PiS jest dziki, PiS jest zły – polityka bez żadnego znaczenia

Gdzie są niezależne od władz raporty o stanie szpitali, gdzie są próby zorganizowania za partyjne (kampanijne) pieniądze sieci informacyjnej i interwencyjnej, gdzie zobaczę choćby ślad pomocy ludziom tracącym pracę?

Sala posiedzeń Sejmu, fot. Mateusz Kudła/Wikimedia

Jutro (6 kwietnia) kolejna odsłona narodowego cyrku we wciąż otoczonym barierkami, choć opustoszałym parlamencie, gdzie poza pisowską kancelarią rządzą gryzące się wzajem i niedziałające systemy zdalnej komunikacji i głosowania

W mediach należy się spodziewać wrzawy, choć z pewnością nie tak wielkiej, jak to zwykle bywało. Na Wiejskiej, w okolicach Sejmu zawsze było pusto. Nikt tamtędy nie chodzi również w zwykłych czasach. Dzisiaj snuje się tam kilku policjantów i kilku strażników sejmowych.

Kaczyński wymyślił korespondencyjne wybory 10 maja. W poniedziałek będziemy więc świadkami rozkładania rąk przez bezsilną opozycję. Usłyszymy znów lament o łamaniu konstytucji, którego nie da się tolerować. Samego 10 maja będzie tak samo – bo czy wybory będą, czy nie, dobrze dzisiaj wiemy, kto rządzi i będzie rządził w Polsce.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Demokracja, to nie technika głosowania

Ponieważ zaś sam jestem z opozycji i nie jestem „symetrystą”, należą się w tym miejscu zwykłe w takich razach rytualne zaklęcia. Dobrze zatem: „PiS jest dziki, PiS jest zły, PiS ma bardzo ostre kły” – tyle powiem, by uczynić zadość „demokratycznej tradycji”. Nie dodam jednak dalszego ciągu o zmykaniu na drzewo. Co to, to nie…

Powoli dociera do nas, że pytanie, kto i w jaki sposób wygra wybory w maju, październiku, za rok czy kiedykolwiek – nie ma właściwie żadnego znaczenia. Nawet, jeśli władza się zmieni, co w żaden sposób możliwe jednak nie jest. Poczynając od zwycięstwa Dudy pięć lat temu, opozycja przegrała już pięć kolejnych wyborów i nie tylko wciąż nie rozumie dlaczego, ale nawet nie zadała sobie żadnego z ważnych pytań o miejsce dla siebie w nowej rzeczywistości po pisowskim buncie, wciąż powtarzając te same „refleksje” o „beneficjentach 500+”, o propagandzie TVP i łamanym regulaminie Sejmu.

Jak w każdym z ostatnich kryzysów – nie tylko w Polsce zresztą, ale niemal wszędzie na świecie – ludzie w garsonkach i marynarkach prowadzą business as usual. Swoją drogą to ciekawe – już jedną nowelę kodeksu część partii opozycji poparła w głosowaniu, choć była dokładnie tak samo niekonstytucyjna, jak ta planowana na jutro. Dlaczego teraz usłyszymy głośniejsze protesty i powszechny lament? Ano, dlatego, że 10 maja Duda wybory wygra – w jakikolwiek sposób miałyby się odbyć, jeśli się odbędą. Również dlatego, że kandydaci opozycji wciąż kandydują, choć to w jawny sposób nie wypada żadnemu człowiekowi przyzwoitemu. Oraz dlatego, że politycznie i społecznie nie zmieni się w Polsce nic. To tylko rozmiaru katastrofy spowodowanej pandemią nie znamy. I tylko ona będzie wyznaczać rzeczywistość.


Przez pięć zmarnowanych lat opozycja nie zdołała dostrzec, że w warunkach ludowej rabacji politycznie prowadzonej przez jawnie zdeklarowanych wrogów konstytucyjnej demokracji, nie ma miejsca na parlamentarną krytykę, tradycyjne instrumentarium gabinetowej polityki i politycznego PR. Można głosować przeciw tym lub innym posunięciom w polityce socjalnej, zdrowotnej, międzynarodowej i wygłaszać stosowne recenzje, ale kiedy następuje zamach na konstytucję, odpowiedzią nie są konferencje prasowe, a po prostu opór. Przez pięć zmarnowanych lat to mimikra polityków opozycji niezwykle skutecznie ten opór dławiła w zarodku – a nie żadne represyjne działania „pisowskiego reżimu”.

Skuteczne to było przede wszystkim dlatego, że znajdowało posłuch mediów i opinii publicznej. Ekscytowaliśmy się tymi przemowami, głosowaniami, jakby naprawdę było czym, jakby one miały znaczenie, jakby mogły cokolwiek zmienić, jakby mogły zatrzymać demolkę państwa i resztek społecznych więzi.

W dniach dramatycznego przesilenia, którego skutki są już niewyobrażalnie głębokie, powszechnie lubiany i ceniony opozycyjny senator Borusewicz opowiada kocopały o premierze Gowinie, któremu chciałby udzielić poparcia. Z całym szacunkiem, Panie Senatorze, niech Pan to robi we własnym imieniu.

Ja Borusewiczowi pamiętam i nie zamierzam zapomnieć, że próby blokowania Sejmu głosującego likwidację niezależności sądów nazywał publicznie prowokacją. Nie zamierzam zapomnieć również tego, że nie podjąwszy żadnej rzeczywistej próby wymuszenia konstytucyjnego stanu nadzwyczajnego, opowiada dzisiaj o poparciu dla politycznego gangstera, który planuje bezprawnie gmerać w konstytucji, by zyskać jak najwięcej dla siebie. Nie zamierzam udawać, że nie widzę tego, co widzę – Borusewicz jest po prostu wart tyle, co i sam Gowin. Mój ulubiony senator Ujazdowski natomiast – jego wypowiedzi o poparciu dla „jednorazowej zmiany konstytucji” nie da się komentować cenzuralnie, ale Ujazdowskiego i Zalewskiego warto pokazać sympatykom Koalicji Obywatelskiej: tyle właśnie jest warta wasza koalicja, której część zaraz być może znajdzie się u Gowina. Senacka większość? No, brawo…  

PRZECZYTAJ TAKŻE: Politycy PiS i prawicowych przystawek puszczają kolejnego szczura

O polityce opozycji, kompromitujących ją głosowaniach i jej zaniechaniach dyktowanych niemocą charakterów i intelektów można opowiadać długo. To jest historia dzisiaj już bez znaczenia. Wspominam o niej wyłącznie dlatego, że warto choć przez chwilę pomyśleć – jakim cudem ten polityczny obóz, który okazał się tak niezdolny do wygenerowania z siebie czegokolwiek w zderzeniu z pisowską rabacją, miałby stawić czoła temu, co nadchodzi dzisiaj i co zepchnie nas wszystkich w mordercze kleszcze katastrofalnego kryzysu i szalejącego populizmu?

Nadchodzą plagi, z których fala śmierci może się okazać niczym wobec skutków katastrofalnej recesji, bezrobocia, nędzy, może głodu – polityka zaś koncentruje się na bredniach Kaczyńskiego, Gowina, Borusewicza, Ujazdowskiego i na rachubach wyborczych. Wybory nie będą się mogły odbyć w epidemii? Oczywiście. A czym – przepraszam bardzo – będą wybory prezydenckie w warunkach np. 25% bezrobocia, wśród płonących opon i patroli Obrony Terytorialnej na ulicach? PiS je przegra? No, niezbyt to prawdopodobne, ale możliwe. I co? Nastąpi triumf demokracji? Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, czy Roberta Biedronia?

Gdzie są niezależne od władz raporty o stanie szpitali, gdzie są próby zorganizowania za partyjne (kampanijne) pieniądze sieci informacyjnej i interwencyjnej, gdzie zobaczę choćby ślad pomocy ludziom tracącym pracę, poddawanych groźbom bezprawnych grzywien, pozbawianych testów, informacji, środków ochrony? Na widok zatroskanych min polityków robi mi się niedobrze. Mam odruch wymiotny na widok wyborczych plakatów – bez różnicy, czy widzę na nich Dudę, czy kogokolwiek innego. I nie czekam na jutrzejsze głosowania.

Trzeba organizować w Polsce wszystko. Od niemal zera. Na „klasę polityczną” przyjdzie jeszcze czas. Tym państwu wypada podziękować bez żalu. Nie chce mi się nawet pytać – ile mają kasy na partyjnych kontach? Jak ją chcą wydać? Można pytać w trybie dostępu do informacji publicznej, ale i na to szkoda czasu.

Total Page Visits: 10 - Today Page Visits: 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *