Ludzie postępują instynktownie. Instynkt mówi „ratuj życie”

fot Pixabay

Na grypę ludzie też umierają, a nikt maseczek na ulicach nie nosi, towarów ze sklepów nie wykupuje – jedno z najgłupszych zdań, jakie słyszałem wielokrotnie przez ostatnie parę dni. A jeszcze głupsze, że na raka też umierają ludzie

Można rzec, że życie jest bardzo niezdrowe, bo kto żyje, ten umiera. To oczywiście ironia i moje już naigrawanie się. Bo jako osoba zajmująca się bezpieczeństwem nie bagatelizuję takiego zagrożenia, jak niestety panoszący się coraz śmielej koronawirus COVID19. A, że z wykształcenia jestem ekonomistą, potrafię też sobie wyobrazić, jakie skutki może on spowodować w gospodarce światowej, a co za tym idzie w również w kwestiach społecznych, geopolitycznych itp.

Żyjemy w świecie globalnym, chociażby bardzo ciekawie opisanym przez Benjamina Barbera w książce „Dżihad kontra McŚwiat”. Z pozycją produkcyjną Chin jako globalnego eksportera i jednocześnie importera, już tylko ich zachwianie gospodarcze może spowodować ekonomiczną czkawkę, jak nie kryzys u innych. A co będzie, jak epidemia zatrzyma na dłużej produkcję i transport w takich krajach jak Korea, Japonia, Włochy, Niemcy czy Indie. O USA nawet nie wspomnę. Globalny kryzys, którego nawet nie potrafimy sobie wyobrazić, bo dziś nawet go nie odczuwamy za mocno. Może nawet odczuliśmy poprawę, bo potaniała ropa i benzyna, co już widać na stacjach, ale prawdziwe tsunami czeka nas dopiero za paręnaście tygodni czy nawet miesięcy. Dla przykładu. Europa to największy producent leków na świecie, tylko że nie wiele osób wie, że 60 % komponentów do ich produkcji pochodzi z Indii i Chin. Jeżeli te składniki nie będą płynęły do Europy regularnie, a ich produkcja będzie wstrzymywana dalej, nie jeden dzień czy dwa, a tygodnie, to za paręnaście tygodni mogą wystąpić braki leków na rynku. A czy nie można ich kupować gdzie indziej? Pewnie można, ale to proces też trwający tygodnie. To tylko jeden z drobnych przykładów.

Dlaczego ludzie boją się koronawirusa i dlaczego nie jest on taki sam jak grypa? A chociażby dlatego, że gdy cała epidemia SARS parę lat temu zabiła 800 osób na świecie, to ten wirus już 2915 osób (według raportu WHO z dnia 2 marca) i liczba ta codziennie się zmienia. W samych Chinach ponad 5800 osób jest w stanie krytycznym! I nie ma znaczenia, że największą umieralność odnotowuje się u osób starszych. Żaden argument. Inny argument „uspokajaczy” czy „mega optymistów” – najczęściej umierają osoby, które wcześniej chorowały na inne choroby przewlekłe.

A co będzie, jak się okaże, że Ty masz chorobę przewlekłą, której jeszcze nie masz zdiagnozowanej? A i jak pokazują statystyki WHO „choroba przewlekła” to nie żelazna reguła. Niestety. Piszę niestety, bo z punktu widzenia osoby zajmującej się zarządzaniem kryzysowym, wtedy wystarczyłoby je tylko lepiej zabezpieczyć, chronić i wirus nie byłby tak groźny i śmiercionośny. Dlaczego jeszcze groźny? Bo ciężki do stwierdzenia. W gruncie rzeczy bez wykonania specjalistycznego testu, który w Polsce robi się Warszawie i Gdańsku (od tego tygodnia), nawet twój lekarz nie będzie wiedział, na co chorujesz. Czy to grypa, angina czy może właśnie wirus COVID19 cię dopadł? Zresztą, jak się źle poczujesz, najpierw dzwoń do SANEPID-u, ewentualnie od razu jedź na najbliższy oddział chorób zakaźnych.

I naprawdę rozumiem ludzi, którzy się boją niewidzialnego gołym okiem wroga. Niewidzialnego dla szydzącego z Polaków Adam Hofmana w RMF FM, jak i posłów Konfederacji sprzeciwiających się specustawie w Sejmie. Wirusa i teraz najważniejsze, na którego w przeciwieństwie do wirusa grypy nie ma leku. Na razie wszystkie kuracje to kombinacje różnych terapii. Tęgie mózgi w setkach laboratoriów pracują nad lekiem, który zwalczy tego wirusa, a kolejne setki naukowców i lekarzy zastanawia się i próbuje dowieźć, dlaczego to, co działa u jednych, nie działa u drugich. A co jest najgorsze? Każdy z nas jako potencjalny chory nie wie, czy na niego zadziała, czy nie. Dużo tych niewiadomych, prawda? No i tu dochodzimy do sedna.

To, co obecnie się dzieje, to nie jest panika! Ludzie po prostu w sytuacji zagrożenia, a w takiej się znaleźli, postępują instynktownie. Instynkt im mówi: „ratuj życie”, dlatego właśnie w racjonalny sposób dla siebie próbują na własną rękę sobie pomóc, analizując to, co słyszą i widzą. A co widzą? Że ludzie umierają, że kolejne bastiony, czyli kraje bez wirusa padają, widzą, że w sklepach nie ma środków dezynfekujących i że ludzie zamykani są na kwarantanny na dwa, trzy tygodnie. Wiedzą też, że należy ograniczyć kontakty z innymi, unikać spotkań i wychodzenia z domu nawet po zakupy. To chyba naturalne jest, że robią zapasy. Więc nie krytykujemy ludzi za działanie jak najbardziej racjonalne, które w tej całej mizerii podnosi ich poczucie bezpieczeństwa. Dopóki odbywa się to w cywilizowany sposób, nie jest łamane przy tym prawo i ludzie nie kradną tego jedzenia, to niech sobie kupują. Aparat państwa niech się skupi na zarządzaniu kryzysowym, monitorowaniu i profilaktyce, a można by naprawdę dużo więcej w tej kwestii dotychczas zrobić, a wujowie Dobra Rada niech się skupią na sobie. Państwo niech tylko dobrze zarządza, pomaga i rzetelnie informuję. To na początek.

  • Marcin Samsel jest specjalistą w zakresie bezpieczeństwa imprez masowych, w trakcie Euro 2012 był koordynatorem ds. bezpieczeństwa stadionów z ramienia UEFA.

fot. Pixabay

Total Page Visits: 11 - Today Page Visits: 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *