prawybory

Dziura po Ferencu. Prawybory, co z nimi dalej?

W poniedziałek, 15 marca, przecierając ze zdumienia oczy, oglądaliśmy zjazd wszystkich liderów politycznej opozycji na wspólne wystąpienie w Rzeszowie. Skład był taki, że aż wzrokiem szukałem Joe Bidena… Wygłupiam się złośliwie, bo patrzyłem na to z goryczą, kiedy się wszyscy inni cieszyli. Radość – to powinienem powiedzieć wyraźnie pomimo goryczy – jest w pełni uzasadniona. Choć jest też mocno głupkowata – co z kolei trzeba wygarnąć otwarcie. Wreszcie! Opozycja – cała! – popiera wspólnego kandydata w przedterminowych wyborach prezydenta miasta. Kandydat ma przy tym spore szanse. Przeciw niemu nie występuje Zjednoczona Prawica, ale prawica zdezintegrowana. Jest kandydat od Ziobry, jest od Gowina i jest z PiS. Odwrócone role.

7. Czy wolno nam i czy powinniśmy mówić o reformie konstytucyjnej? Nowy Sejm Wielki i Trzecia Izba Obywateli. Obywatele RP proszą o stanowisko i przedstawiają własne.

Partyjne programy nie powinny i nie muszą dziś być rozstrzygające. Za możliwe i konieczne uważamy już dziś powołanie „trzeciej izby” obywatelskiej. Reprezentatywnej grupy obywateli, która wysłuchując partyjnych propozycji, poznając opracowania eksperckie, w trybie nieustających konsultacji z wszystkimi zainteresowanymi grupami, środowiskami i instytucjami, wypracuje co najmniej rekomendacje dla ustawy zasadniczej określającej akceptowany przez obywateli ustrój Rzeczypospolitej, stojące za nim wartości i instytucjonalne rozwiązania. Wybory uznamy za wygrane dla demokracji nie wtedy, kiedy uda się odsunąć PiS, ale kiedy większość zdobędą partie i kandydaci, którzy rekomendacje obywatelskiej „trzeciej izby” przyjmą jako wiążące zobowiązanie dla nowego Sejmu Wielkiego.

Badania i jeszcze raz badania. Andrzej Machowski

Prawybory wywołują te same pytania: jak je wynegocjować? jaki przyjąć klucz? kto może w nich uczestniczyć z czynnym i biernym prawem głosu? Uczestniczyłem w słynnych prawyborach Platformy Obywatelskiej w 2001 roku i wrażenia mam jak najgorsze. Nie wiem, czy lepszą (choć też niełatwą) metodą nie jest jednak żmudne negocjowanie i próba dojścia do porozumienia w sprawie podziału nieszczęsnych „jedynek”, „dwójek” itd.