Kryzys nowoczesności. Spór – notatki prof. Marcina Króla

fot. Pixabay


Spór w demokracji jest nieuchronny, ale jego charakter zależy w zasadniczej mierze od tego, jaką demokrację chcemy budować

W dotychczasowej demokracji proceduralnej obowiązuje zasada (niepisana), że – przypominam stanowisko Richarda Rorty’ego – spór można toczyć jedynie wokół spraw, które podlegają kompromisowi. Jednak nawet politykom wyrosłym w demokracji proceduralnej, lub w jej bękarcich formach, wymyka się pojęcie konsensusu, czyli zgody. Nas interesuje nowa demokracja, oparta na zgodzie, a nie na kompromisie. To w zasadniczy sposób określa charakter sporu.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Kryzys nowoczesności. Programy polityczne – notatki prof. Marcina Króla


Przede wszystkim spór toczy się przed podjęciem decyzji politycznych i w konsekwencji działań administracyjnych, a nie o już podjęte decyzje polityczne. Spór jest fundamentalną częścią rozmowy, która stanowi istotę nowej demokracji. Jeżeli się dogadamy, to znaczy dojdziemy, po prezentacji rozmaitych stanowisk, do wspólnego wniosku, to już ten temat w rozmowie nie wraca. Oczywiście, decyzje nasze mogą być źle wykonane, ale to nie znaczy, że te decyzje były złe, lecz, że polityków lub administratorów trzeba wymienić. Administratorów, jak premiera itd. – zawsze wymienić powinno być łatwiej.

Posłużmy się znanym doskonale przykładem systemu edukacji. Załóżmy, że po wielu debatach zdecydowaliśmy, że w liceum nie powinno być lekcji religii, a na to miejsce filozofia i rozszerzona historia. Administratorzy mają wyznaczone zadanie: sformułować odpowiednie podstawy programowe (bardzo ogólne) dla nauczania filozofii. Jeżeli jednak pod przykrywką filozofii, będą usiłowali przemycić treści religijne – należy ich natychmiast zwolnić z pracy. Nie taka bowiem była nasza (wyborców) wola. Troska o treść nauczania należy do nas i może być przedmiotem sporu zakończonego uzgodnionym stanowiskiem. Tylko realizacja jest zadaniem wybranych przez nas reprezentantów i zatrudnionych przez nich administratorów.


Pojawią się również problemy trudne do uzgodnienia. Najczęściej w dzisiejszych czasach będą dwa zupełnie typy problemów. Tak zwane problemy moralne (chociaż polityka nic z moralnością nie ma wspólnego) i wielkie problemy związane ze zmianą struktury gospodarczej i społecznej, jak odejście od węgla. W przypadku węgla ja jestem głupi, jak na pewno olbrzymia większość z nas. Irytują mnie silne postulaty zielonych, jeżeli nie są oparte na analizie całego złożonego problemu. Jeżeli więc mamy toczyć rozmowę na ten temat, to musimy mieć najpierw opinię ekspertów. Potem podejmujemy zgodną decyzje i potem następuje jej realizacja. Eksperci będą nam potrzebni stosunkowo rzadko. Nie należy przeceniać – na przykład – roli ekonomistów. Ich wiedza często nie wykracza poza zdrowy rozsądek. Więc na przykład my sami potrafimy rozwiązać inną kwestię – wieku emerytalnego. Wszystkie sztywne zasady są nonsensowne, każdy człowiek powinien mieć wybór i zdawać sobie sprawę z konsekwencji swojego wyboru.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Polityka powinna być gdzie indziej


Natomiast sprawa aborcji natychmiast wywołuje spór, którego na gruncie moralnym rozstrzygnąć się nie da. My jednak, powtarzam, mówimy o polityce, a nie moralności i powinniśmy odmówić politycznych rozstrzygnięć. Sprawy moralne, dobro i zło, to sfera decyzji prywatnych, a nie publicznych. Jeżeli polityk rozmowy, co podkreślałem, jest warunkiem zaistnienia nowej demokracji, uznajemy, że każdy człowiek jest wolny i rozlicza się ze swoim sumieniem, to trzeba mu zostawić takie decyzje do indywidualnego rozpatrzenia. My, jako wyborcy, nie powinniśmy, a nawet nie wolno, nam tu wkraczać. Wiem, że natychmiast rozlegną się głosy krytyki, ale trzeba twardo stać na stanowisku, że potrafimy myśleć, wykorzystywać wolność i kierować się swoim sumieniem. Jeżeli pogląd ten odrzucimy, to o nowej demokracji nie warto nawet mówić.


Nieustanne trwanie rozmowy, czyli sporu wymaga narzędzi. Przede wszystkim języka. Pisałem już o upadku języka polityki. I szerzej o upadku języka jako standardu, który umożliwia jasne porozumienie. Dlatego w tym zakresie powinniśmy wrócić do nauki przekazanej przez starożytnych, czyli logiki i retoryki. Do Cycerona przede wszystkim. Na przykładzie działań obecnych polskich władz widać doskonale, jak niezdolność do sformułowania zagadnień w jasnym języku uniemożliwia im podjęcie sensownych decyzji. Weźmy słowo „inwestycja” i natychmiast okaże się, że nikt nie wie, o co chodzi. Zatrata języka to zatrata rozmowy, z zatem także możliwości sporu prowadzącego do zgody.

Czasem mi tych beznadziejnych polityków nawet trochę żal, tak bardzo język nietrafny lub kłamliwy zdewastował ich – ewentualne – możliwości rozsądnego działania.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Porażki ministra


Ponadto nieustanne trwanie rozmowy wymaga rezygnacji z jednego z najgłupszych wynalazków nowoczesności, czyli psychologii opartej na jednostkowej subiektywności. Nie przeczę oczywiście, że mamy problemy i snujemy rozważania na tle indywidualnej subiektywności. Natomiast uważam, że w polityce nie ma, czy raczej być nie powinno, miejsca na psychologię. Rozmowa, w której obecne byłyby napięcia psychiczne, przestaje być rozmową wyborców decydujących o osiągnięciu zgody w sprawach dobra ogólnego.

Nasze „ja” należy zostawić przed rozmową w szatni. Spór jest skuteczny tylko wtedy, kiedy jest wyłącznie merytoryczny i żadne inne względy nie wchodzą w grę. A jeżeli stawiamy na rozmowę, to spór będzie jej elementem nieodzownym. Może to jest utopia, ale nie ma innego wyjścia.

Lektura polecana: „Retoryka”, zbiór artykułów, PWN

fot. Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *