22.12.22. Lektury dla dzieci i dorosłych na czas świąteczny i nie tylko

Wnet święta, czas spędzany na ogół z rodziną, to jest wspólnie… W takim razie może nie całkiem od rzeczy będzie wzmianka o literaturze i lekturze wspólnej, zwłaszcza że niektórzy prawdopodobnie ciągle jeszcze szukają prezentów pod choinkę… Tu krótkie objaśnienie. Pojęcie literatury wspólnej powstało w opozycji do określenia literatura osobna, którym znawcy sygnowali zwykle utwory przeznaczone dla dzieci. Okazuje się jednak, że literaturę osobną reprezentują też teksty, które wymagają wspólnej lektury. Takie, co do których dobrze by było, gdyby dorosły czytał je na głos dzieciom, co jakiś czas przerywając, by podyskutować o właśnie przeczytanym. Niektóre z takich tekstów mogą się zresztą okazać rzeczywiście przykładami literatury wspólnej, to jest stanowiącej równie ważny przedmiot samodzielnego czytania niezależnie od wieku odbiorców. I o tego rodzaju utworach właśnie będzie dziś w tych Zapiskach mowa przede wszystkim. Choć nie tylko… Na temat książek adresowanych zdecydowanie do dorosłych też znajdą się dalej pewne sugestie…

Najpierw wzorcowe przykłady charakteryzowanych wyżej, niestarzejących się, tekstów do wspólnego czytania z dziećmi. Ze względu na najmłodszych warto w tym kontekście wskazać dwie książeczki Leszka Kołakowskiego: Kto z was chciałby rozweselić pechowego nosorożca?(2005) i Debata filozoficzna Królika z Dudkiem o Sprawiedliwości (2009) – obie opublikowane staraniem wydawnictwa Muchomor.

Nazwisko autora może zatrzyma przy tych uwagach Czytelników, dla których literatura dla dzieci niespecjalnie jest zajmująca… Pierwsza z nich, zauważmy przy okazji, przez jakiś czas figurowała nawet w spisie lektur proponowanych w najniższych klasach szkoły podstawowej, ale ostatnio została, jak widzę, wykreślona. W szkole, w której nauka polega na powtarzaniu gotowych takich czy innych ustaleń, nie ma miejsca na pytania i namysł, a ten tytułowy nosorożec pragnął latać, co wywołało problemy, o których warto rozmawiać… W zakończeniu bajki Kołakowskiego znajdzie się na przykład wierszyk, w którym między innymi czytamy: „Niepotrzebnie tak się trapisz! / Wróbel fruwa, ty masz róg! / Spróbuj tylko, a zobaczysz, / Co byś rogiem zrobić mógł?”. Inaczej mówiąc, bajeczka dla dzieci, które jeszcze same niekoniecznie umieją czytać, na poziomie odpowiadającym ich psychicznym, intelektualnym, a także językowym możliwościom, prowokuje do pytań i rozmowy o sprawach w życiu zasadniczych. O to, kim kto jest, dlaczego, jakie znaczenie ma fakt, że jesteśmy różni albo co to znaczy „być sobą”. Można z tym wiązać niejaką nadzieję, że z czasem, w sprzyjających okolicznościach, systematyczne uprawianie tego rodzaju refleksji stanie się elementem formowania postaw, które zapobiegają metamorfozom ukazywanym w Nosorożcu Ionesco (zob. Zapiski z 11.11.2021).

Druga ze wspomnianych książeczek, bez wątpienia trudniejsza, zaprasza dzieci do filozofowania. Współudział dorosłych wydaje się przy tym nieodzowny, zwłaszcza że problem sądów i sądownictwa należy dziś do ostro wybrzmiewających w przestrzeni publicznej i nieuchronnie słyszą o nim także dzieci. O sprawiedliwości mówi się zresztą stale i przecież nie od razu w kontekście, który każe się odwoływać do profesjonalnych sądów. Graficzne opracowanie stworzonej przez Kołakowskiego historyjki nie bez kozery operuje obrazem szachownicy. Pytanie, czy jest na świecie sprawiedliwość, to równocześnie problem rozróżniania dobra i zła oraz kwestia różnicy między faktami i emocjami, a także uwikłania w język. Jak zdefiniować sprawiedliwość, gdy Królikowi „jakieś dwa chłopaki zabiły, siekierą zarąbały […] ukochanego wujka”? I to: „Bez żadnego powodu, po prostu dla zabawy”. Po wszystkim autor wyzna: „Debatę tę kazała mi spisać moja córka Agnieszka. A kto ma rację, tego nie wiem”…

teraz o lekturach wspólnych w innym znaczeniu. O takich, które zaciekawić mogą niezależnie od siebie zarówno młodszych, jak i całkiem dorosłych odbiorców, choć oczywiście ich wspólne czytanie także miałoby sens.

Najpierw więc o świeżo wznowionym „międzynarodowym bestsellerze”, według kwalifikacji przypominanej w formule z okładki. Chodzi o Ernsta H. Gombricha (1909-2001) Krótką historię świata (przeł. Barbara ostrowska, Dom Wydawniczy Rebis, dodruk I wydania w tej edycji, Poznań 2022).

Urodzony w Wiedniu autor – pracujący potem przez całe lata w londyńskim Instytucie Warburga i wykładający na Uniwersytecie Londyńskim jako profesor, w Polsce najbardziej chyba znany jako twórca niezwykłego, wielokrotnie wznawianego przez Arkady „przewodnika” O sztuce – historię dziejów świata z myślą o młodych czytelnikach napisał w 1935 roku, a uzupełnił i nieco zmodyfikował w roku 1998. Na skrzydełku czytamy:

W czterdziestu krótkich rozdziałach Ernst H. Gombrich prowadzi opowieść o historii człowieka, od epoki kamiennej aż po skonstruowanie bomby atomowej. […] pisze o wojnach i podbojach, o wielkich dziełach sztuki, a także o procesie przekraczania granic wiedzy i obejmowania rozumem coraz to nowych obszarów. To swoisty przewodnik po osiągnięciach ludzkości, który nie pomija słabości i porażek, a najważniejsze w nim stają się nie daty i fakty, ale towarzyszące im doświadczenia człowieka, z każdym wiekiem nowe.

Przedmowie z 2004 roku, wnuczka autora, Leonie Gombrich, cytuje słowa dziadka z czasu, gdy pod koniec dwudziestego wieku poprawiał swą książkę:

Chciałbym, żeby moi czytelnicy usiedli wygodnie i śledzili historię, nie robiąc notatek i niekoniecznie zapamiętując nazwiska, nazwy i daty. Obiecuję, że nie będę ich odpytywał (s. 18).

Na końcu pierwszego rozdziału, zatytułowanego Dawno, dawno temu, autor doda zaś, że opowiadanie historii świata jest równoznaczne z pytaniem Jak to właściwie było? (s. 22). Dalej znajdziemy zaś niedługie, barwne opowieści kierowane do jakiegoś stale obecnego „ty” – jak przy ognisku lub podczas głośnej lektury wspólnej. Świetnie się je czyta. Ukazują one zaś charakterystyczne zjawiska i mechanizmy ludzkiej historii oraz jej zwrotne punkty. Odwiedzimy w związku z tym starożytny Egipt, Mezopotamię, Izrael, Kretę czy Chiny. Przeczytamy o tym, jakie znaczenie ma mowa, jak powstawały różne odmiany pisma, jak rodziły się i oddziaływały religie, jak organizowano krucjaty, jak tworzono miasta, co oznaczało „greckie wykształcenie”, jak powstały biblioteki, jak doszło do oświecenia i do I wojny światowej…

Ostatni rozdział to Kawałek historii, który przeżyłem sam – spojrzenie wstecz. I związana z nim uwaga:

Zupełnie czym innym jest uczyć się historii z książek, a czym innym przeżyć ją samemu. Chciałem ci o tym przypomnieć także na poprzednich stronach, porównując spojrzenie w przeszłość z widokiem, jaki roztacza się pod nami z wysoko lecącego samolotu. Na brzegach rzeki czasu widzimy wtedy tylko nieliczne szczegóły. Ale wiesz też, jak inaczej ta rzeka wygląda z bliska, kiedy płyną nam naprzeciw pojedyncze fale. Niektóre rzeczy widać wtedy lepiej, a niektórych nie widać już wcale. Tak samo było ze mną. Poprzedni rozdział skończył się przecież na straszliwej wojnie światowej w latach 1914-1918. Wprawdzie byłem już wtedy na świecie, ale miałem dopiero dziewięć lat, kiedy się skończyła. Dlatego pisałem o tym, czego dowiedziałem się z książek (s. 302).

A następnie:

Tu przyznać się muszę do […] pomyłki, którą popełniłem, a która może nawet nie przynosi mi wstydu. Z rozdziału „Naprawdę nowe czasy” można się dowiedzieć, że zaczęły się one dopiero wtedy, kiedy ludzie przestali myśleć brutalnymi kategoriami dawnych czasów, a idee i ideały oświecenia w XVIII wieku stały się tak powszechne, że od tamtej pory uchodzą za oczywiste. Kiedy to pisałem, wydawało mi się rzeczywiście nie do pomyślenia, że ludzie kiedykolwiek zniżą się do tego poziomu, żeby prześladować wyznawców innej religii, wymuszać zeznania torturami albo w ogóle negować prawa człowieka. To, co wydawało mi się nie do pomyślenia, jednak się stało (s. 305).

Na II wojnę światową nie trzeba było czekać specjalnie długo. Kiedy zaś czyta się ostatni rozdział omawianej książki i o tym, co kolejną wojnę poprzedziło, opowieść ta brzmi, niestety, jak w naszym „tu i teraz”… 

A oto inna jeszcze lektura na temat ludzkiej historii. Tę również można by uznać za przykład literatury wspólnej. Chodzi o wydaną właśnie po polsku, pięknie ilustrowaną część 1. opowieści Yuvala Noaha Harariego Niepowstrzymani. Jak przejęliśmy władzę nad światem (ilustr. Ricard Zaplana Ruiz, przeł. Michał Romanek, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2022). Tematycznie opowieść ta odpowiada prehistorii, a w książce Gombricha jej pierwszym dwóm rozdziałom (Dawno, dawno temu oraz Najwięksi wynalazcy, jacy kiedykolwiek istnieli). Omawia i wyjaśnia sytuowane w czasie ludzkie zachowania, które umożliwiły nam przejście od zwierzęcej dzikości do „przejęcia władzy nad światem” – więc wspólne dla rozmaitych ludzkich grup języki, gotowość do współpracy, wytworzenie narzędzi, opanowanie umiejętności rozpalania ognia, przygotowywania gotowanego jedzenia, tworzenie zasad życia w grupie… Niezwykłą i zasadniczą rolę, podkreśla Harari, odegrały przy tym opowieści (w tym kontekście zob. Zapiski z 13.10.2022 o książce Marcina Napiórkowskiego Naprawić przyszłość. Dlaczego potrzebujemy lepszych opowieści, żeby uratować świat). Harari w każdym razie w rozdziale Gang opowiadaczy pisze:

Tak właśnie nasi przodkowie podbili świat: za pomocą opowieści. Żadne inne zwierzę nie wierzy w opowieści. One wierzą tylko w rzeczy, które rzeczywiście mogą zobaczyć, usłyszeć i posmakować. Szympans wierzy, że jest w niebezpieczeństwie, kiedy widzi zbliżającego się węża: lepiej wtedy uciekać! Wierzy, że nadchodzi burza, kiedy słyszy grzmot: czas na prysznic! Wierzy, że w pobliżu są lwy, kiedy czuje zapach kupy: fuuu! Wierzy, że ogień jest gorący, kiedy dotyka płonącej gałązki: aua! I wierzy, że banany są smaczne, kiedy je zjada: mmm, pycha!
My, sapiensi, oczywiście też to wszystko potrafimy, ale ponieważ wierzymy w opowieści, potrafimy o wiele więcej. […] Ta wiara w opowieści dała naszym prapradziadom tak wielką władzę, że rozprzestrzenili się po całym świecie i podbili każdy skrawek Ziemi, każdą dolinę, każdą wyspę na naszej planecie.
Ale co robili potem, kiedy już podbili każde z nowych miejsc i się w nich osiedlili? Jak wyglądało ich życie tysiące lat temu? […] Co robili, kiedy budzili się rano? Co jedli na śniadanie? Co na obiad? Jakie mieli hobby? Może lubili malować? W jakich ubraniach chodzili? Czy starsi bracia dokuczali młodszym siostrom? Czy się zakochiwali?  Czy ich życie było lepsze czy gorsze od naszego?

O tym właśnie jest ta książka, a także o dowodach, które pozwalają odtwarzać bieg naszej prehistorii oraz o tym, czego o naszych przodkach, niestety, nie tylko nie wiemy, ale też nie mamy raczej specjalnych szans, by się dowiedzieć… Dla zainteresowanych tematem fanów lektury indywidualnej dorzucić by tu można informację, że jakiś czas temu ukazała się też inna jeszcze książka, która dotyczy pytania, kim jest człowiek: Frank Westerman, My, człowiekowate (przeł. Olga Niziołek, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2022)…  

Na koniec sugestia lektury, którą warto by uznać za obowiązkową. Z poprzednio omawianymi związana jest w pewnej mierze na zasadzie przeciwieństwa. Chodzi o potężny tom najzupełniej fascynujących rozważań, owoc dziesięcioletniej wspólnej pracy dwóch naukowców – antropologa i archeologa. Książka nosi tytuł Narodziny wszystkiego. Nowa historia ludzkości. Autorami są David Graeber i David Wengrow (przeł. Robert Filipowski, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2022). Podstawowa teza tego wykładu, najkrócej mówiąc, sprowadza się do zanegowania nabywanych i nabytych przez nas przeświadczeń na temat ludzkiej historii, w tym co do sposobu rozumienia wolności, równości, funkcji postępu i wyobraźni oraz – zdawałoby się – nieuniknionego, uniwersalnego sposobu organizacji ludzkich społeczności.

Modelu, który przywykliśmy które traktować jako rozwiązanie jedynie możliwe i w którym jesteśmy zanurzeni…

Ostatnie akapity tych Zapisków dotyczą zwykle edukacji. Na ten temat wyżej zostało już jednak co nieco powiedziane. W tym miejscu chcę tylko prosić Życzliwe Czytelniczki i Życzliwych Czytelników o przyjęcie najlepszych życzeń na zbliżające się wielkimi krokami Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok! Wszystkiego dobrego!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

O autorze

Zapiski na marginesach starych i nowych lektur

Fot. Wikimedia

Fot. Franciszek Vetulani

Zofia Agnieszka Kłakówna – mieszka w Krakowie, polonistka, literaturoznawczyni, od zawsze i stale zajmuje się problemami edukacji — w teorii i w praktyce, w różnych rolach, w różnych szkołach, w różnych miejscach, w Polsce i poza jej granicami, jest autorką paru książek na ten temat, współautorką koncepcji edukacyjnej i odpowiadających jej podręczników pod nazwą To lubię! Sztuka pisania, przez wiele lat redagowała czasopismo „Nowa Polszczyzna”. Zdaniem recenzentów jej prac – „skrajna indywidualistka, która przedziwnym sposobem prawie zawsze pracuje w zespole”. 

Wszystkie zapiski

27.10.22. Odwieczna tymczasowość

„Nie daj się uwieść apokalipsie / ogranicz używanie mediów społecznościowych / przestań się oburzać / nie ulegaj polaryzacji / żyj w niezgodzie ze sobą / kieruj się racjonalnością, a nie tożsamością / nie podążaj „ścieżką serca” / przedkładaj myślenie nad działanie / czytaj książki / nie szukaj pewności / memento mori” — Stawiszyński

Czytaj »