20.01.2022. Codzienna filozofia praktyczna dla dorosłych i dla dzieci...

Dorosłych do uprawiania „filozofii praktycznej”, określanej w pewnym miejscu też jako „codzienna”, przekonująco i w superatrakcyjnej formie zaprasza u nas ostatnio Jonny Thomson, wykładowca z Uniwersytetu Oksfordzkiego. Polskie tłumaczenie jego Filozofii dla zabieganych. Małej książeczki o wielkich ideach ukazało się pod koniec 2021 roku (przeł. Alka Koneczka, Wydawnictwo Insignis, Kraków; w papierowej wersji książka lekka, nie nadźwiga się człowiek,  poręczny format, ss. 510). We Wprowadzeniu autor pisze:

Filozofię otacza zniechęcająca aura. Nie jestem pewien, czy to dlatego, że filozofowie często używają słów takich, jak „sofistyczny”, gdy „lipny” byłoby równie dobrym określeniem, czy dlatego, że w co drugim zdaniu nonszalancko wtrącają nieco starożytnej greki. Ale filozofia nie musi być taka […]
Filozofia powinna być czymś, do czego możemy się odnieść; powinna być praktyczna, interesująca i przystępna […] mam nadzieję sprowadzić filozofię z odpychających wież z kości słoniowej do salonu, kawiarni czy autobusu, którym dojeżdżasz do pracy.
Niezależnie od pozycji społecznej ludzie, którzy się czymś fascynują, niechętnie opowiadają o swojej pasji w prostych słowach. Może obawiają się, że takie wyjaśnienia w jakiś sposób uproszczą temat. Ale każdy z nas potrzebuje czasem zrobić pierwszy krok w danej dziedzinie – i przyda mu się wtedy wprowadzenie. Dlatego ta książka przedstawi idee filozoficzne w taki sposób – o ile wszystko pójdzie z planem – że będziesz chciał wiedzieć więcej. To mapa, która da ci lepsze rozeznanie.
Naprawdę wierzę w to, że każdy z nas zadaje sobie filozoficzne pytania i może zostać filozofem. Rozpoczynając tę podróż, możemy skorzystać z pomocy największych myślicieli wszech czasów  (Filozofia dla zabieganych…, s. 13-15).

Zgodnie z zapowiedzią, kolejne miniwykłady będą firmowane przez nazwiska uczonych dawnych i współczesnych. Będzie więc miejsce dla Platona i Arystotelesa, dla św. Tomasza z Akwinu i Fukuyamy, dla Arendt i Harariego, dla Kafki i Orwella, dla Kanta i Zimbardo, dla Prousta i Camusa… Słowem, same wielkie nazwiska. Niektóre wystąpią kilkakrotnie.

Następstwem tych miniwykładów nie rządzi chronologia odtwarzająca historię filozofii. Ich porządek wynika ze specyfiki podejmowanych problemów. W ramach dziesięciu części będzie więc kolejno mowa o etyce, egzystencji i egzystencjalizmie, sztuce, społeczeństwie i międzyludzkich relacjach, religii i metafizyce, literaturze i języku, nauce i psychologii, o filozofii codziennej,  wiedzy i umyśle, polityce i ekonomii.

A zacznie się od Platona i myślowego eksperymentu pod nazwą „pierścień Gygesa”, o którym mowa w Platonowym Państwie, dziele, które powstało w 375 roku przed naszą erą jako – pisze Thomson – „wyzwanie dla idei obywateli sprawiedliwych z natury”. Myśl o eksperymencie daje pod rozwagę Glaukon, jeden rozmówców Sokratesa. Autor Filozofii dla zabieganych potrzebuje na objaśnienie całej kwestii niewiele ponad dwie stroniczki swej Małej książeczki o wielkich ideach. Przyjrzyjmy się, jak to robi pod hasłem Platon o niewidzialności. Na wejściu zarys sytuacji:

Podczas spaceru spotykasz staruszkę z ukruszonym zębem. Obdarowuje cię małym, ale cudownym prezentem: magicznym pierścieniem! Pierścień ten ma zdolność uczynienia cię niewidzialnym. Możesz iść, dokądkolwiek zechcesz, i robić, cokolwiek zechcesz. Nikt cię nie zobaczy. Pytanie brzmi: co zrobisz z pierścieniem? W jaki sposób użyjesz tej mocy?

Zauważmy przy okazji, że taki pierścień mógłby się nazywać na przykład Pegasus… Thompson objaśnia:

Glaukon zakładał, że każdy, kto założy pierścień, natychmiast użyje go dla własnej korzyści. Sprawiedliwość, moralność, poszanowanie prawa i przyzwoitość zejdą na dalszy plan, gdy tylko człowiek zostanie obdarzony mocą. […] Zapytaj przyjaciela, co by zrobił w takiej sytuacji. Zadaj sobie to pytanie. Odpowiedzi mogą być zabawne, ciekawe, ale też oburzające. Odpowiedz zupełnie szczerze, czy na pewno byś nie kradł, nie wchodził do czyjegoś domu, nie atakował… a może zrobiłbyś coś znacznie gorszego? Większość osób się do tego nie przyzna, ale wiele osób na pewno by o tym pomyślało – a może nawet fantazjowało.
Eksperyment „pierścień Gygesa” nie tyle pokazuje, że władza demoralizuje, a raczej że władza ujawnia naszą prawdziwą naturę. Osąd społeczeństwa czy sąsiad zerkający zza płotu sprawiają, że jesteśmy grzeczni. Jedynie opinia innych ludzi trzyma nas w ryzach (s. 19).

Trudno nie pomyśleć w takim kontekście o zajmującej nas od dawna sprawie niezależności sądów. W taką stronę idzie też komentarz Thomsona:

Jeśli Glaukon nie myli się w swoim eksperymencie myślowym, to istnieją ogromne konsekwencje tego, jak postrzegamy polityków, przywódców czy kolosalne korporacje. Wszyscy potrzebujemy mechanizmów gwarantujących zachowanie równowagi albo jakiejś formy władzy utrzymującej nas w ryzach. Sprawiedliwość wymaga bezustannego egzekwowania i przejrzystości. Być może tajemnice państwowe, podstępy korporacji i gładkie kłamstewka polityków są realnymi i współczesnymi konsekwencjami opowieści o pierścieniu Gygesa? (Filozofia dla zabieganych…, wszystkie cytaty ze s. 20-21).

Już. Koniec. W podobny sposób ukazywane są w Filozofii dla zabieganych wszystkie inne tematy. Z odwołaniem do myśli Platona będzie jeszcze mowa „o prawdziwej miłości” oraz „o widzeniu światła”, co oznacza interpretację platońskiej alegorii jaskini.

Teraz chciałby ktoś może od razu skorzystać z zachęty Thomsona i zajrzeć do źródła… Trzeba w takim razie pamiętać, że pojęcie sprawiedliwości, którego znaczenie między innymi było przedmiotem dyskusji w platońskim dialogu o państwie, zmieniło się na przestrzeni czasu. Władysław Witwicki, tłumacz dzieł Platona na polski, uprzedza:

[…] wyraz „sprawiedliwość” i „człowiek sprawiedliwy” w językach nowoczesnych albo zniknął, albo co najmniej zawęził swoje znaczenie w porównaniu do tego, którym posługiwał się Platon. Dziś o nikim się nie mówi, że jest człowiekiem sprawiedliwym, nikogo się tymi wyrazami nie chwali ani nie gani, chyba że chodzi o sędziego w sprawach karnych lub cywilnych, o recenzenta, o krytykę, o miarę lub wagę, o pomiar, o ocenę. Kto niczego nie ocenia, ten nie ma żadnego pola do tego, żeby się okazać sprawiedliwym lub niesprawiedliwym.
Starożytny „człowiek sprawiedliwy” to tyle, co dzisiejszy człowiek „porządny”, przyzwoity, jak się należy, jak być powinno, dobry charakter , „człowiek wzorowy”. „Sprawiedliwość” wyjdzie na tyle co: „stan poprawny”, należyty, porządek, ład wewnętrzny (Wstęp od Tłumacza w: Platon, Państwo, Prawa, Wydawnictwo Antyk, Kęty 1999, s. 6).

Myślowy eksperyment Glaukona dyskutowany jest w II księdze Państwa według opisanego wyżej wydania. W księdze I natomiast dłuższe przemówienie wygłasza sofista Trazymach.  Ciekawe byłoby pewnie, jak wobec doświadczanej przez nas współczesnej rzeczywistości politycznej zilustrowałby i skomentował jego wystąpienie Thomson. Trazymach mówi Sokratesowi:

– Bo tobie się zdaje, że pasterze owiec i krów mają na oku dobro owiec i krów i tuczą je, i chodzą koło nich, mając na oku coś innego niż dobro swoich panów i własne, i tak samo ci, co rządzą w państwach, którzy naprawdę rządzą, myślisz, że jakoś inaczej się odnoszą do rządzonych niż jak do owiec i o czymś innym myślą nocą i dniem, jak nie o tym, skąd by wyciągnąć jak największą korzyść dla siebie. […] ty nie wiesz, że sprawiedliwość i to, co jest sprawiedliwe, to jest w istocie swojej dobro cudze: dla mocniejszego i rządzącego – interes, a dla rządzonego i poddanego – szkoda. Niesprawiedliwość wprost przeciwnie. Ona panuje nad naiwnymi naprawdę „poczciwcami” i nad sprawiedliwymi. Rządzeni robią to, co leży w interesie rządzącego, bo on jest mocniejszy; słuchając go, przyczyniają się do jego szczęścia, a do własnego ani trochę. Trzeba przecież zobaczyć, arcynaiwny Sokratesie, że człowiek sprawiedliwy wszędzie ma mniej niż niesprawiedliwy. Najpierw w interesach, w spółkach. Gdziekolwiek się taki jeden z drugim zwiąże, to przy nawiązaniu spółki nigdy nie znajdziesz, żeby sprawiedliwy miał z niej więcej niż niesprawiedliwy.
A następnie w stosunku do państwa, kiedy chodzi o podatki, to z jednakich dochodów sprawiedliwy wpłaca więcej,  niesprawiedliwy mniej. A jak można coś dostać, to ten nie dostaje nic, a tamten zyskuje grubo. A znowu jakiś publiczny urząd spełnia jeden i drugi, to dla sprawiedliwego jest kara – jeśli już nie inna, to ta, że jego własne gospodarstwo schodzi przy tym na psy, bo on nie ma dość czasu dbać o nie, a z publicznego grosza takiemu nic nie przyjdzie, bo on jest sprawiedliwy, a oprócz tego jeszcze zaczynają go nienawidzić krewni i znajomi, kiedy im nie chce oddawać żadnych przysług wbrew sprawiedliwości. A u niesprawiedliwego wprost przeciwnie (Platon, wyd. cyt. wyżej, s. 35).

„Literatura grozi myśleniem”, upewniał Piotr Kołodziej, autor książki przedstawianej w poprzednich Zapiskach, i jego szesnastoletni w ubiegłym roku uczniowie. Thomson zgodziłby się z nimi zapewne z ochotą, szlachetnie przyznaje bowiem:  „Literatura to sposób na wykorzystanie języka do odkrywania prawd, do których nie udaje się dotrzeć filozofii” (s. 251). I dodałby jeszcze: „Sztuka to każdy sposób do wyrażenia naszego jedynego w swoim rodzaju doświadczenia, by mogło stać się udziałem innych (s. 117). Warto się więc czasem potrudzić czytaniem literatury – w tym stworzonej przez Platona – jeśli ktoś stara się co nieco z otaczającego świata zrozumieć…

Czytając wypowiedź Trazymacha, możemy sobie przecież bez zbytniego trudu wyobrazić, że ten immoralista ze starożytnych Aten odkryłby i dziś, i u nas, po dwudziestu pięciu wiekach, dokumentację uzasadniającą słuszność przypisanego mu przez Platona, wyżej cytowanego stanowiska. Czyżby wszystko się zmieniło w świecie i równocześnie nic się nie zmieniło?

Tekst wyraźnie, jak widać,  prowokuje do zadawania pytań, w tym o ludzką kondycję… Na przykład podczas spotkań, do których zachęca z kolei inicjator światowego ruchu wspólnot filozoficznych pod nazwą Sokrates café, Christopher Phillips. Jego książka zatytułowana Sokrates café. Świeży smak filozofii ukazała się w wielu krajach, w tym u nas w 2005 roku (przeł. Michał Lipszyc, Wydawnictwo Szafa, Warszawa, ss. 263). W rozdziale Szukam Sokratesa czytamy:

Co, u licha, przez to rozumiem?
Oto krótka odpowiedź: od dłuższego czasu uważam, że zanik pewnego rodzaju filozofii przynosi szkodę naszemu społeczeństwu. Chodzi o ten rodzaj filozofii, który w VI i V wieku p.n.e. uprawiali w Atenach Sokrates i inni filozofowie. O filozofię stosującą metodę dociekań dostępnych dla „każdego” i „każdej”, dociekań, z którymi wszyscy mogą się utożsamiać, ponownie rozniecając w sobie dziecięcy – ale bynajmniej nie dziecinny – zmysł dziwienia się. O filozofię pełną życia i znaczenia, która często pozostawia w duszach ludzi więcej pytań, niż mieli na początku, ale niekiedy pozwala im znaleźć przynajmniej cień odpowiedzi. Chodzi o dyskurs filozoficzny, w którym nikt nie jest guru, a ten, kto prowadzi dyskusję, więcej uczy się od innych uczestników niż oni od niego. O typ filozofii, która uznaje fakt, że pytania nieraz odkrywają więcej prawdy o nas i o świecie niż odpowiedzi. O typ filozofii, w której pytania często zastępują odpowiedzi (Sokrates café…, s. 17-18).

Objaśniając sposób organizowania takich spotkań i relacjonując jedno z nich, Phillips o potrzebie zadawania i funkcji pytań pisze także:

Pytania, pytania, pytania. Niepokoją. Prowokują. Pobudzają do myślenia. Onieśmielają. Sprawiają, że chwilami czujemy się tak, jakbyśmy postradali rozum. W takich momentach mam wyraźne wrażenie, że ziemia drzy i ucieka mi spod nóg. Ale nie z powodu trzęsienia ziemi (Sokrates café…, s. 12).

Tak było choćby podczas lekcji online na temat Siłaczki, którą opisywał Kołodziej w przypominanej przed chwilą książce (s. 50-66). Ta lekcja była właśnie jak spotkanie w Sokrates café…

Stephen Hawking, nieżyjący już światowej sławy kosmolog, swą ostatnią książkę zaczął zaś z kolei ni mniej, ni więcej tylko od próby odpowiedzi na pytanie, „dlaczego musimy zadawać wielkie pytania”. Pisał:

Ludzie od zawsze chcieli poznać odpowiedzi na wielkie pytania. Skąd się wzięliśmy? Jak powstał wszechświat? Jaki jest sens i zamysł wszystkiego, co istnieje? Czy jest jeszcze ktoś we wszechświecie oprócz nas? (Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania, s. 27).

W różnym czasie, w różnym kontekście, pytania formułowane bardziej lub mniej zręcznie, w mniej lub bardziej wyrafinowany sposób, stawia oczywiście każdy. Nawet taki Bajdała, bohater Leśmianowego Dusiołka, prostak nad prostakami, sponiewierany przez jakąś senną zmorę, formułuje po przebudzeniu pretensję równą wielkiemu pytaniu egzystencjalnemu:

Rzekł Bajdała do Boga.
O rety – olaboga!
Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka,
Jeszcześ musiał zmajstrować takiego Dusiołka?

Tu ktoś mógłby się jednak zawahać, sygnalizuje Eric Weiner,  autor jeszcze innej książki o filozofii, która mieści się w kontekście dzisiejszych Zapisków. Zwraca więc najpierw uwagę na fakt, iż:  „Technika skłania nas do poglądu, że filozofia przestała się liczyć. Komu potrzebny Arystoteles, kiedy mamy algorytmy? […] Siri [w telefonie Apple] może nam bez pudła wskazać najlepszą budkę z burrito”. Następnie Weiner bez trudu obnaża intelektualną nędzę takiej postawy w książce Ekspresem z Sokratesem. Czego martwi filozofowie uczą nas o życiu (przeł. Paweł Tomanek, PWN, Warszawa 2020, ss. 365). Spotykamy się tu z inną formą opowieści niż w Filozofii dla zabieganych, ale z równie lekkim stylem, w którym wartka narracja łączy się z głęboką refleksją. Okładkowa nota informuje:

Ekspresem z Sokratesem to pełna wrażeń podróż intelektualna śladem niektórych z największych myślicieli w historii – od Marka Aureliusza, przez Konfucjusza i Gandhiego, po Nietzschego. Schopenhauera i Simone de Beauvoir. Podróżując pociągiem (jest to środek komunikacji najbardziej sprzyjający zadumie), Eric Weiner objeżdża świat, zatrzymując się w miejscach związanych z filozofami i filozofowaniem – od Grecji po Chiny, od Stanów Zjednoczonych po Indie – po drodze rozmyślając o życiowych lekcjach, których uczą nas wielcy myśliciele przeszłości.

O Sokratesie Weiner pisze:

niełatwo go poznać. Stoi na tak wysokim piedestale, który mu wznieśliśmy, że ledwo go widać. Z dołu wydaje się tylko punktem. Ideą, i to w dodatku rozmytą.
Szkoda. Sokrates nie był punktem ani ideą, tylko człowiekiem. Oddychającym, chodzącym, wydalającym, uprawiającym miłość, dłubiącym w nosie i opowiadającym dowcipy.
Był też brzydalem. Mówiono o nim, że jest najbrzydszym mężczyzną w Atenach. Miał szeroki i płaski nos, duże, mięsiste wargi i pokaźny brzuch. Był łysy. Miał szeroko rozstawione oczy jak u kraba, co dawało mu większy kąt widzenia peryferyjnego. Możliwe, że nie wiedział więcej od innych Ateńczyków (sam podkreślał, że nic nie wie), ale na pewno więcej widział.
Sokrates mało jadł, rzadko się kąpał i zawsze nosił to samo niechlujne ubranie. Wszędzie chodził boso, nawet w środku zimy, i miał osobliwy krok, coś między kaczym chodem a dumnym marszem. Mógł całymi dniami nie spać i pił wino, nie upijając się. Słyszał głosy, a właściwie jeden głos. Nazywał go daimonionem: „To u mnie tak już od chłopięcych lat – wyjaśniał podczas procesu, który mu wytoczono pod zarzutami bezbożności i psucia młodzieży. – [G]łos jakiś się odzywa, a ilekroć się zjawia, zawsze mi coś odradza, cokolwiek bym przedsiębrał, a nie doradza mi nigdy”. W sumie osobliwy wygląd i nietypowe nawyki czyniły z niego istotę z innego świata. Jak to określił współczesny filozof Peter Kreeft: „Sokrates wkroczył w wielką dyskusję ludzkości jakby z zewnątrz, z innej planety” (Ekspresem…, s. 33-34).

Sam nie napisał ani słowa. Upamiętnił go Platon i inni. Dzięki nim od dwudziestu pięciu wieków ciągle nam ten niepozbierany Sokrates może proponować ważne rozmowy. Arcyważne rozmowy, które zaczynają się od pytań…

 

Przypomnijmy w takim razie na koniec, że gdy idzie o szkołę, oświatowe władze naszego kraju lansują nastawienie przeciwstawne do referowanych tu potrzeb, znosząc niejako idę stawiania pytań.  W polskiej szkole na pytania i wątpliwości miejsca nie ma. Nic dziwnego, że nie nadaje się do niej na przykład filozoficzna bajka Leszka Kołakowskiego Kto z was chciałby rozweselić pechowego nosorożca? Słusznie. Jeszcze by się okazało, że rozmaite nosorożce nie mogą i nie powinny się brać za latanie albo za inne ważne czynności… W zamian oferta jedynie słusznych, gotowych odpowiedzi i jedynie słusznej wizji świata – do konsultacji oddano niedawno program „Historia i teraźniejszość”…

W tej sytuacji przydadzą się może komuś lekturowe podpowiedzi do domowej pracy ze swoimi dziećmi, których jeszcze szczęśliwie nie oduczono stawiania niekończących się ciągów pytań.

Ze względu na najmłodszych do polecenia byłaby książeczka O Grzesiu, chłopczyku, który nie przestawał zadawać pytań (Matthieu de Laubier i in., przeł. K.  Suchanow, Wydawnictwo Znak, Kraków 2012).

Dla starszych zaś, od siedmiu lat wzwyż, można by wskazać serię książeczek z cyklu „Dzieci Filozofują” Oskara Brenifiera. Seria obejmuje tomiki o tytułach: Ja, co to takiego? Życie, co to takiego? Dobro i zło, co to takiego? Uczucia, co to takiego? Piękno i sztuka, co to takiego? (przeł.  M. Kamińska-Maurugeon, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2004 – 2006).

To są książeczki do wspólnej lektury oraz rozmowy dorosłego i dziecka. Na pytania podsuwane przez autora można odpowiadać krótko i jednoznacznie „tak” lub „nie”. Pytania reprezentują w takiej sytuacji tezy dotyczące podjętego właśnie problemu. Potem trzeba formułować argumenty i kontrargumenty na rzecz danego stanowiska lub przeciwko niemu: „tak, bo…”, „nie, bo…” oraz wątpliwości „tak, ale…”, „nie, ale”, „a co, jeśli…” i poszukiwać dowodów oraz uzasadnień, które by potwierdzały rozwijany tok myślenia.  To wywołuje dalsze, kolejne pytania.

Weźmy przykład.  Pytanie główne brzmi: „Dobro i zło, co to takiego?” Problem rozpatrywany jest następnie w odniesieniu do takich kategorii, jak „Prawo, Uprzejmość, Posłuszeństwo, Słowa, Wolność, Pomoc innym”. Z tymi kategoriami wiążą się pytania stawiane w kolejnych rozdziałach: „Czy możesz kraść jedzenie? Czy musisz być miły dla innych? Czy zawsze powinieneś słuchać rodziców? Czy powinieneś zawsze wszystko mówić? Czy zawsze powinieneś robić to, na co masz ochotę? Czy powinieneś pomagać innym?”

Teraz następuje etap rozpatrywania możliwych odpowiedzi na poszczególne pytania. W stosunku do pierwszego – „Czy możesz kraść jedzenie?” – namysłowi poddawane są na przykład takie odpowiedzi: „Nie, bo kradzież to coś złego” (teza i argument), po czym następują wątpliwości: „Tak, ale, kto powiedział, że to coś złego? Czy nie można na różne sposoby pojmować tego, co dobre i złe? Dlaczego miałbyś nie robić złych rzeczy? Czy w życiu da się robić wyłącznie to, co dobre?”

Inna odpowiedź na to samo pytanie brzmi: „Nie, bo nie powinienem brać tego, co nie jest moje” (teza i argument, który wynika z przekonania, że własność jest nienaruszalna). I znowu szereg możliwych odpowiedzi: „Tak, ale… Co, gdybyś miał umrzeć z głodu? Czy to czasem nie jest argument ludzi, którzy mają co jeść i nie chcą się podzielić? Czy nie należy pomagać tym, którzy nie mają co jeść? Skoro każdy musi jeść, to czy żywność nie powinna być własnością wszystkich?” I tak dalej… Warto podkreślić, że każda odpowiedź jest dopuszczalna i każda może stanowić przedmiot namysłu i dalszej rozmowy pod warunkiem, że odpowiada jej logiczna argumentacja.

Autor w ramach tytułowego pytania każdej książki z serii proponuje całe szeregi możliwych odpowiedzi w odniesieniu do rozmaitych sfer życia, których to główne pytanie dotyczy, we wstępach do swych publikacji objaśniając:

W książkach z serii „Dzieci Filozofują” na każde pytanie pada kilka odpowiedzi. Jedne wydadzą się wam oczywiste, inne – dziwne, zaskakujące, zbijające z tropu. Wszystkie będą prowokować do zadawania kolejnych pytań, bo przecież można je stawiać bez końca. Ostatnie pytania pozostaną, być może, bez odpowiedzi. I dobrze. Nie trzeba na nie koniecznie odpowiadać […] Wydepczemy jednak pewne ścieżki. Korzystajcie z nich, szukając odpowiedzi. Pozostańcie czujni. A przede wszystkim nie zapominajcie, jak wiele daje rozmowa – zarówno dzieciom, jak dorosłym.

Wśród lektur, które mogą wspomóc nauczycielki i nauczycieli oraz rodziców w sugerowanej tu pracy z dziećmi, wymienić by można ponadto  książkę Hansa-Ludwiga Freese Nasze dzieci są filozofami. Jak rozmawiać z dziećmi o poważnych sprawach (przeł. Urszula Poprawska, Wydawnictwo WAM, Kraków 2008, ss. 166); a także: Alison Gopnik Dziecko filozofem. Co dziecięce umysły mówią nam o prawdzie, miłości oraz sensie życia  (przeł.  Magdalena Trzcińska, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2010, ss. 286).

 

Dziś, gdy Internet oferuje wiedzę z różnych zakresów w nieogarnialnej wręcz ilości oraz na różnym poziomie, więc gdy problemu nie stanowi dostęp do wiedzy – nawet w sytuacji, gdy szkole nakazuje się działać tak, jak się nakazuje – istotne jest, by nie zabić ciekawości w dzieciach i by rozwijać w nich nawyk sprawdzania wiarygodności informacji, by uczyć także dystansowania się wobec rozmaitych opinii wygłaszanych w tonacji absolutnej pewności. Tego mamy przecież w przestrzeni publicznej po gardło. W wykonaniu dorosłych, a nawet mocno przerośniętych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

O autorze

Zapiski na marginesach starych i nowych lektur

Fot. Wikimedia

Fot. Franciszek Vetulani

Zofia Agnieszka Kłakówna – mieszka w Krakowie, polonistka, literaturoznawczyni, od zawsze i stale zajmuje się problemami edukacji — w teorii i w praktyce, w różnych rolach, w różnych szkołach, w różnych miejscach, w Polsce i poza jej granicami, jest autorką paru książek na ten temat, współautorką koncepcji edukacyjnej i odpowiadających jej podręczników pod nazwą To lubię! Sztuka pisania, przez wiele lat redagowała czasopismo „Nowa Polszczyzna”. Zdaniem recenzentów jej prac – „skrajna indywidualistka, która przedziwnym sposobem prawie zawsze pracuje w zespole”. 

Wszystkie zapiski

27.10.22. Odwieczna tymczasowość

„Nie daj się uwieść apokalipsie / ogranicz używanie mediów społecznościowych / przestań się oburzać / nie ulegaj polaryzacji / żyj w niezgodzie ze sobą / kieruj się racjonalnością, a nie tożsamością / nie podążaj „ścieżką serca” / przedkładaj myślenie nad działanie / czytaj książki / nie szukaj pewności / memento mori” — Stawiszyński

Czytaj »

15.09.22.

„[Szkoła] ukazywana jest tylko jako jeden z ważnych elementów wpływających na permanentne ubezwłasnowolnianie pojedynczych osób, rodzin i całych społeczności ludzi określanych jako naród, zorganizowanych jako państwo i postrzeganych jako jego obywatele. Ubezwłasnowolnianie to kończy się na przeświadczeniu, że nic od nas tak naprawdę nie zależy, na nic nie mamy wpływu, jesteśmy bezradni, choć podobno żyjemy w świecie respektującym reguły demokracji i utrzymywani jesteśmy w przekonaniu o jej niepodrabialnych walorach każdemu z osobna zapewniających wolność. […]

Odpowiada za taki stan rzeczy […] przede wszystkim wizja człowieka charakteryzowanego jako homo oeconomicus i utopijne przeświadczenie, że żyjemy w naszym najlepszym ze światów, w którym o wszystkim decyduje ekonomia, co się przekłada na dążenie do pomnażania zysków i skuteczną tej tendencji realizację.”

Czytaj »