Noc Listopadowa – zainspirowany przez Andrzeja Dudę

Andrzej Duda, Piotr Wysocki

W Andrzejki zainspirował mnie prezydent Duda, aby na chwilę oderwać się od problemów bieżącej polityki, poczytać o historii Nocy Listopadowej i zastanowić się kogo prezydent nazywa patriotą, a kogo zdrajcą

Wczoraj wieczorem prezydent Duda, jak co roku przed Belwederem, wygłosił okolicznościowe przemówienie z okazji rocznicy wybuchu Powstania Listopadowego. Prezydent chyba bardzo lubi te uroczystości i tak jak w poprzednich latach ciepło wypowiadał się o Piotrze Wysockim i innych podchorążych, którzy w Noc Listopadową rozpoczęli powstanie. Andrzej Duda w swoim przemówieniu naszkicował nieudaną próbę pojmania przez powstańców księcia Konstantego i zakończył tę część słowami „Pamiętamy to i co roku wspominamy to z uśmiechem”. Nie wiem co, w wydarzeniach rozpoczynających powstanie wzbudza ten uśmiech prezydenta, wiem natomiast z przemowy wygłoszonej przez Andrzeja Dudę równo dwa lata temu, kto według niego zasługuje na miano zdrajców Ojczyzny.

***

29.11.2020 prezydent mówił:

„Zginęło także w tamtych pierwszych dniach z rąk powstańców siedmiu wysokich rangą oficerów Wojska Polskiego, które nazywało się „polskie”, bo służyli w nim Polacy, ale pod rosyjską komendą. Ci, co się zbuntowali, także podchorążowie, chcieli końca tego. Ale byli tacy dowódcy, którzy uważali cara za swojego wodza i władcę, sprzeciwili się powstaniu i powstańcom – i zginęli, zostali przez powstańców zabici.

Potem w Warszawie carat postawił im nawet pomnik, który przez długi czas stał na dzisiejszym placu Marszałka Józefa Piłsudskiego, później został przeniesiony w inne miejsce, a później, w 1917 roku, zlikwidowany – i to nawet nie przez polskich patriotów, tylko przez Prusaków, tuż przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości w 1918 roku.

Ale czemu to mówię? Dlatego, że wymienialiśmy tu przed chwilą nazwiska podchorążych; nazwisko Piotra Wysockiego, ich dowódcy; wymieniamy do dziś nazwiska powstańców listopadowych i uczymy o nich młodzież w szkole; składamy im hołd; oddajemy cześć; pamiętamy o ich bohaterstwie, jesteśmy tutaj. Ale nikt nie pamięta nazwisk tamtych zdrajców, którzy niby mieniąc się Polakami i niby mieniąc się polskimi oficerami, służyli obcej władzy i obcemu władcy. Dziś nikt nie pamięta ich nazwisk, zadeptała ich historia. I niech to będzie ważne memento także dziś.”

***

Zacząłem się zastanawiać, kogo ja właściwie pamiętam z Powstania Listopadowego – wyszło mi, że Sowińskiego, tego z drewnianą nogą z Okopów Woli i Emilię Plater. Pamiętałem też, że z tym wybuchem powstania było sporo zamieszania. Postanowiłem więc trochę moją wiedzę historyczną odkurzyć. Czego by nie czytać, wyłania się totalny chaos tamtej pierwszej powstańczej nocy. Wysocki porwał do boju podchorążych, zaatakowali Belweder, książę Konstanty im uciekł, a potem zaczęli szukać po Warszawie osoby, która chciałaby stanąć na czele powstania. Żaden z przytomnie myślących generałów nie chciał się zgodzić i kilku z nich przypłaciło to życiem. Spotkali między innymi Sowińskiego i on również sprzeciwił się swoim uczniom. Był o krok od śmierci z ich rąk, ale uratowała go drewniana noga, która wzbudziła litość spiskowców. Józef Chłopicki, który ostatecznie zgodził się zostać wodzem naczelnym powstania 3 grudnia1830 roku, w nocy z 29 na 30 listopada też odmówił dołączenia się do podchorążych.

Odmowa generałów to nie była zdrada, tylko realna ocena szans powstania przeciw Rosji w roku 1830. Obelisk, który potem wystawiły im władze carskie i który wspominał w swoim wystąpieniu Duda, w zasadzie zawierał 7 przypadkowych nazwisk. Sam pomnik był w czasach zaborów elementem szczucia Polaków jednych na drugich i to jest bardzo przykre, że po prawie dwustu latach to dalej działa – polski prezydent uznaje tych ludzi jako niegodnych pamięci. Nieważne co robili w czasach napoleońskich, a niektórzy również w Powstaniu Kościuszkowskim. Ich nazwiska były na rosyjskim pomniku, więc dla Andrzeja Dudy to zdrajcy. Kropka.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Debata o wspólnej liście wyborczej. Zakładajcie Obywatelskie Komitety Wyborcze!

Efekt Powstania Listopadowego był taki, że z Królestwa Polskiego z pewną autonomią i z własną konstytucją, po przegranym powstaniu Polacy trafili w permanentny stan wojenny. W 1830 nie było żadnych szans na zewnętrzną interwencję. W tłumienie powstania, Rosja miała sojusz z Austrią i Prusami, mogła zaangażować całe swoje zasoby militarne. Sprzyjające okoliczności geopolityczne do powstania pojawiły się później w 1853 roku. Rosja musiała walczyć z Anglią, Francją i Turcją w Wojnie Krymskiej, którą ostatecznie przegrała. Gdyby nie powstanie w 1830 i dodatkowe 13 lat Królestwa Polskiego, byłaby realna szansa coś wywalczyć. To pogląd wielu historyków opisujących XIX wiek.

Jakby tę sytuację wybuchu powstania przenieść w bliższe nam realia XX wieku, to wyglądałoby tak – jest rok, powiedzmy 1960, ZSRR jest po wygranej II Wojnie Światowej, a PRL nie jest państwem niepodległym. Grupa niższych rangą wojskowych robi powstanie, które kończy się interwencją radziecką i w efekcie Polska staje się republiką radziecką. Czy Andrzej Duda wychwalałby dziś organizatorów takiej rebelii?

Czy Konstytucja Królestwa Polskiego nadana przez cara była coś warta? Nie jestem znawcą tematu i wiem, że z przestrzeganiem tej konstytucji nie było różowe. W tekście Konstytucji Królestwa Polskiego z 1815 roku znalazłem takie 3 artykuły:

  • Art.19. Nikt nie będzie mógł być zatrzymanym, tylko podług form i w przypadkach prawem oznaczonych.
  • Art.20. Powody zatrzymania powinny być natychmiast oznajmione na piśmie osobie zatrzymanej.
  • Art.21. Każda osoba zatrzymana, stawioną będzie najpóźniej w trzech dniach przed sąd właściwy, końcem jej wybadania lub osądzenia podług form przepisanych. Jeżeli będzie uniewinnioną przez pierwsze śledztwo, wróconą jej natychmiast wolność zostanie.

Można dziś znaleźć osoby, które zatrzymywane przez policję, chciałyby mieć takie gwarancje prawne, jakie były zapisane w 1815 roku.

Co o Piotrze Wysockim, którego zawsze bardzo ciepło przywołuje prezydent Duda, mówią historycy? Piotr Wysocki, który spowodował wybuch powstania, w samym powstaniu walczył, ale nie odgrywał jakiejś kluczowej roli. Profesor Łojek, który o tamtych czasach napisał kilka książek, tak ocenił jego osobowość – „Na czele spisku niepodległościowego w Szkole Podchorążych stanął człowiek – Piotr Wysocki – którego najszczersze intencje patriotyczne łączyły się z bardzo mizerną inteligencją, ograniczeniem umysłowym i ślepotą polityczną”. Gen. Ignacy Prądzyński, jeden z dowódców powstania, w swoich wspomnieniach napisał „Wysockiego poznałem w ciągu wojny. Trudno sobie wyobrazić, jak łatwo było nim kierować„.

PRZECZYTAJ TAKŻE: W poszukiwaniu miliona zmarnowanych głosów — jak nie powtórzyć błędów z 2019 roku, część I

Wysocki to postać historyczna osadzona w realiach XIX wieku. Czy podobny mu człowiek może dziś zrobić karierę polityczną i porwać za sobą ludzi? Niestety moim zdaniem odpowiedź jest twierdząca.

Moje odświeżenie historii Powstania Listopadowego doprowadziło mnie do konkluzji, że fundamentalnie się z Andrzejem Dudą w jego ocenie nie zgadzam. Rozumiem, że prezydent ma wybitnych doradców od historii, może mieć trochę więcej przemyśleń po rozmowie z nimi i lepszą perspektywę historyczną. Mam tylko prośbę — nie kreujmy na bohaterów ludzi, którzy mają szczere patriotyczne intencje, a efekty ich działań są dla Polaków tragiczne na lata. I nie róbmy zdrajców z ludzi, którzy takich patriotycznych buntowników chcą powstrzymać, bo realnie patrzą na świat i też mogą być patriotami, powstrzymując tych pierwszych.

Na koniec jeszcze słowa prezydenta, z przemówienia z 2020 roku: „Dziś naszej młodzieży bardzo trudno to zrozumieć – tę subtelną, a jakże gigantyczną różnicę. Że coś się nazywa, a coś jest naprawdę„. Panie prezydencie, niech się pan tym w swoje imieniny nie martwi, dziś polska młodzież po siedmiu latach rządów PiS bardzo dobrze tę różnicę rozumie. Wystarczy tylko spojrzeć na słupek poparcia pana macierzystej partii w grupie wiekowej 18-24 lata – nie przekracza 10 procent.

O autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Starsze opinie, komentarze, listy

Wypalenie aktywistyczne

Amerykański psychiatra Herbert J. Freudenberger w roku 1973  jako pierwszy użył terminu wypalenie zawodowe. Zdefiniował go jako „stan psychicznego

Czytaj więcej »