Lektury obowiązkowe: bez przymusu

Czytelnictwo? Być może zniknie bez śladu. Póki istnieje, ślad zostawia. Bezcenny. Czy świat przeżyje bez czytających ludzi? Z pewnością. Są książki, w których da się o tym poczytać.

Ktoś nam każe czytać i o tym nie wiemy

Decyduje również, co czytamy. Nie robi tego zły belfer z trzcinką w ręku z dawnych czasów, choć nowi rządowi szefowie od edukacji być może spróbują wrócić do tych czasów. Może nawet wspomoże ich cenzura. O wiele sprytniej i skuteczniej robią to jednak rozmaite Cambridge Analityca. Działanie na rzecz rozumu zawsze potrzebowało mecenasów. Rynek ich nie zastąpi. Ty możesz. Zostań mecenasem.
Wesprzyj nas

Lektury obowiązkowe: bez przymusu

Wirus wolności

Rząd premiera Morawieckiego słusznie zrobił zamykając – na samym początku swoich działań „prewencyjnych” przeciwko koronawirusowi – wszystkie kluby muzyczne i odwołując imprezy masowe i rozrywkowe. Wraz z muzyką, szczególnie muzyką alternatywną, roznosi się wirus. Wirus, którego nie docenił generał Jaruzelski wprowadzając stan wojenny. Wirus wolności

Ekipa Jaruzelskiego dość szybko poluzowała restrykcje stanu wojennego dla muzyków i klubów studenckich grających muzykę alternatywną. Oczywiście nie tak bardzo, żeby je wpuszczać do publicznego radia czy telewizji. Ale próby i koncerty mogły się odbywać dość swobodnie. Później nawet doszedł ogólnopolski „Jarocin”.

W kalkulacji partyjnych urzędników, muzyka alternatywna miała być „wentylem bezpieczeństwa” dla młodzieży, szczególnie tej najbardziej zbuntowanej. Trzeba ją było odciągnąć od protestów, manifestacji, rozrzucania ulotek i drukowania bibuły. To kompletnie nie wyszło. W ekipie, z którą byłem związany w najtrudniejszym czasie stanu wojennego, co najmniej sześć osób wywodziło się ze środowiska „załogi”. Grupy ludzi bywających na tych samych koncertach (Atak, Kryzys, Poland, SS-20, Tilt), słuchających podobnej muzyki, palących i pijących w tych samych kanciapach, w tych samych knajpkach albo przed nimi.

Grzegorz Kalinowski, pamiętający te realia nie tylko z relacji, napisał o tym książkę „Załoga”. Próbuje w niej pokazać, jak pomimo różnych prób, nie udało się tego środowiska zinfiltrować ani nim manipulować przez administrację stanu wojennego i trochę późniejszego. Próbowano różnych pokus: lepsze sale prób, profesjonalny sprzęt nagłaśniający, obietnice tras koncertowych czy nawet singli. Nie udało się jednak wykreować zespołu, który skupiłby uwagę młodych ludzi o nietypowych ubraniach i fryzurach, niewątpliwie zarażonych wirusem wolności tak, aby chociaż trochę bardziej polubili realia, w których żyją.

Okazuje się, że dla stworzenia ekipy, która podbiłaby serca wiernych bywalców imprez klubowych, nie wystarczy kilku sprawnych muzyków, charyzmatyczny lider, trochę sprzętu i sala prób. Potrzeba jest jeszcze więź wynikająca z przyjaźni, wspólnych poglądów, przyjemności z przebywania w tej samej grupie, podobne emocje. Bez tego nawet Służba Bezpieczeństwa nie potrafiłaby zmontować zespołu.


„Załogę” czytałem z wypiekami na twarzy, bo nawiązuje do miejsc, w których bywałem, do osób, które znałem (niektórych znam do teraz), do imprez na których byłem, do zdarzeń, o które się otarłem. Nie wiem jednak czy moje refleksje na temat próby manipulowania środowiskiem „punków” i „rastamanów” można w ogóle nazwać recenzją książki. Raczej luźnymi dywagacjami.

Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie, o czym jest książka Grzegorza Kalinowskiego, możliwie najkrócej (nie tylko o skórzanych kurtkach, glanach, pasach z ćwiekami, pieszczochach i odjechanych fryzach), to musiałbym stwierdzić, że o silnych emocjach: miłości, przyjaźni, solidarności, ale przede wszystkim o… hipokryzji. Tego wątku jednak rozwinąć bardziej nie mogę, bo nie chcę spojlerować.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Poprzednie lektury obowiązkowe

lektury obowiązkowe

Snajper demaskuje pierwszy

Książka, która wchodzi do sprzedaży w ostatnich dniach lipca 2021 pozornie tylko należy do ciągu, bardzo podobnych do siebie wspomnień żołnierzy

Czytaj »

Czytamy w internecie

Według Google Trends - raczej nagłówki i tytuły poszukiwanych filmów. Zestawienie częstości wyszukiwania słów: "gazeta", "tv", "Google" oraz "YouTube"...

Wspieraj obywatelski projekt medialny

Przynajmniej próbujemy...
Wesprzyj nas