List 447. Pytania i odpowiedzi

Po upublicznieniu apelu do liderów opozycji demokratycznej o wspólną listę w wyborach 2023 roku „Będzie nas 10 milionów” redakcja OKO Press zamieściła starannie przemyślany komentarz w formie pytań/wątpliwości co do proponowanego w liście rozwiązania. Cytuję je w całości i jako jeden ze współorganizatorów kampanii spróbuję na nie w 5 punktach odpowiedzieć (link do całego artykułu w OKO Press na końcu tekstu)

„(…) Nasze (redakcji OKO Press – przyp. autora) wątpliwości:

  • Czy politycy partii opozycyjnych, a przede wszystkim KO, którzy najwięcej mówią o wspólnej liście, podejmują rzeczywiste działania na rzecz jej utworzenia? Proponują zakres porozumienia, choćby zarys programu wyborczego? Prowadzą rozmowy? Wykonują przynajmniej gesty wobec potencjalnych partnerów?
  • Innymi słowy, czy jest to byt realny czy wirtualny, używany w grze politycznej?
  • Czy przy obecnej ordynacji i rozkładzie poparcia dla partii opozycyjnych zyski ze wspólnej listy (efekt „pójścia razem”) przeważałyby nad stratami wynikającymi z wzajemnej niechęci w czterech elektoratach do liderów, programów czy choćby stereotypów?
  • W wyborach większościowych do Senatu wspólna lista jest zapewne optymalnym sposobem na odsunięcie PiS od władzy, wybory parlamentarne dają możliwość artykulacji odmiennych koncepcji politycznych czy nawet wizji ustrojowych, zwłaszcza, gdyby partie opozycji demokratycznej uzgodniły, na czym polegać będzie przywrócenie demokracji, uspołecznienie mediów publicznych itp.;
  • Czy dekretowanie ogólnospołecznego ruchu „jak przy tworzeniu Sierpniowej Solidarności” odwołuje się do faktycznej potrzeby czy choćby nastroju społecznego? (…)”

Na wstępie uwaga natury ogólnej odnosząca się do wszystkich 5 pytań i wątpliwości. Wydaje się, że abstrahują one od podstawowej dla mnie konstatacji: sytuacja w Polsce od 7 już lat, od niekonstytucyjnego zamachu większości parlamentarnej na niezależność i niezawisłość Trybunału Konstytucyjnego, jest nadzwyczajna i różni się zasadniczo od normalnej w państwach demokratycznych w przededniu kolejnych wyborów. Ryzyka, które niesie przedłużenie rządów prawicy skumulowanych w rękach Jarosława Kaczyńskiego i jego partii są zbyt wielkie, by zbliżające się wybory traktować jak każde inne, zwykłe, odbywające się w praworządnych państwach demokratycznych. One są inne, bo zagrożone są nasze wolności i prawa, sojusze, efektywne uczestnictwo we wspólnocie europejskiej i co bardzo ważne ogólny model rozwoju społecznego i gospodarczego, podstawy ustrojowe państwa. Dla milionów ludzi jest to trudne do zniesienia, inni odwracają się plecami od spraw publicznych a tylko mniejsza część jest z tej sytuacji zadowolona i w dodatku badacze z troską zaznaczają, że większość z nich przejawia skłonności autorytarne. To nie są „zwykłe” wybory, przy których wątpliwości zawarte w postawionych przez redakcję pytaniach byłyby jak najbardziej zasadne i być może decydujące.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Będzie nas dziesięć milionów. Apel o wspólną listę wyborczą

Pytanie pierwsze o działania partii opozycyjnych a przede wszystkim KO. Politycy grają kartami, które mają w rękach w oparciu o reguły, które znają, do których są przyzwyczajeni i które naprawdę trudno zmienić w trakcie gry. Nie tłumaczę ich tylko stwierdzam fakt. Jedynie Donald Tusk wydaje się rozumie, że sytuacja w Polsce wymaga innych niż dotychczas stosowanych schematów. W Piasecznie powiedział, że tak naprawdę ważniejszy od wspólnej listy jest wspólny elektorat licząc zapewne, że z upływem czasu niechętni wspólnej liście tracąc poparcie zrozumieją wreszcie, że ludzie chcą przede wszystkim zmiany i nadziei na lepsze jutro w europejskiej Polsce. Mówi to jednoznacznie od miesięcy, oferta współpracy leży na stole. Kluczem do wszystkiego jest zrozumienie prostej rzeczy, że przywrócenie zasad demokratycznego państwa prawa i otwarcie dziś zamkniętej rzeczywistej przestrzeni debaty publicznej wymaga konstytucyjnej większości a na to daje szansę jedynie wysokie zwycięstwo jednej wspólnej listy. Na programy, debaty, ustalenia przyjdzie czas. Teraz szczegółowe kwestie jedynie dzielą a nie łączą. Wydaje mi się, że większość ludzi lepiej to rozumie niż komentatorzy i politycy (z wyjątkiem Donalda Tuska).

Pytanie nr 2. Czy wspólna lista jest bytem wirtualnym czy realnym? Postulat wspólnej listy nie niesie ze sobą żadnych poważnych politycznych ryzk. Jeżeli się spełni to radykalnie zmieni sytuację na korzyść opozycji, jeżeli nie, to sytuacja pozostanie bez zmian. W żaden sposób nie zwiększa szansy na zwycięstwo PiS tylko odwrotnie, pozwala skutecznie uwolnić Polskę od ich niszczącego wpływu na stan naszego państwa. W tym sensie jest realnym bytem politycznym, bo pozwala budować strategię działań, zabiegać o szerokie poparcie społeczne, w tym dotychczas niegłosujących a zarazem pozwala liczyć na częściową demobilizację zwolenników władzy Kaczyńskiego. Jeżeli pytanie redakcji rozumiemy czy wspólna lista jest możliwa? To odpowiedź brzmi tak. Jak 05.11.22. napisał redaktor Janicki w Polityce w artykule „Nieszczerzy suflerzy. „Doradcy opozycji prowadzą ją prosto do wyborczej klęski: „(…) Gdyby podsumować podpowiedzi dawane opozycji, wyglądałyby następująco: nie idźcie do wyborów z jedną listą, bo PiS tak może, ale wy nie.(…).” (Link do artykułu Janickiego na końcu tekstu)

Pytanie czy zyski ze wspólnej listy (efekt pójścia „razem”) przewyższałby nad stratami z wzajemnej niechęci w czterech elektoratach do liderów, programów czy choćby stereotypów wymaga dłuższej odpowiedzi, bo wydaje mi się problemem drugorzędnym a jako jeden z podstawowych od lat niezasłużenie zajmuje czołowe miejsce w dyskusjach i staje się nadużywanym przez polityków i komentatorów argumentem za lub przeciw.

Zajmowanie się przepływami elektoratów między partiami, gdy 50% ludzi nie uczestniczy w wyborach jest nonsensem” – powiedział prof. Radosław Markowski 03.10. w porannej rozmowie z Dominiką Wielowieyską w TOK FM. Tym bardziej, jak zaznaczył, że osoby niegłosujące w Polsce to bardzo liczna grupa ludzi, która jest w większości płynna, fluktuująca, jak wynika z badań. Raz głosują, raz nie głosują. Zmieniają też swój wybór dość swobodnie; od prawa do lewa. Wahają się między obojętnością i wynikającą z niej absencją tak samo często jak między konkurencyjnymi listami. To nie jest jedynie opinia prof. Markowskiego. Przyznają to właściwie wszyscy profesjonaliści analizujący procesy wyborcze w Polsce.

Największa frekwencja w wyborach parlamentarnych w III RP sięgnęła 62,70% w czerwcu 1989 roku, by w 2019 roku znowu przekroczyć po 30 latach granicę 60% (61,74) ale w tzw. międzyczasie z trudem dobijała do 50% – (43,20% w 1991, 52,19 w 93, 47,93 w 97, 46,29 w 2001, 40,57 (najniższa) w 05, 53,88 w 07, 48,11 w 11, 50,92 w 2015 roku) https://pl.wikipedia.org/wiki/Frekwencja_wyborcza . To jak widać stały poziom, ale rzesze głosujących i niegłosujących, ich fluktuacja i wybory, jak twierdzą badacze, już takie stałe nie są.

W Polsce w ostatnich wyborach (na prezydenta w 2020 roku) uprawnionych do głosowania było 30 064 174 osób. Znaczy to tyle, że w najbliższych wyborach parlamentarnych w 2023 roku +/- 15 mln obywatelek i obywateli nie zagłosuje, a ile ich będzie dokładnie (milion, dwa miliony więcej czy mniej), kto to będzie i dlaczego indywidualnie podejmą taką decyzję? – dzisiaj nie wiadomo. Jeszcze żadna partia czy lista wyborcza nie miała w Polsce takiego poparcia jak liczba osób niegłosujących. Istotne „przepływy” (nawiązuję do wypowiedzi Radosława Markowskiego) występują między grupami głosujących i niegłosujących, co najwyraźniej widać na przykładzie wyborów czerwcowych z 1989 i 2019 roku, gdy frekwencja przekroczyła 61%. Była ona wyższa od średniej o ponad 10% – to ponad 3 mln ludzi! Mniej więcej tyle, na ile może optymistycznie liczyć partia Szymona Hołowni z PSL łącznie.

Analitycy są zgodni, że ten wzrost zainteresowania wyborami (większa frekwencja) wynika głownie z ostrej polaryzacji opinii publicznej, z jasnego dla większości wyboru, podziału na „za” i „przeciw”. Niuanse frekwencji nie służą a ordynacja wyborcza i metoda przeliczania głosów w obowiązującym w Polsce od lat systemie d’Hondta jednoznacznie przesądza – zwycięzca bierze władzę, średni i mali tracą czasami nawet wtedy, gdy w sumie otrzymali więcej głosów. Tak było w przegranych przez opozycję demokratyczną wyborach w 2019 roku, bo partie ruszyły do wyborów z trzech konkurujących ze sobą list.

PODPISZ APEL O WSPÓLNĄ LISTĘ na wspolnalista.online

Dlaczego o tym przypominam? Bo wydaje mi się, że u większości wyborców, podkreślam większości, bo to ona rozstrzyga o wyniku, to nie sprecyzowane, trwałe poglądy decydują o frekwencji i o wynikach wyborów. Atmosfera, emocje, bieżące zdarzenia, które ogniskują zainteresowanie i budzą nadzieję na zwycięstwo mają wpływ o wiele istotniejszy niż to co Kowalskie czy Kowalscy sądzą o tym czy tamtym, bo te czynniki dla większości bywają zmienne i częściej dzielą niż łączą. Jednoznaczny wybór, emocje – dobre czy złe, poczucie przynależności do silnej, zwycięskiej grupy są czynnikami przesądzającymi o końcowym wyniku, gdy nastroje społeczne są aż tak spolaryzowane jak dziś. Wspólna lista, szansa na wielkie zwycięstwo i powrót do „normalności” z pewnością niesie pozytywne konotacje. Czy wśród zmęczonych, zatroskanych ludzi wzbudzi emocje? Nie wiem, ale chciałbym. (odpowiedź na wątpliwość nr 3 zbudowałem w oparciu o mój tekst na blogu „Dlaczego wspólna lista” opublikowanego 27.10.2022. Link do całego artykułu na końcu tekstu.)

Pytanie czwarte dotyczy prowadzenia demokratycznej, parlamentarnej debaty. Po pierwsze ten obszar jest teraz zamknięty, a aby skutecznie go otworzyć i ta debata miała sens, trzeba zneutralizować paraliżujące realne działanie przyszłej większości parlamentarnej veto prezydenta i możliwość blokowania wszystkiego przez zawłaszczony przez PiS trybunał Julii Przyłębskiej. To warunek konieczny, by artykułowane poglądy, konkretne propozycje i programy mogłyby być w demokratycznej formie w praktyce realizowane. W innym przypadku to będzie zwykłe „bicie piany”, bo Kaczyński będzie w stanie wszystko zablokować a przy okazji prawdopodobnie odbuduje popularność populistycznym hasłem o niemocy demokracji liberalnej. Tak naprawdę jedyną szansą na wyjście z tej przygotowanej świadomie przez PiS pułapki jest osiągnięcie przez siły demokratyczne większości konstytucyjnej, która pozwoli zgodnie z prawem odwrócić wprowadzone przez PiS systemowe rozwiązania. Wspólna lista to umożliwia a zarazem przecież nie blokuje możliwości prowadzenia debaty, sporów, uzgodnień, kompromisów, odwrotnie otwiera zamknięte dzisiaj drzwi do demokratycznego parlamentaryzmu. Podobnie zresztą jak w czasie samych wyborów. Przecież głosując na konkretnego kandydata ze wspólnej listy głosujemy na konkretną partię mając w tyle głowy jej program, pokazując swoje sympatie polityczne wybieramy rzeczywiście tego kogo chcemy a przy okazji a dla wielu przede wszystkim opowiadamy się za radykalną zmianą sposobu rządzenia Polską.

Ostanie pytanie. Czy jest realna potrzeba ruchu społecznego na rzecz wspólnej listy? Tak, bo tego wymaga sytuacja i o tym jest cały mój tekst, ale ruchu społecznego nie da się zadekretować. Wiele Polek i Polaków pamięta sierpniowe święto i czerwcowe zwycięstwo a przede wszystkim radość i energię, które to doświadczenie bycia razem ze sobą niosło. Nic nie zdarza się dwa razy, ale też wszystko w pewnym sensie już było. Z pewnością ludzie mogą i kiedyś wrócą do polityczności w dużej skali, tak było i będzie. Czy stanie się to teraz? Nie wiem, ale stawka jest wielka. Czuję, że bardzo wiele osób ma już dosyć miałkich dyskusji, władzy grupki uzurpatorów, obrażających inteligencję niekompetencją i nieuprawnioną butą… Może czas zmienić od lat panującą sytuację, która w czasach „normalnych” jest jeszcze do zaakceptowania, że to partie/politycy od nas oczekują poparcia i mówią, co mamy robić i myśleć o polityce, tylko odwrotnie, powiedzmy im czego chcemy, czego od nich wymagamy, bo to przecież nasze, większości życie, aspiracje, marzenia są zagrożone a nie ich, którzy z naszego mandatu robią to, co dla nich najkorzystniejsze.

**

Jeżeli chcesz złożyć podpis pod apelem o wspólną listę wyborczą wejdź na stronę wspolnalista.online

Zapowiedziane linki:
https://oko.press/apel-o-wspolna-liste-wyborcza-potrzebny-jest-ruch-obywatelski-list-447
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/2183812,1,nieszczerzy-suflerzy-doradcy-opozycji-prowadza-ja-prosto-do-wyborczej-kleski.read

O autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Starsze opinie, komentarze, listy

Austriackie gadanie

„Milczy (…) w sprawie Ukrainy. Nie może darować Ukrainie, że olano jego mlaskanie o wprowadzeniu na terytorium Ukrainy sił NATO,

Czytaj więcej »