W obronie Mirka Chojeckiego


Instytut Pamięci Narodowej odmówił przyznania Mirosławowi Chojeckiemu statusu działacza opozycji demokratycznej. Nic to, że prezydent Lech Kaczyński odznaczył go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, nic to, że z tegoż IPN-u otrzymał status pokrzywdzonego przez Służbę Bezpieczeństwa

Przypuszczalnie chodzi o jego pracę w latach 70. w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku. Każdy tam pracujący musiał mieć poświadczenie bezpieczeństwa umożliwiające dostęp do dokumentów ściśle tajnych. Otrzymanie takiego poświadczenia siłą rzeczy wymagało rutynowej rozmowy z funkcjonariuszem kontrwywiadu i złożenia wypełnionego kwestionariusza. A że Instytut Badań Jądrowych, Instytut Geodezji i Kartografii i parę innych instytutów było w tzw. pionie MSW, wielu ludzi tam pracujących dowiadywało się najczęściej po 2001 roku, przy występowaniu do IPN o dostęp do swoich dokumentów wytworzonych przez Służbę Bezpieczeństwa.

Pracowałam w IPN-ie w latach 2001 – 2016, miałam poświadczenie bezpieczeństwa dostępu do ściśle tajnych wydane przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego po rozmowie z funkcjonariuszką i wypełnieniu kwestionariusza.


ZOBACZ TAKŻE: Wzajemna pomoc. Zbiórka pieniędzy dla ofiar prześladowań politycznych


Traktowanie uczestniczących w wymaganej do pracy w IBJ procedurze jak współpracowników SB jest niegodziwe. Osobiście opracowałam i udostępniłam Mirkowi Chojeckiemu dotyczące go esbeckie materiały. Stąd moja wiedza. Poniżej fragmenty artykułu, opublikowanego na Wyborcza.pl z opisem działalności opozycyjnej Mirka Chojeckiego.

[…] był jednym z pierwszych organizatorów pomocy robotnikom zakładów pracy w Radomiu i Ursusie. Zorganizował największe w całym obozie państw komunistycznych wolne od cenzury, niezależne wydawnictwo NOWA. Największe pod względem wielkości nakładów i liczby wydawanych tytułów. To była wielka podziemna machina dysponująca setkami podziemnych (czasem w rozumieniu przenośnym, ale często również w dosłownym znaczeniu) miejsc, w których dziesiątki mobilnych ekip drukarskich pracowało na rzecz wolnego słowa. korzystali najwięksi polscy intelektualiści, literaci, publicyści, wydawano też liczne przedruki zagranicznych pozycji.

Mirek walnie też przyczynił się do zaistnienia KOR-u, był jego członkiem i aktywnym działaczem.

W czasie historycznego strajku w Stoczni Gdańskiej był tam obecny i wspomagał robotników swoim doświadczeniem wydawniczym i drukarskim.

Był wielokrotnie aresztowany, w więzieniu prowadził głodówkę protestacyjną.

Czas stanu wojennego spędził na emigracji we Francji, skąd organizował pomoc logistyczną, sprzętową i finansową dla działań podziemnych w kraju [..]

Komentuje Piotr Niemczyk:

Kilka lat temu pewien historyk, zajmujący się między innymi opozycją przedsierpniową w Poznaniu, poprosił mnie o konsultację w sprawie pewnego opozycjonisty, który po stanie wojennym wylądował w Paryżu. Chodziło o to, żeby zweryfikować plotki, czy był agentem SB. 

Ponieważ ważne wątki tej plotki dotyczyły Paryża dotarłem do byłych szefów wydziału XI wywiadu PRL (czyli tego od walki z „dywersją ideologiczną”). Przyznali, że środowisko Mirka Chojeckiego było jedynym nispenetrowanym przez służby PRL. I w bliskim otoczeniu Mirka (co oczywiście dotyczy przede wszystkim jego samego) nie było agentów.

fot. Facebook/Mirek Chojecki

4 thoughts on “W obronie Mirka Chojeckiego

  1. Istotne dla prawdy jest to, co Mirosław Chojecki myśli o IPN, a nie to co IPN sądzi O Chojeckim. Na książkach, wydawanych przez tego Pana w drugim obiegu, kształtowałem swoją wiedzę o historii i współczesnym świecie. Łatwo jest wydawać sądy, gdy bierze się za to wynagrodzenie od Państwa. Trudniej jest brać odpowiedzialność za nowe pokolenia gdy Państwo za to prześladuje. A groteskowe jest wydawanie ludziom antykomunistycznego podziemia świadectw moralności na podstawie tego, co na ich temat w swoich aktach zgromadzili funkcjonariusze komunistycznej bezpieki. To Mirosław Chojecki i jego biografia są wzorcem oporu wobec narzuconego Polsce ustroju komunistycznego, a nie jakieś interpretacje funkcjonariuszy państwowych, redagowane przy kawie i ciasteczkach w zaciszu ipnowskich gabinetów.

  2. Mirek Chojecki zrobił bardzo wiele dla innych i dla „sprawy”. Sam zawsze pozostawał w cieniu, zajmował się pracą i organizacją, nie głupotami. A dla siebie – tak się składa, nie zrobił właściwie NIC… Teraz jesteśmy mu winni solidarność: drukarze, kolporterzy, czytelnicy – piszcie!

  3. Czyżby zemsta moralnego dna- Bronisława Wildsteina, który o sobie mówi- intelektualista i pisarz?… Czyżby to zemsta pisowskiej mafi za brak należytego entuzjazmu do rządu? Czyżby to był spisek wszystkich SB-ckich kapusi na naszej ikonie oporu w Stanie Wojennym? Cała ta pisowska mafia ma silne poczucie niższości wobec naszych historycznych bohaterów jak Frasyniuk czy Chojecki, dlatego chcą ich zniszczyć.

  4. Cytuję wypowiedź przyjaciela:
    „Maciej Sobieraj
    Ten list napisałem do GW w momencie, kiedy dowiedziałem się o decyzji ob. Szarka
    Szokująca decyzja Prezesa IPN
    Zdumiała mnie decyzja IPN z informacją, że Mirosław Chojecki nie może otrzymać statusu osoby pokrzywdzonej. Osoba zasłużona ze wszech miar dla opozycji przed i posierpniowej została pozbawiona tego tytułu decyzją administracyjną Prezesa IPN. Kto jak kto, ale szef takiej instytucji powinien choć w minimalnym stopniu znać historię opozycji demokratycznej i postawę bohaterów tamtych dni, a Mirek Chojecki bez wątpienia do takich należy.
    Jestem z jednej strony historykiem, nota bene pracującym w IPN bez mała 20 lat i w pionie lustracyjnym od początku jego istnienia, a z drugiej strony także świadkiem i uczestnikiem tamtych wydarzeń. Współtworzyłem środowisko lubelskiej opozycji, która jako pierwsza podjęła drukowanie na powielaczu w 1976 r. Komunikatów i Biuletynów KOR, a następnie drukowanie pierwszych trzech numerów „Zapisu” oraz „Spotkań”. Nazwała się Nieocenzurowaną Oficyną Wydawniczą, która już przez Mirka Chojeckiego została zmodyfikowana na Niezależną Oficynę Wydawniczą, popularnie nazywaną „NOW-ą”. Mirek Chojecki dysponował już lepszym sprzętem i dlatego on kontynuował wydawanie „Zapisu” i całego szeregu druków zwartych. On stworzył podwaliny fenomenu wydawniczego, który był, zwłaszcza w II poł. lat 70. ub. wieku unikalnym zjawiskiem w Europie. Na emigracji we Francji kontynuował swoją działalność na rzecz kraju.
    Prezes Szarek powinien wiedzieć w jaki sposób działała SB, jakimi metodami posługiwała się, by dokonać udanego werbunku i jakie były procedury, gdy werbunek był nieudany. Samo zobowiązanie bez podjęcia współpracy, zwłaszcza kiedy dana osoba publicznie przyznała się do tego, było wystarczającym powodem żeby SB zaniechała z taką osobą kontaktów. Oczywiście funkcjonariusze SB mogli podejmować kolejne próby werbunku, ale były one opatrzone ryzykiem, że „figurant” ponownie ten fakt ujawni. Prezes Szarek powinien wiedzieć, że ludzie ówczesnej opozycji mieli świadomość żeby ujawniać wszelkiego rodzaju podchody SB czynione wobec inwigilowanej osoby. Jako historyk badający te źródła, nie tylko służbowo, doskonale orientuję się, że samo ujawnienie faktu podpisania zobowiązania do jakiejś formy współpracy nie wykluczało danej osoby z kręgu zainteresowania SB w ewentualnej kolejnej próbie werbunku lub niesformalizowanej współpracy. Gdyby taka sytuacja nastąpiła jej ślady, nawet w przypadku zniszczenia teczki personalnej, pozostałyby w innej dokumentacji operacyjnej czy w materiałach administracyjnych (różnego rodzaju zestawienia agentury). Nic takiego, jak piszą historycy zajmujący się problematyką opozycji lat 70. w stosunku do Chojeckiego nie zostało znalezione.
    W jednej ze swoich książek opisuję dokładnie podobny przypadek – rejestracja i po niecałym roku odesłanie teczki personalnej do archiwum z powodu nie podjęcia współpracy. Przez kolejne blisko 30 lat (do powstania Komitetu Obywatelskiego) osoba ta poddana była nieustającej inwigilacji. Nie mając zupełnie świadomości, że nastąpiła jakakolwiek rejestracja, zwłaszcza że SB nie wzięła zwyczajowego zobowiązania, osoba ta w 2004 roku wystąpiła do Prezesa IPN o status osoby pokrzywdzonej i po roku dostała lakoniczną odpowiedź, że w „rozumieniu ustawy…” nie jest osobą pokrzywdzoną. W ten sposób pośrednio dowiedziała się, że są na nią „zapisy”. Dokonywano tego bez analizy akt, tylko na podstawie samej rejestracji. Nie ważna była cała dobrze udokumentowana działalność opozycyjna, liczył się tylko zapis w dzienniku rejestracyjnym. Drugi przypadek osoby chętnie rozmawiającej z SB, wyrażającej jej wdzięczność za otrzymanie paszportu, ale nie zarejestrowanej jako TW, a nawet nie wymienianej w aktach jako KO kwalifikowała się do statusu osoby pokrzywdzonej. Prezes Szarek powinien wiedzieć, że tamta rzeczywistość nie była czarno-biała. Bez dogłębnej analizy akt nie można decyzją administracyjną pozbawiać kogoś zasług w walce wolną Polskę, a w tym zakresie Mirek Chojecki ma niepodważalne zasługi.
    Nie uznanie przez Prezesa Szarka Mirosława Chojeckiego jako osoby pokrzywdzonej w rozumieniu ustawy jest wyjątkowo małostkowe, zwłaszcza gdy porówna się jego zasługi z działalnością wielu innych osób aktywnych w opozycji, zwłaszcza po 1986 r.
    Maciej Sobieraj
    Historyk, b. działacz opozycji demokratycznej, b. pracownik IPN”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Głosy w dyskusji

Wybory najpóźniej za:

Dni
Godzin
Minut
Sekund

Znaczenie „partyjnego programu”

Wygrane kampanie PiSu w praktyce uruchamiały spontaniczne działania oddolne (by użyć ukochanego słowa z czasów „Solidarności”) nie tylko działaczy partyjnych, ale bardziej zaangażowanych wyborców PiSu. Program najwyraźniej do nich przemawiał i zostawiał miejsce na włączenie się w akcję za własną partią.

Czytaj »