Co z nami jest nie tak?

Jesteśmy krajem totalnej degrengolady moralnej i etycznej, na głowie postawione mamy podstawy sprawiedliwości i empatii, ale także solidarności, która powinna być z ofiarami, a nie ich oprawcami

Z nami, jako ludźmi w Polsce, jako społeczeństwem, jako wymiarem sprawiedliwości. Tym razem będzie piekielnie długo i ciężko, a mimo to, to tylko czubek góry lodowej

„Niskim wyrokom towarzyszy wysoki odsetek kar orzeczonych z zawieszeniem ich wykonania. W przypadku 1 roku było to 77%, w przypadku 1-2 lat – 62%, a w przypadku 2 lat pozbawienia wolności – 71%. Stawia to pod znakiem zapytania interes osób pokrzywdzonych: problematyczne jest to, czy sięganie przez sądy po możliwie najniższy wymiar kary będzie wystarczającym zadośćuczynieniem za doznaną krzywdę, a także społeczne oddziaływanie takich wyroków. Jest to wyraźny sygnał, że przestępstwo zgwałcenia, mimo iż stanowi jedno z najcięższych i najdotkliwszych dla osób pokrzywdzonych, nie jest traktowane poważnie, co może stanowić swego rodzaju przyzwolenie na przemoc seksualną, skoro potencjalny sprawca będzie miał świadomość, iż nie poniesie dotkliwej kary” – to fragment raportu „Przełamać tabu – raport o przemocy seksualnej”, opracowanego w 2015, a wydanego w 2016 przez Fundację na rzecz Równości i Emancypacji STER i dotyczy TYLKO gwałtów dokonanych na kobietach

Kolejny fragment: „Szczególnie alarmująca jest skala umorzeń postępowań prokuratorskich w sprawach dotyczących przestępstwa zgwałcenia – umorzono 2561 spraw spośród 4172 wszczętych postępowań, czyli 61%. Jeśli zsumujemy odmowy wszczęcia postępowania i umorzenia, także w trybie art. 308 K.p.k., to okazuje się, że 67% spraw zostaje zakończonych w prokuraturze i nie trafia do sądu, co oznacza, że osoby pokrzywdzone z tytułu art. 197 Kodeksu karnego nie mają żadnych szans na dochodzenie sprawiedliwości na drodze sądowej i otrzymanie jakiegokolwiek zadośćuczynienia. Odsetek kar orzeczonych w zawieszeniu za zgwałcenie w typie podstawowym (art. 197 § 1 K.k.) wynosi 37%.

Z danych przedstawionych w raporcie Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości [Struktura kar orzekanych w Polsce i w innych państwach Unii Europejskiej z 2015 roku – red.], który został opracowany na podstawie informacji statystycznej ujętej w piątej edycji European Sourcebook of Crime and Criminal Justice Statistics (obejmującej dane o wyrokach w latach 2007-2011 i dane statystyczne z 2010 roku), wynika, że najsurowiej za przestępstwo zgwałcenia karze się w Irlandii (100 % wyroków bezwzględnego pozbawienia wolności), a także w Bułgarii (98%), Anglii i Walii (93%), Szkocji (91%), Holandii (88%), Szwecji (87%), na Węgrzech (84%) i we Francji (81%).

Polski wymiar sprawiedliwości od lat stosuje możliwie najniższy wymiar kary za przestępstwo zgwałcenia, sytuujący się blisko dolnej granicy przewidzianej w Kodeksie karnym. Jak pokazuje wspomniany raport, w Polsce 15% stanowią kary ponad 5 lat więzienia, najczęściej jednak orzeka się kary od jednego roku do 5 lat pozbawienia wolności – stanowią one aż 81%.

System powoduje, że kobieta musi się strzec

Dlaczego tyle miejsca poświęcam temu raportowi? Bo jego lektura, mimo, że dotyczy „tylko” przemocy seksualnej, jest obrazem mentalności, systemu społecznego i instytucjonalnego wobec jakiejkolwiek przemocy w Polsce. Jest obrazem opresji, jakiej podlegają ofiary tej przemocy ze strony bliskich i dalszych znajomych, także rodziny, ale i obcych osób, jeśli przemoc zostanie nagłośniona oraz organów państwa, które poprzez upokarzające procedury wsparte osobliwym zamiłowaniem do psychicznego sadyzmu z powodu posiadania władzy i pogardy, pogłębiają traumę dokonanego aktu przemocy. Raport ten jest obrazem panującej w Polsce kultury gwałtu – pisałam na Facebooku pod koniec maja tego roku.

Wróciłam do tego tekstu na fali rozgorzałej na nowo dyskusji, wywołanej protestem kilkudziesięciu osób przeciwko spotkaniu z Romanem Polańskim w Łódzkiej Filmówce. Po tym, jak aktorki krakowskiego Teatru Bagatela ujawniły praktyki molestowania seksualnego przez dyrektora owego teatru. Po tym, co mówił i czynił niejaki Michałkiewicz (kiedyś sędzia Trybunału Stanu – przypominam, że TS jest organem złożonym z ludzi w przeważającej mierze wybieranych przez parlament) wobec ofiary wieloletnich gwałtów dokonywanych przez księdza. Po tym, jak Aneta Kręglicka (Miss Świata 1989) oznajmiła, że kobietom dzieje się to, na co przyzwalają, a ona wytworzyła wokół siebie atmosferę nieprzystępności i dzięki temu nic złego jej nie spotkało. Czyżby nie zaświtało w pięknej głowie, że taka postawa jest pokłosiem poczucia nieustannego zagrożenia? Poczucia, że byle sympatyczniejszy gest może spowodować niechciane lub nawet groźne konsekwencje? Że cały system i kultura powodują, że kobieta, a nawet dziewczynka, musi się strzec zamiast żyć?

Przyjrzyjmy się choćby tej sprawie. Tytuł artykułu brzmi „Zamordowana ofiara przemocy domowej. Od lat była katowana. Służby wiedziały”, a w nim przerażające zdanie: „W tej historii zdumiewający jest fakt, że teoretycznie wszystkie procedury wobec pani Bożeny, jako ofiary przemocy domowej zostały uruchomione”. TEORETYCZNIE, bo zabrakło staranności, empatii urzędników i funkcjonariuszy dla ofiary, zabrakło wyobraźni i zwykłej przyzwoitości.  – Gdzieś ciągle w nas tkwi, że skoro kobieta się godzi na przemoc, to widocznie jej z tym dobrze. Problemem jest to, że ona nie ma dokąd pójść i poskarżyć się i znaleźć ochronę przed bandytą w domu. Ta historia powinna być sygnałem, że w naszym systemie coś jest nie tak – podkreśla prof. dr hab. Kazimierz Zgryzek”.

TO W NAS JEST COŚ NIE TAK! Centrum Praw Kobiet od lat alarmuje, że przemocy domowej ulega kilkaset tysięcy (!) kobiet rocznie, a kilkaset z nich (rocznie!) traci w wyniku tej przemocy życie. Niekoniecznie poprzez zadźganie nożem czy innym narzędziem, także w wyniku odniesionych obrażeń, w wyniku notoryczności tych obrażeń przez wiele lat, w wyniku samobójstwa.

Jedna ważna rzecz: żeby utrącić zarzut jednostronności i ponieważ bez tego obraz nie byłby pełen. Mimo, że kobiety i dzieci stanowią 90% ofiar przestępstw przemocy, to istnieje też te 10%, które stanowią mężczyźni. I oni w tym naszym tradycyjnym społeczeństwie, w którym ostoją rodziny jest PAN domu, szef i „prawdziwy mężczyzna”, mają równie przerąbane. Są dyskryminowani w przemocy, nie uchodzi im być ofiarą, to śmieszne, frajerskie, niemęskie.

Wszyscy też wiedzą, że wśród dłużników alimentacyjnych (suma długu sięgnęła bodaj 17 miliardów zł) znów 90% stanowią mężczyźni, a miganie się od płacenia alimentów dla własnych dzieci jest zwyczajnie obrzydliwą przemocą wobec dzieci. Nie da się pominąć, że jest to praktyka akceptowana społecznie, która ma wsparcie mamuś tych panów, ich następnych partnerek, pracodawców i państwa polskiego, które nie potrafi egzekwować wyroków sądów. TO Z NAMI JEST COŚ NIE TAK.

Nie da się także pominąć wyroków sądów w sprawach opieki nad dziećmi w przypadku rozwodu, które niejednokrotnie niespecjalnie przejmują się dobrem dziecka, za to bardzo „tradycją”, że to matka zawsze jest tym właściwym opiekunem dziecka.

Tak jest w setkach spraw, o których nie napisały media

Wrócę teraz do systemu. Dopiero co sąd uniewinnił wielokrotnego gwałciciela swojej żony. Na podstawie zeznań sąsiadów (w Polsce sąsiedzi są bardzo czujni w sprawach przemocy domowej – sarkazm) i wbrew dowodom materialnym. Za to owa żona została skazana za naruszenie dóbr osobistych gwałciciela, bo na Facebooku napisała, że przez wiele lat ją gwałcił.

Czekam aż sprawiedliwi i niezawiśli sędziowie wystosują apel do swojego środowiska, aby sprawy dotyczące przemocy i gwałtów zaczęło rozstrzygać ze stosowną uwagą i surowością. Żeby nie kierowali się w swojej pracy przynależnością do jakiegoś środowiska, a jedynie literą i duchem prawa oraz istotą sprawy. Żeby nie przyjmowali orderów za zasługi dla państwa Watykan (jak prof. Rzepliński), a zasługiwali na odznaczenia za działalność na rzecz praworządności i przeciwdziałania przemocy i kulturze gwałtu w Polsce.

Wypada też przypomnieć głośną przez parę miesięcy sprawę sutenerstwa i handlu kobietami na Podkarpaciu, w tym nieletnimi. Panowie odpowiedzialni za krzywdę ok. 250 ofiar hasają sobie na wolności na podstawie wniosku prokuratora i decyzji sądu. W tym przypadku nie da się pominąć kwestii nacisków politycznych. Wypada zaznaczyć, że kontekst polityczny, czy raczej ubabrania w tej sprawie panów zajmujących się w Polsce polityką, trwa od początku lat dwutysięcznych, a więc „cirka ebałt” 20 lat. To jest najważniejsze! Panowie dostali rok i półtora, a i tego nie odsiedzieli.

Przeczytajcie koniecznie artykuł i pamiętajcie, że tak nie jest od dziś i, że tak jest w setkach spraw, o których nie napisały media. To jest codzienność ofiar przemocy w Polsce, zwłaszcza gdy przemocą parają się osoby ustosunkowane. A gdy jest się reżyserem filmowym światowej sławy, to w jego obronie staje jeszcze kilka setek osób z wysokim statusem oraz bezinteresowna magma ludzka, która z rozkoszą oklaskuje wybitne dzieła artysty, grzeje się w promieniach sławy Polaka (to super ważne, że to Polak, nasz).

Trzy miesiące za gwałt?

Co słyszymy w tej obronie? Np., że przestępstwa miały miejsce kilkadziesiąt lat temu, człowiek się zmienia i Polańskiemu należy się przedawnienie (zresztą potwierdzone przez polski sąd ekstradycyjny), że przez 40 lat ucieka przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości i to już jest dostateczna kara, że przecież uciekł, bo amerykański proces był niesprawiedliwy, prokurator i sędzia umawiali się, jak dowalić oskarżonemu, a przy okazji zrobić na tym karierę. Miała być złamana ugoda, na podstawie której słynny artysta miał odsiedzieć za gwałt 3 miesiące (!) i dostać nadzór kuratora, że ofiara już mu przebaczyła i prosiła o nie ciągnięcie tej sprawy.

To wszystko można brać pod uwagę, jeśli ktoś mi wytłumaczy, dlaczego gwałciciel, który dokonał gwałtu na 13-latce z premedytacją, przy użyciu środków odurzających, miałby spędzić w więzieniu 3 miesiące. Skąd to przeświadczenie, że to jest adekwatna kara? Może stąd, że kolejne argumenty brzmią już typowo dla kultury gwałtu: że wyglądała na więcej niż 13 lat (co z tego, że gwałciciel wiedział, ile ma lat), że kto to prowadzi dziecko na imprezy filmowców, że mamuśka naraiła ją artyście dla kariery córeczki i własnych profitów (co oczywiście zwalnia z odpowiedzialności za swoje czyny dorosłego mężczyznę), że przecież dostały kasę w ramach zadośćuczynienia i od początku o to im chodziło (obrzydliwość czynu samego w sobie w ogóle w tych argumentach nie istnieje). No więc po co ciągle o tym gadać, zwłaszcza, że: przeżył Holokaust, zamordowano mu żonę, wielkim artystą jest, trzeba więc korzystać z okazji nauczenia się czegoś od Wielkiego Polaka? Ano po to, że nic nie jest usprawiedliwieniem gwałtu na dziecku i o ile gwałciciel nie poniósł realnej kary za realne przestępstwo, o ile nie zrozumiał ohydy swojego czynu i dopóki jego obrońcy nie zrozumieją, co zrobił i czego bronią, dotąd takie same i podobne czyny ciągle będą bezkarne, a ofiary bezbronne i bezsilne.    

Dziecko wobec przemocy

Przejdźmy w końcu do najgorętszej w ostatnim roku sprawy jaką jest pedofilia wśród księży i zakonników Kościoła katolickiego w Polsce. Ona łączy w sobie wszystkie powyższe wątki tyle, że dotyczy osób w systemie społecznym najsłabszych: dzieci.

Raport z 2017 roku opracowany przez Instytut Wymiaru Sprawiedliwości dla MSWiA nie dotyczy w zasadzie tej sprawy, bo niemal zupełnie nie dotyczy księży. Dotyczy bowiem osób SKAZANYCH. Jednak przytaczam go na potwierdzenie tezy, przyświecającej mi w tym tekście, że jako społeczeństwo i jako system wymiaru sprawiedliwości mamy ogromny problem, gdy chodzi o ocenę przestępstw przemocy. Parę tylko danych z tego raportu:

  • sprawcą jest rodzić dziecka (w tym adoptowanego) – 8,8% badanych spraw
  • sprawcą jest inny członek rodziny dziecka – 17,0%
  • znajomy – 54,8%
  • obcy – 18,8%
  • inne – 0,6%

Zdecydowana większość pokrzywdzonych […] to osoby płci żeńskiej (87,7%). Znowu (!). Pokrzywdzeni płci męskiej stanowią zaledwie 12,3%. Przy czym wśród badanych spraw nie było przypadków, ani jednego, chłopców, wobec których przestępstwa dopuściłby się rodzic

Urywki z podsumowania raportu:
a) sprawcami przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajności na szkodę osób małoletnich byli najczęściej mężczyźni;
d) zdecydowana większość pokrzywdzonych to osoby płci żeńskiej;
j) w większości spraw sądy stosowały warunkowe zawieszenie wykonania orzeczonej wobec sprawcy kary;
l) karą najczęściej wymierzaną sprawcom czynu zabronionego z art. 200 § 1 k.k. (obcowanie płciowe i inne czynności seksualne – przyp.) była kara 2 lat pozbawienia wolności;
m) najniższą karą wymierzoną sprawcy przestępstwa zgwałcenia była kara 1 roku pozbawienia wolności, najwyższą zaś – kara 8 lat pozbawienia wolności. Aż ośmiokrotnie wymierzano sprawcom tego czynu karę 3 lat pozbawienia wolności”.

Wyobrażacie sobie karę za gwałt na dziecku w wymiarze JEDNEGO ROKU (albo 3 miesiące, na które ułożył się Polański)? Wyobrażacie sobie, że najczęściej orzekaną karą był wyrok 2 lat pozbawienia wolności, tak jak w przypadku kobiet, ale tu chodzi o dziecko! Wyobrażacie sobie, że nawet tak śmieszna kara może podlegać zawieszeniu? Na szczaw można zatem wyrzucić wszelkie pomysły podnoszenia kar, skoro nie stosuje się nawet tych, które są dostępne.

Jesteśmy krajem totalnej degrengolady moralnej i etycznej, na głowie postawione mamy podstawy sprawiedliwości i empatii, ale także solidarności, która, powinna być z ofiarami, a nie ich oprawcami. To co wylewa się w necie (i nie tylko) na temat i wobec osób protestujących przeciwko spotkaniu z Polańskim, jest jaskrawym przykładem tej degrengolady i postawienia wartości na głowie. Jak należy nazwać chamskie, brutalne i wulgarne napaści na nich (także na terenie uczelni, także przez profesorów), w niektórych przypadkach również ofiar przemocy, jeśli nie emanacją kultury gwałtu?

A teraz przełóżmy to wszystko, co wyżej, na relację ksiądz/zakonnik vs dziecko, rodzina, a zwłaszcza społeczność zapatrzona w księdza, biskupa. Na fakt, że w tym raporcie niemal nie ma księży, bo systemowo są chronieni przez podejście do prawa karnego przez funkcjonariuszy państwa w zderzeniu z osobą duchowną i przez system prawa kanonicznego, który prawem kaduka rości sobie prawa do wymierzania „sprawiedliwości” za przestępstwa z zakresu Kodeksu karnego, na co bez żadnej refleksji przyzwalają parafianie. Zamiast iść na policję idą, nie wiadomo po co, do biskupa czy innego przełożonego pedofila, jeśli w ogóle idą, jeśli uwierzą dziecku, które odważy się im o tym powiedzieć. Zamiast piętnować zwyrodnialca, chcą załatwić sprawę po cichu. Byle nie zostać wyklętym przez sąsiadów i rodzinę. W Ruszowie w sprawie księdza, od kilku miesięcy przebywającego w areszcie i sądzonego w zgorzeleckim sądzie, toczona jest kampania obrony go przez lokalną społeczność, w sposób uwłaczający jego ofiarom i ich matkom. Obrona jest tak zażarta, że inny ksiądz nie powstrzymał się przed uderzeniem osoby wspierającej ofiary na korytarzu sądu.   

Dziecko w tym całym dorosłym bagnie ma na powierzchni już tylko usta łaknące haustu czystego powietrza. Niektóre nie są w stanie wygramolić się z niego. Są oblepione do końca życia. Niektóre toną, popełniają samobójstwo. Jest samotne, nieszczęśliwe, skrzywdzone, poranione, zabite. Ile ich jest? Kilka setek, tysięcy, kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy? Co za różnica!  Każde z nich ma chlastane w twarz pomyje gadaniem o tym, że nie wszyscy księża są obrzydliwymi oprawcami, że nie wszyscy są źli, podczas gdy dla niego ten, który je skrzywdził, jest wszystkimi. CO Z NAMI JEST NIE TAK?

Każde z nich dostaje wiadro tych pomyj od polityków, którzy dotąd głusi i ślepi prześcigali się w konstruowaniu Bardzo Ważnych Komisji Śledczych, bo nie można było być dalej ślepym i głuchym, gdy film Tomasza i Marka Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” obejrzało w sieci już ponad 20 mln ludzi, nie tylko w Polsce, choć głównie. I co dalej z tymi komisjami? Kto monitoruje prace tej, która została powołana, czy może w wyniku nowej kadencji już nie istnieje nawet ona? CO Z WAMI JEST NIE TAK?

Jest jeden jedyny projekt powołania kompetentnej komisji, to projekt, pozostałość po Fundacji „Nie lękajcie się” i jej ekspertów. Oni znają temat od podszewki, badają go wiele lat, także sposoby jakie wdrożyły inne kraje. Jeśli politycy którejkolwiek opcji zignorują ten projekt, udowodnią, że są zdegenerowanymi politykierami, którzy dla własnych korzyści popełnią każdą ohydę, nie cofną się przed żadną zdradą. Włącznie z oddaniem niepodległości Polski, tej realnej, a nie wydumanej w faszystowskich mózgach. Bo „Ten zdradza Ojczyznę kto łamie jej najwyższe prawo” – Konstytucję RP. A w niej jest zapisane i prawo dziecka do bezpieczeństwa i władcza rola obywateli, a ten projekt jest przygotowany przez obywateli.

Powszechne przyzwalanie na przemoc

Przemoc wobec ludzi, zwierząt, a także środowiska naturalnego i powszechne przyzwalanie na nią, ma w Polsce bogatą i długą tradycję. Nie powinno zatem dziwić, że policjanci i ich mocodawcy, wywodzący się z tego społeczeństwa, zakuwają w kajdany (na ręce i nogi) i przetrzymują 40 godzin w warunkach urągających wszelkim procedurom, człowieka który ocalił w asyście policjantów (!) kilka psów łańcuchowych z niewoli upału, braku wody, jedzenia i cienia. Nie powinno też dziwić podobne potraktowanie aktywistów Greenpeace, którzy rozwiesili w centrum Warszawy dwa banery. Duże były, to prawda, czy w takim razie to od metrażu banneru zależy sposób potraktowania przez policję i prokuraturę? Nieeee, bo Konrad Kuźmiński nie miał żadnego, ale psie „budy” były zdaje się na niewłaściwym terenie…. Od czego zależy rewizja najbardziej osobista z możliwych, jaką przeszli ci aktywiści (tak jak działacze „okupujący” swojego czasu wejście do Ministerstwa Środowiska w proteście wobec wycinki Puszczy Białowieskiej i jaką przeszła Elżbieta Podleśna, gdy napisała na biurze posła Czabańskiego „PZPR”)? Jaki artykuł prawa karnego upoważnia do takiego traktowania ludzi? Jaki artykuł prawa nakazuje ścigać i tak traktować osoby, które demonstrują brak zgody na postępowanie władz państwa? Żaden. Takie przepisy dotyczą zagrożenia terroryzmem, ale nie demonstracji poglądów. To przepisy, które stały się partyjnym młotem na opozycję, które pozwalają podlizywać się władzy nie bacząc na swoje dobre imię, a nawet, sięgnę wysoko, na honor, o honorze Orła Białego na czapce nie wspominając. To artykuł partyjny, który ma spowodować „nic nie zrobię, bo przyjdą i skują, na co mi to, taki wstyd we wsi czy na dzielni”, ładnie zwane efektem mrożącym.

Jakie boskie przykazanie nakazuje traktować ludzi w ten sposób? Które boskie przykazanie nakazuje polskim katolikom chronić gwałcicieli, osoby wykorzystujące swoją pozycję do molestowania seksualnego, mężów katujących żony i dzieci? Jakie zasady etyki przyświecają takiej postawie ateuszom? Żadne. To kultura gwałtu, kultura przemocy, która w ostatnich latach dostała w Polsce dodatkowy wiatr w żagle, która tak jest zapatrzona w swoje rzekomo chrześcijańskie korzenie, że nie widzi, że Konwencja antyprzemocowa jest bardziej chrześcijańska od niej, tej polskiej, narodowej. I akurat temu, niezłomni w sprawie swojej niezawisłości, polscy sędziowie nie przeciwdziałają, wręcz ją współtworzą.

Ewa Borguńska, 21.05.2019/04.12.2019

Fot. Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *