Paweł Kasprzak

Aktywista, jeden z założycieli ruchu Obywatele RP

Adres! Cel!

Wczoraj znów protest i znów zatrzymania. Rośnie ilość ludzi odmawiających legitymowania, to dobrze. Ale do realizacji postulatów Strajku to nie przybliża. Co mogłoby?

Obraz z marzeń. Czterech liderów polskich bloków politycznej opozycji wraz z liderami ruchów obywatelskiego protestu, stojących murem za Senatem, który (jak w Irlandii) powołuje izbę obywatelską m.in. do rozwiązania konfliktu aborcyjnego. Murem za Senatem stoi działająca przy nim izba samorządowa reprezentująca te samorządy wojewódzkie, powiatowe i gminne, na które da się liczyć oraz podlegające im np. szkoły i zwłaszcza szpitale. Stoi powołany przez Senat ekspercki zespół z prawnikami konstytucjonalistami, karnistami, autorytetami medycznymi. Całe takie zaplecze za Senatem, który wreszcie naprawdę mógłby się stać centrum obywatelskiego ruchu. Nie „gabinet cieni” ale ośrodek władzy i centrum obywatelskiego społeczeństwa. Realizujące własną politykę. Tu i teraz. Jaką?

Jeśli mowa o aborcji, to trzeba mapy drogowej rozwiązania konfliktu. Jak pogodzić Kosiniaka-Kamysza i Hołownię z Czarzastym w aborcyjnym sporze? Ano najbezpieczniej dla wszystkich – i bezpiecznie również dla obywateli, którzy nie powinni chcieć, by o podstawowych prawach człowieka decydowała polityczna koniunktura) – obaj mogą powiedzieć, że decyzja nie do nich należy, że nie oni się będą w tej sprawie między sobą układać, bo głos należy do obywateli. To właśnie dlatego Senat powołuje „trzecią izbę”, obywatelski panel. Mapa drogowa – to coś, co wymaga uzgodnień. Trudnych. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, kto i w jakim trybie wprowadza akceptowalne i szanowane przez obywateli prawo o aborcji. Jej elementem musi być dekryminalizacja aborcji natychmiast – bo tylko to może zatrzymać konflikt. Nie da się, bo PiS się nie zgodzi?

Senat z takim zapleczem, Senat nie paraliżowany strachem, Senat odważnie robiący, co do niego należy może skutecznie zdekryminalizować aborcję praktycznie. Wezwać lekarzy do wypełniania przysięgi Hipokratesa i zadeklarować wsparcie szpitali, prawników, pomoc finansową i gwarancję znalezienia pracy na wypadek kłopotów spowodowanych przez władzę. Dlaczego pomoc prawną organizują Obywatele RP i ostatnio Szpila – a nie Senat RP? Dlaczego dane o zakażeniach koronawirusem zbiera nastolatek, a nie zespół powołany przy marszałku Senatu? Dlaczego obywatele odmawiają posłuszeństwa, a ich reprezentanci nie? Dlaczego lekarze mają zachowywać się dzielnie, podczas, gdy politycy zachowują się tchórzliwie? Dlaczego warszawski samorząd uważa, że nie jest jego rolą wydawać zalecenia szpitalom? Dlaczego nie zaleci wykonania obowiązku i nie zapewni o wsparciu?

Numer do Aborcji bez Granic powinien ogłaszać nie tylko Strajk Kobiet, ale marszałek Grodzki w orędziu w TVP, do cholery.

Dlatego — wbrew temu co mówili właśnie w poranku TOK FM u Jacka Żakowskiego redaktorzy Lis i Władyka w swoich komentarzach dnia — adresowanie postulatów protestu raczej do opozycji niż władzy, która zaprzeczyła swojemu mandatowi po wielokroć, a parlament ośmiesza niestety z udziałem opozycji — to ma sens. Opór ma sens. Zorganizowany, wspólny i skuteczny. Wyrażanie poglądów — nie bardzo. Wszyscy je już znają.

Przyłębska kogoś zaskoczyła? Naprawdę?

Nagłówki gazet mówią, że publikacja była zaskoczeniem. Czyżby? Przypomnijcie mi, proszę – kiedy to orzeczenie wygłoszono? Media donoszą o panice wśród zdezorientowanych lekarzy oraz o kobietach w skrajnie patologicznych ciążach i w rozpaczy.

Wielka Rewolucja Idiotów

Nie wiem, jakie Państwo mają plany na dzisiaj, ale ja idę siedzieć. Na krótko: dwa dni raptem – nic wielkiego. Tymczasem zostawiam tekst, na który spodziewam się zastać trochę odpowiedzi, kiedy wyjdę. Przeczytam wtedy zapewne między innymi, jakim jestem symetrystycznym idiotą i zdradziecką szują. Niemniej skoro każdy ma prawo do własnych zmartwień i swoje żale wylewa bez skrępowania publicznie dzięki nowym mediom, to mam to prawo i ja. Moje zaś zmartwienia związane ze złą władzą są oczywiste. Niewarte więc szczególnej uwagi i nie tak poważne jak te, które wywołuje u mnie kondycja „naszej strony”, a zwłaszcza nikłość szans wobec samego tylko faktu istnienia stron. Samo ich istnienie i spór lub konflikt – to jest poniekąd niezależne od racji, które za każdą ze stron stoją. I jest od nich ważniejsze. Gdyby było inaczej, demokracja byłaby kiepskim wynalazkiem i od władzy ludu, siłą rzeczy niezupełnie roztropnego, wszyscy powinniśmy woleć raczej platońskie królestwo filozofów. Niejasne to trochę, prawdą? Cóż, proszę zatem przeczytać poniższe… Życzę miłego dnia, ciekawej, mam nadzieję, jak zwykle długiej i zawiłej lektury. Do zobaczenia wkrótce 😉

Trump, Kaczyński i problem słusznej sprawy

Obrazy z Kapitolu wstrząsnęły wszystkimi. Mną również. Ale wśród głosów przerażonego oburzenia, które wypowiadają wszyscy – poza np. Dudą – i które są oczywiste, chciałbym powiedzieć niestety również coś z pewnością niepopularnego.

Fot. Motion Studio & Pixabay