Prokuratura umarza sprawę pobicia 14 kobiet, bo „brak interesu społecznego”

Prokurator Magdalena Kołodziej po raz drugi umorzyła sprawę pobicia i znieważenia „14 kobiet z mostu”. Uznała, że nie ma interesu społecznego w ściganiu sprawców

11 listopada 2017 roku 14 kobiet protestowało przeciwko faszystowskim i rasistowskim zachowaniom na tzw. Marszu Niepodległości. Na moście Poniatowskiego weszły w środek marszu i rozwinęły transparent „Faszyzm stop”. Choć były bite, kopane i oplute przez uczestników marszu, prokuratura odmówiła zajęcia się sprawą. Postępowanie dwukrotnie umorzono (po raz drugi tuż przed świętami), bo zdaniem prokuratur Magdaleny Kołodziej „zamiarem atakujących nie było pobicie, lecz okazanie niezadowolenia”.

Poniżej komentarz Elżbiety Podleśnej, jednej z poszkodowanych:


Dzięki nabraniu w płuca czystego bretońskiego powietrza i schłodzeniu głowy atlantyckim wiatrem, mogę zabrać się do analizy uzasadnienia umorzenia postępowania pióra Magdaleny Kołodziej, znanej już nam skądinąd prokuratorki.

Muszę przyznać, że dawno nie spotkałam się z takim wykwitem cynizmu. Pani prokurator Kołodziej nie neguje naszych urazów fizycznych, ubolewa, że używano wobec nas słów „nie mieszczących się w kulturowych standardach traktowania kobiet”. Z rozbrajającą szczerością stwierdza jednak, reprezentując państwo polskie, iż nie widzi „interesu społecznego w kontynuowaniu ścigania z urzędu o czyn ścigany z oskarżenia prywatnego”. Innymi słowy, radźcie sobie dalej, obywatelki, same.

Pani Kołodziej przeprowadza obszerny wywód na temat naszych zdolności umysłowych i życiowej operatywności, pragnąc wykazać, że ta przesłanka do ścigania z urzędu żadną miarą nie istnieje. Dziękuję serdecznie pani prokuratorce za laurkę odnośnie moich władz intelektualnych. Pragnę jednocześnie zauważyć, że po macoszemu potraktowała drugą z przesłanek, mówiącą o szczególnych cechach podmiotowych (przymioty sprawcy, w tym wypadku osób uczestniczących w imprezie publicznej pn. Marsz Niepodległości, używających symboliki neofaszystowskiej i wznoszących rasistowskie hasła) oraz przedmiotowych czynu (m.in. powaga wyrządzonej szkody). Zignorowała również całkowicie przesłankę trzecią, która mówi o „konieczności kształtowania świadomości prawnej społeczeństwa i poczucia, że organy państwowe stanowczo reagują na drastyczne przypadki łamania prawa”. Jaką świadomość prawną społeczeństwa kształtuje pani Kołodziej? Otóż taką, że jeśli ktoś cię zirytuje wyrażanymi poglądami, możesz go na oczach setek innych ludzi popychać, kopać, opluwać i wyzywać od najgorszych. Możesz być pewien, że organy państwa będą co prawda trochę współczuć twoim ofiarom, ale nie na tyle, aby wziąć energicznie w swoje ręce poszukiwanie cię, osądzenie i skazanie. Czuj się zatem, drogi neofaszysto, niemal całkowicie bezpieczny. Stosowne służby „dołożą najwyższych starań”, by przez dwa lata cię nie rozpoznać, nie namierzyć, nie przesłuchać i nie postawić przed sądem.

Chyba, że masz wyjątkowego pecha i ktoś cię przypucuje. Wyśle anonim, że to ty, z imienia i nazwiska, proponowałeś swojej ofierze „pierdolnij się w łeb”. Że to ty, dumnie prężąc pierś, krzyczałeś: „Wy jesteście zwykłymi kurwami! Wy nie jesteście Polkami, ja jestem, kurwa, Polakiem!”. I że to ty zamierzyłeś się do kopnięcia, ale chyba ci ostatecznie nie wyszło. Nie przejmuj się jednak zanadto. Pani prokuratorka pokiwa głową na twoje wyjaśnienia, że byłeś wzburzony i sprowokowany. Że nie doszło wszak do żadnej przemocy, a jedynie „do wymiany słów”. I co najwyżej pogrozi ci paluszkiem. Ale raczej uściśnie dłoń na pożegnanie.

Przyznaję, że Magdalena Kołodziej z rzadkim wdziękiem używa w swoim tekście wielu jeszcze eufemizmów. Na przykład ponownie nazywa „dezaprobatą” takie zachowania, jak uderzanie kijem od flagi, siłowe wynoszenie czy ciągnięcie po asfalcie. Gdybym była złym człowiekiem, życzyłabym jej, aby sama musiała się zmierzyć z taką „dezaprobatą” w miejscu publicznym, podczas jakiegoś legalnego zgromadzenia. I żeby poczuła się równie bezsilna i równie opuszczona przez wszelkie organa państwowe. Może wówczas przekonałaby się, że warto ścigać z urzędu sprawców wstrząśnienia błędnika, obrażeń dłoni skutkujących powstaniem blizny o nieregularnych kształtach, urazu prawego stawu skokowego, skręcenia kolana, stłuczenia głowy, rozległych podbiegnięć krwawych czy – jak było to w moim przypadku – skręcenia i naderwania w odcinku szyjnym kręgosłupa (opisy doznanych urazów cytuję za opinią biegłego chirurga). Przeraża mnie lekkość, z jaką pani Kołodziej orzeka, że niebezpieczeństwo, na jakie zostałyśmy narażone, mogło skutkować jedynie średnimi uszczerbkami na zdrowiu. Ciekawa jestem, co pozwala jej oceniać tak niefrasobliwie możliwe skutki upuszczenia na ziemię z utratą przytomności czy szarpnięcia za szyję przy przemocowym wynoszeniu.

Otóż powiem pani, prokuratorko Magdaleno Kołodziej, że czułam się w tamtym momencie zagrożona co najmniej znacznym uszczerbkiem na zdrowiu, a wręcz inwalidztwem. Żałuję mocno, że nie wnioskowałam o powołanie innego biegłego, który wczytałby się uważnie w dokumentację i zobaczyłby czarno na białym, że zalecenie noszenia kołnierza ortopedycznego, jakie dostałam od ortopedy po 6 dniach nieustającego bólu karku, jednoznacznie oznacza uszczerbek na zdrowiu powyżej 7 dni. W najgorszym koszmarze nie przypuszczałam jednak, że zostanę przez panią potraktowana tak lekceważąco.

Bez żartów. Cholernie chce mi się w tym momencie wymiotować.

I nie przechodzi mi, a wręcz przeciwnie, gdy czytam, że wśród mijających nas były wszak „osoby okazujące zrozumienie, próbujące nawiązać dialog, zachęcające do wstania z ziemi”. Innymi słowy (tak, to nie omamy, tak jest tam naprawdę napisane!) „wyciągające do nas pomocną dłoń”. Nie jestem pewna, czy chodzi o kobiecą dłoń dźgającą w nas krucyfiksem? Czy o dłoń zrywającą z ramion Kingi i Agnieszki biało-czerwone opaski? O tę dłoń, która uderzając od tyłu z tzw. plaskacza strąciła Monice czapkę? O dłoń jegomościa podnoszącego nią do ust butelkę z wódką, a następnie plującego mi z góry na głowę? A może o dłoń, którą ojciec kilkuletniego dziecka wskazywał na nas i mówił, żeby dobrze nas zapamiętało, bo jesteśmy ubeckie kurwy?


PRZECZYTAJ TAKŻE: Sąd umorzył sprawę przeciwko Elżbiecie Podleśnej


Pani prokuratorka Kołodziej wyraźnie jest pod wrażeniem rycerskości szefa straży marszu, który dbał o to, aby „usunięcie nas przebiegało w możliwie bezpiecznych warunkach”. Przypomnijmy. Dbałość ta polegała na tym, że dopuścił do siłowego targania nas przez osoby całkowicie nieuprawnione, przez zamaskowanych typów nie należących nawet do straży. W efekcie stworzenia tych jakże „bezpiecznych warunków” Zośkę przeciągnięto gołymi plecami po asfalcie, Kasię upuszczono tak niefortunnie, że straciła przytomność („ona udaje!” – taka fachowa diagnoza padła z ust rzeczonego szefa straży po wielokroć, także przed sądem), upuszczono również Lucynę, uroczą starszą panią, a potem patrzono, jak zdezorientowana próbuje podnieść się z czworaków, przemaszerowano po goleniach Kingi, wdeptano w ziemię dłoń Ewki, a mnie chwycono za kark tak, że wisiało na nim sto kilo mojej wagi, i próbowano przenieść w ten sposób. Pani Kołodziej najwyraźniej jest pod wrażeniem rycerskości szefa straży, który z głębi szczerego, nacjonalistycznego serca wyznał: „Jeżeli w jakikolwiek sposób protestujące kobiety poczuły się urażone wypowiadanymi przeze mnie słowami, to chciałby bardzo je z tego powodu przeprosić”. Pani Magdalena Kołodziej przyznaje, że te słowa nie są szczególnie parlamentarne i proponuje nam wnioskować o ukaranie niesfornego strażnika. Jakie słowa?

– Niech kurwy siedzą!

Niech siedzą. Potem niech wstaną. Niech poczekają na policję, wzywaną bezskutecznie od półgodziny. Niech podadzą swoje dane, na podstawie których obwini się je potem o zakłócenie legalnego zgromadzenia. Niech stają trzy razy przed sądem. Pozostałe, które nie dały się spisać, niech czują się wyśmiane i odsunięte nawet od możliwości złożenia wyjaśnień przed sądem. Niech im się śnią po nocach słowa „ty stara kurwo ubecka, trzeba cię zutylizować” czy „dla was to trzeba otworzyć komory gazowe”. Niech nie zawracają państwu polskiemu głowy.

Państwo palcem nie kiwnie w ich obronie.

Elżbieta Podleśna

fot. Lucyna Łukian, Facebook

Total Page Visits: 3 - Today Page Visits: 1

1 thought on “Prokuratura umarza sprawę pobicia 14 kobiet, bo „brak interesu społecznego”

  1. A można coś więcej z wyroku? Tu tylko wybrane fragmenty na potrzeby niezgody z wyrokiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *