Mina pod Bakanowem

651 postępowań karnych wobec podejrzanych o zdrady funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa państwa i pracowników wymiaru sprawiedliwości, to nie dowód porażki tylko sukcesu. Podobnie jak 198 przypadków przedstawienia zarzutów o działanie przeciwko własnemu państwu, przedstawionych oficerom SBU i śledczym zatrudnionym w prokuraturze – pisze Piotr Niemczyk w tekście opublikowanym na portalu osluzbach.pl. – Te dane przedstawił Zełenski, informując o zawieszeniu szefa SBU i prokurator generalnej

Nie jest jasne, kiedy te 651 śledztw zostało wszczęte i zarzuty zostały postawione. W pierwszych latach po rozpoczęciu reformy ukraińskich służb specjalnych, w 2015 roku, mówiło się o 1000 pracownikach zwolnionych lub odsuniętych od stanowisk, z powodu zbyt bliskich kontaktów z rosyjskimi służbami. Z tych około tysiąca przypadków, około 200 przekształciło się w sprawy karne, dotyczące przestępstw przeciwko państwu. Czy 651 postępowań karnych, o których mówi prezydent Zełenski, to wszystkie sprawy wszczęte po 2015 roku, czy całkiem nowe, rozpoczęte po agresji Kremla na Ukrainę?

W gruncie rzeczy nie jest to aż tak ważne. Wszystkie te liczby pokazują skalę infiltracji ukraińskich służb specjalnych przez FSB, SWR czy GRU. Trudno się dziwić. Od rozpadu Związku Radzieckiego penetracja ukraińskich instytucji, odpowiadających za bezpieczeństwo państwa, to jeden z priorytetów FSB, w której powstał specjalny pion penetrujący kijowskie instytucje. Skala tej penetracji musiała być olbrzymia, biorąc pod uwagę, że początki SBU wywodzą się z dawnych struktur KGB, a niektórzy z kolejnych, ukraińskich prezydentów i premierów bardziej pilnowali interesów Rosji niż własnego państwa. Oficerowie FSB, GRU, SBU czy HUR to często dawni koledzy. I w niektórych przypadkach ich lojalność wobec nowych przełożonych może budzić wątpliwości.

ZOBACZ TAKŻE: Nie przyzwyczajajcie się do wojny! Akcja antywojenna Rosjan za granicą

Za te lata zaniedbań nie da się obwinić Iwana Bakanova, który służbę w SBU rozpoczął w maju 2019, a szefem tej formacji został w sierpniu 2019 roku. To za jego kadencji udało się wykryć, że szef pionu antyterrorystycznego generał Szajtanow jest rosyjskim agentem, a były wiceszef Dymytr Neksromny był o to bardzo poważnie podejrzewany. Z kolei główny przeciwnik tego ostatniego, szef pionu bezpieczeństwa wewnętrznego, po nieudanej próbie zamordowania go, uciekł w lipcu 2021 roku, aby dać się aresztować w Serbii za pranie pieniędzy. Taka to była służba.


Kiedy więc Politico ogłosiło przecieki zapowiadające odwołanie Bakanova, trudno je było potraktować poważnie. Nie było w nich żadnych konkretów, bo trudno za takie uznać egzaltowane spekulacje o zawiedzionej przyjaźni Zełenskiego i odgrzewanie – faktycznie skandalicznej, ale wyglądającej na rozliczoną- sprawy zdrady chersońskiego dowództwa SBU. Można było podejrzewać, że na słabnięcie pozycji szefa SBU mogło wpłynąć aresztowanie Andrija Derkacza, także byłego oficera SBU, deputowanego do Rady Najwyższej, który organizował zaplecze dla sił specjalnych i wojsk powietrznodesantowych Rosji, mających atakować centrum Kijowa i siedziby władz różnych regionów Ukrainy, a ich tyłów miały pilnować specjalnie przekupione firmy ochroniarskie. Derkacz został aresztowany nie więcej niż kilka dni przed publikacją tekstu Christopohera Millera w Politico.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Rozważania o Europie

Przeciek do tego portalu nie był całkiem poważny i odniósł skutek odwrotny od zamierzonego. Podobno prezydent wstrzymał decyzję o zawieszeniu swojego wieloletniego kolegi o kilka tygodni, żeby nie pozwolić na powstanie wrażenia, że ustępuje pod presją. Tym bardziej, że eskalowanie zarzutów wobec Służby Bezpieczeństwa Ukrainy groziło destabilizacji tej służby i mogło wyglądać na rosyjską prowokację.

Prawdziwy powód odwołania, faktycznie związany był z aresztowaniem Derkacza. Okazało się, że jednym z jego współpracowników przy dezorganizacji systemu obrony Ukrainy był szef pionu odpowiadającego za rozpoznanie sytuacji na Krymie – Oleg Kulinicz. Miał on podjąć decyzję o likwidacji pól minowych rozlokowanych na ewentualnych kierunkach ataku wojsk rosyjskich z Krymu na południe Ukrainy. Nie jest jasne, czy współpracował ze zdrajcami SBU w Chersoniu, ale odegrał podobną rolę.

Podobno już wcześniej były podejrzenia o to, że jest „zbyt blisko” Rosjan. Mimo tego Bakanov nie tylko przywrócił go do służby w SBU, ale powierzył mu kierowanie niezwykle istotnymi dla służby działaniami na Krymie. A to wszystko w 2020 roku, czyli już wtedy, kiedy służby różnych państw NATO ostrzegały przed zagrożeniem wojny, wynikającym z bardzo intensywnych manewrów rosyjskiej armii przy granicy z Ukrainą, planowanych w pierwszym kwartale 2021 roku, a które zdaniem analityków, mogły przerodzić się w agresję na sąsiednie państwo (manewry trwały do kwietnia i kiedy rosyjskie dywizje wróciły do koszar, świat odetchnął z ulgą. Trochę z tego powodu agresja 24 lutego była sporym zaskoczeniem dla wielu komentatorów, bo podobnie jak na przełomie 2020/21 roku uważali, że Rosja tylko straszy).

ZOBACZ TAKŻE: O rosyjskim narodzie, imperium oraz co może zdecydować o przegranej Rosji w obecnej wojnie

Trudno będzie ustalić, czy ktokolwiek ostrzegał Bakanova przed awansowaniem Kulinicza. Nie ma to teraz większego znaczenia. Jednak wydaje się, że także w tym przypadku, nawet większą niż kolega prezydenta, odpowiedzialność ponoszą jego poprzednicy. Z pewnością dużą rolę odegrały też polityczne naciski. Takie same jak te, które spowodowały, że akta postępowań prowadzonych przez SBU wobec Petra Poroszenki i Wiktora Medwedczuka zostały zniszczone w dniu rosyjskiej agresji, częściowo w Kijowie i częściowo w obwodzie chmielnickim – dokąd zostały wywiezione z Kijowa na wypadek zagrożenia.

Powołanie rosyjskiego agenta na kierownicze stanowisko to katastrofa, której nie da się usprawiedliwić. Niemniej jednak, nie daje to podstaw do wniosków – jak czytałem w niektórych komentarzach, że spowodowało to tysiące dodatkowych ofiar i mogło przyspieszyć sukcesy rosyjskiej agresji o tygodnie, jeżeli nie miesiące.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy stanęła na wysokości zadania prawie wszędzie, w wielu przypadkach (jak w przypadku aresztowania Medwedczuka) pomimo rosyjskiej penetracji, która miała uczynić kijowskie władze bezbronnymi. Trudno jest cokolwiek kategorycznie stwierdzić nie znając obciążających Bakanova materiałów, ale z całą pewnością nie wolno rozciągać oceny jego czy innych wysokich oficerów SBU błędów, na całe służby. Za zdrady w Chersoniu i zaniedbania w innych miastach, w obliczu wojny, nie odpowiadają pojedyncze osoby tylko lata tolerowania kremlowskich wpływów w ukraińskich służbach. Bardzo negatywne opinie o ukraińskim wywiadzie i kontrwywiadzie można było usłyszeć zarówno od polskich jak i amerykańskich funkcjonariuszy służb specjalnych. Każde rozliczanie szefów za pojedyncze błędy, przypomina bardziej polityczne czy prywatne porachunki niż rozliczanie z całokształtu reform.

Najprawdopodobniej świadom tego jest sam prezydent Zełenski, skoro niedługo po publikacji oświadczenia o odsunięciu szefa SBU i prokurator generalnej, uzupełnić – ustami szefa swojej administracji, że nie zostali oni zwolnieni a tylko zawieszeni do czasu zakończenia postępowań wyjaśniających.

A o całokształcie reform niech świadczy fakt, że gdyby SBU generalnie zawiodła, wszystkie większe miasta Ukrainy byłyby sceną kompromitujących sukcesów rosyjskich agentów i dywersantów. A tak się nie stało. Wysiłek włożony w reorganizację kadr i struktur przyniósł jednak pozytywny efekt i dyskredytowanie tego nie służy Ukrainie, ani jej sojusznikom.

Przy całej różnicy sytuacji, to publiczne rozliczanie szefa SBU przypomina czystki polityczne prowadzone w polskich służbach przy okazji zmiany rządów. Warto też pamiętać, że szefowi struktur FSB mających destabilizować Ukrainę, generałowi Sergiejeowi Besedzie, zarzucano defraudację znacznych sum przeznaczanych na dezorganizację struktur państwowych i samorządowych Ukrainy. Te pieniądze z pewnością nie zostały całkiem zmarnowane. Groteskowo wręcz w tym kontekście wyglądają opinie, że błędem było powierzenie kierownictwa SBU i prokuratury niedoświadczonym osobom. A komu należało je powierzyć? Wykształconym w szkołach KGB weteranom?

fot. espreso.tv

Tekst opublikowany został na portalu osluzbach.pl


  • Piotr Niemczyk – były (w latach 1990-1994) dyrektor Biura Analiz i Informacji Urzędu Ochrony Państwa, a następnie zastępca szefa Zarządu Wywiadu UOP. Wieloletni ekspert Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Współorganizator Krajowego Centrum Informacji Kryminalnej. Członek Rady Konsultacyjnej przy ośrodku szkolenia ABW w Emowie. Obecnie publicysta i wykładowca akademicki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Starsze opinie, komentarze, listy

Czy HIT to kit?

Znakiem rozpoznawczym Obywateli RP jest podejmowanie działań, które innym wydają się niemożliwe, jednak mają realną szanse

Czytaj więcej »
Pakt Senacki

Obywatele RP o pakcie wyborców

„Pakt Senacki” w 2019 roku nie był w istocie rzeczywistym paktem, był co najwyżej „paktem o nieagresji”. Był dyktatem narzuconym nam przez liderów trzech partii, które podzieliły między sobą strefy wpływów. (…) „Pakt Senacki” w 2019 roku nie był w istocie rzeczywistym paktem, był co najwyżej „paktem o nieagresji”. Był dyktatem narzuconym nam przez liderów trzech partii, które podzieliły między sobą strefy wpływów.

Czytaj więcej »