10. Czy demokracja przedstawicielska istnieje? Czy warto jej bronić? Czy trzeba walczyć o demokrację, czy wystarczy zwalczać jej wrogów?

To, że demokracja przedstawicielska jest zagrożona, raczej nie ulega wątpliwości. Bez wątpienia widzimy upadek znaczenia i wiarygodności przedstawicieli politycznych i jakichkolwiek, również pozapolitycznych autorytetów. Czy jednak istnieje szansa obrony demokracji jaką znamy i czy powinniśmy próbować? W świecie realnej polityki pytania tego rodzaju uchodzą za akademickie, niemniej mogą one mieć i już miewają niebezpiecznie praktyczne znaczenie, kiedy np. stajemy wobec Brexitu, czy wyboru Trumpa w USA, by uciec na chwilę od polskiej rzeczywistości. W obu tych przypadkach mamy do czynienia zarówno z bezbronnością tradycyjnego politycznego mainstreamu wobec nierzadko agenturalnej manipulacji wielkimi grupami ludzi, jak i z naturalną, spontaniczną, więc w wielu przejawach „dziką demokratyzacją”, w której do głosu dochodzą i przesądzają ludzie, grupy społeczne, postawy i instynkty dotąd skutecznie marginalizowane w życiu publicznym. Czy bezpośrednie formy demokracji, jak referendum, są szansą, czy zagrożeniem? To jedno z możliwych sformułowań problemu. Potencjalnie doniosłe w skutkach, jeśli pomyśleć, że możliwe mogą być referenda zarówno w sprawie np. aborcji, jak kosztów transformacji energetycznej. Czy chcemy trwać przy klasycznych, wielkich, wodzowskich i tożsamościowych partiach jak Republikanie i Demokraci, albo PiS i PO, czy szukamy nieznanych wcześniej i dziś wciąż kontrowersyjnych modeli w rodzaju włoskiego Ruchu Pięciu Gwiazd lub inicjatyw związanych z konkretnymi projektami. W tej grupie zagadnień chodzi także o wciąż bardzo mało w Polsce znane rozwiązania z zakresu demokracji deliberatywnej, jak panele obywatelskie.