Kryzysy nowoczesności. Jednostka – notatki prof. Marcina Króla

fot. Pixabay


Idea nowej demokracji opiera się na nadziei, że każdy z nas – lub co najmniej istotna część – chce uczestniczyćżyciu publicznym. Uczestniczyć bezinteresownie – w rozumieniu korzyści własnych – ale interesownie – w rozumieniu korzyści ogółu

Uczestnicząc w życiu publicznym zgadzamy się na pewien poziom racjonalizmu, niezbędny do prowadzenia sensownej rozmowy. Nie znaczy to jednak, że uznajemy świat za racjonalny, ale tylko, że sądzimy, iż człowiek z człowiekiem może się porozumieć. I, przede wszystkim, że od tego porozumienia zależy całość świata publicznego. Dlatego nie możemy zaakceptować teorii politycznych, które głoszą, iż polityka to sfera emocji. Może też (temat na następne rozważania), ale przede wszystkim rozumu, czy lepiej – roztropności.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Rady dla Pana Jarosława


Roztropność bowiem może wynikać nie tylko z racjonalnej wiedzy, ale także z wiedzy praktycznej, czyli doświadczenia, intuicji, tradycji, znajomości historii i tak dalej. Jak jednak możemy mówić o dominacji postawy racjonalnej w świecie zdominowanym przez psychologizm, subiektywność i wszystkie wynikające z tego konsekwencje?

Przełom dokonał się w czasach romantyzmu, ale już niektóre dzieła oświeceniowe go zapowiadały. Co się stało w czasach wielkiej twórczości romantycznej? Odkryto mianowicie subiektywność właściwą każdemu człowiekowi. A zatem każdy z nas patrzy na świat po swojemu i widzi co innego. Psychologia, wątpliwa nauka, pogłębiła to przekonanie do granic zdumiewających. Kiedy Mill, jak pisałem, kazał nam dokonywać experiences in living, by wiedzieć, co jest dla nas przyjemnością, rozumiał, że skoro cenimy swoją subiektywność to nie możemy zaufać cudzej subiektywności. A od tego krok ku takim pojęcia, jak autentyczność, tożsamość, spontaniczność.

Według sławnej anegdotki, pani zapytana o to, co sądzi o utworach Dostojewskiego, odpowiedziała: „Ach jaki on słodki”. Otóż możemy mieć po cichu zdanie na temat jej rozumu, ale tak myśli, bo ma prawo w swojej subiektywności tak odbierać na przykład „Biesy”. I nic jej nie możemy zrobić, skoro jest subiektywna i autentyczna.


Nieco przekraczam granice, ale w istocie tak jest. Może nam się nie podobać to, co innemu się podoba i nic nie możemy na to poradzić, o ile prawo nie zostało naruszone. Ceną, jaką płacimy za wspaniała wolność subiektywności, jest samotność. Możemy obcować z duchami obecnymi w wielkich dziełach filozofii sztuki, ale nie ludźmi.

Oczywiście, co pewien czas, a właściwie bez przerwy, łamiemy ograniczenia subiektywności, bo występujemy emocjonalnie razem z innymi a najczęściej przeciwko jakimś zachowaniom lub poglądom, ale pozostajemy, w naszym przekonaniu, autentyczni i spontaniczni. I tak jest.

Subiektywność jest wspaniałym ludzkim odkryciem, ale jak pogodzić subiektywność i jej konsekwencje z roztropnością w życiu publicznym? Na pierwszy rzut oka wydaje się to niemożliwe. Mylny to wniosek. Najważniejszym sposobem jest, jak już była mowa, oddzielenie tego co publiczne od tego, co prywatne. Sfera publiczna – sferą roztropności, sfera prywatna – sferą subiektywności, która przecież nie musi być jedynie zbiorem upodobań, a może być wspaniała budowlą dla naszej duchowości. Jednak to, co publiczne nie znosi spontaniczności, autentyczności i tożsamości, a przede wszystkim subiektywności. Czyżbyśmy musieli występować, my jednostki, w dwóch odmiennych rolach? Czyżbyśmy mieli być kim innym dla ludzi, a kim innym dla siebie? Pomijając fakt, że to nonsens, jest to przede wszystkim nieprawda.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Kryzys nowoczesności. Spór – notatki prof. Marcina Króla


Jesteśmy zawsze tymi samymi ludźmi i postulowanie takiego rozdzielenia ról byłoby równe postulowaniu powszechnej paranoi. Więc jak wybrnąć z tego ważnego dylematu? Jedynie uznając, że żadne granice nie są nie do przekroczenia. Jeździmy po Europie bez granic i powinniśmy bez granic przenosić się z naszego prywatnego świata do świata publicznego. Można kochać drugiego człowieka, ale można też obdarzać miłością ojczyznę, co nie jest nonsensem, mimo banałów głoszonych przez ludzi obecnej władzy.

Wyjście z indywidualistycznego kokonu subiektywności na forum jest nawet zdrowe dla organizmu. Trzeba się trochę przewietrzyć. Nie oznacza to jednak, że w życiu publicznym dajemy upust naszym prywatnym emocjom. Boże broń! Przeciwnie oznacza, że poddajemy naszą subiektywność roztropnym ograniczeniom. I wtedy możemy wziąć się do budowy nowej demokracji.

fot. Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *