10.11.22. Opowieść o Koperniku i jego czasach

W przyszłym roku wypada 550. rocznica urodzin Mikołaja Kopernika (1473-1543). Wyprzedza ją wydana pod koniec października tego roku obszerna biografia uczonego opracowana w rezultacie swoistego dziennikarskiego śledztwa przez Wojciecha Orlińskiego: Kopernik. Rewolucje (Wydawnictwo Agora 2022).

Powstanie takiej biografii stanowi z wszelką pewnością akt znaczący dla naszej pamięci kulturowej. W tym przypadku mamy jednak równocześnie do czynienia z próbą odkrywania tego, co mogłoby się w przypadku Kopernika składać na jego pamięć indywidualną. Narracja tworzona na podstawie takich dociekań nie jest więc powieściową fikcją. Odpowiada raczej historii, która mogłaby z dużym i wyraziście uzasadnianym prawdopodobieństwem zostać wysnuta ze świadectw indywidualnej pamięci, gdyby tylko Kopernik zostawił jakieś pamiętniki czy dzienniki. Istotny jest przy tym fakt, że trud opracowania biografii Kopernika podjął właśnie dziennikarz. Na to bowiem, co wolno dziennikarzowi, nie poważyłby się raczej żaden profesjonalny historyk. Orliński od początku zresztą zwraca uwagę na odmienności warsztatowych obligacji, które różnią te profesje. Pisze:

Nim zaproszę do wspólnej podróży, kilka słów ostrzeżenia: nawigatorem w tej wyprawie nie będzie zawodowy wilk morski, tylko dziennikarz. A gdy dziennikarz wyznacza kierunek, to znaczy, że podróż nie odbędzie się trasą najkrótszą, optymalną i najbezpieczniejszą. Przeciwnie! Będzie się on starał zapewnić pasażerom podróż pełną wrażeń i przygód” (s. 8).

A nieco dalej: Dziennikarza nie krępują takie reguły, jak „historyków z monumentalnym dorobkiem” (s. 16). I jeszcze: „poważnym historykom nie wypada snuć daleko idących spekulacji (s. 64). Krótko mówiąc, opowieść dziennikarza może zyskać na rozważaniu ewentualności rozmaitych zdarzeń. I tak się dzieje w tym przypadku…

Biografia opracowana przez Orlińskiego, powtórzmy, jest objętościowo potężna.  Problem w tym, że wprawdzie o rewolucji kopernikańskiej więcej lub mniej wie dziś na ogół każdy, ale o życiu Kopernika tak naprawdę wiadomo raczej bardzo mało. Nie stoi to wprawdzie jakoś specjalnie na przeszkodzie powstawaniu coraz to innych poświęconych mu opracowań biograficznych. Łatwo się o tym przekonać. Wystarczy, okazuje się, zamówić dla przykładu książkę Orlińskiego przez Internet, by zaraz uruchomiły się algorytmy i zaczęły podsyłać zamawiającemu propozycje innych prac z Kopernikiem w tytule. Bibliografia, którą autor przedstawianej książki wskazuje jako zaplecze swych studiów i odkryć (s. 419-424), też w żadnym razie uboga nie jest. Orliński, posługując się nośną kulturowo metaforą, lojalnie jednak uprzedza na wejściu: „skąpe materiały źródłowe sprawiają, że kopernikologia jest niczym podróż przez ocean hipotez, na którym rzadko napotykamy wyspy niepodważalnych faktów” (s. 8). Później zaś doda: „stuprocentowo pewnych źródeł jest niewiele (s. 80). Dotyczy to, okazuje się,  nawet twardych dat, którymi operuje encyklopedia. Czytamy:

Niestety, nawet data urodzin jest w wypadku Mikołaja Kopernika wątpliwa. Pozornie znamy ją z ogromną dokładnością: 19 lutego 1473 roku, godzina 16.48. Te dane nie pochodzą jednak z żadnego oficjalnego rejestru, tylko z horoskopu sporządzonego ok. 1540 roku… (s. 82).

Horoskopowa pewność określona została, jak widać, długo post factum… Orliński podkreśla zatem: „Skąpość źródeł – a właściwie ich brak – dotyczących dzieciństwa Kopernika sprawia, że każdy autor wspomaga się wyobraźnią…” (s. 86). Niepewna okazuje się też informacja dotycząca daty śmierci. Jej źródło stanowi tylko pewien list, co oznacza – pisze Orliński – że de facto „Kopernik odszedł […] z tego świata, tak, jak przyszedł – w atmosferze tajemnicy” (s. 374)…

Z tak charakteryzowanego „niczego prawie” powstało jednak drobne 415 stron fascynującej opowieści. Jak to możliwe?

Życie Kopernika wpisane było w trzy okresy – średniowiecze, renesans i czasy kontrreformacji. Dotyczących go dokumentów jest niewiele. Jeśliby jednak pytać, jak ma się do tego związana z jego osobą nasza kulturowa pamięć, co ją przez wieki kształtuje i podtrzymuje, dałoby się wyliczyć miejsca, w których żył, miasta, w których studiował, nazwiska różnych ludzi – w tym ważnych polityków i dyplomatów, z którymi był na różne sposoby związany – role i funkcje, które pełnił, dzieła, które opublikował. Lochów Watykanu wprawdzie uniknął, ale jego dzieło, choć dopiero w 1616 roku, wpisano jednak jako sprzeczne z Biblią do indeksu heretyckich ksiąg zakazanych.

Dodajmy też do tej listy poświęcane Kopernikowi później pamiątkowe tablice, medale, pomniki, rocznicowe uroczystości, którymi jego dokonania honorowano, namalowany na płótnie olejny obraz Jana Matejki, który powstał w 1873 roku dla uczczenia 400. rocznicy urodzin uczonego: Astronom Kopernik rozmawia z Bogiem (oryginał 2,25×3,15 w Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego) czy tysiączłotowy banknot, na którym widniał jego portret…

Pytania dotyczące natomiast głębi kopernikańskich rozpoznań i historii dzieła De revolutionibus orbium coelestium specjalnie chyba nie zaprzątają dziś głów zwykłych zjadaczy chleba. Zapewne mało kto poza specjalistami orientuje się, jak się przedstawiał problem z tym tytułem i z drukiem całego dzieła. Orliński sugeruje nadto, że dziś, gdy w programie szkolnym od dawna już jest trygonometria i tak „wielu czynnych polityków miałoby problem z rozwiązaniem zadań na poziomie maturalnym”, gdyby należało w nich zastosować obecne w argumentacji Kopernika i jego ucznia Retyka „funkcje sinusa i sekansa” (s. 356).

Dziewiętnastowieczną rymowankę natomiast –  „Wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię, polskie go wydało plemię” – zna chyba każdy i jest raczej jasne, że stanowi ona niezłą pożywkę dla narodowej dumy, a przydatna bywa nie tylko podczas szkolnej nauki, ale też przy niwelowaniu dociekań, które wskazywałyby na niepolski rodowód Kopernika, co wiąże się choćby z nazwiskami jego rodziców. Tu od razu dodajmy, że Orliński kwestie te w swej książce także rozpatruje. Poświęca im rozdział zatytułowany Bonus Polonus (s. 66-81) i niezbicie dowodzi Kopernikowej lojalności wobec Polski, starannie uzasadniając zdanie: „Mimo wszystkich wątpliwości uważam […] Kopernika za Polaka” (s. 65).

W zasobach kulturowej pamięci dotyczącej dzieł Kopernika mieści się chyba poza tym istotna dla wielu osób świadomość jego mądrości ekonomicznej wyrażana formułą o złym pieniądzu wypierającym pieniądz lepszy albo o jego udziale w akcji zmieniania kalendarza. Wiadomo na ogół, że był kanonikiem warmińskim, że zajmował się prawem…    

Wszystko to jednak nie wystarcza, by odtworzyć indywidualne losy oraz doświadczenia konkretnego człowieka i podjąć próbę choćby wiarygodnego zarysowania opowieści, która w odróżnieniu od znaków pamięci kulturowej stanowiłaby wyraz pamięci indywidualnej.

Orliński uruchamia w tej sytuacji wiedzę o najrozmaitszych kontekstach zdarzeń, w które wpisany był Kopernik Dba przy tym, by nie ulegać prezentyzmowi, tj. by nie oceniać sytuacji z perspektywy dzisiejszej naszej wiedzy o tamtych czasach. Nierzadko odkrywa jednak w przeszłości, występujące wprawdzie pod innymi nazwami, ale dobrze nam dziś znane mechanizmy ludzkich działań.

Wyeksponowanie realiów socjologicznych i kulturowych oraz zdarzeń z szerokiego historycznego tła to niezła lekcja historii. Przypomniane zostają przy tym niezliczone walki o terytoria, o władzę, o zasoby na zdobywanych terenach, a także rozmaite akcje dyplomatyczne, agenturalne i szpiegowskie. Przypomniane zostają znaczące zdarzenia z historii Zakonu Krzyżackiego, Prus i Polski oraz działania ich aktualnych wtedy władców. Wszystko to pozwala się zastanowić nad rolą przypadku, niespodziewanych okoliczności i – generalnie – kontekstu w ludzkim życiu, w tym w życiu Kopernika…

Pozwala to na przykład szukać odpowiedzi na pytanie, jak w ogóle mogło dojść do najzupełniej nieoczywistego małżeństwa rodziców przyszłego astronoma? Małżeństwa, które było ewidentnym mezaliansem? Jak to się stało później, że Kopernik mógł studiować? Jak musiały wyglądać jego podróże? Kiedy i gdzie mógł się zainteresować astronomią? Jak łączył wielość rozmaitych zajęć? Dlaczego nie wahał się wziąć czynnego udziału w wojnie polsko-krzyżackiej? Jak wędrowała w tych czasach korespondencja? Jak Kopernik stał się „wytrawnym graczem w kościelne gry” (s. 325)? Jak, żyjąc w świecie, w którym głównym narzędziem intrygi – twierdzi Orliński – były donosy krążące wokół „głównej triady tematów: „korek, worek i rozporek”(s. 294), zachował skromność i prawość? W jaki sposób dbał o przyjaźnie oraz o własną historię miłosną? Jak zdołał prowadzić przy tym swe astronomiczne obserwacje? W jaki sposób jego koncepcje poznali uczeni z innych krajów? Jak udało mu się napisać i opublikować De revolutionibus? Kto, i jak dłubał przy tym tytule? Dlaczego komuś zależało na formule wskazującej koniecznie na obroty „ciał niebieskich” i tytuł poszerzył? Dlaczego jest tak mało dokumentów dotyczących życia i działalności Kopernika?

Właśnie o tym opowiada wynikająca z detektywistycznych odkryć Wojciecha Orlińskiego biograficzna narracja o Koperniku i jego czasach…

Co się zaś tyczy w tym kontekście powszechnej u nas, obowiązkowej, takiej samej dla wszystkich edukacji szkolnej – gdyby zgodnie z praktykowaną w tych Zapiskach zasadą odnieść się na koniec do takiej kwestii…  

Cóż, wobec intensywności edukacyjnych reform przeprowadzanych dziś z woli rządu, można by się chwilami obawiać, że w sprawie dzieła Kopernika rzecz może się potoczyć nieledwie tak, jak w 1539 roku w Wittenberdze, gdy heliocentryczną teorię „niezbitym argumentem” obalił Marcin Luter, „wskazując – według dziennikarskiej relacji Orlińskiego (s. 340) – że Słońce ponad wszelką wątpliwość musi krążyć wokół Ziemi, a nie odwrotnie, bo Pismo Święte wyraźnie mówi, że Jozue wygrał wojnę z pięcioma królami dzięki pomocy Jahwe, który w kluczowej bitwie wstrzymał ruch Słońca (Joz.10:13).

Na razie jednak w większości przypadków poznawanie teorii Kopernika w szkole powszechnej kończy się chyba co najwyżej przyswojeniem cytowanej wyżej narodowo znaczącej rymowanki. Możliwe, że bywa i tak, jak w anegdocie, którą zamieścił we wstępie do opracowania o przewrotnym tytule Książka, której nikt nie przeczytał Owen Gingerich, astronom i profesor historii nauki z Harwardu:

Na moim biurku leży kartka z żartem rysunkowym. Dziecko informuje zaskoczonych rodziców, że w szkole przerabiają De revolutionibus Kopernika. Puentę zawiera drugi rysunek: „Uczymy się jak to wymawiać!” (Książka, której nikt…, przeł. Jarosław Włodarczyk, Amber, Warszawa 2004, s. 7).

Nawiasem mówiąc, Gingerich w Polsce bywał wiele razy i w różnych okolicznościach. Najpierw jako szesnastolatek w 1946 roku z transportem w ramach powojennej pomocy naszemu krajowi, potem jako uczony, który między innymi pracował nad przygotowaniem obchodów 500. rocznicy urodzin Kopernika. W zapleczu stworzonej przez Orlińskiego biografii Kopernika książka Gingericha ma oczywiście swoje istotne miejsce…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

O autorze

Zapiski na marginesach starych i nowych lektur

Fot. Wikimedia

Fot. Franciszek Vetulani

Zofia Agnieszka Kłakówna – mieszka w Krakowie, polonistka, literaturoznawczyni, od zawsze i stale zajmuje się problemami edukacji — w teorii i w praktyce, w różnych rolach, w różnych szkołach, w różnych miejscach, w Polsce i poza jej granicami, jest autorką paru książek na ten temat, współautorką koncepcji edukacyjnej i odpowiadających jej podręczników pod nazwą To lubię! Sztuka pisania, przez wiele lat redagowała czasopismo „Nowa Polszczyzna”. Zdaniem recenzentów jej prac – „skrajna indywidualistka, która przedziwnym sposobem prawie zawsze pracuje w zespole”. 

Wszystkie zapiski

27.10.22. Odwieczna tymczasowość

„Nie daj się uwieść apokalipsie / ogranicz używanie mediów społecznościowych / przestań się oburzać / nie ulegaj polaryzacji / żyj w niezgodzie ze sobą / kieruj się racjonalnością, a nie tożsamością / nie podążaj „ścieżką serca” / przedkładaj myślenie nad działanie / czytaj książki / nie szukaj pewności / memento mori” — Stawiszyński

Czytaj »

15.09.22.

„[Szkoła] ukazywana jest tylko jako jeden z ważnych elementów wpływających na permanentne ubezwłasnowolnianie pojedynczych osób, rodzin i całych społeczności ludzi określanych jako naród, zorganizowanych jako państwo i postrzeganych jako jego obywatele. Ubezwłasnowolnianie to kończy się na przeświadczeniu, że nic od nas tak naprawdę nie zależy, na nic nie mamy wpływu, jesteśmy bezradni, choć podobno żyjemy w świecie respektującym reguły demokracji i utrzymywani jesteśmy w przekonaniu o jej niepodrabialnych walorach każdemu z osobna zapewniających wolność. […]

Odpowiada za taki stan rzeczy […] przede wszystkim wizja człowieka charakteryzowanego jako homo oeconomicus i utopijne przeświadczenie, że żyjemy w naszym najlepszym ze światów, w którym o wszystkim decyduje ekonomia, co się przekłada na dążenie do pomnażania zysków i skuteczną tej tendencji realizację.”

Czytaj »