Notatki prof. Marcina Króla. Demokracja i przeszłość najnowsza

Wicepremier Leszek Balcerowicz w Wałbrzychu, marzec 1991, fot. fot. Leszek Tarnawski, Wikimedia

Spróbuję nie powtarzać tych samych argumentów, jakimi się posłużyłem w książce „Byliśmy głupi”, chociaż niewiele się zmieniło. Analiza okresu od 1989 roku stanowi jednak okazję do wyciągnięcia wniosków. Czego zatem czynić na pewno nie wolno w przyszłości?

Po pierwsze, dzielić się na ugrupowania polityczne o niejasnym programie i jasnych ambicjach personalnych. „Wojna na górze” – wielki błąd Lecha Wałęsy został mu podpowiedziany przez braci Kaczyńskich. Był to nonsens przeczący idei solidarności. Ale także nonsens przeczący idei demokracji, w której nie ma wojny lecz rozmowa.

Od tego momentu zaczyna się w Polsce cicha lub głośna wojna domowa. Przyznaję, że należałem do tych, którzy chcieli demokrację w Polsce urządzić na wzór zachodnio-europejski. Zapomnieliśmy jednak, że wymyślone partie polityczne nie stanowią odpowiednika partii z wielkim tradycjami, które zresztą już wtedy na zachodzie były w kiepskim stanie.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Nowa demokracja wobec przeszłości


Po drugie, nie ma wolności bez równości. Rozumiem, że reforma Leszka Balcerowicza była konieczna, ale natychmiast po niej należało, zapewne na początku nieudolnie, starać się o zbudowanie równości szans. Balcerowicz jest wybitnym ekonomistą, ale nie politykiem, co zresztą okres, kiedy przewodził Unii Wolności, doskonale pokazuje.

Mazowiecki rozumiał ideę nazywając ją, za niemieckimi politykami i myślicielami, „społeczną gospodarką rynkową”. Miał jednak ledwie kilkanaście miesięcy czasu i nikogo, kto by mu pomógł pójść w tym kierunku. Oczadzeni ideą wolnego rynku nie pomogli mu nawet tacy niezwykli ludzie jak Jacek Kuroń. A okazja była niezwykła, bo pod sztandarem solidarności można było budować względnie równe społeczeństwo.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Obywatel, naród w nowej demokracji


Po trzecie, w generalnie niezłym okresie rządów Donalda Tuska, liberalizm stał się ideą i wręcz słowem – kluczem. Sam mam się za liberała pod niektórymi względami, ale liberalizm nie nadaje się na polityczny sztandar jeszcze ubogiego społeczeństwa. Nie nadaje się również socjalizm czy konserwatyzm. Osiem lat rządów PO to był przyzwoity okres, ale o solidarności zapomniano już kompletnie. Bo też, jak już mówiliśmy, liberalizm z ideą wspólnoty nie ma nic wspólnego, a w wielu przypadkach całkowicie jej zaprzecza. W dalszym ciągu ręka, która powinna być wyciągnięta do słabszych z racji miejsca urodzenia czy rodzaju pracy, została w kieszeni.

Wiemy, co było dalej. Jaki z tego wniosek. W nowej demokracji nie ma miejsca na wojnę na górze czy na dole, na lekceważenie słabszych i na dzisiaj już antyczne ideologie gospodarczego neoliberalizmu. Musimy to rozumieć dogłębnie.

Lektura polecana: John Gray „Liberalizm”

fot. Leszek Tarnawski, Wikimedia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *