Wybory w Białorusi. Historia „nowej” opozycji

Fot.www.svaboda.org Mieszkańcy Słonimia zza betonowego płotu oglądają wiec wyborczy Światłany Cichanoŭskiej, 1 sierpnia b.r. Władze zwykle zezwalają na opozycyjne akcję w oddalonych od centrum i czasem zamkniętych terenach, dlatego nie wszyscy chętni mogą tam trafić.

W Polsce mówi się o zaplanowanych na niedzielę wyborach białoruskich ze „swojej” perspektywy — że nie ma wolności, że w wybory zaangażowana machina państwowa, że Biełaruś-1 łże jak TVP.

Ale nie znalazłem żadnego materiału o historii sukcesu „nowej” opozycji białoruskiej, która w kilka tygodni kompletnie zdruzgotała „starą” opozycję, a w dodatku porwała takie tłumy, doprowadziła do takiej mobilizacji, której przeciwnicy Łukaszenki w tym stuleciu jeszcze nie mieli. Jak do tego doszło? — Białoruska opozycja zastosowała szereg dość demokratycznych metod, że ludzie poczuli: ich głos jest ważny.

Po odmowie rejestracji popularnych kandydatów, Wiktara Babaryki i Walerego Capkały, szefowa sztabu pierwszego i żona drugiego wsparły zarejestrowaną Światłanę Cichanoŭską. Władze pozwoliły na jej rejestrację — bo uznały, że nie stanowi zagrożenia. Bo to kobieta.

Wobec tego twarzami połączonych sztabów odtąd stały się kobiety. Ponieważ sztaby zjednoczyły się po odmowie rejestracji, głównym punktem programu Światłany Cichanoŭskiej stało: przywrócę wam głos! Zapowiedziała, że wycofa się z prezydentury, by w niedługim czasie zorganizować nowe, równe i uczciwe wybory ze wszystkimi kandydatami.

Świadomość potrzeby zmiany komunikacji z wyborcami była też w opozycji „tradycyjnej”, która na początku roku nawet próbowała urządzić prawybory wspólnego kandydata. Skończyły się kompletną porażką — po pierwsze, „tradycyjni” nie potrafili się zjednoczyć, a po drugie, ci, którzy jednak się zjednoczyli, doprowadzili prawybory do groteski, gdzie głos decydujący należał nie do obywateli, a do sztabów (trochę jak w PO).

Imposybilizm „starej” opozycji był istotnym silnikiem napędowym, historią porażki, który nauczył sztabowców Cichanoŭskiej, Capkały i Babaryki. Zjednoczyli się w imieniu zmiany — i chyba to był krok przemyślany, z dobrym wyczuciem czasu.

Jednocząc się, trójka kobiet zaproponowała program, dość prosty w odbiorze, złożony z pięciu punktów, którego główny przekaz polegał na tym, że idziemy po to, by później urządzić nowe i równe wybory. Zaproponowały pomysł powrotu do starej Konstytucji i nawet była mowa o powołaniu Konstytuanty. Był to dobry, rozsądny i jednoczący program.

No i estetyka — na wiecach są obok i historyczne , i oficjalne flagi Białorusi, rzecz dotąd nie do pomyślenia. Jest piosenka tego protestu — „Mury” po białorusku, jest hasło — „Wierym, Możam, Pieramożam” [„Wierzymy, Możemy, Zwyciężymy”], które w mediach społecznościowych jest pokazywane za pomocą trzech emotikonów: ❤️✊✌️. Jest biała opaska, z którą obywatele/-lki przychodzą na wiece i przychodzić będą do lokali wyborczych. Jest strategia, kiedy iść głosować, jak próbować obserwować.

Doprowadziło to do niesamowitej aktywizacji społeczeństwa białoruskiego. Zrobiły to trzy kobiety, które kilka miesięcy temu nie były szeroko znane. I które postanowiły otworzyć się na obywateli/-ki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *