30.09.21. Zmierzch przemocy ?

Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury to książka Stevena Pinkera, o której będzie dziś między innymi mowa w tych Zapiskach (przeł. Tomasz Biedroń, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2015, ss. 984). Książka niesie, sądząc po tytule, ewidentnie dobrą wiadomość. Naznaczona przemocą przeszłość jest w niej nawet określana wręcz jako „obcy kraj”. W tak właśnie nazwanym rozdziale początkowym autor proponuje „wycieczkę po naszym dziedzictwie kulturowym”, koncentrując uwagę na świadectwach i formach przemocy w historii ludzkości. Ten przegląd ma czytelnikowi uprzytomnić, że „w przeszłości ludzie zachowywali się zupełnie inaczej niż my” (Zmierzch…, s. 24).  W zakończeniu rozdziału Obcy kraj czytamy:

Żaden zwiedzający nie zrozumie obcego kraju po jednodniowej wycieczce, toteż nie oczekuję od was, aby ten szybki spacer przez stulecia przekonał was, że przeszłość była bardziej brutalna od teraźniejszości. Po powrocie do domu na pewno nurtuje was wiele pytań. Czy nadal nie torturujemy ludzi? Czy XX wiek nie był najbardziej krwawy w dziejach ludzkości? Czy nowe formy wojny nie zastąpiły starych? Czy nie żyjemy w epoce terroru? Czy już w 1910 roku nie mówiono, że wojna odeszła do lamusa? Co z kurczakami hodowanymi metodą przemysłową? I czy terroryści jądrowi nie mogą jutro wywołać globalnej wojny?
Są to świetne pytania i spróbuję na nie odpowiedzieć w pozostałej części książki, wspierając się badaniami historycznymi oraz ilościowymi bazami danych. Mam jednak nadzieję, że testy istotności przygotowały grunt. Przypominają nam one, że wprawdzie otacza nas wiele niebezpieczeństw, ale zagrożenia wczorajsze były jeszcze gorsze (Zmierzch…, s. 58).

Podejmowana w dobrej wierze lektura i analiza przywoływanych przez autora danych nie zmienia jednak faktu, że pytajnik zamieszczony przy tytule jego książki także da się nieźle uzasadnić. Zgadzać się bowiem na ostateczne konkluzje tej tysiącstronicowej pracy można prawdopodobnie tylko do momentu, w którym nie odezwie się własne doświadczenie, własne tu i teraz, cierpienie konkretnych ludzi, ofiar przemocy…

Pinker wydał swą książkę w 2011 roku. W omawianym wyżej rozdziale pisał też:

Dzisiejsi ludzie myślą o świecie jako wyjątkowo niebezpiecznym miejscu. Trudno jest śledzić wiadomości bez narastającego strachu przed zamachem terrorystycznym, zderzeniem cywilizacji i użyciem broni masowego rażenia. Zapominamy jednak o zagrożeniach, które wypełniały serwisy informacyjne kilkadziesiąt lat temu, i nie doceniamy faktu, że tak wiele spośród tych zagrożeń zanikło. W kolejnych rozdziałach przedstawię liczby pokazujące, że lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte były nieporównanie bardziej brutalne i groźne od czasów, w których żyjemy. Na dodatek jednak zgodnie z duchem tego rozdziału przedstawię swój argument bardziej poglądowo (Zmierzch…, s. 56).

Pomysł na poglądową prezentację sytuacji polegał na tym, że autor, który ukończył studia w 1976 roku, wyobraził sobie i zredagował możliwe, jego zdaniem, wystąpienie „eksperta od stanu świata” jako przemówienie wygłoszone na uroczystości zakończenia swych studiów. W przemówieniu tym ukazywał pozytywną wizję świata przyszłości za trzydzieści pięć lat, czyli w roku 2011, więc gdy miał się właśnie ukazać się jego Zmierzch przemocy. Obraz tej przyszłości przedstawiał się doprawdy nieźle. Warto nań jednak nałożyć to, co zdarzyło się w kolejnych dziesięciu latach i o czym, kreując swój „przyszłościowy stan świata”, Pinker wiedzieć w 2011 roku nie mógł. Obraz wykreowany w przemówieniu i odpowiadający sytuacji z 2011 roku z perspektywy 2021 roku musi ulec, delikatnie mówiąc, bardzo wyraźnemu zmąceniu. Mówiąc z prosta, coś się z nagła znowu ze światem porobiło, ciągnąc go na powrót w przeszłość.

Przyjrzyjmy się w tym kontekście naszemu tu i teraz. Od wielu dni oto w centrum naszej publicznej uwagi sytuują się na przykład informacje o niewyobrażalnej wprost przemocy: na polsko-białoruskiej granicy z głodu, zimna i wyczerpania umierają ludzie – uchodźcy, którym nasze władze odmawiają ludzkich praw. Podczas gali 46. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, uhonorowana za całokształt swej twórczości statuetką Platynowych Lwów, mówiła o tym Agnieszka Holland:

Trudno mi dzisiaj cieszyć się naszym świętem, gdy na naszej granicy umierają ludzie, których jedynym grzechem jest to, że są inni oraz to, że chcą żyć bezpiecznie. A dzieje się to przy naszym przyzwoleniu. Naszym lękiem, naszą bezradnością godzimy się na to. Nie będę mówić o polityce, wiemy doskonale, że każde państwo ma prawo, by strzec swoich granic. Wiem też na pewno, że żadne demokratyczne państwo nie może pozwolić na to, by niewinni ludzie umierali na jego granicach.

I jeszcze:

Od pewnego czasu mam poczucie, że […] szczepionka Holokaustu i gułagów przestaje działać, a czasy nienawiści mogą łatwo wrócić, a nawet już wracają. Nie chodzi tylko o to, żeby mówić o przeszłości, o cierpieniu milionów, ale także, żeby się rozejrzeć i uświadomić sobie, gdzie jesteśmy dzisiaj.

Parafrazując słowa Cypriana Kamila Norwida z wiersza Przeszłość (1865), pomieszczonego w cyklu Vade-mecum – „Przeszłość jest to dziś, tylko cokolwiek dalej” – Holland mówiła też:

Przeszłość dzieje się teraz, a absurdalny stan wyjątkowy, został wprowadzony po to, żeby nie było śladów. W centrum polskiego kina zawsze był człowiek. Mam nadzieję, że człowieczeństwo będzie dla nas najważniejsze.

Pinker należy do antropologicznych optymistów – powie, jakby w odpowiedzi na relacjonowane lektury i wydarzenia, filozof, Tomasz Stawiszyński, w swej najnowszej książce (zob. Ucieczka od bezradności, Wydawnictwo Znak Litera Nowa, Kraków 2021, ss. 350). I z przesłaniem Pinkera – „który z godnym podziwu samozaparciem publikuje kolejne sążniste tomy dowodzące niezbicie, iż warunki życia są współcześnie nieporównywalnie lepsze niż kiedykolwiek” oraz upewnia nas „w doniosłości cywilizacyjnego progresu” – zestawi Stawiszyński poglądy René Girarda (1923-2015), który z kolei przestrzegał przed „zbyt dobrym samopoczuciem” i dowodził, że „przemoc jest wszędzie, przemoc jest zakaźna, przemoc upodabnia do siebie tych, którzy ze sobą walczą” (Ucieczka od…, s. 269). To ostatnie zdanie wydaje się szczególnie istotne…

Stawiszyński zaś w komentarzu do słów Girarda pisze:

Jeśli tak faktycznie jest, nigdy nie powinniśmy się osuwać w kuszące poczucie moralnej wyższości, które zapewnia bezpieczną pozycję autonomii wobec jakiejkolwiek krytyki, wygodny punkt obserwacyjny znajdujący się poza jakąkolwiek możliwością oceny. Przeciwnie, wskazana jest nieustanna powściągliwość i podejrzliwość, tyle że skierowana przede wszystkim do siebie. Nie ma nic prostszego niż zaślepienie na własną przemoc, na własne uwikłanie w samoreprodukujące się mechanizmy, które nieuchronnie prowadzą do takiej czy innej tragedii (Ucieczka od…, rozdział: Bezradność wobec [własnej] przemocy, s. 271).

Tu można by przywołać niekończące się ostatnio dyskusje o innej jeszcze, obserwowanej dziś u nas, zwłaszcza w mediach społecznościowych, gwałtownej dyspucie na temat przemocy. Opublikowano wszak niedawno Raport Komisji Eksperckiej na temat wydarzeń w zakonie dominikanów. W tym kontekście trzeba by zapewne mówić między innymi o sposobach funkcjonowaniu sekt (por. uwagi w tych Zapiskach związane z reportażem Podziemie Murakamiego z 2.09. tego roku; wszystko według reguł, nawet oszczędności przepisuje się na rzecz sekty).

Pewnych narzędzi do opisu i oceny sytuacji może w tym przypadku dostarczyć właśnie książka Pinkera. Jej lektura upewnia mianowicie, że przy wszelkim wartościowaniu tego rodzaju zdarzeń i zaangażowanych w nie osób znaczenie ma perspektywa, z której dokonywane są oceny oraz czasowy dystans i obecność lub nieobecność bezpośrednio przemocą dotkniętych. Formy stosowanej przemocy wpisują się bowiem jakoś w socjologiczny, religijny, polityczny, ekonomiczny, technologiczny, generalnie – kulturowo-cywilizacyjny kontekst, charakteryzując równocześnie zarówno tych, którzy czynnie, jak i tych, którzy biernie przemoc akceptują lub wcale jej nie zauważają i tym samym, wprawdzie nieświadomie, ale przecież ją legitymizują. Raczej trudno przy tym zachować bezwzględną niewinność, choć trwa się w nieświadomości lub obojętności. Człowiek w jakiejś mierze reprezentuje czasy, w których przyszło mu żyć. Są przy tym oczywiście tacy, którzy w każdej sytuacji wszystko po prostu „wiedzą lepiej” (zob. Carol Travis, Elliot Aronson, Błądzą wszyscy (ale nie ja). Dlaczego usprawiedliwiamy głupie pomysły, złe decyzje i szkodliwe działania, przeł. Agnieszka Nowak, Wydawnictwo Smak Słowa, Sopot, 2014. II wyd., ss. 240).

Jest w książce Pinkera obszerny rozdział pt. Rewolucje praw – praw obywatelskich, praw kobiet, praw dzieci, praw gejów, praw zwierząt (Zmierzch…, s. 489-616). Wnioski najprostsze wynikają zeń takie: moment uchwalenia danego prawa jest efektem długotrwałego procesu, na który składają się najpierw zauważenie problemu i nazwanie go. Po ustanowieniu danego prawa naruszające go incydenty stają się coraz rzadsze, raczej nie bije się już dzieci w szkołach „linijką po łapach”, nie uznaje się samosądów…

Ukazała się parę dni temu Gomora Artura Nowaka i Stanisława Obirka (Wydawnictwo Agora, Warszawa 2021, ss. 398). W rozdziale Gniew. Psychomanipulacja i straszenie diabłem (s. 198-214) znaleźć w niej można charakterystykę antybohaterów wspomnianego poprzednio Raportu Komisji Eksperckiej, Pawła M. i prowincjała Macieja Zięby. Warto ją chyba przeczytać, jeśli ktoś w żaden sposób niezaangażowany bezpośrednio chciałby poznać rozpoznania autorów Gomory, których zdanie ze względu na ich zawodową aktywność ma, jak się zdaje, szczególne znaczenie.

Gdyby zaś wrócić do ogólniejszej refleksji, trzeba by podkreślić, co następuje: badania historyczne dotyczące postrzegania przemocy wskazują, że podobnie jak wszelkie inne, także w tym zakresie zmiany mentalne nie zachodzą w masie i z dnia na dzień.  Może dałoby się nawet odnieść do tych wyobrażeń kategorię „długiego trwania”. Tak czy inaczej namysł nad książką Pinkera pozwala więc sobie wiele uświadomić, także chyba wbrew intencji autora. To choćby, że nie żyjemy poza kulturą. Przemoc, choć różnie przedstawiana, była w niej obecna od zawsze. Twierdzenie, że przeszłość stanowi całkiem „obcy kraj”, wydaje się cokolwiek naciągane jako równoznaczne z akceptacją myśli, iż możliwa jest jakaś utopia i że prawie już do niej dotarliśmy…

Stawiszyński też o przemocy pisze, ale zdaje się proponować całkiem inaczej ukierunkowaną refleksję. Na początku swej książki przywołuje pamięć o zdaniu wyczytanym w swoim czasie u Junga, że mianowicie „za każdym idzie jego cień, a im mniej jest on zespolony ze świadomością, tym jest ciemniejszy i większy” (Ucieczka od…, s. 17). W konsekwencji znajdziemy w tej książce daleką od utopii charakterystykę naszej współczesności i analizę sposobów reagowania na bezradność wobec śmierci, straty, smutku, (nad)odpowiedzialności, własnej przemocy. To książka, która pomaga nazwać znaczące elementy naszego aktualnego kontekstu kulturowego i właściwie powinna być lekturą obowiązkową dla każdego, kto chce się jako tako rozeznawać w otaczającej rzeczywistości, bronić przed nią, a przy tym poświęcić trochę uwagi problemom ludzkiej natury i ludzkiej kondycji. Humanistyka jest w niej prezentowana jako „gra o wysoką stawkę”. Świetnie napisana…

Kto zaś poważnie myśli o sytuacji ofiar przemocy na granicy, dobrze mu zrobi „analiza i próba naśladowania wzoru” – poloniści, którzy kiedykolwiek zajmowali się kwestią metod kształcenia sprawności językowej, będą oczywiście wiedzieć, o co chodzi. Wiąże się z tym konieczność przekładu w ramach wyobraźniowej przymiarki medialnych doniesień o sytuacjach i akcjach gdzieś tam, kogoś dotyczących na sytuacje, w których na miejsce obcych, innych wstawimy siebie i swych najbliższych. Tak, jak robi to Jacek Dehnel w do głębi poruszającym wierszu pt. Odpowiadając pani, która na spotkaniu autorskim zadała pytanie, jak wygląda praca poety… (opublikowany 25.09.2021 na łamach „GW” i w każdej chwili dostępny w sieci).

Zapiski na marginesach starych i nowych lektur

Fot. Wikimedia

Zofia Agnieszka Kłakówna – mieszka w Krakowie, polonistka, literaturoznawczyni, od zawsze i stale zajmuje się problemami edukacji — w teorii i w praktyce, w różnych rolach, w różnych szkołach, w różnych miejscach, w Polsce i poza jej granicami, jest autorką paru książek na ten temat, współautorką koncepcji edukacyjnej i odpowiadających jej podręczników pod nazwą To lubię! Sztuka pisania, przez wiele lat redagowała czasopismo „Nowa Polszczyzna”. Zdaniem recenzentów jej prac – „skrajna indywidualistka, która przedziwnym sposobem prawie zawsze pracuje w zespole”. 

Wszystkie zapiski

14.10.21. Bezradność i wyobraźnia

Trochę głupio i niezręcznie pisać jakby nigdy nic o właśnie czytanych i wartych przeczytania książkach, gdy na naszej granicy mocą rządowych decyzji umierają z głodu i wychłodzenia bezradni ludzie, gdy te same moce wyprowadzają nas z Unii Europejskiej, za nic mając elementarną wyobraźnię co do tego choćby, jak dalece jesteśmy „więźniami geografii”. Mimo wszystko chciałoby się jednak myśleć, że czytanie i namysł nad znaczeniami czytanego jako rzeczywista praktyka kulturowa czynią pewne kwestie oczywistymi, pomagają się rozeznawać w tym, co dookoła, umożliwiają tworzenie jakiejś zasadniczej hierarchii wartości, jakieś rozumienie sytuacji ogólnej oraz własnej, jakieś warunki porozumiewania się i porozumienia…

Czytaj »

2.09.21. Podziemie…

Ludzie wokół mnie reagowali tak samo: po prostu szli przed siebie, udając, że nie widzą sekciarzy. […] Niemieccy intelektualiści z okresu weimarskiego chyba postępowali podobnie, kiedy pierwszy raz widzieli Hitlera (Podziemie…, s. 303).

Czytaj »

22.07.21. „Cztery nogi dobre, dwie nogi złe”

Dookoła pełno pralni mózgów. Jest na szczęście piękne słowo „timszel”, które oznacza, że możesz się nie poddać praniu swego mózgu, możesz odmówić prania mózgów cudzych, możesz także uczyć innych, jak takiego prania mózgu unikać i jak identyfikować zakusy różnych „praczy”.

Czytaj »