Lektury obowiązkowe: bez przymusu

Czytelnictwo? Być może zniknie bez śladu. Póki istnieje, ślad zostawia. Bezcenny. Czy świat przeżyje bez czytających ludzi? Z pewnością. Są książki, w których da się o tym poczytać.

Ktoś nam każe czytać i o tym nie wiemy

Decyduje również, co czytamy. Nie robi tego zły belfer z trzcinką w ręku z dawnych czasów, choć nowi rządowi szefowie od edukacji być może spróbują wrócić do tych czasów. Może nawet wspomoże ich cenzura. O wiele sprytniej i skuteczniej robią to jednak rozmaite Cambridge Analityca. Działanie na rzecz rozumu zawsze potrzebowało mecenasów. Rynek ich nie zastąpi. Ty możesz. Zostań mecenasem.
Wesprzyj nas

Lektury obowiązkowe: bez przymusu

Poklepywanie po ramieniu

John Pomfret to jeden z najbardziej doświadczonych i utytułowanych dziennikarzy amerykańskich. Przez wiele lat pracy jako korespondent „Washington Post” w Europie Wschodniej (głównie w Polsce) i w Chinach, zaznaczył się jako autor wielu znaczących publikacji. Jako pierwszy napisał o wielkim sukcesie polskiego wywiadu, czyli wywiezieniu amerykańskich oficerów służb specjalnych z Iraku w 1990 roku. Wnikliwie też opisywał sprawy dotyczące tzw. więzień CIA i stosowanych w nich „wzmocnionych technik przesłuchań”

Nie tylko dlatego jego książka „Pozdrowienia z Warszawy. Polski wywiad, CIA i wyjątkowy sojusz”, zasługuje na szczególną uwagę. Opisuje zdarzenia w Polsce zupełnie nie znane, chociaż miały miejsce na polskim terytorium lub działy się z udziałem polskich obywateli. Nie tylko funkcjonariuszy wywiadu. Szczególnie ciekawe wydają się relacje osób uczestniczących w procesie kształtowania Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa i jednostki GROM. Z wypiekami na twarzy czyta się kulisy i szczegóły operacji „przyjazny Saddam” („friendly Saddam”), znanej w Polsce pod nieprawdziwym kryptonimem „Operacja Samum”. To właśnie w ramach tej operacji kilku, a w krytycznym momencie na granicy iracko-tureckiej – dwóch obywateli polskich, wywiozło sześciu oficerów służb specjalnych USA, w tym dwóch z wywiadu armii, trzech kryptoanalityków NSA i szefa placówki CIA w Kuwejcie.

Wesprzyj noclegownię dla uchodźców z Ukrainy. Skorzystało z niej już ponad 100 osób

John Pomfret rozwija także wątek więzień CIA na terenie Polski i wspólnych działań CIA i Agencji Wywiadu RP w Iranie. Chociaż do ścisłości niektórych z jego informacji można mieć wątpliwości, takiego kompendium wiedzy o realiach działania polskiego wywiadu po 1989 roku, jeszcze w Polsce nie było.

Zaczyna się jednak od „staroci”. Spraw Mariana Zacharskiego i Ryszarda Kuklińskiego. W obu przypadkach wyraźnie jednak widać, że autor „From Warsaw with love” albo nie zna wielu szczegółów, albo nie decyduje się ich ujawnić. Z jednej strony podziwia talent wywiadowczy Mariana Zacharskiego, z drugiej zwraca uwagę na jego nadmierne ego i fakt, że nie był on profesjonalnym oficerem wywiadu, tylko agentem ukadrowionym w trakcie operacji. Zwracając uwagę na kompromitujące błędy FBI, które opóźniły zatrzymanie, prawie ostentacyjnie działających Mariana Zacharskiego i Williama Bella, sugeruje delikatnie, że od pewnego momentu materiały zdobywane przez Zacharskiego były spreparowane przez FBI. Zarazem nie wspomina nawet, że autorem największych strat po stronie amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego był nie Zacharski, tylko płk. Zdzisław Przychodzeń, który wykradł tajemnice konstrukcyjne rakiet „Partiot” (co niesłusznie przypisywane jest Zacharskiemu).

PRZECZYTAJ TAKŻE: Russkij wojennyj korabl, idi nachuj…

Drugi historyczny wątek poświęcony jest Ryszardowi Kuklińskiemu. W tym przypadku autor książki o relacjach polskiego wywiadu z CIA, gloryfikuje agenta. Do przesady. Tak jakby nie zdawał sobie sprawy, że w 1981 roku do USA zbiegło z PRL dwóch innych wyższych oficerów sztabowych (pułkownik i generał) o podobnej do Kuklińskiego randze. A wywiad amerykański z pewnością miał w Warszawie jeszcze przynajmniej kilku cennych agentów. Dość dziwna wydaje się teza amerykańskiego publicysty, że gdyby nie doszło do ułaskawienia Kuklińskiego, Polska nie weszłaby do NATO.

Bardzo kontrowersyjna wydaje się rola jaką dziennikarz przypisuje CIA, a konkretnie kilku jej oficerom odpowiadającym za „kierunek” polski, w tym Johnowi Palevichowi, w nawiązywaniu kontaktów pomiędzy polskimi i amerykańskimi dyplomatami, a następnie w kształtowaniu kadr, zadań i struktury Urzędu Ochrony Państwa. Niewątpliwie odegrali oni znaczącą rolę. Niemniej jednak sugerowanie, że wymyślona przez kilku oficerów wywiadu PRL operacja „Jedność”, prowadzona za plecami KC PZPR i struktur rządowych otworzyła polską drogę do NATO, to gruba przesada. To jednak Solidarność i opozycja demokratyczna doprowadził do zmian ustrojowych w Polsce. A presja na ZSRR, aby zaczął się reformować i „odpuścił” krajom Europy Środkowo-Wschodniej, zakończyła się wielkim sukcesem USA, ale na poziomie Białego Domu i Departamentu Stanu, a nie kilku sympatyzujących z Polakami oficerów CIA.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Różne sposoby na samobójstwo

Zupełnie inaczej pamiętam proces kształtowania się kadr kierowniczych w Urzędzie Ochrony Państwa. W szczególności Zarządu Wywiadu. Pamiętam, że do Krzysztofa Kozłowskiego i Andrzeja Milczanowskiego docierali amerykańscy dyplomaci, podpowiadając jakie powinni podjąć decyzje kadrowe. Jednakże niektóre z ich rekomendacji były tak przeraźliwie nietrafione, że w pewnym momencie Andrzej Milczanowski, sprawdzając sugestie we własnym zakresie, podejmował decyzje odwrotne od sugerowanych.

Niezgodne z moją pamięcią są także takie zdarzenia, jak dostarczenie przez CIA do ZW UOP listu skierowanego przez Borysa Jelcyna do przywódców państw zachodu w sprawie ewentualnego przyjęcia Polski do NATO. Z kolei przebieg zdarzeń związanych z działaniem więzienia CIA w „szkole szpiegów” w Starych Kiejkutach jest niezgodny z tym, jaki ujawnił Inspektor Generalny CIA w raporcie ujawnionym przez „New York Times” w 1985 roku.

Trochę irytujący jest ton Pomfreta, przedstawiający wywiad UOP jako małą, niedoszkoloną służbę, która dopiero powinna się uczyć od wielkiej i sprawnej CIA. Jest w tym sporo racji, ale zarazem stoi to w sprzeczności z osiągnięciami polskiej służby, na które autor sam się powołuje. Niestety nawet wtedy przypomina to poklepywanie po ramieniu.

Czytania nie ułatwiają potknięcia tłumacza, który chwilami myli pojęcia, słabo orientuje się w żargonie służb specjalnych i nie zawsze prawidłowo tłumaczy nazwy własne. Niewątpliwie jednak nikt, kto chociaż trochę interesuje się historią najnowszą Polski i jej służb specjalnych, nie może pominąć tej pozycji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Poprzednie lektury obowiązkowe

Grzegorz Kalinowski. Odzyskany 46

Wywołana przez Jarosława Kaczyńskiego dyskusja o reparacjach wojennych od Niemiec spowodowała, że najnowsza powieść Grzegorza Kalinowskiego stała się bardzo

Czytaj »

Czytamy w internecie

Według Google Trends - raczej nagłówki i tytuły poszukiwanych filmów. Zestawienie częstości wyszukiwania słów: "gazeta", "tv", "Google" oraz "YouTube"...

Wspieraj obywatelski projekt medialny

Przynajmniej próbujemy...
Wesprzyj nas