Szaleństwo Krzysztofa Skiby

Muzyk, performer, kpiarz...

Szaleństwo Krzysztofa Skiby

Wojownik

Protestował na wszystkich frontach. Antysystemowiec. Wojownik. Krzyczał ze sceny, że on wszystko zmieni. Że nie ma takiej opcji, aby ktoś go kupił

Rozbudził nadzieję. Porwał serca wielu wątpiących w politykę. Kilka milionów mu uwierzyło, że teraz może być inaczej. Że on, dawna gwiazda z Jarocina, prawdziwy buntownik coś zmieni. Kuba Wojewódzki go lansował. Kazik Staszewski na niego głosował. Wielu młodych, którzy mieli politykę w dupie go wspierało.

O mało nie został prezydentem. Zatopił Komorowskiego i pomógł wygrać Dudzie. Pierwsze symptomy, że coś jest nie tak wyszły, gdy okazało się kto za nim stoi. Grupa starych wyjadaczy samorządowych z Dolnego Śląska. Niezbyt pasowało do teorii o „antysystemowcach”.

Zwolnił wszystkich i się od nich odciął. Zabił politycznie ludzi, którzy pracowali na jego sukces w wyborach prezydenckich. Ale był na wielkiej fali popularności. Wyborcy mu wierzyli, bo był taki fajny. Taki inny. Taki autentycznie zbuntowany.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Przed Sejmem w obronie uwięzionych uchodźców

Stworzył partię nie partię Kukiz 15. Wprowadził do sejmu kilkudziesięciu ludzi. Na jego plecach do polskiego parlamentu po raz pierwszy dostali się skrajni nacjonaliści, fani trupa Hitlera, kilku dziwaków oraz politycy, którzy zwykle zdobywali dwa procenty głosów, w tym późniejszy miłośnik Rosji i Putina, legenda podziemia z lat 80. ojciec Pinokia, Kornel Morawiecki.

Partia nie partia Kukiz 15, była zlepkiem osobliwości, ale od początku głosowała tak jak PiS, wzmacniając prezesa i monopol Kaczystanu na Polskę. Wkrótce jej członkowie wykruszali się tworząc własne grupy (nacjonaliści), byli wyrzucani przez lidera lub wchłaniał ich PiS. Krążył dowcip, że nazwa Kukiz 15, to końcowa liczba członków Partii nie Partii.

W kolejnych wyborach resztki Partii nie Partii przytuliły się do obrotowców z PSL, o których lider wcześniej krzyczał, że to najgorsi szkodnicy. Energii i ogłupiałych antysystemowym bełkotem wyborców starczyło na uzbieranie w finale czterech zaledwie posłów, których tyłki mogły powędrować do parlamentu.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Kisiel na dziś

Koalicja z PSL trwała krócej niż wysłuchanie dwóch płyt lidera. Teraz już tylko podklejenie się pod łaskę prezesa miało sens. Dochodziło do absurdów takich, że ostatni posłowie Partii nie Partii głosowali zawsze tak, jak chciał kaczelnik z Nowogrodzkiej, ale lider dalej opowiadał farmazony o budowaniu Polski antysystemowej ciągle ten system wzmacniając.

Szczytem schizofrenii politycznej buntownika z Jarocina był moment, gdy resztka jego cyrkowej grupy głosowała za ustawą wymierzoną w TVN i niezależne media, ale gdy prezydent jej nie podpisał i de facto wyrzucił do kosza, lider oświadczył, że popiera taką decyzję. Cieszył się więc, że coś za czym głosował nie przeszło. Już mało kto go rozumiał oprócz psychiatrów.

Teraz szanował go już tylko kolekcjoner kotów z Żoliborza, któremu pseudobuntownik był potrzebny do przepychania ustaw w Sejmie.

Gdy wyszła na wierzch afera z podsłuchami Pegasusa i okazało się, że władza podsłuchiwała opozycję w czasie kampanii wyborczej, a tym samym wynik wyborów trudno uznać za uczciwy, krzykacz z Jarocina dostrzegł szansę dla siebie.

Snuł plany bycia szefem komisji parlamentarnej do spraw podsłuchów. Naiwniacy z opozycji widzieli w nim szansę na stworzenie takiej wspólnej komisji, która surowym okiem prześledziłaby brudny numer z podsłuchami, a tym samym dopiekła władzy i skompromitowała jej nielegalne metody.

Ale jak zawsze było sporo gadania i bicia piany, tymczasem prezes umiejętnie uciszył Krzykacza i przyblokował temat, a później wybuchła wojna w Ukrainie i wszyscy mieli inne sprawy na głowie.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Nie czytali Kory

Wojna stała się ostatnią okazją do zdobycia punktów dla Krzykacza. Wrócił do swojego starego pomysłu z powszechnym dostępem obywateli do broni.

Na fali wojennego strachu i paniki związanej z wojną, próbował budować milimetry poparcia dla siebie i poparcie dla powszechnego rozdawnictwa karabinów dla każdego, kto chce sobie postrzelać. Krzykacz przekonywał, że powinno być jak w Ameryce i że każdy dorosły ma prawo do noszenia spluwy. Wierzył, że na tym postulacie zdobędzie kilka punktów wśród dzieci, myśliwych i fanatyków militariów.

Niestety, już tylko ewentualnie pod szyldem PiS, bo na skutek niezłożenia sprawozdania finansowego Partia Nie Partia buntownika zostanie zdelegalizowana. Taki był zbuntowany i miał jeszcze tyle pomysłów na Polskę, ale załatwiła go jego własna księgowość.

To koniec tej zabawnej historii jak z Monty Pythona. Krzykacz z Jarocina dołączył już dawno do dworu króla Jarosława, ale teraz już oficjalnie może zostać jego paziem. Na co z pewnością w duchu liczy.

fot. flickr.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Niech nie ulecą poprzednie myśli Krzysztofa Skiby

Pomieszanie

Czasy takie, że na skutek tsunami propagandy i deszczu fake newsów ludzie konsumujący media i internet przestali rozumieć, co się

Czytaj »

Jak ruska armia

Ileż to było żartów z ruskich sołdatów, którzy na podbitych ukraińskich terenach kradli tostery, skutery i lodówki. Złodziejstwo i dzicz mówiono.

Czytaj »

Nie czytali Kory

Kościół katolicki ma dziwny stosunek do dzieci. Z jednej strony walczy o te nienarodzone i zmusza kobiety do rodzenia nawet, gdy płód ma znaczne

Czytaj »

Generalnie jest słabo

Według Google Trends Chopen i Skiba są w kłopotach...

Skoro jest aż tak paskudnie

To może chociaż
Wesprzeć Obywateli.News, co?