Nowa normalność

fot. gov.pl

Art. 31 tak nielubianej przez PiS Konstytucji przewiduje, że: „Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie”. Z kolei art. 42 stanowi, że „Odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę”. Jak to się ma do decyzji rządu z 24 marca, które wprowadzają ograniczenia opuszczania domu, zakazują zgromadzeń i prowadzenia życia towarzyskiego rozporządzeniem Ministra Zdrowia? I tym samym rozporządzeniem wprowadzają sankcje karne za naruszenia tych ograniczeń i zakazów

Czy na tym ma polegać deklarowana przez premiera „Nowa normalność”?

Czy wprowadzenie dodatkowych restrykcji spowodowanych „stanem epidemii” wynika z prostego małpowania przez rząd rozwiązań wprowadzonych w kilku innych państwach UE (w innym trybie prawnym i w innej sytuacji faktycznej), czy dlatego, że tajne służby dostarczyły informacje o planowanych przez „opozycję uliczną” protestach przeciwko łamaniu Konstytucji i praktycznym zakazie prowadzenia kampanii wyborczej przez kandydatów innych niż Andrzej Duda?

Brak wyobraźni członków gabinetu premiera Morawieckiego spowodował, że w Polsce brakuje testów do wykrywania koronawirusa. W efekcie ponad 60 tys. osób objętych kwarantanną i prawie 210 tys. osób zgłoszonych do kwarantanny po powrocie zza granicy i objętych nadzorem sanitarno-epidemiologicznym nie wie, czy zostało zarażonych wirusem, czy nie. W efekcie zakażeni ci, którzy powinni być leczeni, są męczeni odosobnieniem zamiast leczenia. A ci których wirus nie dopadł są poddani niepotrzebnym dolegliwościom. Cała reszta społeczeństwa cierpi z nimi tylko dlatego, że nie ma możliwości zrobienia badań, które w Zachodniej Europie robi się w namiotach, nie wysiadając z samochodu.

A to wszystko w cieniu wyborów prezydenckich, do których przygotowania przebiegają „normalnie”, a kampania wyborcza toczy się tak „normalnie”, że przeciętny obywatel może nie wiedzieć, jak się nazywają inni kandydaci, oprócz urzędującego prezydenta.

Rząd PiS wielokrotnie już łamał, naciągał i obchodził Konstytucję. Działo się tak w przypadku protestów Obywateli RP, którym zakazano wstępu nawet na teren otaczający Sejm, uchylając Konstytucję decyzją szefa Straży Marszałkowskiej. Prowadzono oczywiście nielegalną inwigilację organizatorów protestów w 2016 roku, nazywając ją ochroną. Ustawa o zgromadzeniach i przepisy dotyczące legitymowania obywateli zostały zmienione tylko dlatego, że pojedynczy obywatele przeszkadzali prezesowi Kaczyńskiemu w wygłaszaniu przemówień.

Skąd w związku z tym mamy mieć pewność, że zakaz zgromadzeń powyżej 2 (słownie DWÓCH) osób jest uzasadniony względami zdrowotnymi, a nie tym, że tajne służby doniosły, że Obywatele RP planują na czwartek protest pod Sejmem? Może chodzi o to, że rząd obawia się utraty wiarygodności z powodu obaw, że skoro nie może sobie poradzić z grupą obywateli, to jak sobie poradzi z koronawirusem?

Niewątpliwie zakaz spotkań powyżej dwóch osób da się egzekwować w centrach dużych miast, bo przecież nie na peryferiach, gdzie zaraz okaże się, że nie ma kto tego egzekwować.

W świetle „nowej normalności” pozamykane są zakłady fryzjerskie i wprowadzony zakaz wstępu do lasu (chociaż kampania wyborcza rzekomo przebiega bez zakłóceń). Za opuszczenie kwarantanny grozi wysoka grzywna, a w przypadku zarażenia innych osób (przez nieświadomego nosiciela koronawirusa) nawet więzienie. Tymczasem szpitale nieustannie apelują o przyznanie kasy na dodatkową izolację oddziałów zakaźnych, a lekarze i pielęgniarki nie mają podstawowych środków zabezpieczających przed wirusem. W aptekach nie ma nie tylko maseczek do ochrony twarzy i płynów odkażających, ale nawet zwykłych termometrów. Policja zamiast łapać złodziei, sprawdza czy „podejrzani” przestrzegają kwarantanny i pilnuje, żeby jakaś emerytka czy emeryt, nie wtargnęli na trawnik przed parlamentem z Konstytucją w ręku.

Zakaz przemieszczania się pojazdów komunikacji miejskiej, w których tylko co drugie miejsce może być zajęte, bije z kolei w samorządy. Ciekawe czy dlatego, że to faktycznie ma sens, czy dlatego że prezydentami największych miast są przedstawiciele opozycji i trzeba ich za to ukarać rozwalając samorządowe budżety.

Trudno mi sprawdzić, jakie motywy kierowały rządami i parlamentami państw UE, które również wprowadziły zakaz zgromadzeń. Może im łatwiej, bo w ciągu najbliższych dwóch miesięcy nie mają wyborów prezydenckich. Z kolei w Polsce nie ma powodów dla odkładania głosowania, skoro wyborcy mają wrzucić kartkę z nazwiskiem tylko jednego, z góry ustalonego, kandydata.

fot. gov.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *