tylko osiągnięcia intelektualne. Potem, po szkole i po bardzo trudnej maturze można było iść na państwowy uniwersytet (system tak zwanych wielkich szkół) i wreszcie po zakończeniu studiów z odpowiednio dobrymi wynikami do wyższej szkoły administracji (polski nieudolny odpowiednik to Krajowa Szkoła Administracji Publicznej), którą jeszcze przed dwiema dekadami kończyło 80 procent przyszłych polityków i ministrów. Miało to tę zaletę, że byli znakomicie wykształceni i byli kolegami, chociaż obierali różne drogi polityczne, co ułatwiało zawieranie porozumień. Wszystko to kosztowało kolosalne pieniądze i – dodajmy – nauczyciele byli bardzo dobrze płatni.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Homofobię zwalcza się czynem. Miłe słowa to za mało


System ten załamał się, a w polityce francuskiej pojawili się podejrzani spryciarze jak Sarkozy. Dlaczego ten system się załamał? Z powodu braku pieniędzy. Dopóki trwała znakomita koniunktura gospodarcza (1948 – 1973) państwo miało dość pieniędzy. Im bliżej jej końca – tym gorzej. Wnioski z tej opowieści są banalne: można stawiać na wyrównanie szans przez państwo, jeżeli państwo jest mądre, a przede wszystkim, jeżeli ma dużo pieniędzy. Płace nauczycieli i stypendia muszą być na tyle wysokie, by zapewniały awans najlepszych. Są w tym systemie elementy brutalności, polegającej na bezwzględnym popieraniu uzdolnionych, ale jeżeli równość szans wprowadzamy odgórnie, to niczego lepszego nie da się pomyśleć.

Lektura polecana: Maria Ossowska: „Wzór obywatela w demokracji”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *