Koronawirus. Respirator sam z siebie nie leczy

Należy szerzej rozpowszechnić informację, że respirator sam z siebie nie leczy, bo terapia respiratorem wymaga specjalistycznego personelu obejmującego lekarzy, pielęgniarki oraz fizykoterapeutów oddechowych

fot. Pixabay


Ten tekst o respiratorach Dorota Łazowska napisała w marcu. W sumie niewiele się od tamtego czasu zmieniło, jeśli chodzi o liczbę respiratorów dostępnych w Polsce – twierdzi. Trochę kupił Owsiak, trochę samorządy do szpitali pod ich auspicjami. Co kupił Szumowski, gdzie to jest, i czy w ogóle można tego używać nie wiadomo. Załóżmy, że mamy nie 10 000 a 11 000 respiratorów…

Jestem żoną specjalisty anestezjologii i intensywnej terapii, który wiele lat zajmował się w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym tematyką wentylacji mechanicznej przy pomocy respiratora (dr hab. Tomasz Łazowski). To, co chcę Wam powiedzieć, jest efektem wielu naszych rozmów, które prowadzimy obserwując złudne przekazy naszych polityków i naszych telewizji (oglądamy przede wszystkim TVN24) od początku pojawienia się koronawirusa w Chinach.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Covidem zagrażają się głównie ci, którzy głosili, że wirus nie istnieje


Od samego początku relacji, jako materiał informacyjny, pokazuje się najczęściej oddziały intensywnej terapii leczące wybraną grupę najciężej chorych, a nie zwykłe oddziały zakaźne. Sprawia to fałszywe wrażenie, że jest to metoda leczenia prawie każdego przypadku zakażenia wirusem COVID-19. Stwarza to również fałszywe wrażenie potęgi polskiej ochrony zdrowia poprzez pokazywanie monitorów, pomp infuzyjnych, respiratorów, specjalnych łóżek gotowych przyjąć wielu pacjentów…

Podawana liczba 10 000 respiratorów [w marcu 2020 – red.], które mamy w kraju, ma sprawić wrażenie, że jesteśmy w stanie leczyć bardzo wielu pacjentów chorych na koronawirusa, będących w stanie bezpośredniego zagrożenia życia.

Największe wątpliwości budzi źródło tej informacji, bo choć sama liczba może być liczbą zbliżoną do prawdy, to oddzielnym problemem jest to, ile z nich jest dostępnych do leczenia chorych na wirusowe zapalenie płuc.


Należy przypuszczać, że znaczna część to respiratory znajdujące się nie w oddziałach intensywnej terapii, gdzie można leczyć chorych niewydolnych oddechowo na skutek infekcji wirusowej, ale są to np. również respiratory w salach pooperacyjnych, respiratory dostępne do przewlekłej wentylacji domowej, respiratory w oddziałach pediatrycznych, neonatologicznych i podobne.

Należy też szerzej rozpowszechnić informację, że respirator sam z siebie nie leczy, bo terapia respiratorem wymaga specjalistycznego personelu obejmującego lekarzy, pielęgniarki oraz fizykoterapeutów oddechowych. Terapia ta nie odbywa się w próżni, musi opierać się o tzw. stanowisko intensywnej terapii z pełnym zapleczem szpitalnym, co znaczy, że intensywnej terapii nie można prowadzić np. w oddziale internistycznym lub w sali gimnastycznej. Tworząc tymczasowy szpital, np. w remizie strażackiej, można zapewnić jedynie podstawowe elementy opieki zdrowotnej (łóżko polowe, podanie leku doustnie, podłączenie kroplówki i podobnie).


PRZECZYTAJ TAKŻE: Operacja „Opera”


Wracając do liczby łóżek w oddziałach intensywnej terapii (w tym respiratorów) należy mocno podkreślić znaczenie informacji o ich dostępności dla potencjalnych chorych na COVID-19.

W chwili obecnej [marzec 2020 – red.] tak zwane obłożenie miejsc w oddziałach intensywnej terapii przekracza 70%, pozostawiając niewielki potencjalny margines dla leczenia ciężkich niewydolności oddechowych w przebiegu infekcji wirusowych. Tak duża liczba „zwykłych” pacjentów jest wynikiem leczenia w OIT innych poważnych chorób, jak sepsa, bakteryjne zapalenie płuc, ARDS czy ciężkie powikłania pooperacyjne.

Dlatego trzeba mieć DUŻY dystans do podawanych informacji i próbować rozumieć je po rozmowie ze specjalistami, a nie ulegać fałszywemu poczuciu bezpieczeństwa – w oparciu o cytowane omnipotentne możliwości krajowej ochrony zdrowia.

I na koniec: warto zdać sobie sprawę, że w przypadku infekcji koronawirusem terapia respiratorem poszczególnych pacjentów może wymagać wentylacji, której czas może przekraczać tydzień lub dwa. Czyli na tyle jeden chory „wyłącza” leczenie respiratorem następnego pacjenta.

W podsumowaniu chciałam podkreślić, że w każdym przypadku trzeba weryfikować informacje i mieć do nich odpowiedni dystans.

fot. Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *