24.11.22. Czym jest historia?

Tytułowe pytanie jest cytatem z powieści, która – jak na współczesne tempo życia i wobec stale zapełnianych nowościami księgarskich półek – może być właściwie uznana za staroć. W istocie jej aktualność wydaje się jednak uniwersalna i ponadczasowa. Chodzi o Poczucie kresu Juliana Barnesa (przeł. Jan Krabat, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2018). Autor – od dawna dobrze w szerokim świecie znany brytyjski pisarz – w 2011 roku uhonorowany został za tę właśnie powieść Nagrodą Bookera.

Jej kanwę stanowi między innymi mentalne starcie całkiem już niemłodego bohatera, niejakiego Tony’ego Webstera, z pamięcią o własnej przeszłości i z własną biografią. Z nagła doświadcza on mianowicie sytuacji, w której zmuszony jest zasadniczo przewartościować rozmaite fragmenty swego życiorysu. Jego dość nijaka, ale uporządkowana i stabilna egzystencja okazuje się przy tym kompletną ułudą. Dzieje  się tak jakby na potwierdzenie wniosków z pewnej lekcyjnej dyskusji, w której Webster wraz z trzema przyjaciółmi brał udział w swych licealnych czasach. Oto po długim cyklu zajęć na temat brytyjskiego imperium ich nauczyciel postawił wtedy w centrum uczniowskiej uwagi wskazywany wyżej problem.

– Może zaczniemy od prostego na pozór pytania: czym jest historia? Jakieś refleksje, Webster?
– Historia to kłamstwa zwycięzców – odparłem trochę za szybko.
– Obawiałem się, że to właśnie powiesz. No cóż, wszystko w porządku, dopóki będziesz pamiętał, że to także iluzja pokonanych. Simpson?
Colin był lepiej przygotowany ode mnie.
– Historia to kanapka z surową cebulą, panie profesorze.
– Z jakiegoż to powodu?
– Odbija się, panie profesorze. Czkawką. Doświadczyliśmy tego wielokrotnie w ciągu roku. Wciąż to samo, bezustanna oscylacja między tyranią a rebelią, wojną a pokojem, dobrobytem a biedą.
– Dość dużo jak na jedną kanapkę, nie sądzisz? Nasz śmiech trwał o wiele dłużej, niż było to wymagane, i był zabarwiony histerią typową dla końca roku szkolnego.
– Finn?
– „Historia jest pewnością, która rodzi się w chwili, gdy niedoskonałość pamięci spotyka się z niedostatkami dokumentacji”.
– Naprawdę? Gdzie to znalazłeś?
– U Lagrange’a, panie profesorze. Patricka Lagrange’a. To Francuz.
– Można się było domyślić. Zechciałbyś nam podać jakiś przykład? (Poczucie kresu, s. 28-29).

W odpowiedzi na wezwanie nauczyciela Finn zaproponował rozmowę o samobójstwie ich kolegi jako o fakcie historycznym. Zaznaczając, że jest to wprawdzie wydarzenie „całkiem niedawne”, ale przecież już „historyczne […] choć pośledniego gatunku”, podkreślał, że z historią tą związane są, owszem,  konkretne, znane im osoby i jakieś ich relacje, został też jakiś list, ale tak naprawdę niczego nie da się z niepodważalną pewnością o istocie i kontekście całej sprawy powiedzieć. Tym bardziej niemożliwe okaże się to za pięćdziesiąt lat, kiedy ludzi bezpośrednio dotkniętych tragedią już nie będzie…

Kto ciekawy, zechce może sprawdzić, co na takie dictum odpowiedział nauczyciel z powieści Barnesa oraz podjąć w konsekwencji namysł nad mechanizmami charakteryzującymi działanie ludzkiej pamięci. Nawet jednak bez sięgania do powieści nietrudno chyba stwierdzić, że pamięć okazuje się zwykle mistrzynią zupełną w tworzeniu najrozmaitszych fikcji, zgrabnie wypełniając po drodze wszelkie niedomówienia, niejasności czy w ogóle białe plamy. I dzieje się tak zarówno w wymiarze jednostkowym, jak również w odniesieniu do historii większych zbiorowości oraz całych narodów. Niezliczonych i mocnych dowodów co do prawdziwości takiej obserwacji dostarczają choćby prace badaczy reprezentujących w swych poszukiwaniach perspektywę ludową.

Dość już dawno temu, bo w 1980 roku, ukazała się na przykład Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś Howarda Zinna (przeł. Andrzej Wojtasik, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016). We wstępie do jej polskiego wydania Artur Domosławski pisze:

Zinn złamał w niej niemal wszystkie uświęcone interpretacje wydarzeń z amerykańskiej historii, od przybycia Kolumba do Nowego Świata zaczynając. Powiedzmy tak: uładzoną historię społecznego konsensusu i rozwoju – owszem, od czasu do czasu zakłócanego sporami i kontrowersjami, niekiedy nawet wojnami, acz zawsze sprawiedliwymi – Zin zastąpił kipiącą gniewem i buntem narracją prowadzoną z perspektywy podbitych, wyzyskiwanych i dyskryminowanych (s. 19).

I dodaje:

Dokładnie wtedy, kiedy Zinn pisał Ludową historię…, Jean Anyon, badaczka z Rutgers University, ogłosiła pracę będącą raportem z lektury siedemnastu najczęściej używanych w szkołach podręczników historii USA. Jej wniosek był jednoznaczny: szkolna opowieść o dziejach kraju jest zniekształcona, przedstawia historię z perspektywy uprzywilejowanych grup społecznych. […] Badania zbliżone do badań Jean Anyon przeprowadzono także we Francji i Wielkiej Brytanii – wnioski były podobne (s. 19).

U nas tego rodzaju wnioski znaleźć można w książce Michała Rauszera Bękarty pańszczyzny. Historia buntów chłopskich (Wydawnictwo RM, Warszawa 2020):

Książka ta powstała ze złości i frustracji. Wychowałem się na wsi i przez wiele lat nauczania historii na różnych etapach edukacji miałem nieustanne poczucie, że czegoś brakuje. Coś z historią mojego kraju było nie tak. Z jednej strony wiedziałem, że moi przodkowie byli chłopami i robotnikami, raczej mało majętnymi. Mój pradziadek emigrował z Królestwa Polskiego na Śląsk w poszukiwaniu lepszego życia. Moja babcia pokazywała mi dom, w którym się wychowała, opowiadała o przedwojennym głodzie i ciężkiej pracy. Tymczasem na lekcjach historii i na języku polskim dowiadywałem się o wspaniałościach dworów królewskich i magnackich, o przebiegłych politykach, oddanych dyplomatach, o kulturze szlacheckiej, kulturze spokojnego dworku na wsi, w którym toczy się sielankowe życie upływające pod dyktando uczt, obcowania ze sztuką, polowań i plotek. […] Nauczanie o pańszczyźnie czy sytuacji chłopów ma i miało formę raczej dość ograniczoną. Wspomina się o sytuacji chłopów, ale dominuje narracja o historii z perspektywy szlachty. […] Opowieść o historii Polski jest opowieścią o zwycięskich i przegranych bitwach, zdradach, targowicy, konfederatach, zabójstwach, spiskach, zamachach, walce dyplomatycznej. Tymczasem historia relacji między chłopami i szlachtą jest sielankową historią równorzędnych i szanujących się partnerów, którzy zgodnie ze swymi racjonalnymi interesami negocjują wzajemne relacje.  […] Tak nie było. Pańszczyzna była systemem pracy niewolnej, w którym chłopi, poza płaceniem czynszów i podatków, musieli pracować za darmo na pańskim polu przez określoną przez pana liczbę dni. […] Nie jest tak, że historii chłopów w nauczaniu w ogóle nie ma, historie te są, ale najczęściej rozproszone, przykryte działalnością wielkich mężów stanu, polityków, władców i rycerzy (s. 7-8).

Tu trzeba by jednak dodać, że ostatnie lata przyniosły nam wręcz wysyp interesujących książek, którym przyświeca intencja odwrócenia jednostronności w postrzeganiu polskiej historii. Serię zapoczątkowały w 2020 roku Ludowa historia Polski. Historia wyzysku i oporu. Mitologia panowania Adama Leszczyńskiego opracowana na wzór pracy Zinna i – wspomniana wyżej – książka Rauszera. W tym samym roku Nagrodę Nike za Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli przyznano Radkowi Rakowi. W 2021 z druku wyszło natomiast Chamstwo Kacpra Pobłockiego.

W ramach takiego zestawu wymienia się też zwykle Fantomowe ciało króla Jana Sowy z 2011, gdzie – po raz pierwszy na gruncie naszych badań historycznych – pańszczyzna została określona wprost jako niewolnictwo chłopów. Nie do pominięcia jest również Andrzeja Ledera Prześniona rewolucja. Ćwiczenia z logiki historycznej z 2014 roku.

W dobie Internetu trudno sobie oczywiście wyobrazić, by dyskusje o wyliczanych wyżej książkach i reprezentowanej przez nie rewolucji w postrzeganiu polskiej historii pozostały w gestii samych tylko zawodowych historyków. W pewnej facebookowej grupie rozegrała się więc dotycząca tych kwestii batalia. Po jednej stronie występowali chwalcy „turbolechityzmu”. Po drugiej wyznawcy „turbochłopizmu” podejrzewani dodatkowo o z gruntu naganne sympatie dla historiografii marksistowskiej.

O wspominanej tu „burzy” piszą autorzy innej jeszcze, właśnie świeżo wydanej, książki, która podejmuje problemy naszej ludowej historii. Mowa o pracy Andrzeja Chwalby, Wojciecha Harpuli Cham i pan. A nam, prostym zewsząd nędza? (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2022). We wstępie do niej autorzy piszą:

Spór o ludowy zwrot w humanistyce dotarł pod strzechy i żywo rezonuje wśród szerokich rzesz ludzi zainteresowanych dziejami Polski, sposobem ich opisywania i interpretacji.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że zachłyśnięcie się tematyką związaną z konkretną warstwą społeczną przeżywaliśmy już w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Było to zainteresowanie o wektorze przeciwnym do obecnego. Polska doświadczała wtedy fascynacji wszystkim, co wiązało się ze szlacheckością i szlacheckim pochodzeniem (s. 5-6).

Książka Chwalby i Harpuli jest również reakcją na opisywany tu zwrot w humanistyce. Z tym, że realizuje pomysł, który zrodził się z pytań o to:

Dlaczego historię włościan w Polsce opisywać tylko i wyłącznie przez pryzmat podporządkowania i opresji: ekonomicznej, prawnej, społecznej, politycznej? Dlaczego – skoro chłopi „na nowo” pojawili się w narracji historycznej – nie spróbować przybliżyć czytelnikom olbrzymiego bogactwa i zróżnicowania ich świata? Ukazać zjawiska, wydarzenia, procesy i pojęcia, które innym autorom – skoncentrowanym jedynie na ściśle określonych aspektach historii „ludu” polskiego – umknęły lub nie pasowały do z góry przyjętych tez. Może warto nie wpisywać się w założenia żadnej ze stron ideologicznego sporu, ale próbować – na ile to możliwe – zbliżyć się do prawdy w opisywaniu poszczególnych elementów, składających się na chłopską rzeczywistość. […] zdecydowaliśmy się na przybliżenie historii, zmian i złożoności świata polskich chłopów w sposób punktowy. Wybraliśmy dwadzieścia cztery hasła – zjawiska, przedmioty, postacie – pozwalające na różnorodny, bogaty i wartościowy poznawczo wgląd w „chłopskie dzieje Polski”. Nie było to wybór przypadkowy. Problemy, które poruszamy, wzajemnie się dopełniają i tworzą integralną całość: począwszy od litery A, na Z kończąc (s. 8-10).

Książka stanowi, inaczej mówiąc,  rodzaj słownika. Prezentowane w niej kolejne hasła to tytuły rozbudowanych szkiców na temat zjawisk, problemów, osób czy rzeczy charakteryzujących chłopską historię. Są wśród nich takie na przykład, jak Analfabeci, Bat, Bunt czy Cham, Pan, Pleban, „Król chłopów Szela” lub Polak, nie-Polak, Wójt

Zmierzając zaś do końca dzisiejszych Zapisków, trzeba podkreślić, że prezentowane lektury adresowane są do wszystkich zainteresowanych historią. Z pewnością jednak szczególnie przydatne byłyby dla nauczycieli historii. Poloniści także znajdą w nich solidne wsparcie kontekstualne ważne podczas zajęć przeznaczonych na czytanie literatury dawnej, tekstów o narodowych powstaniach czy o romantycznej poezji. Wydaje się to szczególnie znaczące wobec sytuacji, gdy zarówno historia, jak literatura traktowane bywają w wyobrażeniach partyjno-ministerialnych jako edukacyjne narzędzie zideologizowanej i nachalnej polityki historycznej…

Gdyby natomiast potrzebował ktoś trochę mocniejszego antidotum na iluzje wspomnianej polityki, w zapleczu czekają interpretacyjne szkice z zakresu polskiej historii pomieszczone w zbiorze Pamięć gromadzi prochy Andrzeja Romanowskiego (Universitas, Kraków 2022). Autor zapowiada:

jest to książka „na opak” – z poprzestawianymi wartościami. Książka opowiadająca się przeciwko banalizacji historii, przeciw jej zarówno czarno-białej, jak i pokolorowanej wizji. […] [Może być – ak] odtrutką na kłamstwo, które zyskało w Polsce prawo obywatelstwa (s. 5).

Jest w każdym razie co czytać. Niestety, podczas lektury proponowanych prac może się okazać, iż w dyskusji licealistów ze wspominanej na początku tych Zapisków powieści Juliana Barnesa kryje się jakaś do bólu istotna prawda. Że mianowicie sposoby uprawiania polityki, a potem opowiadane o tym historie rzeczywiście przypominają jakieś dziwne „kanapki z surową cebulą”, po których się człowiek dostaje mocnej czkawki…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

O autorze

Zapiski na marginesach starych i nowych lektur

Fot. Wikimedia

Fot. Franciszek Vetulani

Zofia Agnieszka Kłakówna – mieszka w Krakowie, polonistka, literaturoznawczyni, od zawsze i stale zajmuje się problemami edukacji — w teorii i w praktyce, w różnych rolach, w różnych szkołach, w różnych miejscach, w Polsce i poza jej granicami, jest autorką paru książek na ten temat, współautorką koncepcji edukacyjnej i odpowiadających jej podręczników pod nazwą To lubię! Sztuka pisania, przez wiele lat redagowała czasopismo „Nowa Polszczyzna”. Zdaniem recenzentów jej prac – „skrajna indywidualistka, która przedziwnym sposobem prawie zawsze pracuje w zespole”. 

Wszystkie zapiski

27.10.22. Odwieczna tymczasowość

„Nie daj się uwieść apokalipsie / ogranicz używanie mediów społecznościowych / przestań się oburzać / nie ulegaj polaryzacji / żyj w niezgodzie ze sobą / kieruj się racjonalnością, a nie tożsamością / nie podążaj „ścieżką serca” / przedkładaj myślenie nad działanie / czytaj książki / nie szukaj pewności / memento mori” — Stawiszyński

Czytaj »

15.09.22.

„[Szkoła] ukazywana jest tylko jako jeden z ważnych elementów wpływających na permanentne ubezwłasnowolnianie pojedynczych osób, rodzin i całych społeczności ludzi określanych jako naród, zorganizowanych jako państwo i postrzeganych jako jego obywatele. Ubezwłasnowolnianie to kończy się na przeświadczeniu, że nic od nas tak naprawdę nie zależy, na nic nie mamy wpływu, jesteśmy bezradni, choć podobno żyjemy w świecie respektującym reguły demokracji i utrzymywani jesteśmy w przekonaniu o jej niepodrabialnych walorach każdemu z osobna zapewniających wolność. […]

Odpowiada za taki stan rzeczy […] przede wszystkim wizja człowieka charakteryzowanego jako homo oeconomicus i utopijne przeświadczenie, że żyjemy w naszym najlepszym ze światów, w którym o wszystkim decyduje ekonomia, co się przekłada na dążenie do pomnażania zysków i skuteczną tej tendencji realizację.”

Czytaj »