W 7 punktach: jak być odpowiedzialnym w czasach pandemii

Media społecznościowe nie są już tylko intymnym pokojem zwierzeń. Stanowią przekaźnik-medium sam w sobie i rządzą się prawami, na które nie mamy wpływu

fot. Pixabay

Od ponad 40 lat zajmuję się mediami i dziennikarstwem i nieskromnie mówiąc zęby zjadłem na rozpoznawaniu, co jest informacją wiarygodną, a co nie (także dzięki błędom, które sam popełniałem!). Dlatego tak martwi mnie wszechobecna w naszej bańce fejsbukowej nonszalancja wobec prawdy i fałszu, branie anegdoty (czyli jednorazowego czy jednostkowego wydarzenia lub niekompletnych, niereprezentatywnych danych) za poważny dowód

Szczególnie to istotne teraz, kiedy zrozumiałe emocje górują nad wszystkim. Zarówno emocje katastroficzne, jak i te powstałe w opozycji do nich i niejako na złość…

Musimy też pamiętać, że media społecznościowe, a FB szczególnie, nie są już tylko intymnym pokojem zwierzeń. Chcemy czy nie, stanowią przekaźnik-medium sam w sobie i rządzą się prawami, na które nie mamy wpływu, a czasem wręcz pojęcia, jak dalej i jak daleko roznosić się będzie nasze słowo. Dlatego nasza odpowiedzialność za to, co tam napisaliśmy, jest naprawdę całkiem poważna. Szczególnie w czasach, gdy żyjemy na beczce prochu.

Albo jeszcze inaczej: z rozpędu wydaje się nam, że publikując na FB po prostu prowadzimy rozmowę ze znajomymi. Błąd! Błąd perspektywy! Facebook, jego algorytmy i ludzka naiwność nadają czasem (ale nigdy nie wiadomo kiedy!) naszym nawet najbardziej niewinnym postom zupełnie inną rangę, niż niezobowiązująca pogawędka. Mimowolnie jesteśmy swego rodzaju „amatorskimi dziennikarzami obywatelskimi”, a nie prywatnymi osobami u cioci na imieninach lub piwie z kumplami.

Dlatego proponuję krótki – w 7 punktach – przewodnik dla każdego, kto nie chce robić się i być robiony w trąbę oraz rozumie, że myślący człowiek powinien rozumować i komentować na podstawie prawdziwych danych i informacji. Mając oczywiście świadomość, że czasem nawet najbardziej rzetelne źródło może zawieść czy popełnić błąd. Ale to jak z koronawirusem: stosujemy środki bezpieczeństwa, choć wiemy przecież, że nawet te na 100% też czasem mogą mieć jakąś lukę. Dzielmy się wyłącznie sprawdzoną wiedzą, linkami do wiarygodnych źródeł, a nie własnym strachem, przemądrzałością i przekonaniem, że „sprawdzony znajomy” lub „kuzyn” są rzetelnym źródłem informacji. Nie są. Czasem bywają źródłem ciekawej, śmiesznej czy pouczającej anegdoty, ale nie mylmy jej z kompletną informacją. Kompletną, czyli sprawdzoną w więcej niż jednym źródle.

  • Dzielmy się wyłącznie sprawdzoną wiedzą, linkami do wiarygodnych źródeł, a nie własnym strachem, przemądrzałością i przekonaniem, że „sprawdzony znajomy” lub „kuzyn” są rzetelnym źródłem informacji. Nie są. Czasem bywają źródłem ciekawej, śmiesznej czy pouczającej anegdoty, ale nie mylmy jej z kompletną informacją. Kompletną, czyli sprawdzoną w więcej niż jednym źródle.
  • Jeśli chcesz dzielić się opinią, to dziel się, ale opieraj ją na rzetelnym, stwierdzonym fakcie, a nie memie, pogłosce czy plotce. Jeśli przy niepotwierdzonej, wątpliwej, dziwnej informacji postawisz nawet wyraźny (twoim zdaniem) znak zapytania, to i tak znacząca część czytelników go nie zauważy i potraktuje twoją wątpliwość jako pewnik. Musisz po prostu mieć nie tylko ograniczone zaufanie do źródeł, ale też do odbiorców twojego posta lub statusu. Ludzie czytają szybko, niechlujnie, często nie łapią konwencji, jak ironia, mają inne, niż twoje poczucie humoru. „Plotka, która wylatuje wróblem, wraca wołem”. Możliwe, że ci spośród fejsbukowych znajomych, którzy znają cię osobiście, złapią każdy niuans twojej wypowiedzi, ale prawie na pewno masz też na FB takich, którzy nie znają cię na tyle dobrze i „kupują” wprost.
  • Te informacje, które chcesz dalej kolportować, bierz lepiej z mediów internetowych lub drukowanych. Telewizja i radio są szybkie, ale często słuchamy ich jednym uchem, a podczas przepisywania tego, co usłyszeliśmy, robimy jeszcze własne błędy.
  • Jeśli podajesz informację, lub nawet tylko ją komentujesz, zawsze gdy to tylko możliwe powołuj się na źródło – i to najlepiej z linkiem! Zwróć uwagę, jak często przy „gołych” komentarzach ludzie pytają: „Ale o co chodzi”. Pozwól im ocenić twój komentarz w kontekście pełnej informacji, a nie jakiegoś jej szczątku.
  • Pamiętaj, że nie każde tzw. profesjonalne medium, nawet jeśli powszechnie znane, jest równie godne zaufania. Nie tylko dlatego, że czasem łże, żeby było więcej sensacji i zainteresowania, a więc tzw. clickbajtów (po tym rozpoznajemy media tabloidowe), ale przede wszystkim, bo pracują tam najczęściej słabo wynagradzani niezbyt kompetentni ludzie, pracujący w dodatku pod presją czasu: przyzwoicie zarobią tylko wtedy, gdy napiszą bardzo dużo i możliwe sensacyjnie.
  • Zrób sobie, przynajmniej na czas pandemii, listę kilku rzetelnych mediów, do których regularnie zaglądasz… a zaglądaj najlepiej ZANIM cokolwiek zaczniesz pisać na FB! Gwarantuję, że już po kilku dniach zobaczysz, iż nic, co ważne, ci nie umyka i nie musisz posiłkować się nikim innym. Mogę polecić przede wszystkim OKO.press, Wyborcza.pl (większość informacji o pandemii jest tam poza firewallem, czyli powszechnie i darmowo dostępna), Gazeta.pl (z zastrzeżeniami, bo bywa nazbyt tabloidowa i niechlujna), Newsweek.pl i Polityka.pl. Na pewno można tę listę poszerzyć, zgodnie z własnymi gustami i sympatiami, ale bez przesady! Nie ma, niestety, w Polsce więcej niż kilkanaście rzetelnych portali czy stron informacyjno-komentatorskich. Owszem, bywają miejsca poświęcone wybranej tematyce (np. bardzo dobry Monitor Konstytucyjny), czy rzetelnej publicystyce (jak Krytyka Polityczna), ale to już wyższa szkoła jazdy.

    Oczywiście, szczególnie w kwestii pandemii, możesz sięgać do uznanych źródeł, jak np. WHO, media wyspecjalizowane w epidemiologii czy wielkie media zachodnie itp. Ale też je linkuj i oznaczaj. Pamiętaj też, że nie każdy zna na tyle dobrze obce języki, by dobrze zrozumieć bardzo nieraz skomplikowane kwestie.
  • Naprawdę warto połączyć też zrobienie sobie dobrego zestawu informacyjnego z finansowym wsparciem przynajmniej jednego medium. To zazwyczaj tylko kilka-kilkanaście złotych miesięcznie (ważne – żeby regularnie!), ale w zamian nie tylko masz dostęp do większych materiałów, ale i coś jeszcze znacznie ważniejszego: wspomagasz istnienie mediów, które wciąż jeszcze łamią rosnący monopol informacyjny PiS

fot. Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *