Straszenie PiS-em nic nie wnosi. Na stole leży propozycja – to prawybory


Jak bardzo PiS jest dziki, jak bardzo PiS jest zły wiedzą już wszyscy, którzy wiedzieć cokolwiek o rzeczywistości chcą. Powtarzanie o tym w kółko, w coraz to nowych odsłonach nic już dla przyszłości nie znaczy. Ci którzy nie wiedzą, albo wiedzieć nie chcą, albo udają, że nie wiedzą. Ani jednym, ani drugim przekonań o świecie nie zmienimy, a jedynie będziemy ich przekonywać, że nie jest aż tak źle

Straszenie PiS-em już nic nie wnosi. Ja na przykład przestałem już jakiś czas temu się go bać. Bo straszy to, co nieznane. A ja znam ich doskonale od lat i się już nie boją. Wiem, czego się spodziewać.

Internet oraz media mainstreamu zalewają kolejne bzdurne wypowiedzi tych, którzy uważają się za rządzących Polską. To, że nie mają nic mądrego do powiedzenia, wiemy aż nadto. Dlaczego zatem napawamy się wciąż i nieprzerwanie ich idiotyzmami? Bo świat polityki, komentarzy i opinii nie ma nam nic innego do zaoferowania. Nie ma pomysłu, nie ma nawet chęci i ochoty. Nie potrafi?

Wysłuchałem wczorajszego „orędzia do narodu” Marszałka Tomasza Grodzkiego. Nie jest ono nawet warte jakiegokolwiek komentarza.

Narzekanie na nieudolność partyjnej opozycji też już straciła jakikolwiek sens. Jaki koń jest, każdy widzi i inny nie będzie. No chyba, że go zmusimy do zmiany, ale woli jakoś nie widać, a każda próba kończy się atakiem (często personalnym, bez odniesienia do faktów i rzeczywistości) ze strony ślepych i bezkrytycznych wyznawców.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Akcja Obywateli RP. Edukuj policjanta, polityka, dziennikarza


Kolejne wotum nieufności dla kolejnego przedstawiciela nieudolnej władzy skończy się, jak wszystkie pozostałe – odrzuceniem. I nawet pamięć o tym szybko zaniknie. A pandemia szaleje, zostaliśmy sami bez żadnego wsparcia. Kierujący państwem wykonują przypadkowe ruchy bez ładu i składu. Państwem, które nota bene nie istnieje. Nie istnieją instytucje, nie istnieje wspólnota. A przed nami potężny kryzys. Nie tylko gospodarczy, również społeczny. Kryzys, który nie wiadomo kogo wyniesie na trybuny. Wiadomo natomiast z pewnością, że o demokracji będziemy mogli zapomnieć na długo.

Żadna rewolucja nie kończy się demokracją. Społeczeństwo w czasach trudnych zdecydowanie w swojej masie wybiera autorytarne, silne rządy. Nie bacząc na konsekwencje. Zwyciężą chęć spokoju i złudne poczucie bezpieczeństwa. Uświadommy to sobie wreszcie. I zacznijmy już teraz, nie czekając na „wybory”, które zarządzą rządzący. Bo w takim scenariuszu nie będą one legalne. To, po doświadczeniach plebiscytu prezydenckiego, również już wiemy.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Polska z popiołów. Kto zastąpi PiS?


Jedyne, co miałoby sens, to zgłoszenie konstruktywnego votum nieufności dla całego rządu. Z jednoczesnym wskazaniem (co w tej procedurze jest niezbędne) tymczasowego składu rządu. Ale najpierw opozycja, zarówno ta w parlamencie, jak i ta poza nim, musiałaby co do składu takiego rządu się porozumieć. Musiałaby również wybrać przywództwo. Aby było wiarygodne, nie może być ani uzurpatorskie, ani ustalane w gabinetowych rozmowach. Od lat na stole leży propozycja, jak to zrobić. To znienawidzone prawybory. Jeśli ktoś ma inny pomysł – bardzo proszę go wreszcie przedstawić (nie ma już potrzeby dalszej konspiracji – zacznijcie się ujawniać).

Przywództwo jednoosobowe być nie może. Niech będzie kolegialne. Ale wybierzmy je my, obywatelki i obywatele.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Kronika polityczno-kryminalna i okolice


Co potem? Ofensywa w Sejmie. Konstruktywne votum nieufności. Z przedstawionym składem rządu tymczasowego do czasu rozpisania nowych wyborów. Z wyraźnym wskazaniem warunków rozejmu politycznego. Ono oczywiście w Sejmie przepadnie.

Odpowiedzią winno być jednoznaczne, wspólne opuszczenie sal sejmowych przez całą opozycję. Dalsze legitymizowanie władzy, która przez swoje dotychczasowe działania mandat straciła, staje już na granicy zbrodni stanu. Chciałbym zobaczyć sondaże po tak przeprowadzonej akcji. Jestem prawie pewien, że PiS pozostałby ze słupkiem obrazującym jedynie ich najtwardszych wyznawców – ok. 20%.

Równolegle należy budować alternatywne ośrodki zarządzania kryzysem (wokół Senatu z silnym wsparciem samorządowców).

Bądźcie odważni wreszcie, zróbcie to lub cokolwiek podobnego, co może wszystkim nam pomóc.

Panie Marszałku Tomaszu Grodzki, używając Pańskich słów: „Historia i ludzie wam tego nie wybaczą”.

fot. flickr/Lukas Plewnia

2 thoughts on “Straszenie PiS-em nic nie wnosi. Na stole leży propozycja – to prawybory

  1. Straszenie PiS-em rzeczywiście nic nie wnosi. Wieje nudą. Straszenie panią Lempart jest na dzisiaj chyba skuteczniejsze. Tyle że w drugą mańkę.

    Natomiast straszenie band nomenklaturowych prawyborami jest porażające i wstrząsające. Te wszystkie POPiSkomuchy włącznie z Hołownią i na czele z PiS-em nigdy się na to nie zgodzą. To byłby dla nich wyrok śmierci, atak w fundament ich egzystencji. Już prędzej POPiSkomuchy, czy KOPiSkomuchy solidarnie wycofają Polskę z UE i z NATO niż pozwolą na jakieś wolne prawybory, a jeszcze bardziej na normalne, praworządne i demokratyczne wybory do Sejmu.

  2. Off-Topic. Wczoraj w niemieckich mediach jakiś minister z Bawarii powiedział, że ci co będą omijać zakaz otwierania narciarskich stoków w Niemczech poprzez wyjazdy na jeszcze ładniejsze stoki w Austrii i innych krajach będą karani 10 dniową kwarantanną bez możliwości ubiegania się o odszkodowania za straty w działalności gospodarczej lub zawodowej.

    Tak de facto to powiedział, że ludzie będą karani 10-dniowym aresztem domowym. To jest pewnie drobiazg, ale dla ludzi myślących pewien impuls do refleksji o tym, jak stoi m. in. praworządność w szerszym kontekście europejskim oraz węższym kontekście aktualnych dyskusji o praworządności wewnątrzpolskich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Głosy w dyskusji

Wybory najpóźniej za:

Dni
Godzin
Minut
Sekund

Znaczenie „partyjnego programu”

Wygrane kampanie PiSu w praktyce uruchamiały spontaniczne działania oddolne (by użyć ukochanego słowa z czasów „Solidarności”) nie tylko działaczy partyjnych, ale bardziej zaangażowanych wyborców PiSu. Program najwyraźniej do nich przemawiał i zostawiał miejsce na włączenie się w akcję za własną partią.

Czytaj »