27.10.22 Odwieczna tymczasowość

Sygnalizowana w tytule dzisiejszych Zapisków sprzeczność odpowiada finalnej refleksji z najnowszej książki Tomasza Stawiszyńskiego – Reguły na czas chaosu (Wydawnictwo Znak, Kraków 2022). Ludzką obecność w świecie najwyraziściej opisuje, z tego widać, oksymoron, współistnienie przeciwstawnych określeń. Odwieczność świata i nieodmienna chwilowość jego mieszkańców oraz tego, co oni tworzą. Stawiszyński pisze:

przemijamy i umieramy, w ludzkim życiu nie ma nic trwałego, bo każda rzecz jest zaledwie tymczasowa – nie wyłączając tych najbardziej materialnych, najbardziej konkretnych. […] A przecież […] jedyną rzeczą absolutnie uniwersalną jest fakt, że wszyscy przemijamy (s. 229-230).

Bogdan de Barbaro w okładkowej nocie wyznaje, że książkę Stawiszyńskiego „przeczytał jednym tchem”, bo „nie potrafił inaczej”, choć zawarta w niej refleksja „zasługuje na uważny i spokojny namysł”. Marian Turski z kolei, również w okładkowej nocie, podkreśla, że w książce tej Stawiszyński doradza, „jakich dokonywać wyborów, jak nie poddawać się biernie obiegowym ideom, jak nie przyzwalać, by tobą manipulowano”. Sam autor natomiast zaznacza, że Reguły na czas chaosu to książka…

która zasadnicze tematy i problemy zajmujące [go] od lat – takie, o których często [myśli] i pisze w swoich audycjach, tekstach i książkach – ujmuje w formułę czegoś na kształt zestawu reguł, czy też wektorów, pomagających uzyskać elementarne rozeznanie w coraz dziwaczniejszej, coraz bardziej chaotycznej i niepokojącej rzeczywistości (s. 16).

O poprzednich książkach Stawiszyńskiego – Co robić przed końcem świata oraz Ucieczka od bezradności – była tu już mowa w ubiegłym roku. O wszystkich można powiedzieć, że się je świetnie czyta. Każda zaprasza przy tym do „ćwiczeń w myśleniu” o współczesności i naszych z nią relacjach. Każda podejmuje kwestie, w których łączy się to, co wynika z charakterystyki istotnych w danym momencie, obserwowanych w dookolnej rzeczywistości aktualnych realiów, oraz to, co wprawdzie tymczasowe, lecz powtarzalne. Każda jednak koncentruje czytelniczą uwagę na odmiennych nieco aspektach takich relacji.

Co do Reguł na czas chaosu autor sygnalizuje wprawdzie, że naznacza je „wyraźny rys funkcjonalny”, ale od razu też uprzedza, iż „w żadnym razie nie jest to poradnik”, a jeśli już – gdyby w takich kategoriach rzecz ujmować – raczej „antyporadnik” (s. 17). Jako symptomy i skutki „chaosu naszego współczesnego” wskazuje zaś statystyki samobójstw, depresji, rozmaite świadectwa lęków i apokaliptycznych przeczuć. Przyczyn takiego stanu rzeczy upatruje, z jednej strony, w koncepcjach ekonomicznych, dla których istotne są wyłącznie „zysk i wzrost” oraz wiara w nieuchronny postęp, a także związany z nimi kult aktywności i sprawczości bez granic, podsycany nieustannie przez rozmaite psychologiczne sugestie i niezliczone poradniki. Z drugiej strony wiąże te rozpoznania z „komunikacyjną rewolucją”, która – podkreśla –  „w sferze relacji międzyludzkich stanowi być może odpowiednik przewrotu kopernikańskiego albo wynalezienia maszyny parowej” (s. 49). Zdajemy się zapominać przy tym, że 

nasze świadome „ja” to tylko niewielka część tego, kim w istocie jesteśmy, w dużej zaś mierze rządzą nami siły, które – oprócz programów i strategii przez „ja” uświadamianych – mają swoją własną, niezależną od niego logikę i teleologię. Zostały bowiem zaprojektowane nie po to, żeby świat poznawać takim, jaki jest, ale żeby w nim przetrwać (s. 152).

Na styku ludzkiej niepewności, lęków i potrzeby jakiejś spójności w obrazie świata oraz jego skrajnego, nieogarnialnego skomplikowania  – między innymi z powodu wirtualizacji międzyludzkich kontaktów z udziałem algorytmów – dobrze się w rezultacie mają rozmaite odmiany propagandy, perswazji, fikcje pseudonauk, spiskowe teorie, wizje różnych wariantów apokalipsy, wirtualna przemoc w niezliczonych odmianach, egzaltacja, rozpalane do ostateczności emocje, bezkrytyczność, pogarda dla argumentów,  zdystansowanego myślenia i zmysłu ironii czy autoironii, koncepcje stałego pogłębiania autoafirmacji, konstruowanie równoległych opowieści o zdarzeniach lub wszelkiej marki ortodoksje. A w tle wojna…

Towarem staje się przy tym ludzka uwaga i media wszelkie zabiegają o nią z całą swą perswazyjną i uwodzącą mocą. Nie jest to zresztą jakaś szczególna nowość w ludzkich dziejach. Nasze nieświadome „ja” nie od dziś poddaje się  „hakowaniu”. Stawiszyński pisze:

Ta właśnie część naszego umysłu bywa także od niepamiętnych czasów umiejętnie wykorzystywana przez rozmaitych sprzedawców, polityków czy duchownych, słowem przez tych, którzy stosują liczne środki perswazji, żeby nakłonić nas do nabycia oferowanych przez siebie towarów lub usług. […] Rzeczywistość cyfrowa – tak bardzo niepodobna do trójwymiarowej, w której ukształtowały się nasze mózgi – czyni nas wyjątkowo podatnymi na nieświadome poruszenia impulsów (s. 48).

W tym starciu z rzeczywistością można współczesnego nam człowieka – dodajmy z pozycji literaturoznawczej – scharakteryzować z nagła nieledwie tak samo, jak ukazywał swego bohatera na przykład przez Mikołaj Sęp Szarzyński, poeta z przełomu renesansu i baroku, w sonecie O wojnie naszej, którą wiedziemy z szatanem, światem i ciałem, gdy mówił o człowieku, że jest „wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie”…

To by świadczyło, że właściwie nic nowego pod Słońcem. Niezależnie od niezwykłości ludzkich dokonań na przestrzeni czasu, możliwość ogarniania świata we wszystkich jego odcieniach człowieka ciągle przerasta. W konsekwencji więc trwałym elementem ludzkiego postrzegania okazuje się chaos. Zmieniają się jednak realia, które się na chaos składają i które go powodują. Poszukiwanie jakichkolwiek reguł na czas chaosu musi więc być paralelnie związane z odkrywaniem tego, czemu łatwo poddaje się nasze nieświadome „ja”, oraz tego, co znaczące dla konkretnego kontekstu sytuacyjnego, z definicji mniej lub bardziej chaotycznego.

Stawiszyński formułuje jedenaście takich reguł, precyzyjnie je omawiając w kolejnych rozdziałach swej książki: „nie daj się uwieść apokalipsie / ogranicz używanie mediów społecznościowych / przestań się oburzać / nie ulegaj polaryzacji / żyj w niezgodzie ze sobą / kieruj się racjonalnością, a nie tożsamością / nie podążaj „ścieżką serca” / przedkładaj myślenie nad działanie / czytaj książki / nie szukaj pewności / memento mori” (s. 7).

Namysł nad opisywanymi regułami pozwala się łatwo zorientować, że mają one de facto służyć współczesnej nam realizacji starogreckiej maksymy, wyrytej kiedyś na frontonie świątyni Apollina w Delfach i spopularyzowanej przez Sokratesa: „Poznaj samego siebie”…

Dodajmy, że na końcu omówienia każdej z wyliczonych wyżej reguł pojawiają się też cenne sugestie dodatkowych lektur, które zainteresowanym mogą pomóc w samodzielnym rozwijaniu i pogłębianiu przedstawionych refleksji, więc zarówno w poznawaniu siebie, jak i w rozpoznawaniu pułapek, których we współczesnym świecie pełno.

W tym kontekście, niejako przy okazji, warto może dodać, że równocześnie z Regułami na czas chaosu Stawiszyńskiego ukazała się też inna książka – zachęta do filozofowania w intencji lepszego rozeznawania się w rzeczywistości, a mianowicie nowa edycja Mini wykładów o maxi sprawach Leszka Kołakowskiego (1927-2009). W jednym tomie zainteresowani znajdą tu trzy serie tych wykładów  (Wydawnictwo Znak, Kraków 2022). Wśród nich zaś cały szereg takich, które eksponują pojęcia i problemy stanowiące przedmiot współczesnych debat, kontrowersji czy społecznych i politycznych podziałów, jak równość, kłamstwo, tolerancja, zdrada, przemoc, wolność, szacunek dla natury, długi, seks, sprawiedliwość czy demokracja…

Gdyby natomiast pytać – jak zwykle w tych Zapiskach – o edukację w kontekście przedstawianych lektur, trzeba by mocno podkreślić, że rozmowy o analizowanych przez Stawiszyńskiego problemach powinny być dobrej w szkole naturalne. Najdogodniejszą okazję do nich stwarza zwykle czytanie, zwłaszcza literatury pięknej, o ile lekturowych powinności nie sprowadza się do wyliczania autorów, tytułów, odpytywania z treści i recytowania sloganów na temat historycznych epok, więc gdy się poważnie rozmawia o problemach w czytanym dziele podejmowanych. Reguły na czas chaosu znakomicie to uzasadniają, zwłaszcza gdy skupić uwagę na rozdziale o czytaniu właśnie. Autor nie pomija funkcjonującej w sferze publicznej obserwacji, że

pojęcie czytania [literatury pięknej – zak] zupełnie nie mieści się we współczesnych standardach „aktywności” (s. 182).

„A jednak…” – dodaje od razu. I rozwijając to „a jednak”, podkreśla między innymi:

Kto […] czyta – takie wnioski płyną z rozpoznań dzisiejszej psychologii i neuronauk – ten dla swoich zdolności poznawczych robi to, co człowiek regularnie uprawiający sport robi dla układu krążenia czy systemu nerwowego. […] Rzecz bowiem nie tyle w ćwiczeniu sprawności umysłowej, ile w specyficznej perspektywie patrzenia na rzeczywistość, którą dzięki czytaniu – i tylko dzięki czytaniu – uzyskujemy (s. 185).

W przełożeniu na problemy szkoły oznacza to konieczność rzetelnego przedyskutowania kwestii doboru lektur, w tym czytania starannie i z sensem wybranych fragmentów, oraz przede wszystkim tworzenia warunków umożliwiających znaczące rozmowy o przeczytanym. Tego właśnie obawia się chyba najbardziej aktualne ministerstwo edukacji. Ci, którzy za dużo samodzielnie myślą, bywają dla autokratów niebezpieczni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

O autorze

Zapiski na marginesach starych i nowych lektur

Fot. Wikimedia

Fot. Franciszek Vetulani

Zofia Agnieszka Kłakówna – mieszka w Krakowie, polonistka, literaturoznawczyni, od zawsze i stale zajmuje się problemami edukacji — w teorii i w praktyce, w różnych rolach, w różnych szkołach, w różnych miejscach, w Polsce i poza jej granicami, jest autorką paru książek na ten temat, współautorką koncepcji edukacyjnej i odpowiadających jej podręczników pod nazwą To lubię! Sztuka pisania, przez wiele lat redagowała czasopismo „Nowa Polszczyzna”. Zdaniem recenzentów jej prac – „skrajna indywidualistka, która przedziwnym sposobem prawie zawsze pracuje w zespole”. 

Wszystkie zapiski

15.09.22.

„[Szkoła] ukazywana jest tylko jako jeden z ważnych elementów wpływających na permanentne ubezwłasnowolnianie pojedynczych osób, rodzin i całych społeczności ludzi określanych jako naród, zorganizowanych jako państwo i postrzeganych jako jego obywatele. Ubezwłasnowolnianie to kończy się na przeświadczeniu, że nic od nas tak naprawdę nie zależy, na nic nie mamy wpływu, jesteśmy bezradni, choć podobno żyjemy w świecie respektującym reguły demokracji i utrzymywani jesteśmy w przekonaniu o jej niepodrabialnych walorach każdemu z osobna zapewniających wolność. […]

Odpowiada za taki stan rzeczy […] przede wszystkim wizja człowieka charakteryzowanego jako homo oeconomicus i utopijne przeświadczenie, że żyjemy w naszym najlepszym ze światów, w którym o wszystkim decyduje ekonomia, co się przekłada na dążenie do pomnażania zysków i skuteczną tej tendencji realizację.”

Czytaj »