14.12.23. Homo Ludens z Książką

W słowie Od Autorki poprzedzającym jedno z wydań zbioru tekstów z cyklu Lektury nadobowiązkowe Wisława Szymborska pisała:

No i jeszcze coś od serca. Po staroświecku uważam, że czytanie książek to najpiękniejsza  zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła. Homo Ludens tańczy, śpiewa, wykonuje znaczące gesty, przybiera pozy, stroi się, ucztuje i odprawia wyszukane ceremonie. Nie lekceważę doniosłości tych zabaw – bez nich życie ludzkie mijałoby w niewyobrażalnej  monotonii i chyba rozsypce. Są to jednak działania kolektywne, nad którymi unosi się mniej lub więcej wyczuwalny zapaszek zbiorowej musztry. Homo Ludens z Książką jest wolny (wyróżnienie zak). Przynajmniej na tyle, na ile wolnym być można. Sam sobie ustanawia reguły gry, posłuszny własnej tylko ciekawości. Pozwala sobie na czytanie zarówno książek mądrych, jak i głupich, bo i one o czymś informują.  Wolno mu jednej książki nie doczytać do końca, a drugą od końca zacząć i cofnąć się do początku.  Wolno mu zachichotać w miejscu do tego nie przewidzianym albo nagle zatrzymać się przy słowach, które zapamięta na całe życie. Wolno mu wreszcie – czego żadna inna zabawa ofiarować mu nie może – posłuchać, o czym rozprawia Montaigne, albo dać chwilowego nurka w mezozoik (zob. Wisława Szymborska, Wszystkie lektury nadobowiązkowe, Wydawnictwo Znak, Kraków 2015, s. 5-6).

Może warto w takim razie przypomnieć, że na mocy decyzji Senatu Rzeczypospolitej Polskiej jest Wisława Szymborska (1923-2012) Patronką zbliżającego się do końca Roku 2023 i że niedawno, w lipcu, obchodziliśmy stulecie jej urodzin oraz że księgarnie oferują aktualnie kolejne wydania zarówno jej utworów, jak i tekstów na temat tej twórczości.

Jest wśród tych ofert także kolejne wydanie opowieści pt. Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej Michała Rusinka (Wydawnictwo Znak, Kraków 2023). „Piętnaście lat sekretarzowania takiej osobie” – pisze Rusinek – to nie było „nic zwyczajnego”, a sposób, w jaki o tym opowiada, też ma w sobie tę niezwyczajność. W okładkowej nocie czytamy:

Tylko w tej książce spotykamy Wisławę Szymborską, jakiej do tej pory nie znaliśmy. To portret osoby nieprzeciętnej, damy o niezwykłym poczuciu humoru, a zarazem umiejętności mówienia o sprawach najistotniejszych. Portret, który pozwala zbliżyć się do istoty jej poezji. Z takim taktem, subtelnością i wnikliwością mógł o Noblistce napisać tylko jeden Autor.

To prawda. Lektura książki Rusinka potwierdza, że świeżo wypromowany magister i noblistka, czyli – jak czytamy w podpisie okładkowego zdjęcia – „Poetka i jej Pierwszy Sekretarz” od razu na wejściu dobrani byli jak w korcu maku… Kto zatem szuka indywidualnej lektury na święta – już znalazł…

Kto szukałby natomiast tekstów do czytania w ramach wspólnej zabawy towarzyskiej lub twórczego rozszerzenia tradycyjnych rytuałów świątecznych, wspaniałą pożywkę i wzorce znajdzie w tomie Zabaw literackich Wisławy Szymborskiej (z ilustracjami Autorki i świetnym Posłowiem Joanny Szczęsnej,  Wydawnictwo Znak, Kraków 2023).

O charakterze takich zabaw upewniają już same nazwy form  gatunkowych reprezentatywnych dla tekstów zgromadzonych we wspomnianym zbiorze. Mamy tu limeryki, metzyje, moskaliki, lepieje, odwódki, altruitki, jaroszady, kiziostychy, rajzefiberki, adoralia, przysłowia nadrealistyczne, epitafia czy podsłuchańce, jak również bogaty słownik wyrazów obelżywych. I wszystkie są wyrazem humorystycznych, wspaniałych gier z językiem. Trzeba mieć tylko, bagatelka, jak podkreślał kiedyś w rozmowie ze mną pewien bardzo dobrze po polsku mówiący Niemiec, „czucie humoru i czucie języka”. W każdym razie oprócz limeryków gotowych, są tu także propozycje limeryków do dokończenia (s. 69), wśród lepiejów znajdziemy zaś taki choćby przykład: „Lepiej złamać obie nogi, / niż miejscowe jeść pierogi” (s. 110) , wśród altruitek: „Oszczędzając trud szwagierki / wszystkie dania jedz z manierki” (s. 129), wśród odwódek: „O wina wszędzie łysina” (s. 120), wśród epitafiów trafimy nieoczekiwanie na poświęcone samemu Rusinkowi: „Tu oddał ducha Rusinek. / Był to najlepszy jego uczynek” (s. 190). Ale jest też epitafium o charakterze nieco ogólniejszym, jakby do powszechniejszego zastosowania: „Tu leży taki a taki. / Dał się wszystkim we znaki. / Zmarł bardzo późno, ale / lepiej późno niż wcale” (s. 186)…

Humor pełni w kulturze przeróżne funkcje, co warto może w takim kontekście podkreślić. „Nad istotą śmiechu najtęższe głowy łamią się same od starożytności” – przeczytamy w leadzie artykułu badającej te kwestie antropolożki, Olgi Drendy (zob. Odruch luksusowy, w: „Książki. Magazyn do Czytania”, nr 6 (63) 2023, s. 48-51). A nieco dalej w tak zapowiedzianym tekście:

Śmiech jest zagadkowy, chociaż zdolność do niego podzielamy i praktykujemy niezależnie od kultury, położenia geograficznego i momentu w dziejach. Niby każdy z nas wie, co i dlaczego go bawi, powstaje więc wrażenie, że sprawa musi być prosta. A jednak! W dziejach ludzkości nikomu dotychczas nie udało się stworzyć całościowej teorii śmiechu i żartu, choć wielu próbowało. W dodatku frajda towarzysząca tym przedsięwzięciom nie jest wcale gwarantowana (Odruch luksusowy, s. 48).

Szersze omówienie problemu ta sama autorka proponuje natomiast w świeżo wydanym książkowym eseju pt. Słowo humoru (Wydawnictwo Karakter, Kraków 2023). Zaraz na początku odsłania w nim źródło rewelacyjnej gry językowej, która stanowi tytuł tej pracy i wskazuje na pewne przeszkody towarzyszące takim badaniom:

Tytułowe „słowo humoru” to cytat z mojej babci, która mawiała tak, gdy chciała kogoś wkręcić w nieprawdopodobną historię. Babci zdecydowanie trzymały się żarty, choć niekoniecznie oznaczało to, że zawsze bawiły nas te same rzeczy. Trafiając jednak w archiwach na anegdoty, powiedzenia, zagadki i kawały rozmaitego pochodzenia, literackie i ludowe, dziewiętnastowieczne i zupełnie współczesne, archaiczne i publicystyczne, przekonywałam się, że brzmiały one znajomo, gdyż dotarły do mnie właśnie za pośrednictwem babci. Muszę tu zaznaczyć, że mimo niewątpliwie błyskotliwego umysłu, przejawiającego się znakomitą orientacją w terenie, niezrównanym talentem do gry w warcaby i ciętą ripostą, nie należała ona do świata literackiego, artystycznego ani akademickiego i z Marią Janion łączyły ją tylko imię i fryzura: była erudytką, ale słowa mówionego.
To był pierwszy sygnał, że z tymi żartami nie będzie łatwo (Słowo humoru, s. 5-6).

Istotnie. Ze „słowami humoru” bywa rozmaicie. Trudno nad nimi zapanować. Zwłaszcza gdy wędrują w czasie i gdy stykają się z nimi przedstawiciele różnych pokoleń lub gdy w tym samym czasie tworzą je osoby przynależne do różnych generacji. „Słowa humoru” często bowiem wymykają się spod kontroli. Mogą zaś oznaczać zarówno intelektualną elastyczność, jak i dystans wobec pewnych zjawisk, być zarówno znakiem zabawy, jak i bezwzględnej przemocy. Mogą też pełnić rozmaite funkcje. Stanowić śmiercionośną wręcz broń i tworzyć ochronne pancerze, dotyczyć konkretnych kontekstów, konkretnych zdarzeń i konkretnych ludzi albo całych zbiorowości. Mogą odnosić się do władzy i podawać w wątpliwość kompetencje sprawujących ją ludzi. Dziś ich odziaływaniu w niesamowitym stopniu i zakresach sprzyja cyfrowa technologia oraz rozmaite możliwości publikacji.  Sprawa jednak i jej kulturowe oraz polityczne aspekty są stare jak świat…

Kto pamięta na przykład Imię róży Umberta Eco (przeł. Adama Szymanowski, PIW, Warszawa 1991), wie, że rozwijany w tej powieści wątek kryminalny wiąże się z biblioteką i poszukiwaniem drugiej części Poetyki Arystotelesa, która podobno dotyczyła komedii, oraz że wiążą się z tym rozmowy mnichów na temat „dopuszczalności śmiechu”. W pewnym momencie przybyły do starego benedyktyńskiego opactwa w Melku franciszkanin, Wilhelm z Baskerville, prowadzi na ten temat dysputę z Jorgem, tamtejszym bibliotekarzem:

[Jorge:] – Komedie pisali poganie, by nakłonić widzów do śmiechu i czynili źle. Nasz Pan Jezus nie opowiadał komedii ani bajek, lecz tylko przejrzyste przypowieści, które  w sposób alegoryczny pouczają nas, jak zasłużyć na raj, i tak niechaj będzie. – Zastanawiam się – rzekł Wilhelm – czemu tak sprzeciwiasz się myśli, że Jezus się śmiał. Ja mniemam, że śmiech jest równie dobrym lekarstwem, jak kąpiele, gdy trzeba leczyć z humorów i innych dolegliwości ciała, a osobliwie z melancholii.
[A Jorge na to między innymi:] – Śmiech to znak głupoty. Kto się śmieje, nie wierzy w to, co jest powodem śmiechu, ale też nie czuje do tego czegoś nienawiści. Tak zatem, jeśli śmiejemy się z czego złego, oznacza to, że nie zamierzamy owego zła zwalczać, jeśli zaś śmiejemy się z czego dobrego, oznacza to, że nie cenimy siły, przez którą dobro szerzy się samo z siebie. […] Dusza jest spokojna wówczas jedynie, gdy kontempluje prawdę i rozkoszuje się dokonanym dobrem, a ni z prawdy, ni z dobra nie należy się śmiać. Oto czemu Chrystus nie śmiał się. Śmiech jest zarzewiem zwątpienia.
– Lecz czasem słusznie jest wątpić.
– Nie widzę żadnych powodów. Kiedy się wątpi, trzeba zwrócić się do autorytetu, do słów jednego z ojców lub doktorów, i ustaje wszelki powód zwątpienia (Imię róży, s. 152-154, s. 152).

Widać z tego, że literackie zabawy Szymborskiej, których istotą są językowe gry, zabawa, humor, ironia i niezależność myślenia, w świecie z Imienia róży raczej nie uszłyby cało. Przecież nie tylko dlatego, że akcja tej powieści toczy się w czternastym wieku i nie w Polsce…

Powieściowe odniesienia czasem wyraziściej niż naukowe dywagacje ukazują moc pewnych zjawisk. W naukowym eseju Drendy nie ma na nie miejsca, podobnie zresztą, jak nie ma w nim mowy o humorze literackich zabaw językowych uprawianych przez Szymborską, choć na drobną wzmiankę o tego rodzaju dokonaniach Stanisława Barańczaka można natrafić. Wynika to zapewne z faktu, że trudno jest „stworzyć całościową teorię śmiechu i żartu”, co jednak uzmysławia niejako równocześnie , że – jak twierdził w V wieku p.n.e. Eurypides, jeden z najznakomitszych dramaturgów starożytnej Grecji – „Język jest potężniejszy od miecza”. To również się nie zmienia. Podobnie, jak potrzeba i rozmaite funkcje śmiechu, w tym  tworzenia aforyzmów właśnie.

Co do tych ostatnich, odpowiednie świadectwa przedstawia niedawno wydana, niewielka antologia pod znamiennym tytułem: Aforyzmy optymisty. Do czytania w chwilach chandry (Wydawnictwo MG, Warszawa 2023). Jest w niej przegląd aforystycznych „recenzji” ludzkiego postrzegania świata i ludzkich spraw od czasów Salomona do naszej współczesności. W tym taka, która w jakiejś mierze brzmi kompatybilnie do cytowanych na początku tych Zapisków słów Szymborskiej. Mowa o aforyzmie Williama Somerset Maugham’a (1874-1965), angielskiego powieściopisarza i dramaturga: „Przyzwyczaić się do czytania książek / to zbudować sobie schron / przed większością przykrości / dnia codziennego” (Aforyzmy optymisty…, s. 59). W istocie jednak mamy tu chyba  do czynienia raczej z przeciwieństwem opcji. W aforyzmie Maugham’a nie tyle chodzi o Homo Ludens z Książką, więc o wolność dzięki literaturze i pełnym humoru literackim zabawom, co o ucieczkę od rzeczywistości, czyli de facto o Homo Fugientes z Książką, o człowieka uciekającego…

Gdyby natomiast odnieść problem przedstawianych lektur do spraw celowo  organizowanej edukacji, o których zwykle wspominam w końcowych partiach tych  Zapisków, inspiracji lepiej  szukać u Szymborskiej, co nie znaczy, że lektura prywatna, indywidualna, czasem „ucieczkowa”, nie ma znaczenia. W każdym razie piękną relację o tym, jak rodzi się rzeczywista fascynacja czytanymi tekstami, zainteresowani znajdą bez trudu w książce Michała Rusinka. Zaraz na początku autor opisuje mianowicie sytuację, gdy w czasie licealnym jeszcze odkrył dla siebie poezję Szymborskiej. Ta historia charakteryzuje uniwersalną ideę metodyczną – lektura ma sens, gdy czytelnik zauważa, iż tekst mówi o nim, że podejmuje pytania i problemy, które są dla czytelnika ważne (Nic zwyczajnego…, s. 7-8)…  

W przedświątecznym czasie, pełnym na dodatek znaczących wydarzeń politycznych, szczególnie ważne dla nas wszystkich wydaje się natomiast zdanie Antoniego Słonimskiego ze wspomnianego poprzednio zbioru aforyzmów: „W Polsce wszystko jest możliwe, nawet zmiany na lepsze” (s. 64). Pozostaje więc mieć nadzieję. Mimo wszystko. To podkreślał już Heraklit: „Gdybym nie miał nadziei, / nie osiągnąłbym tego / co wydaje się nieosiągalne” (s. 9).

Nadziei i optymizmu zatem, dobrych Świąt oraz czasu na lekturę, w tym na  językowe zabawy, życzę Państwu  –  Czytelnikom tych Zapisków  – najserdeczniej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O autorze

Zapiski na marginesach starych i nowych lektur

Fot. Wikimedia

Fot. Franciszek Vetulani

Zofia Agnieszka Kłakówna – mieszka w Krakowie, polonistka, literaturoznawczyni, od zawsze i stale zajmuje się problemami edukacji — w teorii i w praktyce, w różnych rolach, w różnych szkołach, w różnych miejscach, w Polsce i poza jej granicami, jest autorką paru książek na ten temat, współautorką koncepcji edukacyjnej i odpowiadających jej podręczników pod nazwą To lubię! Sztuka pisania, przez wiele lat redagowała czasopismo „Nowa Polszczyzna”. Zdaniem recenzentów jej prac – „skrajna indywidualistka, która przedziwnym sposobem prawie zawsze pracuje w zespole”. 

Wszystkie zapiski

16.05.24. Historyczne traumy i współczesność…

„Tak, wszyscy żyjemy na grobach. (…) Bez zrozumienia historycznej traumy nie sposób pojąć tego, jak wygląda dzisiejsza Polska, jak Polacy reagują na porażki i sukcesy, jak radzą sobie z kryzysami i konfliktami, dlaczego nie potrafią rozmawiać o historii i traktują innych jak wrogów.”

Czytaj »

4.04.24. O idei, formach i praktykach debatowania

Debata jest dobra. Rozmowa też. Tyle, że od czasu „ringów politycznych” w TVN24 pękła bariera względnie dotąd przestrzeganego zakazu, by politykom dać do rąk mikrofony i pozwolić im się wzajem „orać” na żywo. Debata stała się w ten sposób żywiołem politycznej wojny. Narzędziem raczej destrukcji niż budowy życia publicznego.

Czytaj »