Centralne sterowanie walką z pandemią, czyli państwo z tektury


Próbuję zorientować się w jakiej kolejności obywatele mają być szczepieni na COVID. Skład grup najwcześniej szczepionych zmienia się jak w kalejdoskopie. Pracownicy służby zdrowia, osoby 80+, pacjenci wybranych rodzajów chorób, policjanci, prokuratorzy, służby specjalne, nauczyciele, politycy, urzędnicy, celebryci… Trochę żartuję, ale także dlatego, że oficjalny harmonogram wydaje się mało wiarygodny w zestawieniu z realiami

O ile trzy pierwsze grupy wybranych raczej nie budzą wątpliwości, to dość wyraźnie widać, że rząd Morawieckiego kompletnie nie radzi sobie z określeniem pozostałych grup ryzyka. To ewidentnie przerasta możliwości urzędników. Chyba wolałbym, żeby kolejność szczepienia określali lekarze i etycy, bo kryteria medyczne i filozoficzne wydają się w tym przypadku bardziej wiarygodne niż urzędnicze.

Dlaczego np. nauczyciele pozamykanych szkół mają być szczepieni wcześniej niż sprzedawcy w otwartych sklepach, czy pracownicy cały czas funkcjonującej komunikacji miejskiej? Czemu przy kolejności szczepień nie bierze się pod uwagę, że te osoby które już przeszły chorobę mają naturalną odporność i nie muszą być szczepione w pierwszej kolejności? Przynajmniej niektórzy eksperci zwracają na to uwagę.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Nowelizacja art. 58 ustawy o policji. Święte byki, czyli policyjne bezprawie


Na to, jak zwykle (ze szczególnym uwzględnieniem czasów PRL) nakłada się kolesiostwo i kumoterstwo. Regularnie słyszymy o starostach, wojewodach i różnych innych „ważniejszych”, którzy szczepienie załatwiają sobie bez kolejki. W tym kontekście oburzenie na przypadek Krystyny Jandy i Andrzeja Seweryna wydaje się wręcz humorystyczne. Oni przynajmniej rozpropagowali potrzebę szczepień. Wpychający się bez kolejki urzędnik utrwala jedynie przekonanie, że nie realna potrzeba, tylko przywilej władzy jest prawdziwym kryterium skutecznej pomocy.

Władza PiS nikomu nie ufa. Bo przecież gdyby powierzyli akcję szczepień organizatorom imprez masowych, to niewątpliwie wyszłoby to dużo sprawniej. Tak jak w wielu bardziej rozwiniętych państwach, w których zastrzyki podaje się w centrach handlowych, placówkach kulturalnych, szkołach, nawet w kościołach. W Polsce osoby 80+, często schorowane muszą stać w kolejkach, a potem dojeżdżać nawet 100 km do punktów szczepień. Bo urzędnik nie przewidział…


Mam wrażenie, że narodowy system walki z covidem ma tyle samo finezji co policjanci siłą usuwający protestujących z ulic. W jednym i drugim przypadku władza nie ufa obywatelom. Mundurowi zakładają, że młode kobiety i emeryci wspólnie manifestujący pod hasłem „nie będziesz szła sama”, jak tylko dotrą na Mickiewicza 49 to zburzą i spalą stojącą tam willę. Chociaż nic nie wskazuje na to, żeby rzeczywiście miały/mieli taki zamiar. Podobnie jak Liga Republikańska, której nikt nie przeszkadzał w protestach pod domem Jaruzelskiego, nigdy nie uszkodziła nawet sztachety w płocie.

Centralne sterowanie walką z pandemią to oczywisty wyraz braku zaufania do obywateli i społeczeństwa obywatelskiego. A to, że sobie z tym nie radzą i eskalują chaos? W nagrodę za to, jak pandemia się skończy (bo przecież kiedyś się skończy), będą mogli ogłosić, że to wyłącznie ich sukces. Nie lekarzy, samorządów, niezależnych ekspertów, wolontariuszy propagujących potrzebę szczepień – tylko i wyłącznie rządu. Co z tego, że przez takie podejście pandemia będzie trwała dłużej i obejmie więcej ofiar? Kogo to obchodzi? Przecież „ciemny lud wszystko kupi”.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Dzień dobry. Witamy w państwie policyjnym


Ta niechęć do delegowania praw i obowiązków obywatelom przeraża. Bo przecież nie dotyczy tylko walki z pandemią. A historia uczy, że tragiczne skutki najpoważniejszych katastrof, wojen, wcześniejszych epidemii, najlepiej usuwa nie scentralizowana władza, tylko dobrze zorganizowane społeczeństwo. Współpraca administracji państwowej z samorządami, prywatnymi przedsiębiorstwami i organizacjami pozarządowymi daje najlepsze efekty.

Nie ma żadnych powodów, żeby zakładać, że właściciel prywatnej firmy gorzej zorganizuje akcję szczepień wśród swoich pracowników niż niekoniecznie najbliższy urząd. Wolontariusz prawdopodobnie szybciej dowiezie pielęgniarkę, aby przeprowadziła iniekcję schorowanego osiemdziesięciolatka niż rządowy punkt doczeka się go w odległym o kilkadziesiąt kilometrów wyznaczonym miejscu. Samorząd więcej wie o strukturze wiekowej i zdrowotnej uczniów szkół niż ministerstwo edukacji.

Problem polega na tym, że aby powierzyć obywatelom odpowiedzialność za działanie trzeba im przyznać przynajmniej trochę samodzielności. Czyli wolności. A tego obecna władza nie lubi. Pan Jarek najlepiej realizuje się przy ręcznym sterowaniu. Jak w komunie. Dla nich im wiecej władzy centralnej i państwowych instytucji, tym lepiej. Widzimy z jakim skutkiem. Polskie państwo abdykowało w podstawowej swej funkcji, jaką jest ochrona zdrowia, a zajmuje się przejmowaniem prywatnych koncernów prasowych, prywatnych banków, wyłapywaniem niepokornych obywateli.

Ostatnie dni to obraz państwa z tektury. Obraz chaosu i niekompetencji. Tylko seniorów żal.

fot. Facebook/KoMEMtator

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Głosy w

Wybory najpóźniej za:

Dni
Godzin
Minut
Sekund

Znaczenie „partyjnego programu”

Wygrane kampanie PiSu w praktyce uruchamiały spontaniczne działania oddolne (by użyć ukochanego słowa z czasów „Solidarności”) nie tylko działaczy partyjnych, ale bardziej zaangażowanych wyborców PiSu. Program najwyraźniej do nich przemawiał i zostawiał miejsce na włączenie się w akcję za własną partią.

Czytaj »