Lektury obowiązkowe: bez przymusu

Czytelnictwo? Być może zniknie bez śladu. Póki istnieje, ślad zostawia. Bezcenny. Czy świat przeżyje bez czytających ludzi? Z pewnością. Są książki, w których da się o tym poczytać.

Ktoś nam każe czytać i o tym nie wiemy

Decyduje również, co czytamy. Nie robi tego zły belfer z trzcinką w ręku z dawnych czasów, choć nowi rządowi szefowie od edukacji być może spróbują wrócić do tych czasów. Może nawet wspomoże ich cenzura. O wiele sprytniej i skuteczniej robią to jednak rozmaite Cambridge Analityca. Działanie na rzecz rozumu zawsze potrzebowało mecenasów. Rynek ich nie zastąpi. Ty możesz. Zostań mecenasem.
Wesprzyj nas

Lektury obowiązkowe: bez przymusu

Ucieczka do wolności. Przewodnik o ludziach, lekturach, teatrze i muzyce

Janek Lityński zginął tak, jak żył. Reagował natychmiast, kiedy komuś działa się krzywda. I nie liczyło się czy to był przyjaciel, czy nieznajomy. Wystarczyło, że PRL-owski aparat przymusu dobrał się do skóry komuś, kto sprzeciwił się niesprawiedliwości

Janek jako uczestnik „komandosów”, współpracownik Biura Interwencji KOR lub redaktor „Robotnika” jeździł z pomocą, zbierał i zawoził pieniądze, wyszukiwał adwokatów, obserwował procesy, zbierał podpisy pod listami protestacyjnymi, organizował akcje ulotkowe, uczestniczył w głodówkach, wspierał duchowo prześladowanych i ich rodziny. Jego empatia dotyczyła także braci mniejszych. Dlatego, kiedy jego ukochany Fryderyk wpadł do dziury w lodzie na lodowatej Narwi, Janek natychmiast ruszył na pomoc. Niestety lód się pod nim załamał, a silny nurt rzeki zabrał jednego z najdzielniejszych Polaków przełomu XX i XXI wieku

ZOBACZ TAKŻE: Siła książki – Jak rewolucja migracji zmienia świat na lepsze

„Ucieczka do wolności” jest napisana trochę jak encyklopedia. Tylko nie w porządku alfabetycznym, a chronologicznym. Hasła dotyczą ludzi, miejsc lub zdarzeń, które w życiu Janka odegrały znaczącą rolę. Chociaż są postacie, które – tak jak Jacek Kuroń, Adam Michnik lub Karol Modzelewski – przewijają się przez całą książkę. Najczęściej chyba przywoływany jest poeta Janusz Szpotański, zwany przez Lita – i nie tylko – Szpotem (przyjaciele nazywali Janka Lityńskiego Jasiem lub Litem).

Szpotański przewija się także wszędzie tam, gdzie wspomnienia Lita są szczególnie żywe, bo Jan Lityński znał bardzo wiele jego tekstów na pamięć i często je przywoływał jako komentarze do bieżących zdarzeń.

„W tropieniu przestępstw gospodarczych
Tak poniósł go szlachetny zapał,
Że się dopiero opamiętał,
Gdy się za własną rękę złapał”.
Mawiał Janek za „Towarzyszem Szmaciakiem”, kiedy uwagę mediów przyciągały informacje o jakichś aferach albo o „sukcesach” CBA.

Tego akurat nie ma w książce, która kończy się z chwilą wprowadzenia stanu wojennego. Ale z pewnością by było, bo to jeden z ulubionych cytatów Lita na początku XXI wieku. Szczególnie w czasach, kiedy istotną rolę w państwie odgrywały formacje kierowane przez Jarosława Kaczyńskiego.

Jan Lityński czerpie nie tylko z poezji Szpotańskiego. Zresztą lista poetów cytowanych przez byłego „KORowca” jest bardzo długa. Książka jest też kopalnią anegdot, których najbarwniejszym bohaterem jest właśnie Szpot. Wiem, że nie powinienem spojlerować, ale mam nadzieję, że wydawca nie będzie miał do mnie wielkich pretensji za jeden cytat. Anegdotę z procesu Janusza Szpotańskiego, aresztowanego i sądzonego w 1967/68 roku:

„Obrona dowodziła, że utwór Szpotańskiego jest dziełem literackim i jako taki nie podaje informacji, lecz jedynie opinie autora. Sędziowie dali odpór tej interpretacji. Sędzia prowadzący z poważną, godną sądu miną odczytał fragment Wielkiej arii GnomaCichych i Gęgaczy:

W ekonomiczny wpadł kraj korkociąg,
Wszystko wysysa straszny rurociąg,
a czego wessać nie zdoła wschód,
stanowi w kraju spryciarzy łup.

A następnie skomentował: – Czyż to jest opinia? Przecież to jest fakt. Na sali wybuchł śmiech”.

To tylko jedna z zabawnych anegdot, których jest w książce może kilkadziesiąt. W tym okoliczności powstania, onegdaj słynnego, ostatnio zapomnianego „prawa Lityńskiego”. Powstało w lipcu 1980 roku, w trakcie strajku w Ursusie. Znowu cytuję: „Wymyśl wieczorem coś najgłupszego, a następnego ranka władza to zrealizuje”.

Prawie wszystkie hasła w tej encyklopedii, szczególnie w jej pierwszej połowie, ilustrowane są opowieściami o lekturach. Lityński przytacza w swoich wspomnieniach grubo ponad 100 pozycji różnych książek i tekstów. Wiele z nich bardzo krótko, ale i bardzo trafnie omawia. W dwóch-trzech zdaniach wydobywa z nich to co najważniejsze. Wyjaśnia też, jaki wpływ miały niektóre z nich na myślenie jego i grupy jego przyjaciół i współpracowników.

ZOBACZ TAKŻE: Siła książki. Nowa polska szkoła historii holocaustu

„Ucieczka do wolności” jest także o sporcie, w tym o uprawianych przez Lita gimnastyce i wspinaczce skałkowej, o rozmowach, o paleniu marihuany i wszystkim tym, o czym ponadprzeciętny erudyta mógłby chcieć napisać. Paradoksalnie najmniej jest o polityce. Oczywiście jest cały czas obecna w tle. Ingeruje w rozmowy, spotkania i zdarzenia. Ale kiedy Lit omawia spory, zwraca uwagę, że były, ale ich przedmiot co najwyżej lakonicznie określa. Najczęściej jako spór pomiędzy „prawdziwymi Polakami”, a „lewicą laicką”. Spór z całkowicie fałszywymi etykietami, bo i Polacy wcale nie byli tacy „prawdziwi”, a i lewica coraz mniej była lewicą.

Wątek ewolucji poglądów jest niewątpliwie najważniejszy w tych wspomnieniach. Nie tylko ten o odchodzeniu od socjalizmu. Także ten o nawróceniu się i przyjęciu chrztu. W tym kontekście rozmowa z Adamem Michnikiem w Gazecie Wyborczej z 2 kwietnia 2021 roku, która tak oburzyła wielu uczestników ulicznej opozycji po drastycznym obostrzeniu przepisów antyaborcyjnych, „Wierzę w tajemnicę. Ja nie umiałbym powiedzieć, że jestem ateistą”, staje się bardziej zrozumiała. Janek Lityński i Adam Michnik byli bliskimi przyjaciółmi. Ewolucja ich poglądów przebiegała podobnie.

Ciekawostką tej lektury jest swoisty ranking „dołków”, czyli aresztów w komisariatach i milicyjnych komendach, na których Janek spędzał 48 godzin dziesiątki, jeżeli nie setki razy. Zwraca uwagę, gdzie w latach 70-tych i 80-tych była pościel, czy w miarę dobre jedzenie, a gdzie nie było koców lub materacy. Gdyby Ilia Erenburg nie napisał swojego bestselleru w 1928 roku, można by podejrzewać, że to Lit był pierwowzorem Lejzorka Rojtszwańca (oczywiście tylko w sprawie „siedzenia na drzazgach”).

Janek wymienia także bardzo wielu swoich przeciwników politycznych. Z wieloma z nich dzielił kiedyś wspólne poglądy. Dopiero z czasem okazywało się, że pod tymi samymi pojęciami rozumieją zupełnie różne rzeczy. Niektórzy z nich sypali go w śledztwie, inni opluwają współcześnie na łamach „szczujni”. Ciepło wspomina Andrzeja Gwiazdę, a bardzo ciepło Annę Walentynowicz.

To cały Janek, który nie umiał widzieć w innym człowieku nikogo innego niż ciekawego rozmówcę. I zawsze żałował, że z kimś urwał mu się kontakt, nawet jeżeli ten ktoś wypisywał o nim najbardziej nawet nienawistne rzeczy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Poprzednie lektury obowiązkowe

Bezkarność policji

We wrześniu ma trafić do dystrybucji (nie do sprzedaży, bo książka nie trafi do księgarń, a będzie rozpowszechniana przez wydawcę: Stowarzyszenie Wolnego Słowa) monografia Wiktora

Czytaj »

Rozważania o Europie

„Czytelnik” wydał właśnie niepublikowane wcześniej zapiski Sandora Maraja z podróży po Europie (Szwajcarii, Włoch i Paryża), bezpośrednio po wojnie,

Czytaj »

Czytamy w internecie

Według Google Trends - raczej nagłówki i tytuły poszukiwanych filmów. Zestawienie częstości wyszukiwania słów: "gazeta", "tv", "Google" oraz "YouTube"...

Wspieraj obywatelski projekt medialny

Przynajmniej próbujemy...
Wesprzyj nas