4. Czy zwykła większość parlamentarna wystarczy w Polsce AD 2021 i czy wystarczy w 2023? Obywatele RP proszą o stanowisko i przedstawiają własne

To bardzo konkretne pytanie, choć sformułowane ogólnie. Jeśli w kampanii np. ugrupowania lewicowe obiecują liberalizację aborcji, albo transformację energetyczną w krótkim horyzoncie czasowym, jeśli rynkowi liberałowie zapowiadają likwidację KRUS i szereg podobnych rozwiązań – by wspomnieć o drobiazgach – to czy da się te deklaracje traktować poważnie i dlaczego właściwie tak o nich rozmawiamy w debacie publicznej? Partyjni liderzy opowiadają o własnych planach tak, jakby liczyli np. na samodzielną większość, na którą oczywiście liczyć im nie wolno, jeśli mamy rozmawiać poważnie. W partyjnych programach nie ma żadnych „planów B” na oczywisty wypadek, w którym nie uda się rządzić samodzielnie. W zasadzie jedyną realną funkcją tego rodzaju deklaracji jest chęć „policzenia się” – ustalenie w debacie, a nie w powierzchownych sondażach poparcia dla konkretnych własnych postulatów. Ma to przy okazji ten głęboki skutek dotyczący praktyki funkcjonowania demokracji, że utrwala sztywny podział ról w systemie przedstawicielskim, w którym głos wyborców da się słyszeć – w ograniczonym i wyznaczonym przez polityków zakresie – raz na cztery lata, a poza tymi okazjami żaden głos wyborców nie zakłóca spokoju politykom. Z drugiej strony partie realnie liczące na większość – jak PO i być może od niedawna Polska 2050 Hołowni – usiłują własne programy pozbawić wszelkich kontrowersji, a zatem wszelkich deklaracji po prostu wyraźnych. Po co więc w ogóle opowiadać o tak określonych programach i rozważać je, jakby to były poważne propozycje? Czy w Polskiej sytuacji jest miejsce na „liczenie się” mniejszościowych elektoratów? Czego naprawdę – o ile czegokolwiek poza odsunięciem PiS – mógłby oczekiwać potencjalny elektorat większościowy?