19.01.23 Prze-pisywanie mitów

Pojęcie prze-pisywania używane bywa jako określenie swoistego recyklingu kulturowego, to jest reinterpretującego czytania, przesuwania znaczeń i tworzenia nowych wersji tego, co już kiedyś zostało opowiedziane / było opowiadane / spisane / napisane. Takie prze-pisywanie to „obrót” od dawna istniejącymi figurami. Mówi się oczywiście także o prze-pisywaniu historii, a potwierdzenia dla takich działań nie trzeba daleko szukać,  ale nie o tym będzie dalej mowa…

Przedmiotem recyklingu kulturowego są zwykle teksty mocno w kulturze zakorzenione, opowieści ukazujące modele bohaterów archetypicznych i problemów uniwersalnych, wiecznotrwałych, istotnych nieodmiennie i niezależnie od zmieniających się kontekstów społecznych, historycznych czy językowych, niezależne od konkretnych realiów. Opowieść o bohaterze dramatu, który powstał pod koniec szesnastego wieku i odtąd ciągle wystawiany bywa w teatrach całego świata – historia Szekspirowskiego Hamleta – znana była, zanim wziął się za nią Szekspir, i do dziś stanowi inspirację dla twórców wciąż nowych jej wersji oraz tekstów nawiązujących do określającej Hamleta opowieści. Z polskich autorów, którzy ten temat podejmowali, wystarczy przypomnieć choćby tylko Tren Fortynbrasa Zbigniewa Herberta czy dramat Fortynbras się upił Janusza Głowackiego. Myśl o nieśmiertelności Hamleta rodzi się zresztą także, gdy zwrócić uwagę na fakt, że w ukazującym jego historię spektaklu ten sam aktor, który grał kiedyś rolę tytułową, dziś gra Klaudiusza, jak to się dzieje na scenie krakowskiego Teatru Stu, gdzie od wielu lat co pewien okres powraca ta sama inscenizacja dramatu. Czas płynie, mijają wieki, a figura Hamleta wciąż jest w recyklingu. Starzeją się aktorzy, a ten sam tekst opowieści i nawet w tej samej reżyserii ciągle coraz to innym widzom ma coś do powiedzenia, choć na dobrą sprawę nie wiadomo, na które jego elementy zwrócą oni akurat szczególną uwagę. Zawsze, kiedy postawy rozmaitych ludzi określamy jako hamletyzowanie, staje się Hamlet w jakiejś mierze „bohaterem o tysiącu twarzy”. Może takim wręcz, jakiego opisywał badacz i znawca mitów – Joseph Campbell (zob. Bohater o tysiącu twarzy, przeł. Andrzej Jankowski, Wydawnictwo Nomos, Kraków 2013).

Ale nie o Hamleta chodzi w dzisiejszych Zapiskach przede wszystkim, lecz o greckie mity – powszechnie, zdawałoby się, znane ze szkoły według opowieści Jana Parandowskiego, Wandy Markowskiej, Roberta Gravesa czy Zygmunta Kubiaka – i ich wersje prze-pisane na nowo przez współczesne nam polskie pisarki. Chodzi o opublikowany w ubiegłym roku zbiór pod tytułem Ziarno granatu. Mitologia według kobiet (Agora, Warszawa 2022), choć nie tylko. Więcej o tym za chwilę…

***

Najpierw warto sobie może uświadomić, że tendencja do prze-pisywania mitycznych opowieści cieszy się w naszej współczesności dość wyraźnym zainteresowaniem. Chciałoby się zatem wiedzieć, co to oznacza. Czas jakiś temu na przykład, ale już w XXI wieku (w roku 2005), potrzeba ta znalazła przełożenie na wielki i na wiele lat (do roku 2036) obliczany międzynarodowy projekt sygnowany hasłem „Mity”. Jego uczestnikami mieli być wybitni pisarze z wielu krajów. Mimo początkowego rozmachu dziś trochę o tym przycichło, jak się zdaje, ale zainteresowani znajdą we wszechwiedzącej Sieci stosowne informacje i lekturowe propozycje z takimi pomysłami związane.   

U nas projektowi patronowało Wydawnictwo Znak. Na wejściu wpisała się w tę ideę opowieść Olgi Tokarczuk Anna In w grobowcach świata, szczęśliwie prawie gotowa w momencie zaproszenia autorki do udziału w projekcie. W okładkowej nocie jej książki czytamy między innymi zdanie literaturoznawcy, profesora Przemysława Czaplińskiego: „Tak brzmi wielka literatura”.

Książka Tokarczuk została wydana po raz pierwszy w roku 2006, przez Znak właśnie. Jest literacko najzupełniej niezwykła, emocjonalnie oraz intelektualnie poruszająca do żywego, zwłaszcza gdy pytamy o nasze kulturowe źródła. Późniejsze wydania Anny In w grobowcach świata ukazywały się już, podobnie jak inne książki Tokarczuk, nakładem Wydawnictwa Literackiego.  To pierwsze wydanie ma jednak szczególny walor, bo zamieszczono w nim Posłowie autorki z objaśnieniami dotyczącymi zarówno rozpoznanej dotychczas historii świata, z którego mit prze-pisany przez Tokarczuk się wywodzi, jak również jej rozumienia istoty mitów w ogóle, a także reguł przyjętych przez nią w procesie prze-pisywania tytułowej opowieści, bo tak właśnie sama autorka ten twórczy akt określa (PDF dostępny w Sieci).  

Anna In w grobowcach świata to historia, która – gdyby zabawić się w grę z tytułem dawno powstałej książki – przypomina Zapomniany świat Sumerów (zob. Marian Bielicki, PIW, pierwsze wydanie 1966) oraz sumeryjską boginię Inannę, jej wyprawę do krainy zmarłych i powrót stamtąd, więc zmartwychwstanie.

Sumer to dzisiejszy Irak sprzed czterech albo trzech tysięcy lat. Tabliczki, na których spisano mit o zejściu Inanny do podziemnego świata powstały około 1750 roku przed naszą erą. Odkryte zostały w wykopaliskach „rozpoczętych w 1889 roku i prowadzonych przez kilkadziesiąt lat przez międzynarodowy zespół archeologów” – pisze Tokarczuk.  I tak we wspomnianym Posłowiu swą pracę charakteryzuje:

Podjęłam się czegoś w rodzaju literackiej archeologii – ułożenia całej opowieści z ocalałych fragmentów, a ponadto przeniesienia jej w możliwie największą bliskość współczesnego czytelnika. […] Sięgnęłam do jednego z najstarszych mitów ludzkości. Jego bohaterką jest sumeryjska bogini Inanna, córka boga i bogini księżyca, władczyni miasta Uruk, bogini miłości i wojny. […] Wiemy, że w Sumerze od początku powstawały wielkie centra miejskie. Była to z pewnością pierwsza cywilizacja miejska na Ziemi. Politycznie miasta te były niezależnymi królestwami, mającymi własne bóstwa, które wchodząc ze sobą w relacje, utrzymywały ten system miast w stanie płynnej federacji. Panteon Sumerów był bogaty i podobny do tego, który znamy lepiej – greckiego. Sumeryjscy bogowie wydawali się bardzo ludzcy i nie istniała jeszcze przepaść, która pojawiła się dopiero u Greków i podzieliła bogów i ludzi na dwa odrębne gatunki. […] W zakończeniu mojej wersji historii o Inannie próbowałam też nawiązać do najstarszego tekstu literackiego świata – pięknego, poruszającego poematu Hymn do Inanny autorstwa Enhuduanny […] poemat [ten] jest pierwszym podpisanym imiennie dziełem literackim w historii cywilizacji.

W zakończeniu Posłowia czytamy natomiast, że

współczesne prze-pisanie mitu nie może być zaledwie uwspółcześnieniem i przeniesieniem tego, co paradoksalne, niepojęte, w to, co znane i potoczne. Istotą mitu jest przeczucie, że widzialny, doświadczany świat społeczny, kulturowy, jest zaledwie chaotycznym przejawem głębszego porządku (biologicznego, archetypowego, mitologicznego), leżącego pod spodem. Dotknąć mitu można było kiedyś dzięki przeżyciu, poprzez rytualne w nim uczestnictwo; dziś jednak pozostała nam tylko interpretacja. […] Kiedyś ludzie nie funkcjonowali na tylu poziomach, co my, lecz za to byli o wiele bardziej zintegrowani, przepaść między intelektem a wrażliwością, między światem a językiem, nie wydawała się im tak bolesna. Jednak dziś, tak samo, jak kiedyś, potrzebujemy starych mitów i potrzebujemy nowych interpretacji – żeby znów scalić świat, choćby za pomocą cudzysłowu.

Co do podstawy opowiadanej historii Tokarczuk zaznacza:

Język tych tekstów jest bardzo szczególny – zarazem poetycki i obrazowy. […] Niektóre fragmenty wydadzą się współczesnemu czytelnikowi niezwykle obyczajowo odważne. To plastyczny, bezpretensjonalny język ludzi o żywej inteligencji i otwartym umyśle, ludzi, którzy czerpią przyjemność z opowiadania i słuchania, którzy mają poczucie humoru i rozwiniętą wyobraźnię. Kiedy po raz pierwszy czytałam zejście Inanny do świta podziemnego, trudno mi było uwierzyć, że dzieli mnie od jego autorów kilka tysięcy lat. 
Lecz także w trakcie swej pracy mierzyłam się z wątpliwościami i bezradnością […] Bardzo często, czytając surową opowieść z tabliczek, zadawałam sobie w nieskończoność pytanie – dlaczego? […] I ponieważ nie zawsze potrafiłam znaleźć na pytania jasną odpowiedź, pozwalałam sobie iść za głosem intuicji, co jest przywilejem każdego, kto opowiada mity, nie jest zaś ich profesjonalnym badaczem. Prześledziłam opowieści różnych kultur o zejściu do podziemi i w niektórych miejscach uzupełniłam nimi narracje o Inannie. Byłam szczególnie wyczulona na wszelkie podobieństwa, które traktowałam jako dowód, że ta poruszająca historia stanowi pramit, z którego wypączkowały potem wszystkie młodsze mity o zstąpieniu do świata zmarłych. […] Przyznałam na samym początku pewną drugorzędność wymogom przyczynowo-skutkowego, logicznego intelektu. Uznałam, że istotą mitu jest to, iż opowiada go każdy i nikt; jest wspólną wartością i właściwie nie ma autora. Opowieść oddałam więc kilku narratorom, niech ją podchwytują i prowadzą dalej niczym wielogłosową pieśń.

Dobrze takie założenie oddaje początkowy fragment opowieści:

Świat składa się z punktów widzenia, a ja jestem jednym z nich. Będę opowiadać, opowiadać o nich; istoty takie jak oni nie potrafią same mówić za siebie, o mało nie umarły przez to milczenie.
Nie obchodzi mnie czas, tyle już razy wywiódł nas w pole. W języku, w którym piszę, przeszłość i przyszłość różnią się tylko jedną samogłoską. „E” przechodzi w „y”, i brzmi to jak zawołanie (Anna In…, s. 7-8).

Przyjaciółka głównej bohaterki wiele razy w różnych miejscach powtórzy: „Ja, Nina Szubut, ja która opowiadam, ja każda”. Inny opowiadacz, odźwierny w podziemnej krainie powie: „Ja, Neti, kupa kości obciągniętych wyliniałą włóczką, ja każdy, który opowiadam…”.

Tokarczuk, prze-pisując mit o Inannie, trzymała się, jak podkreśla w cytowanym Posłowiu, zapisów z tabliczek odkrytych przez archeologów. Miastu Uruk nadała za to iście futurologiczny wymiar. Znajdziemy w nim także parę niesamowitych scen, w których udział biorą demony towarzyszące powracającej z podziemnego świata Annie In. Ich zachowania dziwnie przypominają postępowanie charakterystyczne dla dzisiejszych wielbicieli wszelkiej konsumpcji…

***

Prze-pisywanie rozmaitych tekstów kultury, w tym mitów, jest stałym elementem kultury i różne miewa formy. Może się jednak zdarzyć, że mimo wszystko ktoś jednak zada pytanie: „Na co wam ta mitologia?”

Takie właśnie pytanie sformułowała podobno kiedyś znajoma Billa Moyersa, dziennikarza amerykańskiego, gdy prowadził on rozmowy na temat mitów ze wspomnianym tu już ich wybitnym znawcą, Josephem Campbellem. Moyers przytacza to pytanie we wstępie do książki Potęga mitu, w której ich rozmowy zostały opublikowane. I natychmiast dokładniej charakteryzuje stanowisko koleżanki:

Wyznawała ona potoczny pogląd współczesny, że „greccy bogowie i w ogóle cały ten „kram” nie mają już żadnego znaczenia dla dzisiejszego człowieka i jego problemów. Nie wiedziała tylko (jak nie wie tego większość z nas), że resztki tego „kramu” wyznaczają zarysy wewnętrznej struktury naszych przekonań, tak jak skorupy ceramiki określają rozplanowanie stanowiska archeologicznego. Ponieważ jednak jesteśmy istotami ożywionymi, w owym „kramie” tkwi energia (Potęga mitu. Rozmowy Billa Moyersa z Josephem Campbellem, oprac. Betty Sue Flowers, przeł. Ireneusz Kania, Signum, Kraków 1994, s. 8).

Mitologiczne opowieści oraz literatura na temat mitów i ich istoty od dawna tworzą oczywiście potężne biblioteki. Odpowiedzi na pytanie koleżanki Moyersa jest gdzie szukać. W ramach wspomnianego poprzednio wielkiego projektu „Mity” ukazało się na przykład pierwsze polskie wydanie Krótkiej historii mitu Karen Armstrong.  Uzasadnienie dla energii całego tego „kramu” znaleźć w niej można takie:

Istoty ludzkie zawsze tworzyły mity. […] Mitologia miała […] pomagać nam radzić sobie jakoś z problemami człowieczego losu. Pomagała ludziom odnajdywać swoje miejsce w świecie i właściwy kierunek. Wszyscy chcemy wiedzieć, skąd przyszliśmy; ponieważ jednak nasze najwcześniejsze początki toną we mgle prehistorii, stworzyliśmy sobie mity o naszych przodkach – mity nie będące historią, lecz pomagające nam wyjaśniać nasze codzienne postawy względem otoczenia, sąsiadów i zwyczajów. Chcemy też wiedzieć, dokąd zmierzamy, wymyśliliśmy więc historie mówiące o życiu pozagrobowym […] Bogowie pomagali nam objaśniać doświadczenie transcendencji. Filozofia wieczysta wyraża wrodzone nam poczucie, że w istotach ludzkich i świecie materialnym kryje się coś więcej niż tylko to, co widzimy. […] Mit to przede wszystkim przewodnik, który mówi nam, co mamy robić, żeby nasze życie stało się bogatsze. Jeśli nie zastosujemy mitu do swojej sytuacji i nie uczynimy go rzeczywistością w naszym własnym życiu, pozostanie on czymś równie niezrozumiałym i odległym, jak reguły gry planszowej, które często wydają nam się kłopotliwe i nudne, dopóki nie zaczniemy grać (Krótka historia mitu, przeł. Ireneusz Kania, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2021, s. 7; 12; 17).

Amstrong ubolewa przy tym nad oderwaniem naszej współczesności od mitu (s. 17), ale od razu dodaje, że

ludzka natura nie zmienia się zbytnio i że wiele z owych mitów wymyślonych w społecznościach skrajnie odmiennych od naszej nadal współbrzmi z naszymi lękami i pragnieniami (jw., s. 18).

Całkiem bez znieczulenia objaśnia zaś te sprawy Leszek Kołakowski w jednostronicowym, poetyckim  „wykładzie” Kompletna i krótka metafizyka. Innej nie będzie. Innej nie będzie. Oto ostatni fragment jego tekstu :

Śmierć jest końcem tej czasowości, w której byliśmy zanurzeni w życiu naszym, i być może, jak się domyślamy, wejściem w inną czasowość, o której nic nie wiemy (prawie nic). Wszystkie zatem wsporniki naszej myśli są narzędziami, za pomocą których uwalniamy się od przerażającej rzeczywistości czasu, wszystkie zdają się temu służyć, by czas prawdziwie oswoić (Chrześcijaństwo, Wstęp, wybór i oprac. Hubert Czyżewski, Wydawnictwo Znak, Kraków 209, s. 958).

Jesteśmy bytami de facto chwilowymi. Ratujemy się i wspomagamy mitami, bo mimo niezwykłych ludzkich dokonań, więc choćby lotów w Kosmos i stworzeniu Internetu, człowiek – twierdzi znawca fizyki kwantowej, profesor Andrzej Dragan – ciągle jest co najwyżej jak „żuk siedzący na purchawce i przyglądający się wszechświatowi”.

***

Teraz zajrzyjmy do tekstów z tomu Ziarno granatu. Mitologia według kobiet. Dwanaście polskich pisarek współczesnych prze-pisało dwanaście mitów greckich, które lepiej lub gorzej każdy prawie pamięta ze szkoły. Zilustrowała je pięknie Iza Dudzik. Tytuł przywołuje symbol życia i płodności związany ściśle z historią Demeter i Kory. Są one, podobnie jak inne boginie, bohaterkami tych prze-pisanych opowieści. Całość poprzedzają noty o autorkach i ich twórczym dorobku, a także zwięzłe noty o czternastu bohaterkach tworzonych na nowo opowieści. Są to więc historie opowiadane przez kobiety i nastawione na eksponowanie roli oraz sytuacji kobiet w świecie ich pierwowzorów. Związane z tą ideą obserwacje i intencje dobitnie wypunktowuje we wstępnym szkicu Zyta Rudzka, stwierdzając, że mityczna starożytność to nasze dziś, tylko troszkę wcześniejsze i że najwyższa pora inaczej rozłożyć w nim akcenty. Pisze:

Mity greckie odsłaniają współczesną barbarię. Antyczna agresja i mityczna obojętność wobec mordowanych, maltretowanych, wypędzonych – to świat dzisiejszy. […].
Władcy Parnasu napędzają się gniewem, odwetem, rywalizacją. Mylą mądrość z przebiegłością.
Logika taniego sprytu uruchamia się również w uwodzeniu. Uwodzą podstępnie. Wymuszają seks, wykorzystując pozycję władzy […].
Na Parnasie kochają toksycznie. Nie potrafią stworzyć dobrych relacji. Bogom źle wychodzi rola męża, ojca, syna. Albo kochają, albo niszczą. A najczęściej wszystko razem, za jednym zamachem […].
Spod kakofonii maczystowskich rozkazów, wrzasków i monologów wyraźnie słyszę kobiecy wielogłos. To nie jest chór biednych, zniewolonych, pokonanych. Greczynki się nie poddają. Walczą. To walka nierówna, zazwyczaj skazana na porażkę, ale jednak niezłomna i w tym piękna […].
Na Parnasie nie ma kogo kochać. Kobiety są skazane na przemocowe związki. Ojcowie, bracia, kochankowie, mężowie, wreszcie władcy – są agresywni, obojętni, niedostępni emocjonalnie. Rozgrywają kobietami pragnienie władzy, posiadania, podbojów.
Boginie są zabijane, gwałcone, maltretowane, upokarzane, pomijane. Z wyroków boskich nadają się tylko do seksu i rodzenia. Mają wprawę w grzebaniu swoich dzieci.
Przekazy starogreckie pokazują bogactwo doświadczania kobiecości. Jest cielesność, zmysłowość, intelektualne wyzwania, macierzyństwo, praca, dbanie o dom. To portrety kobiecej krzywdy – negowanie uciszanej.
W starożytnej Grecji mężczyźni potrzebowali mitów, by się wielbić i samoutwierdzać we władzy, kobiety – by się wyzwolić ze świata z męskiego rozdania. […]
Mythos to przekazy, które podważają powierzchowny ogląd rzeczywistości. Odsłaniają mętną naturę ludzką. Chcą zrozumieć świat, a nie świat pudrować. Czułością na przykład. […]
Mity greckie są przejmująco aktualne. Nie tracą mocy i znaczenia.
Z języka antyku czerpie literatura, która nie mizdrzy się do czytelnika. […]
Pisanie to przecież ruch oporu przeciwko śmierci, cierpieniu, obojętności świata. Nie składamy broni. Niech bogowie schodzą z Parnasu (Owoc granatu…, s. 25-27).

Czuły narrator, wynika z tego, nie będzie miał w ramach opisywanego projektu specjalnych szans, choć Olga Tokarczuk wspiera omawiany projekt i nie traci nadziei, że Mitologia według kobiet może w świecie patriarchalnej refleksji służyć przywracaniu właściwych proporcji między ukazywanymi w mitach archetypami i nagminnym przekształcaniem tych obrazów w stereotypy, za pomocą których dzisiejsi politycy na przykład chcą kobiety ujarzmiać (zob. notę na okładce Ziarna granatu).

Teksty z omawianego tomu, zaznaczmy dla porządku, nie są oczywiście jednorodne artystycznie. Trudno by było o taką spójność wobec pomysłów zadanych i rozmaitości twórczych doświadczeń autorek biorących udział w projekcie. Okazuje się jednak, że tak czy owak, nasza współczesność da się bez kłopotu wpisywać w starodawne ramy narracyjne.

Dla przykładu: historia o Kreonie, Jokaście, Lajosie i Edypie ukazana zostanie na aż w trzech wariantach, a przypadek naznaczający ludzkie losy określą przy tym realia związane: (1) z wypadkiem drogowym, (2) z małżeństwem gejów, którzy zapragną dziecka i opłacą surogatkę, nota bene – siostrę jednego z nich – a ona postanowi stworzyć w związku z tym wystawę bioartu, (3) z naprotechnologią, co wywołuje namysł nad genetycznym pokrewieństwem niezliczonej liczy osób. Wszystko to zdarzy się na dodatek w Warszawie i okolicach, choć podróże między Australią, Moskwą, Chinami też będą miały coś do rzeczy, a w opowiadaniach nie braknie języka tzw. „polszczyzny rzeczywistej” (odpowiedni słownik w Sieci). Nawiązania do historii Kory pojawią się w omawianym zbiorze dwa razy. I nie tylko jako naznaczone podczas szkolnej lektury przekonaniem, że chodzi o zmiany związane z porami roku, ale też jako podstawa do namysłu nad znakami dorosłości, prawem do niezależności i samodzielnych decyzji życiowych. Historii Medei towarzyszyć będzie z kolei sugestia czytania jej między innymi jako projektu scenariusza filmu, który mógłby zostać złożony w stacji telewizyjnej, więc w przypisach znajdziemy naśladujące uwagi producenta, a odnoszące się do drastycznych momentów opowieści. Naturalnie mówi to wiele o naszej współczesności… Tu i ówdzie pojawiają się też odsyłacze do tych wersji tych mitów, które opowiedzieli Sofokles, Eurypides, do Pieśni Safony, do Wergiliusza, Owidiusza…

***

Społeczności bez opowieści, to jest bez mitów, nie istnieją. Na dodatek z wszelką pewnością rację ma Jan Klata, gdy w związku z premierą prezentowanego właśnie w krakowskim Teatrze Słowackiego spektaklu, który powstał według filmu The act of killing w reżyserii Joshuy Oppenheimera, mówi: „Kto snuje opowieść, ten ma władzę nie tylko nad przeszłością, ale i nad przyszłością”. Nie bez kozery przecież Marcin Napiórkowski napisał książkę Naprawić przyszłość. Dlaczego potrzebujemy lepszych opowieści, żeby uratować świat (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2022). Nie bez powodu w musicalu „1989”, o którym była już w tych zapiskach mowa (zob. tekst Pozytywne mity w lustrach historii z 8.12.2022), pada w jednej z rapowanych piosenek pytanie o mity w kontekście naszych narodowych problemów: „Czy możemy mieć wreszcie pozytywny mit? / Historię, która dobrze się kończy? / Bicie serc pod nowy, pozytywny bit? / Jakiś hit, co nas nie podzieli, lecz połączy?” W tym musicalu nadzwyczaj znacząca okaże się też piosenka reprezentująca głos kobiet takich, jak Danuta Wałęsa, to jest tych, które płaciły swoim cierpieniem za to, co było związane z ruchem Solidarności lub brały bezpośredni udział w działaniach na jego rzecz, o których jednak „wielka historia”, skupiona na męskich dokonaniach, zapomina…

Z takiego pomijania głosu i praw kobiet wzięły się niedawne kobiece protesty. Z tego wynikają starania o uwzględnianie feminatywów w języku. Stąd także pomysły takie, jak ten w teatrze Stu, gdzie w spektaklu pod tytułem Cnoty niewieście albo dziwki w majonezie według „Szewców” Witkacego role szewców przejmują w szewczynie. Podobnie z Mickiewiczowymi Dziadami wyreżyserowanymi przez Maję Kleczewską. Konrad jest w nich kobietą, a w więzieniu towarzyszą mu inne kobiety …

Greckie mity prze-pisane i zebrane w Ziarnach granatu wpisują się w taki właśnie przewartościowujący stereotypy nurt twórczych działań, stawiając na uwolnienie kobiet od patriarchalnej dominacji…

***

Co to wszystko oznacza dla szkoły, gdyby szukać uwag finalizujących dzisiejsze Zapiski? Po pierwsze, że takie tendencje nie podobają się tym, którzy postulują ostre wzmożenie ćwiczeń w cnotach niewieścich. Po drugie, że pora skupić uwagę na systematycznym kształtowaniu pojęcia mit. Z założeniem jednak, iż nie polega to na odtwarzaniu i repetowaniu zakonserwowanych fabuł bez namysłu nad ich możliwymi znaczeniami ani na deklamowaniu jakichś definicji. Że ważna jest poza tym świadomość, jak na interpretacje wpływa perspektywa, z której ktoś pyta o znaczenia rozmaitych opowieści (zob. wyżej cytaty z książki Tokarczuk). Po trzecie, że nadzwyczaj istotna jest przywołana wyżej uwaga  Klaty, a w związku z tym pytanie o to, jaki obraz świata kreują współczesne mity i czyim interesom służą. Po czwarte, że o naszej współczesności mówi bogata literatura XXI wieku, o której w szkole cicho i że to również wymaga zmiany…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

O autorze

Zapiski na marginesach starych i nowych lektur

Fot. Wikimedia

Fot. Franciszek Vetulani

Zofia Agnieszka Kłakówna – mieszka w Krakowie, polonistka, literaturoznawczyni, od zawsze i stale zajmuje się problemami edukacji — w teorii i w praktyce, w różnych rolach, w różnych szkołach, w różnych miejscach, w Polsce i poza jej granicami, jest autorką paru książek na ten temat, współautorką koncepcji edukacyjnej i odpowiadających jej podręczników pod nazwą To lubię! Sztuka pisania, przez wiele lat redagowała czasopismo „Nowa Polszczyzna”. Zdaniem recenzentów jej prac – „skrajna indywidualistka, która przedziwnym sposobem prawie zawsze pracuje w zespole”. 

Wszystkie zapiski

2.02.23. O demokracji

„Wyniki polityczne – przede wszystkim wynik wyborów – muszą być niepewne. Jeśli ktoś chce myśleć, że wszystko jest z góry jasne, to ma do dyspozycji: Koreę Północną, gdzie oficjalni kandydaci otrzymują dosłownie 100 procent głosów; podobnie inne dyktatury, takie jak Azerbejdżan, gdzie w 2013 roku wyniki wyborów zostały przypadkowo opublikowane na dzień przed głosowaniem w aplikacji iPhone’a; albo Trumpa, który ogłosił zwycięstwo, gdy miał chwilową przewagę w policzonych głosach i zarządził zaprzestanie ich liczenia”.

Czytaj »