Jarosław Kaczyński myli pojęcia

Jarosław Kaczyński, fot. Wikimedia

Wysłuchałem dzisiaj z należytą uwagą wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego w Lublinie. Wysłuchałem dlatego, że zagadnienie wolności jest dla mnie cholernie ważne, być może w hierarchii wartości osobistych – najważniejsze

Był to bardzo podstawowy wykład. Taki dla uczniów podstawówki, co nie zmienia faktu, że takie wykłady są potrzebne. Szczególnie w Polsce, gdzie zagadnienie wolności, wbrew pozorom wiąże się głównie z samymi nieporozumieniami pojęciowymi. Jest nadużywane, używane niewłaściwie, w złych kontekstach. Głównie dotyczy to sfery publicznej, a właśnie z podstawowym wykładem publicznym na temat wolności mieliśmy do czynienia. I również w określonym kontekście, w kontekście plebiscytu mianowicie.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Adam Bodnar: – Pozostaje mieć nadzieję, że te wybory zostaną przeprowadzone zgodnie


Czyżby Jarosław Kaczyński nagle objawił się jako radykalny liberał, dla którego wolność stanowi wartość podstawową. Otóż, oczywiście nie. Jarosław Kaczyński, jak zwykle zresztą okazał się nie liberałem, a zwykłym manipulatorem. Lub głupcem, który zwyczajnie nie wie, o czym mówi, a mówi, co mu przysłowiowa ślina na język przyniesie.

Przynajmniej ja wolność rozumiem lekko inaczej, szczególnie wolność w sferze publicznej, a to było, jak rozumiem motto wystąpienia.

Po pierwsze – Jarosław Kaczyński myli pojęcia „wolności do” i „wolności od”. Otóż dla mnie wolność od kłamstwa i manipulacji jest znacznie ważniejsza niż wolność do kłamania i manipulowania. A tę swą wolność „do” Jarosław K. wykorzystał w pełni. Nie ma na to mojej zgody. I nie powinno być zgody nikogo, komu na wolności zależy rzeczywiście.


Po drugie – Polska nigdy nie była i nie jest „wyspą wolności”. Nie ma nigdzie i nigdy nie było (co gorsza – nigdzie i nigdy nie będzie) żadnych „wysp wolności”. Wolność jest dynamiczna, zależna od czasu i okoliczności, a te zmieniają się co chwila. Nie była nią (a na pewno nie jest) również z innych powodów. Otóż dlatego, że bardzo mało w naszym otoczeniu ludzi naprawdę „wolnych”, czyli myślących samodzielnie, potrafiących samodzielnie o sobie decydować. Jesteśmy (póki co) przepojeni postfeudalnym przywiązaniem do woli „pana”, wychowani w patriarchalnym podporządkowaniu, a to z wolnością nic wspólnego nie  ma. Na ten temat można by długo pisać.

Po trzecie – Andrzej Duda jako gwarant wolności – to już jest nadużycie najpotężniejsze. Ten człowiek jest zaprzeczeniem pojęcia wolności, nie ma nawet własnej wolnej woli.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Jesteśmy jak ten frajer, któremu można sprzedać auto po wypadku jako sztukę nówkę


Jarosław Kaczyński robi wodę z mózgów młodych ludzi. Czy jego „wolność do” pozwala na to?

Moja odpowiedź brzmi – nie. Bo moja wolność kończy się tam, gdzie wkracza w wolność Jarosława Kaczyńskiego. A wolność Jarosława Kaczyńskiego kończy się tam, gdzie wkracza w wolność moją.

Nic nie zyskasz, Jarosławie, kłamiąc i manipulując. Podobnie, jak nie zyskają nic również wszyscy inni kłamiąc i manipulując.

Jestem przekonany, że kiedyś „ucieczkę od wolności” zastąpimy prawdziwą drogą do wolności. Jednym z warunków jest wolność od kłamstwa i manipulacji. Nie tylko Jarosława Kaczyńskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *