Notatki prof. Marcina Króla. Język w nowej demokracji

fot. Michał Jarmoluk, Pixabay

Język. Język w nowej demokracji. Dostrzegamy jak politycy, ale także – w znacznie mniejszym stopniu – komentatorzy gwałcą polski język. Politycy, wszystkich partii, czynią to tak nagminnie, że nie warto przytaczać przykładów

Znowu Trzaskowski jest wyraźnie lepszy, chociaż daleko mu do ideału. Naruszanie poprawnego języka wynika z dwu przyczyn: nie wie się, co się chce powiedzieć oraz nie zna się języka polskiego. W szkole nie uczą, dawniej były gwary i w ich ramach można było mówić poprawnie, teraz nikt jakością języka się nie zajmuje. Politycy nie rozumieją, że lepszym językiem posługują się obywatele i że język oddaje ducha, a nie tylko służy wybełkotaniu nowej obietnicy.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Notatki prof. Marcina Króla. Polityka w Polsce


Sytuacja stała się poważna. Po pierwsze, bez poprawnego języka nie ma porozumienia – co oczywiste. Po drugie – bez poprawnego języka nie ma sensownej myśli. Myśl istnieje w języku, a nie w głowie, i zły język świadczy dowodnie o bezmyślności. Po trzecie – zły język jest narzędziem kłamstwa i oszustwa. Po czwarte – zły język jest wyrazem lekceważenia tradycji i ducha kultury polskiej. Jeżeli słowo patriota w ogóle ma sens, to polega on właśnie na używaniu poprawnego języka polskiego.

Poprawny to jednak za mało. Poprawny wystarcza nam na co dzień, do sklepu, do pracy, do piwa. Język powinien oddawać ducha. Jakże inaczej mielibyśmy kontaktować się w sferze duchowej, w sferze kultury wyższej. Język zresztą jest niezbędny także – na przykład – w malarstwie czy muzyce. A także przy oglądaniu przyrody. Jakże mam sam dla siebie opisywać to, co widzę, jeżeli nie w języku. Im wyższego używam języka tym bliżej mi do opisu tego, co widzę.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Notatki prof. Marcina Króla. Kultura wyższa


Język oddaje prawdę o moim postrzeganiu świata. Nie prawdę obiektywną, jeżeli taka istnieje, lecz prawdę odpowiednią do mojego myślenia. Bez języka, pięknego i giętkiego, jestem skazany na banał lub na bezmyślność. Trzeba naturalnie sobie pomagać. Ja, kiedy czuję językowy zastój, sięgam po „Powstanie narodu polskiego” Maurycego Mochnackiego, bo to najwspanialsza, obok Gombrowicza, polska proza. Wystarczy dwie strony.

Można naturalnie powołać odpowiednie komisje czy rady (nawet istnieją), ale to nic nie pomoże. Francuzi wręcz karzą za niepoprawność językową i nic z tego. Jeżeli nie będziemy w stosownych sytuacjach posługiwali się językiem wysokim i uwodzącym, to nie zbudujemy wspólnoty. Gwałciciele języka, polityczni gwałciciele, musza ponieść karę. Najsurowszą z kar, a mianowicie milczenie.

Lektura polecana: Paweł Hertz „Sedan”.

fot. Pixabay

Total Page Visits: 2 - Today Page Visits: 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *