13.04.23. O "fuzji narodu i wiary"...

Pod koniec ubiegłego roku ukazało się u nas tłumaczenie kolejnej książki autorstwa amerykańskiego historyka Briana Porter-Szücsa, a dotyczącej,  podobnie zresztą jak poprzednia – Całkiem zwyczajny kraj. Historia Polski bez martyrologii  (zob. tekście tych Zapisków z 23.11.22) – polskich problemów, na które składają się zasadnicze elementy naszej narodowej mitologii. Tym razem przedmiot szczegółowych analiz zapowiada tytuł Wiara i ojczyzna. Katolicyzm, nowoczesność i Polska (przeł. Jan Dzierzgowski, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2022). Anglojęzyczna wersja tej książki opublikowana została w 2011 roku. Na użytek polskiego wydania autor ją zaktualizował tak, że refleksja obejmuje dalsze dziesięć lat i sięga roku 2022.

Badania Porter-Szücsa w tle mają całą polską historię relacji między wiarą katolicką i ojczyzną, które to relacje, pozostając w oczywistej zależności od wizji poszczególnych papieży i decyzji kolejnych soborów, głównie jednak odpowiadają zwykle stanowiskom miejscowych „sług pana Boga”. Gruntowną uwagą badania te obejmują jednak przede wszystkim wieki XIX i XX oraz pierwsze dwudziestolecie wieku XXI, w tym okres III RP oraz nasze dziś. Konkretnie dotyczą zaś splotu katolickiej doktryny i pojęcia narodu w zderzeniu z procesami zmieniającymi dookolny świat, więc w odniesieniu do sposobów rozumienia postępu i nowoczesności, w tym roli rozumu, nauki, wiedzy. Przedstawiane w książce analizy pozwalają nazywać przyczyny i określać „stan rzeczy” charakteryzujący łączenie wyobrażeń na temat związku religii z narodem oraz zjawisk i wydarzeń, które w taki czy inny sposób naznaczają bezpośrednio nasze „tu i teraz”, to jest czas, w którym liczy się globalizacja, zwłaszcza zaś relacje z Unią Europejską, istnieje Internet i rozwijana jest sztuczna inteligencja. Pod lupą Porter-Szücsa uwidaczniają się przy tym mechanizmy zapewniające – mimo dookolnego pulsowania nowoczesności i widocznych świadectw sekularyzacji wyobrażeń o świecie – zarówno ciągłość sposobów myślenia przypisywanych nieledwie średniowieczu, jak i aktywizm, wyrażający się dziś między innymi na przykład powtarzaniem tez Dmowskiego, organizacją bogoojczyźnianych marszów czy przegłosowywaniem sejmowych uchwał, które dotyczą „naszego papieża” …

Pulsowanie takich idei od razu na wejściu sygnuje w książce Porter-Szücsa zestaw cytatów pomieszczonych we Wstępie. Zaczyna się od wypowiedzi Jana Pawła II z 1979 roku („Nie można bez Chrystusa zrozumieć dziejów Polski”…). Następnie idzie jednak zdanie, które zwraca uwagę na pewne zasadnicze wymagania wobec tej wstępnej, jednoznacznej wizji: „Nie wystarcza jeszcze imię katolika. Musimy nie tylko zwać się katolikami, ale nimi być”. To z kolei słowa lwowskiego arcybiskupa i rektora tamtejszego uniwersytetu, Józefa Bilczewskiego (1860-1923). Zaraz potem czytamy jednak wierszyk Bełzy o tożsamości i obowiązkach „Polaka małego”. Na jego treść nakłada się z kolei jednoznaczna definicja polskości głoszona w 1949 roku przez kardynała Stefana Wyszyńskiego:  „Bóg, ojciec narodów, wybrał sobie ziemię polską na krainę krzyża Chrystusowego. Od tysiąca lat krzyż stał się jedyną nadzieją Narodu naszego” (Wiara i …, s. 7). Taki porządek cytatów odpowiada, jak wynika z dociekań Porter-Szücsa, powtarzalnemu modelowi instytucjonalnych wyobrażeń kształtujących omawiane relacje, a w ostatecznym rachunku w zasadzie uniemożliwia rzeczywiste zmiany i dostosowywanie się idei do nowoczesności.

Wiara i ojczyzna (blisko 600 stron tekstu) wymaga lektury powolnej, zwłaszcza od tych, którzy wcześniej nie zajmowali się historią opisywanych w tej książce problemów czy dokonaniami konkretnych, kształtujących je osób, ani – tym bardziej – rozważaniami z zakresu teologii. Szczęśliwie jednak książka napisana jest językiem bez metodologicznych udziwnień i dobrze się ją czyta. Znaczące jest to, że napisał ją znawca tych zagadnień, który przygląda się opisywanym zjawiskom z zewnątrz, z oczywistego dystansu. Kto zatem chce rozumieć, jakie korzenie ma to, co się u nas aktualnie dzieje, książkę tę powinien potraktować jako lekturę obowiązkową. Kontekstualne otoczenie tak lub inaczej oddziałuje przecież na każdego. Nie jest więc obojętne, jak formowana jest nasza zbiorowa pamięć kulturowa, kim są jej dysponenci oraz na czym tak naprawdę polega „fuzja narodu i wiary” (Wiara…, s. 449) lub – dodajmy – może wręcz fuzja partyjnego pojęcia narodu i wiary. Nie jest obojętne, jak są formowane lub formatowane wyobrażenia o świecie u wyborców władz państwowych demokratycznego kraju i które grupy społeczne łatwo się tego rodzaju zabiegom poddają… Sam autor, Porter-Szücs, przedstawianą w swej książce problematykę zapowiada w każdym razie tak:

Wizja Polski jako homogenicznego katolickiego narodu to […] zarówno specyficzna opowieść o przeszłości, jak i żądanie, by podtrzymywać i krzewić określony model katolicyzmu. Hasło „broniąc krzyża, Polski bronimy” stanowi wręcz okrzyk bojowy… Co ważne, jest on skierowany głównie przeciwko tym, którzy, co prawda, deklarują się jako katolicy, ale rzekomo nie są dostatecznie wierni swojemu wyznaniu i ojczyźnie. Napisałem niniejszą książkę, żeby zrozumieć te oskarżenia, a także reakcje tych, którzy mimo zarzutów uważają się za dobrych katolików i dobrych Polaków. […]
Nie zamierzam prezentować tu dziejów wspólnoty wiernych ani wspólnoty narodowej; żadna z moich tez czy generalizacji nie będzie w stu procentach trafnie charakteryzować poglądów konkretnej jednostki bądź grupy, nie będę też opowiadać o losach instytucji polskiego Kościoła, aczkolwiek klerowi poświęcę dużo miejsca. Zamiast tego postanowiłem napisać historię ideologicznych i teologicznych punktów odniesienia wyrażanych przez kler, podtrzymywanych i bronionych przez Kościół, omawianych w katolickiej prasie i głoszonych wśród wiernych za pośrednictwem katechezy, kazań i rozmaitych tekstów o charakterze religijnym. […] Zamierzam tu analizować rozmaite stanowiska, postawy i zachowania, które stanowiły konieczną konsekwencję czynnego utożsamiania się z polskim katolicyzmem, te, które luźno wiązały się z nim w pewnych okolicznościach dziejowych, i wreszcie te, które plasowały się na granicy doktrynalnej i ideologicznej prawowierności. Książka nie będzie więc historią polskiego katolicyzmu w jego różnych aspektach ani tym bardziej opowieścią o instytucji polskiego Kościoła czy o polskich etnokatolikach. Zamiast tego zamierzam naszkicować ogólny przegląd tego, co według różnych osób było wymagane, popierane, tolerowane i zakazane w ramach normatywnego ideału katolicyzmu w ciągu ostatnich stu pięćdziesięciu lat. Aby przeprowadzić was przez te retoryczne terytoria, skupię się na zestawie wybranych kluczowych pojęć i koncepcji. Każdy rozdział będzie poświęcony konkretnemu słowu lub hasłu z katolickiego wokabularza i ich zmiennym znaczeniom. Niekiedy będę się koncentrował na określonych momentach historycznych, niekiedy zaś analiza będzie dotyczyła długiego okresu. Czasem będę się trzymał chronologii linearnej, czasem zaś pozwolę sobie na dobór przykładów z różnych epok, by podkreślić ciągłość lub wszechobecność danej idei.
Głównym celem książki jest zrozumienie rekonfiguracji katolicyzmu, które miały umożliwić mu zachowanie znaczenia we współczesnym świecie, jawiącym się większości katolików jako nieprzejednanie wrogi. Na drodze do nowoczesności katolicyzm zbratał się z narodem, co z teologicznego i ideologicznego punktu widzenia wiązało się z rozmaitymi wyzwaniami. […]
Dawniej powszechnie mówiło się o szczególnej, patologicznej „wschodniej” formie nacjonalizmu, dziś natomiast wielu obserwatorów wskazuje Polskę jako przykład kraju, w którym istnieje szczególna, atawistyczna, nie całkiem europejska forma religijności publicznej. Moim zdaniem […] powinniśmy skupić się na tym, w jaki sposób wyznawcy przeformułowują swoje wierzenia, gdy próbują znaleźć sens w zmieniającym się świecie.  W ten sposób Polska wyda się „normalniejsza”, a my będziemy mogli lepiej zrozumieć inne kraje czy regiony, w których publiczna religia pozostaje istotną silą. Zobaczymy zaraz, w jaki sposób pewne na pozór przednowoczesne byty i pojęcia, na przykład „Kościół”, „grzech” lub „Maryja”, dopasowują się do dwudziestowiecznych pojęć, takich jak „postęp” czy „naród”. Niejednostajny, czasem bolesny proces unowocześniania katolicyzmu stanowić będzie oś narracji w niniejszej książce (Wiara…, s. 20-24).

Warto zwrócić uwagę na opisane wyżej przez Porter-Szücsa rozwiązanie, według którego historyczna analiza omawianych zjawisk i zdarzeń – to jest odkrywanie w nich ciągłości i rejestrowanie zmian – podporządkowana została w kolejnych rozdziałach jego książki następującym „figurom” tytułowym: Kościół, Grzech, Nowoczesność, Osoba i społeczeństwo, Polityka, Naród pokutujący, „Eccelesia militans”, Żyd, Polak-katolik, Maryja: moc i macierzyństwo. Warto też zwrócić uwagę na wzmiankę o tym, że każdy z podjętych tematów oznacza swoiste „terytorium retoryczne”. To określenie „trafia w punkt”, jak się dziś zwykło mówić. Każde z tytułowych pojęć książki Porter-Szücsa różnie bowiem bywało i bywa definiowane, zaś metaforyczna jakość i rozmaitość tych definicji przyprawia o prawdziwy zawrót głowy. Konia z rzędem temu na przykład, kto na poczekaniu potrafiłby bez specjalnych studiów przedstawić rozliczne definicje Kościoła pojmowanego nie jako instytucja, lecz jako idea… Nic dziwnego w każdym razie, że aktualizujące stan rzeczy postanowienia II soboru watykańskiego (1962-1965) opisywane bywają w kategoriach „wydarzeń językowych”.

Tak czy inaczej, tożsamość autorytetu hierarchicznej organizacji z niepodważalnością dogmatu i w konsekwencji oczekiwanie od wiernych posłuszeństwa wobec reprezentantów kościelnej organizacji trzyma się ciągle nad wyraz dobrze. Na początku XX wieku pewien biskup, pisze Porter-Szücs, nie na żarty się oburzył na jakiegoś wieśniaka, gdy ten mu zakomunikował, że myśli na własny rachunek: „Co mi tam Ksiądz Biskup mówi, ja mam swój rozum, ja wiem, co mi szkodzi, a co jest dla mnie dobre” (Wiara i…, s. 35). Dziś z samodzielnego myślenia, zwłaszcza w odniesieniu do relacji religia katolicka – ojczyzna, zwalnia nas toruńskie radio i inne partyjnie kontrolowane, prawicowe media. Chciałoby się nawet powiedzieć: nic nowego pod słońcem, jeśli pamiętać historię Arian i ich wypędzenia z Polski. O tym Porter-Szücs także pisze, więc przy okazji niejako warto odnotować fakt, że w aktualnym repertuarze krakowskiego Starego Teatru figuruje interesujące przedstawienie pod tytułem Arianie (tekst i reżyseria Beniamina M. Bukowskiego). Podobnie z teoriami spiskowymi. Dziś, tak samo, jak dawniej, ich nie brakuje. Wiążą one ze sobą i wyjaśniają „takie zjawiska, jak choćby sekularyzm, kapitalizm, socjalizm czy dekadentyzm w kulturze masowej”. Porter-Szücs stwierdza:

Podobne wizje świata spotkać można we wszystkich erach i we wszystkich kontekstach kulturowych, jednak w niektórych epokach i w niektórych społecznościach wykształca się zdumiewająco powszechny konsensus, że konkretne (z reguły niewidzialne) siły odpowiadają za niesprawiedliwość, cierpienia i zło. Badacze często interpretują gwałtowną eksplozję teorii spiskowych jako reakcję na zagrożenie i dezorientację, zwłaszcza we współczesnym świecie rządzonym przez globalne procesy gospodarcze i polityczne, których działania trudno zrozumieć, a czasem wręcz dostrzec. Wykładnia ta głosi, co następuje: aby nadać sens cierpieniom, które wydają się go zupełnie pozbawione, ludzie zaczynają wierzyć w historie o złowrogich jednostkach, organizacjach lub obcych grupach. Owo naukowe wyjaśnienie brzmi całkiem przekonująco, jeśli odnieść je do katolicyzmu w XIX i XX stuleciu, gdyż Kościół zmagał się wówczas z wieloma nieszczęściami i problemami, a większości wiernych z pewnością niewiele mówiły abstrakcyjne pojęcia typu „modernizacja” czy „sekularyzacja” (skądinąd zaczerpnięte z liberalnego języka). Łatwo sobie wyobrazić, że księża i najgorliwsze osoby świeckie stali się podatni na alternatywne narracje, nadające sens przeżywanym utrapieniom.
Sprowadzanie teorii spiskowych do reakcji na powszechną dezorientację jest pomocne, ale nie wszystko uda nam się w ten sposób wyjaśnić. Katolicy byli wszak w szczególnej sytuacji, bo od dawna dysponowali sprawdzonym sposobem nadawania sensu cierpieniom – odwoływali się do wyroków opatrzności Bożej. Na początku XX wieku doszło jednak do splotu dwóch sił, które sprawiły, że katolikom łatwiej było uwierzyć we wrogi spisek przeciwko chrześcijaństwu. Po pierwsze, wizję spisku promował sam Watykan, zwłaszcza za pontyfikatu Piusa X. […] Drugim, ważniejszym czynnikiem wpływającym na rozwój myślenia spiskowego wśród katolików było odejście od dziewiętnastowiecznej doktryny posłuszeństwa wobec władzy… (Wiara i…, s. 337-338).

Nawiasem mówiąc, ukazała się niedawno, już w tym roku, książka pod tytułem Spisek. Czyli, kto nam wszczepia czipy i inne popie*one teorie autorstwa dwóch brytyjskich dziennikarzy, Toma Phillips’a i Jonna Elledge (przeł. Maria Gębicka-Frąc, Wydawnictwo Albatros,  Warszawa 2023). Na blisko czterystu stronach analizowane są w niej najrozmaitsze teorie spiskowe. W okładkowej nocie znajdziemy zaś taką między innymi uwagę: „Nie jest możliwe stworzenie teorii spiskowej tak idiotycznej, żeby nie znalazł się ktoś, kto w nią uwierzy”. I komentarz: „A dziś są idealne warunki, by [teorie takie] rodziły się jak grzyby po deszczu – mamy maszynę do ich generowania: INTERNET”.

Wracając więc do uwag na temat książki Wiara i ojczyzna, tym bardziej trudno się wobec tego dziwić, że również historii religii chrześcijańskiej nie omijają spiskowe teorie. Także gdy chodzi o naszą współczesność. Porter-Szücs pisze między innymi:

Dla wielu katolików nierozerwalna więź między wiarą a narodem to pewien ideał, zupełnie oderwany od polskiej rzeczywistości. Ludzie ci czują się atakowani przez współczesną kulturę, niektórzy wierzą wręcz w powszechny antychrześcijański spisek. Można zacytować choćby słowa biskupa Adama Lepy, który w 1997 roku ubolewał z powodu akceptowania „nowego modelu” bycia Polakiem. Był to model „laicki, lewicowy, libertyński”, rozpowszechniany za sprawą „manipulacji (prania mózgu), pornografii i reklam. W oczach biskupa Lepy nie chodziło tu jedynie o inne podejście do tożsamości narodowej, lecz także o odrzucenie narodu jako takiego. Obwiniał zagraniczne media i kosmopolityczną inteligencję za szerzące się „niewrażliwość na sprawę tożsamości narodowej, nieznajomość historii Polski, stępienie poczucia godności narodowej itp.”. Dla osób pokroju Lepy więź między wiarą a narodem nie zależy ani od faktycznych subiektywnych tożsamości, ani od przekonań i zachowań większości społeczeństwa. „Katolicki naród” istnieje zarówno w wyidealizowanej przeszłości, jak i w wyśnionej przyszłości, ale na pewno nie w dzisiejszym zsekularyzowanym liberalnym, dekadenckim świecie (Wiara i…, s. 15-16).

Gdyby ktoś chciał w takim razie skupić uwagę na rozwijanej przez Porter-Szücsa problematyce w odniesieniu do konkretów innych niż cytowana wypowiedź biskupa Lepy i postrzeganych z jeszcze bliższej czasowo perspektywy, znajdzie opowieść o nich w lekkim stylem napisanej książce Artura Nowaka i Stanisława Obirka Gomora. Pieniądze, władza i strach w polskim kościele (Agora, Warszawa 2021). Porter-Szücs stara się wskazywać źródła „skomplikowanej relacji Kościoła ze środowiskami prawicy i jego uwikłania w politykę” z perspektywy historyka i procesów „długiego trwania”. Nowak i Obirek przedstawiają te zjawiska w odniesieniu do konkretów i nazwisk reprezentatywnych dla „tu i teraz”…

Co wobec referowanych tu prac powiedzieć w takim razie o edukacji? Porter-Szücs obszernie referuje kontekst powstania konstytucyjnej preambuły z 1992 roku, a także sprawę podpisania konkordatu i wprowadzenia religii do szkół. Wszystko to skutkuje bowiem z jednej strony nadużywaniem ze strony Kościoła instytucjonalnej potęgi w obszarze polityki, a z drugiej – prowadzi, zwłaszcza ludzi młodych, do dość gwałtownej sekularyzacji. Państwowa, obowiązkowa dla wszystkich szkoła, która stawiać powinna na samodzielność i niezależność myślenia, z definicji nie odpowiada miejscu ćwiczeń w poddawaniu się regułom żadnej jedynie słusznej doktryny. Zwłaszcza że, jak przekonująco uwidaczniają analizy Porter-Szücsa, przeciwieństwem wiary jest niewiara, nie zaś brak etycznych wartości. Obowiązkowa dla wszystkich szkoła powinna być raczej  miejscem poznawania różnych systemów religijnych, rozmów o tym, dlaczego ludzie ich potrzebują, a także zajęć z zakresu etyki…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O autorze

Zapiski na marginesach starych i nowych lektur

Fot. Wikimedia

Fot. Franciszek Vetulani

Zofia Agnieszka Kłakówna – mieszka w Krakowie, polonistka, literaturoznawczyni, od zawsze i stale zajmuje się problemami edukacji — w teorii i w praktyce, w różnych rolach, w różnych szkołach, w różnych miejscach, w Polsce i poza jej granicami, jest autorką paru książek na ten temat, współautorką koncepcji edukacyjnej i odpowiadających jej podręczników pod nazwą To lubię! Sztuka pisania, przez wiele lat redagowała czasopismo „Nowa Polszczyzna”. Zdaniem recenzentów jej prac – „skrajna indywidualistka, która przedziwnym sposobem prawie zawsze pracuje w zespole”. 

Wszystkie zapiski

16.05.24. Historyczne traumy i współczesność…

„Tak, wszyscy żyjemy na grobach. (…) Bez zrozumienia historycznej traumy nie sposób pojąć tego, jak wygląda dzisiejsza Polska, jak Polacy reagują na porażki i sukcesy, jak radzą sobie z kryzysami i konfliktami, dlaczego nie potrafią rozmawiać o historii i traktują innych jak wrogów.”

Czytaj »

4.04.24. O idei, formach i praktykach debatowania

Debata jest dobra. Rozmowa też. Tyle, że od czasu „ringów politycznych” w TVN24 pękła bariera względnie dotąd przestrzeganego zakazu, by politykom dać do rąk mikrofony i pozwolić im się wzajem „orać” na żywo. Debata stała się w ten sposób żywiołem politycznej wojny. Narzędziem raczej destrukcji niż budowy życia publicznego.

Czytaj »

21.03.24. O znaczeniu murów w historii cywilizacji…

Może ktoś zauważyłby przy tym wreszcie, że sensowna edukacja nie polega na budowaniu murów, nakłanianiu do powtarzania za „uczonymi w piśmie” dat, charakterystyk epok i stylów, że nie służą jej gry w konstruowanie politycznie nacechowanych „kanonów lektur”. Sensowna edukacja wymaga przede wszystkim ćwiczenia w przekraczaniu myślowych ograniczeń…

Czytaj »