Godność, sądy i telewizja

Media publiczne, aby działać zgodnie z Konstytucją i służyć demokracji, muszą zostać włączone konsekwentnie w system podziału władzy

Siedziba TVP w Warszawie, fot. Wikipedia


Zarząd TVP upiera się, że ma dobrą reputację w polskim społeczeństwie. Sprawę sądową, w której żądał ode mnie przeprosin w mediach i stu tysięcy złotych zadośćuczynienia za naruszenie „dobrego imienia” poprzez publiczne głoszenie tezy, że Telewizja kłamie i narusza godność, przegrał w pierwszej instancji, a uzasadnienie sądu – wydawało się – nie zostawi Kurskiemu żadnych złudzeń. Jednak TVP odwołał się właśnie od wyroku i sprawa będzie miała dalszy ciąg w Sądzie Apelacyjnym

Teza, która tak boli pisowców z TVP, że wyceniają ją aż na sto tysięcy, pojawiła się nie tylko w mediach, ale przede wszystkim we wcześniejszym moim pozwie przeciw TVP, brzmiała w skrócie tak:  „Media publiczne, manipulując informacjami, zniekształcając przekaz lub kłamiąc, sterują zachowaniem ludzi. Człowiek traktowany jest tu przedmiotowo, jako instrument do osiągania określonych celów politycznych, co jest naruszeniem jego godności. Jednostki czerpiące informacje o faktach z takich mediów tracą suwerenność, nie są to już osoby wolne – są podporządkowane cudzej woli; obywatele tracą autonomię, często nie zdając sobie z tego sprawy”.


ZOBACZ TAKŻE: Godność to prawo fizyki. Obywatel kontra TVP


W uzasadnieniu wyroku w pierwszej instancji (Sygn. akt XXIV C 988/18) Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie Jacek Tyszka stwierdził, że owszem, moje wypowiedzi publiczne naruszały dobre imię TVP, ale „zebrany w sprawie materiał dowodowy uzasadniał stwierdzenie, że pozwany miał podstawy do sformułowania krytycznych pod adresem powódki wypowiedzi”.

Sąd uznał, że manipulacją były między innymi relacje z przemówienia Obamy w Warszawie, wymazywanie serduszka WOŚP z ubrania posła, ataki na organizacje pozarządowe, nieuczciwe informacje o uchodźcach, manipulacje przekazem o manifestacjach przed Sejmem. Były to dowody z nagrań i zeznań świadków, które uzasadniały moją tezę, że TVP narusza godność obywateli manipulując informacjami, aby sterować ich wolą. 

Uzasadnienie

Warto przytoczyć kilka cytatów z uzasadnienia sądu, gdyż są to trafne i ważne dla ruchów obywatelskich sformułowania potwierdzające prawo obywatela do daleko idącej krytyki organów państwa. Sędzia Jacek Tyszka:

„Wypowiedzi pozwanego przypisywały powódce działania obiektywnie oceniane negatywnie, które spotykają się z jednoznacznie naganną oceną społeczeństwa, a zatem naruszyły dobre imię powódki.”

„Powódka (TVP) naruszenia jej dobra osobistego upatrywała w sformułowaniu przez pozwanego wypowiedzi, które, najogólniej ujmując, zarzucały powódce naruszanie godności obywateli poprzez manipulowanie przekazem medialnym i wprowadzanie widzów w błąd. W ocenie Sądu nie ulegało wątpliwości, że sporne wypowiedzi pozwanego naruszyły dobre imię (renomę) powódki. Przynosi bowiem ujmę każdemu wydawcy programów informacyjnych ocena, że ich zawartość narusza godność przeciętnego widza.”

„w świetle zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego oceny wyrażone przez pozwanego miały oparcie w faktach”.

 „Ostatecznie stwierdzić zatem należało, że zachowanie pozwanego, jakkolwiek naruszało dobra osobiste powódki, to nie miało charakteru bezprawnego”.

„Warunkiem prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa demokratycznego jest dostęp do informacji oraz swobodny przepływ idei, sądów i ocen.”

„Piętnowanie zachowań powódki (przedstawiciela mediów publicznych), które zdaniem pozwanego przedstawiały fałszywy obraz rzeczywistości i w konsekwencji zaburzały właściwe kształtowanie się opinii publicznej to działanie zgodne z ważnym interesem społecznym”.

„Konfrontując powyższe z treścią materiałów informacyjnych powódki wskazanych przez pozwanego można było mieć uzasadnione wątpliwości czy powódka przestrzegała zasad, które nakładają na nią przepisy ustawy. Wszystkie materiały miały jednoznacznie negatywny, prosty przekaz, wskazujący na ich opracowanie pod z góry przyjętą tezę”.

„W świetle powyższych uwag zdaniem Sądu pozwany miał prawo sformułować krytyczne po adresem powódki wypowiedzi.”

„W istocie uznać trzeba, że pozwany działał w obronie społecznie uzasadnionego interesu. Truizmem jest bowiem stwierdzenie, że media kształtują opinię publiczną i mają bezpośrednie przełożenie na podejmowanie decyzji przez odbiorców. Piętnowanie zachowań powódki (przedstawiciela mediów publicznych), które zdaniem pozwanego przedstawiały fałszywy obraz rzeczywistości i w konsekwencji zaburzały właściwe kształtowanie się opinii publicznej to działanie zgodne z ważnym interesem społecznym”.

„Przypomnieć także należy, że wolność słowa i wypowiedzi oznacza, że w dyskursie społecznym jest miejsce również dla wypowiedzi negatywnych i krytycznych, o ile wypowiedzi te nie naruszają reguł i ram owego dyskursu. W przedmiotowej sprawie sytuacja taka nie miała miejsca – zebrany w sprawie materiał dowodowy uzasadniał stwierdzenie, że pozwany miał podstawy do sformułowania krytycznych pod adresem powódki wypowiedzi.”

„w sytuacji, gdy dane stwierdzenie jest sądem oceniającym, proporcjonalność ingerencji może zależeć od istnienia podstawy faktycznej dla kwestionowanego stwierdzenia, jako że nawet sąd oceniający może być nieumiarkowanie przesadzony, o ile nie istnieje wspierająca go podstawa faktyczna. Im poważniejszy zarzut, tym solidniejsza powinna być jego podstawa faktyczna. W orzecznictwie ETPCz wskazano również, że wolność wypowiedzi, określona przez ust. 1 artykułu 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności z 4 listopada 1950 roku (Dz.U. z 1993 r., nr 61, poz. 284), stanowi jedną z zasadniczych podstaw społeczeństwa demokratycznego oraz jest ona jednym z podstawowych warunków jego rozwoju i spełnienia każdej osoby. Na podstawie ust. 2 artykułu 10 ma ona zastosowanie nie tylko do „informacji” czy też „poglądów”, które są przychylnie przyjmowane lub uznawane za nieobraźliwe albo obojętne, ale również do wypowiedzi, które obrażają, szokują lub wprowadzają niepokój: takie są wymogi pluralizmu, tolerancji i szerokich horyzontów myślowych, bez których nie ma „społeczeństwa demokratycznego” (zob. m. in. Oberschlick p. Austrii (nr 1), 23 maja 1991 r., seria A nr 204, § 57, oraz Nilsen i Johnsen p. Norwegii [WI], nr 23118/93, ETPC 1999 VIII, § 43).”


Wyrok Sądu Okręgowego nie jest jeszcze prawomocny, a sądownictwo nie jest już niezależnym systemem. Losy tej sprawy mogą się więc jeszcze różnie potoczyć. TVP chodzi oczywiście o straszenie nas i mrożenie oporu sędziów i obywateli.  Ale można być ostrożnym optymistą: ostatnią instancją w tej materii jest Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, a ten sąd z pewnością poprze linię orzeczniczą zastosowaną przez sędziego Sądu Okręgowego Jacka Tyszkę.

Kasacja

Moje zmagania prawne z TVP mają jeszcze nieco głębszy wymiar. Równolegle toczy się proces, który ja z kolei wytoczyłem TVP we wrześniu 2017 roku. Chodzi przede wszystkim o wyjaśnienie nam przez sądy definicji „godności człowieka” w obliczu manipulacji i okłamywania obywateli przez państwo.

Mój pozew o naruszenie godności przez TVP został oddalony przez Sąd Okręgowy w Warszawie, a następnie przez Sąd Apelacyjny. Sam wyrok nie jest tu istotny – ciekawe jest jego uzasadnienie. Uzasadnienia obu instancji uważam za błędne, a więc złożyłem kasację do Sądu Najwyższego. Irytujący jest fakt, że sędziowie w obu instancjach rozpatrywali sprawę w oparciu o przepisy Kodeksu cywilnego, a nie bezpośrednio o konstytucyjną normę godności zawartą w art. 30 i wolności w art. 31, o co wyraźnie wnosiłem. W uzasadnieniu nie widać nawet próby zrozumienia obowiązującego obecnie systemu prawnego.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Godność. Joker w ręku obywatela


Z uzasadnienia wynika, że przepisy Kodeksu cywilnego o ochronie dóbr osobistych, które powinny być zastosowane tylko pomocniczo, zastosowane zostały jako podstawa orzeczenia. Wyrok i uzasadnienie w obu instancjach opiera się więc na przepisach prawa cywilnego z czasów Władysława Gomułki. Kodeks cywilny uchwalony został w 1963 roku.  Wyrok kontynuuje linię orzeczniczą ochrony dóbr osobistych wywodzącą się z czasów PRL-u.  Przepisy kodeksu o ochronie dóbr osobistych literalnie brzmią obecnie tak samo jak wtedy, ale jednak w pewnych sytuacjach muszą być inaczej odczytywane, gdyż mają konkurencję w  art. 30 Konstytucji z 1997 roku, który przejął nad nimi dowodzenie jak i nad całym systemem prawa polskiego. Dlatego porządek prawny, od art. 1 Konstytucji do regulaminu biblioteki musi zawierać w sobie i respektować godność człowieka.

Moim zdaniem norma, która pozwala na orzeczenie ochrony wspólnoty obywatelskiej przed stygmatyzacją i naruszaniem jej godności przez państwo istnieje w systemie prawa i może być skonstruowana z łącznego przywołania przepisów prawa konstytucyjnego i prawa cywilnego. Sąd powinien więc przywołać różne przepisy, w tym art. 30 w całości i bezpośrednio oraz pojedyncze fragmenty przepisów z ustaw niższego rzędu, aby zrekonstruować i zastosować normę godności człowieka i orzec ochronę ludzi przed państwem.

Nie wiem dlaczego sędziowie nie rozpatrywali więc sprawy w oparciu o normę absolutną bezpośrednio. Nie wyjaśnili tego. Dopuszczam oczywiście możliwość, że moja argumentacja zawarta w pozwie jest błędna. Ale nie ukrywam też, że biorę pod uwagę także inne powody – brak niezależnego sądownictwa. Jak do każdego obywatela docierają do mnie informacje o sytuacji w sądach. Tak to widzi na przykład w wywiadzie dla Gazety Wyborczej  sędzia Wojciech Łączewski, który ma w tej dziedzinie doświadczenie i wiedzę:

„Wojciech Łączewski: – Ja twierdzę, że około 10 procent środowiska spija owoce dobrej zmiany, tyle samo pokazuje, jakie zagrożenia są związane z tą tzw. reformą. Nie zawsze robią to w sposób, który mi się podoba. Reszta – te około 80 procent – milczy z powodu strachu. Dam przykład. 35-letnia sędzia, która zarabia 8 tys. zł, jej mąż połowę tego, mają dzieci i kredyty. Wyobraźmy sobie, że ma orzec w sprawie, w której jedna ze stron jest związana z partią rządzącą. Ona widząc, co się stało z takim Łączewskim, może się bać wydać orzeczenie, które w przyszłości może się skończyć tym, czym skończyło się dla mnie. 

Paweł Figurski: Pan stawia tezę, że żyjemy w państwie bezprawia?

Wojciech Łączewski:-  Wyrok to wypadkowa trzech rzeczy: dowodów, przepisów i sumienia. Biorąc pod uwagę to, czego jesteśmy świadkami, możemy przyjąć, że sąd będzie orzekał pod tak dużą presją, że wyłączy wiedzę prawniczą lub sumienie. (….)

Paweł Figurski: – To pocieszające dla sędziów. Ale skąd nadzieje mają czerpać zwykli obywatele, którzy idą do sądu i nie wiedzą, czy czeka ich tam sprawiedliwość.

Wojciech Łączewski: – Stąd, że w swojej sprawie trafią na odważnego człowieka – sędziego”.

Niezależność systemu nie może jednak opierać się na odwadze ludzi. W takiej sytuacji jako obywatele mamy prawo podejrzewać stronniczość w każdej sprawie, w której stroną jest Skarb Państwa lub w którą uwikłani są jacyś politycy.

Media publiczne i podział władzy

W całej tej sprawie chciałbym  zmusić system do zdefiniowania normy godności człowieka przy stanowieniu i stosowaniu prawa.  Z tego co mi wiadomo system sądowy nie rozpatrywał jeszcze sprawy, w której art. 30 przywołany został bezpośrednio, w połączeniu z przepisami niższego rzędu, jak w tym przypadku. Mam nadzieję, że w wyższej instancji uda się sądom uzasadnić taki czy inny wyrok w sposób, który pozwoli nam lepiej zrozumieć godność w prawie. Stosujmy normę godności albo ją wykreślmy z systemu prawa. Na razie wygląda, że państwo i obywatele żyją w fikcji prawno-ustrojowej, w której przepisy z PRL-u mają wyższą rangę niż norma absolutna. Podobnie jest z trójpodziałem władzy, o czym dalej.

Przypomnę więc, że godność człowieka jest jedyną normą w całym systemie prawa, która ma charakter absolutny. Obowiązuje jak prawo fizyki. Leszek Garlicki: „Godności człowieka nie można traktować tylko jako jednego z wielu praw i wolności jednostki. Jest to bowiem ogólna wartość konstytucyjna, stanowiąca źródło, fundament i zasadę całego porządku konstytucyjnego” (…) „jest to norma podstawowa (Grundnorm) w sensie logicznym, ontologicznym i hermeneutycznym”.

ZOBACZ TAKŻE: Sadowski kontra TVP. Sprawa o naruszenie godności

Jeżeli więc teza, że TVP kłamie i manipuluje a więc narusza normę absolutną – godność obywateli, ma uzasadnienie w faktach, jak stwierdził warszawski Sąd Okręgowy, to moja opinia prawna w tej sprawie idzie dalej. W takiej sytuacji faktycznej i prawnej finansowanie tego procederu przez obywateli, a więc abonament radiowo-telewizyjny należy uznać w ogóle za nienależny. Zachodząca tu kolizja norm, czyli normy zapewniającej ochronę godności człowieka z normą nakazującą uiszczanie abonamentu jako daniny celowej, należy rozstrzygnąć na korzyść tej pierwszej normy. A więc można nie płacić. Godność jako norma pełni w systemie prawa rolę jokera.

Można to uzasadnić oczywistą tezą, którą tak prezentuje profesor prawa konstytucyjnego Mirosław Granat, były sędzia Trybunału Konstytucyjnego: „Jeśli godność, w konkretnej sprawie, jest pojmowana przez Trybunał Konstytucyjny jako norma prawna, to nie ma ona „konkurencji” z innymi normami konstytucyjnymi. (…) Zatem godność jako prawo zawsze musi „wygrać” w konkurencji z innymi przepisami”. Mirosław Granat, „Godność człowieka z art. 30 Konstytucji RP jako wartość i jako norma prawna”. Państwo i Prawo, 8/2014. Str. 17.  Należy dodać, że jest to powszechne stanowisko doktryny europejskiej.

Waga normy godności i wolności w tym konkretnym przypadku, uwzględniając dodatkowo zagrożenia społeczne i polityczne, zdecydowanie przewyższa wagę normy nakazującej uiszczanie opłat celowych, które dodatkowo naruszają dobro wspólne (Art. 1 Konstytucji), gdyż służą jednej grupie osób, skupionych w partii politycznej. Państwo nie może sterować wolą ludzi, w dodatku za ich pieniądze.


Z tego wynika, jak sądzę, że każdy obywatel może żądać zadośćuczynienia, w tym na przykład w formie zwrotu abonamentu, gdy ta danina celowa wykorzystywana jest niezgodnie z przeznaczeniem i służy do masowego naruszania godności człowieka. Zasadne byłoby więc także wstrzymania się od uiszczania abonamentu. Nie namawiam nikogo do testowania tej wykładni w praktyce, gdyż nie wiem jak zachowa się sąd i aparat ścigania w konkretnej sprawie. Sam mam na razie negatywne doświadczenie, jeśli chodzi o test znajomości i gotowość stosowania tej normy przez sędziów.

Władza informacyjna

Aby demokracja nie przeradzała się cyklicznie w populistyczne dyktatury, obywatele muszą być dobrze poinformowani, a partie nie mogą przejmować ich uczuć i emocji. Problem należy postrzegać w szerszym kontekście. Jako obywatele musimy zachować pamięć ofiar państwa: od absolutyzmu, poprzez różne formy dyktatur, faszyzm i komunizm. Musimy przede wszystkim przypomnieć sobie skąd wziął się trójpodział władzy. Dlaczego Monteskiusz zaproponował w „Duchu praw” rozdzielenie władz? Wiemy, że chodziło mu o wolność jednostki i o obronę szarego człowieka przed potężną władzą państwa. Jednolita, skupiona w jednym ręku cała władza, dysponuje tak ogromną siłą i przewagą nad pojedynczym człowiekiem, że może z nim zrobić dosłownie wszystko, co zechce, jeżeli w systemie nie ma hamulców. Dobrze znamy historię.

Dlatego musimy wyciągać logiczne wnioski z obecnej sytuacji. Obywatele powinni być w tej sprawie bezwzględni. Czy więc władza w Polsce respektuje trójpodział władzy nakazany w normie art. 10 Konstytucji? A więc czy istnieje pozakonstytucyjny ośrodek władzy czy nie? Czy istnieje osoba lub grupa, która dyryguje Sejmem i Radą Ministrów? Chyba tak. A logika jest tu bardzo prosta: Jeżeli nie ma w Polsce trójpodziału władzy, to biorąc pod uwagę art. 10 wynika, że centralne organy – Sejm, Senat, czy Rada Ministrów nie mają konstytucyjnej legitymacji  do sprawowania władzy. Znane asertywne hasło Strajku Kobiet ma więc podstawy prawne.


ZOBACZ TAKŻE: Ofertę rozejmu złożyć trzeba bardzo pilnie


Warto też zauważyć, że Monteskiusz, proponując trójpodział, nie miał jeszcze pojęcia, że pojawi się zjawisko określane jako IV Władza. Wiemy, że jest to władza realna. Jeżeli jest sprywatyzowana i rozproszona, to problem jest mniejszy i przeważnie mieści się w ramach pluralizmu i wolności słowa. Ale jeżeli państwo tworzy sobie pełny monopol w mediach, jak na Węgrzech, albo monopol na dotarcie do wybranej dużej grupy społecznej, jak w Polsce, to mamy do czynienia z naruszeniem zasad demokracji i prawa.

Art. 10 wymienia tylko podział władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. O IV Władzy milczy. Ale to właśnie oznacza, że Konstytucja nie daje żadnej z tych trzech władz prawa do przejęcia IV Władzy. Władzy informacyjnej. Co więcej, w Biuletynach Komisji Konstytucyjnej znaleźć można  pytanie posłów skierowane do ekspertów o niezależność mediów. W odpowiedzi pada jednoznaczne stwierdzenie, że media publiczne muszą być całkowicie niezależne od polityków. Istotne stanowisko jeśli chodzi o celowościową wykładnię Konstytucji w sprawie niezależności mediów.

System mediów publicznych powinien zostać poddany głębokiej reaktywacji. Media publiczne, aby działać zgodnie z Konstytucją i służyć demokracji, muszą zostać włączone konsekwentnie w system podziału władzy. Władze mediów publicznych muszą być odseparowane od władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. To oznacza, że kontrolę nad mediami publicznymi należy wyrwać z rąk partii politycznych i uniezależnić na podobnych zasadach jak systemy sądownictwa. Tylko w takiej rozszerzonej formule trójpodziału władzy Monteskiusza możemy liczyć na rzetelność i prawdę w życiu publicznym. Jako pierwszy wał ochronny przed populizmem.

Skoro mamy w Polsce do czynienia z pokojową rewolucją, to być może jest szansa na zmiany. Przy wątpliwościach dotyczących wykładni i stosowania tych kilku ważnych norm konstytucyjnych warto jeszcze przypomnieć, że twórcy amerykańskiej demokratycznej Konstytucji byli legalnymi właścicielami niewolników, a tortury w Europie nie zostały zniesione przez posłów czy sędziów. Zmiany zostały na nich wymuszone.

Waldemar Sadowski

fot. Wikipedia

Total Page Visits: 4 - Today Page Visits: 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *