Notatki prof. Marcina Króla. Nowa sytuacja po wielkiej zmianie

Charles de Gaulle podczas misji wojskowej w Polsce, około 1920 roku, fot. Wikimedia

Celem naszych rozważań jest rozstrzygnięcie, jak postępować w nowej sytuacji, już po wielkiej zmianie. Najpierw jednak trzeba opisać tę zmianę, a iżby to uczynić trzeba przede wszystkim upewnić się, czy doszło lub dochodzi do kryzysu, po jakim ona nastąpi

Jak zatem stwierdzić, czy rzeczywiście mamy wielki kryzys dotykający całego życia publicznego, czy tylko jeden z wielu kryzysów, o jakich w historii Europy mówi się bez przerwy? Duchowość i życie publiczne w Europie znajdują się w stanie nieustannego kryzysu. Jest tak z dwu względów. Po pierwsze z racji istnienia zawsze zwolenników zachowania tego, co stare i wprowadzenia tego, co nowe. Można to określić mianem odrębnych temperamentów politycznych i społecznych.

Każda propozycja zmiany zawsze napotyka na opór. Mowa tylko o roztropnych i myślących ludziach, czyli o filozofach, a filozofami są wszyscy, którzy myślą. Po drugie, (co zauważa doskonale Leszek Kołakowski) kultura czy duchowość europejska są oparte na zasadzie nieustającej autokrytyki, co odróżnia Europę od innych cywilizacji. Istnienie obu tych zjawisk sprawia, że wciąż sądzimy, że mamy już od czynienia z kryzysem lub że nadchodzi kryzys. W każdej dekadzie pojawiają się prorocy, którzy na solidnych podstawach opierają swoje pesymistyczne przekonania. Chociaż nie zawsze pesymistyczne, dla niektórych myślicieli (Georges Sorel) nieustający kryzys oznaczał nieustającą zmianę, która poruszała świat i nie pozwalała na jego zniszczenie przez zestarzenie.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Notatki prof. Marcina Króla. Uczciwość


Idea rewolucji permanentnej – bez względu na osobę jej autora czyli Lwa Trockiego – nie była nonsensowna. Z drugiej jednak strony będziemy mieli konserwatystów, którzy roztropnie argumentują, że zamiana dobrego na lepsze zawsze wiąże się z ryzykiem, z niewiadomą. A wobec tego należy jej dokonywać jedynie wtedy, kiedy wiemy, że na pewno będzie lepiej. Ich krytycy odpowiedzą od razu, że tego nigdy nie wiadomo – i oczywiście mają rację.

Jak zatem mamy odróżnić kryzys, który ma charakter epokowy, od tych nieustających diagnoz kryzysu, jakie dotyczą jedynie fragmentarycznych sporów o to, co w danej chwili jest lepsze? Mówimy o wielkich kryzysach politycznych, które nieuchronnie są związane z kryzysami kultury i duchowości. Pierwszy sposób to przyjrzenie się czy kryzys polityczny nie oznacza jedynie przesilenia rządowego.


W wielu demokracjach w XX wieku mieliśmy do czynienia z nieustającą niestabilnością władzy, ale to nie był kryzys, tylko zła organizacja systemu demokratycznego. Pokazał to znakomicie de Gaulle, kiedy w 1958 roku dokonał swoistego zamachu i objął władzę. Bardzo szybko ją ustabilizował, a Francuzi zaakceptowali konstytucję V republiki, która doskonale funkcjonuje do dzisiaj. De Gaulle zresztą wzorował się na Piłsudskim, któremu jednak zabrakło instynktu ustrojowego i – jak wiemy – nowa konstytucja została przyjęta dopiero w 1935 roku, czyli w 9 lat, a nie kilka miesięcy, po zamachu stanu.

Najlepszym przykładem kryzysu politycznego i duchowego zarazem były lata poprzedzające wybuch I wojny światowej. Przyczyny wybuchu tej wojny do dzisiaj nie są w pełni zrozumiałe. Jednak możemy wyliczyć szereg okoliczności, które do niej doprowadziły. Razem składają się one na kryzys.

Były to – w sferze kultury: dekadencja, poczucie końca, bunt nawet w sferze języka, modernizm posunięty do granic niezrozumiałości (u nas Przybyszewski), zbanalizowana psychoanaliza i rozmaite dziwaczne pomysły całkowicie wychodzące poza ramy tego, co było znane. W sferze polityki ambicje wszystkich państw narodowych, zwłaszcza nienawiść Francuzów do Niemców, słabość Austro-Węgier, całkowicie błędne mniemanie Rosji o swej potędze. Sarajewo to tylko była ta kropla, a nie rzeczywista przyczyna. Ponadto czynnik trzeci, a mianowicie nuda. Świat burżuazji już nie był atrakcyjny. Nuda ogarnęła kontynent. W historii często nie docenia się znaczenia nudy, znużenia czy wyczerpania cierpliwości. W pewnym momencie społeczeństwa, nie potrafimy dokładnie wyliczyć powodów tej reakcji, mówią dość. Jak sądzę, nuda jest czynnikiem zasadniczym i nie wolno jej nie doceniać.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Notatki prof. Marcina Króla. O przewidywaniu w polityce


Wszyscy, jak się okazało, szukali rozwiązania kryzysu w wojnie, która nic nie pomogła, a jedynie sprawiła, że w miarę cywilizowany świat burżuazji legł w gruzach. Pojawili się liczni autorzy, od Ortegi Y Gasseta po Mariana Zdziechowskiego, którzy znakomicie opisywali nowy świat i wyrażali radykalny pesymizm odnośnie jego przyszłości. Książki te były rozchwytywane. Wystarczy wspomnieć, jak wielkie były nakłady – trudnej w czytaniu – sławnej książki Oswalda Spenglera „Zmierzch Zachodu”.


Intelektualiści, ale i całe społeczeństwa radowały się czytając, że nadchodzi koniec. Że świat już nigdy nie będzie taki sam. Z tej intensywności wyniknęły potem straszne rzeczy, ale w latach dwudziestych jeszcze nikt o tym nie myślał. Wszyscy, z niewielkimi wyjątkami, byli przede wszystkim za pokojem.

Pokój na ogół jest lepszy od wojny, ale nie zawsze. Liczni zwolennicy pokoju pisali wówczas bardzo popularne dzieła, w których wiele było mowy o nieszczęściach wojny, ale ani trochę o tym, jak ma wyglądać świat po wojnie. Teorie demokracji liberalizmu znalazły się w zaniku. Zresztą liberalizm, czyli wspaniała pochwała wolności jednostkowej, z reguły zanika w ciężkich czasach. Liberalizm jest jak kwiat cieplarniany, na mrozie i chłodzie – marnieje. Natomiast, co ciekawe, demokracja miała się kiepsko we wszystkich europejskich krajach i nie pojawili się myśliciele polityczni, którzy próbowali by wytyczyć jej ramy instytucjonalne i prawne.

Ten kryzys trwał w gruncie rzeczy do 1945 roku. Jak został opanowany i co zrobiono, by poczucie kryzysu zniknęło z debaty publicznej – przyjrzymy się za tydzień.

fot. Wikimedia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *