Protestował przeciwko marszowi nacjonalistów. Teraz oskarża go policja

Marzec rozpoczął się od sprawy Andrzeja Morawskiego, który 1 maja 2019 roku brał udział w manifestacji na ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie

W tym dniu przez Warszawę przeszedł marsz „Narodowe Święto Pracy”, zorganizowany przez Szturmowców, nacjonalistyczną organizację, której nazwa pochodzi od publikowanego przez ich środowisko miesięcznika internetowego „Szturm”. Organizacja głosi idee antykapitalistyczne, nacjonalistyczne, a także wizję białej Europy.

Andrzej Morawski stanął przed sądem z oskarżenia policji, która zarzuca mu naruszenie nietykalności cielesnej policjanta, czyli przestępstwo z art. 222 kodeksu karnego. Proces rozpoczął się w poniedziałek w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia.

Proces toczy się w wyniku odwołania, które złożył Morawski po odebraniu na poczcie wyroku nakazowego, w którym sąd uznał go winnym i nałożył karę 8 miesięcy ograniczenia wolności. 

Składając wyjaśnienia przed sądem Andrzej Morawski nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Podkreślił, że pierwszy raz w życiu ktoś zarzuca mu agresywne zachowanie. Opisał okoliczności zdarzenia. Był w tym dniu u zbiegu ulic Świętokrzyskiej i Nowego Światu, by oprotestować przemarsz organizacji o charakterze skrajnie nacjonalistycznym. Był w grupie wielu protestujących osób, które chciały w ten sposób wyrazić swój sprzeciw wobec tego typu ideologii.


W tym samym dniu obchodzone było 15-lecie obecności Polski w Unii Europejskiej. Ludzie świętowali, śpiewali Odę do Radości, natomiast maszerujący skandowali: „Śmierć wrogom ojczyzny”, pokazywali środkowy palec opozycyjnym manifestantom, a także gesty oznaczające podcięcie gardła.

Oskarżony z grupą innych osób zepchnięty został na chodnik i otoczony kordonem policji. Usłyszał policyjną komendę o przegrupowaniu „do przodu”. Sądził, że funkcjonariusze będą otoczonych ludzi spychać pod ścianę budynku. W pewnym momencie w policyjnym szeregu powstała luka. Morawski postanowił usiąść na chodniku między policjantami, by nie dopuścić do zacieśniania przestrzeni dla protestujących. W trakcie siadania został popchnięty. Nie wiadomo przez kogo, czy przez poruszający się tłum, czy przez jakąś konkretną osobę. Przewrócił się, wylądował na jezdni, twarzą do ziemi. Wówczas poczuł, jak kilku funkcjonariuszy podnosi go za ręce i nogi, i odstawia na chodnik. Puścili go. Stał na chodniku od dobrych kilku minut, gdy usłyszał „tego bierzemy”. Pochwyciło go dwóch policjantów i odtransportowało do wozu policyjnego. Usłyszał, że jest zatrzymany za naruszenie nietykalności funkcjonariusza na służbie.

Poszkodowany policjant zeznał, że oskarżony uderzył go głową w korpus, skutkiem tego obaj wylądowali na ziemi. Oskarżony na brzuchu, funkcjonariusz na plecach. 

Policjant zeznał, że to on dokonał zatrzymania oskarżonego. Stwierdził, że Morawski był spokojny, „grzeczny”, nic nie mówił. Dopiero na komendzie powiedział, że nie czuje się winny i przeprosił, jeśli komuś coś się stało.

Andrzeja Morawskiego broni adwokat Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska. Zadała poszkodowanemu funkcjonariuszowi serię pytań. Między innymi pytała, czy policjantowi nie wydaje się dziwne, że jako poszkodowany dokonywał czynności zatrzymania? Czy to jest prawidłowe działanie?

W świetle zeznań funkcjonariusza opisującego sytuację, adwokat spytała: – Proszę pana, a może pan się wcale nie czuje pokrzywdzony? Funkcjonariusz nie chciał jasno odpowiedzieć na to pytanie, dodał jednak:  – Przypuszczam, że nie był to atak wymierzony w moją osobę, ale tak się stało.

W sprawie orzeka sędzia Magdalena Zając-Prawica. W poniedziałek przewidziane było przesłuchanie świadka – innego funkcjonariusza policji. Jednak ten niewiele pamiętał. Nie widział ataku, widział tylko, że dwaj panowie upadli.

Kolejny termin rozprawy sąd wyznaczył na 5 maja 2020, o godz. 10.30, w sali 382. Na rozprawę będzie wezwany świadek obrony.

Małgorzata Nowogońska, ObyPomoc

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *