Ustrój, nie wyborcze sześciopaki

Jedna lista jest możliwa. Wtedy, kiedy głos wyborców przetnie interesy partyjnych bossów

fot. Wikipedia

Polityczny program wspólnej listy (?) demokratów na dziś nie może łudzić obietnicą rozwiązania nawet wszystkich tych spraw, które choć są dziś nieobecne w politycznym dyskursie i w społecznych emocjach, to z wielu powodów wydają się jednak najważniejsze

Chodzi o politykę klimatyczną i konieczność energetycznej transformacji, o wyczerpujący się na naszych oczach znany nam model kapitalizmu oraz o załamanie największych sektorów nowoczesnego państwa związanych z ochroną zdrowia, ubezpieczeniami obywateli i edukacją – spowodowane z kolei niepowstrzymanymi zmianami demograficznymi. Każda z możliwych tu „polityk” i systemowych zmian będzie wymagała ogromnych wysiłków i niezwykle trudnych decyzji obciążających wielkie grupy społeczne. Każda wymaga więc najpierw zaufania obywateli do instytucji ich własnego państwa i podejmowanych w nim decyzji. Wymaga państwa, któremu po prostu wierzymy.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Co jest polityką realną, a co tylko szkodliwym zawracaniem głowy


To samo jest prawdą również w skromniejszym wymiarze wyborczych postulatów, do których przyzwyczajono nas w kampaniach. Wszystkich tych pięcio- lub sześciopaków opracowywanych pod PR-owe dyktando na podstawie sondaży. Jest więc np. faktem – co pokazują niezliczone badania – że Polaków rzeczywiście bardziej obchodzi stan ochrony zdrowia, czy bezpieczeństwo ich własnych emerytur niż ustrój państwa, jakość demokracji i polityczne emocje kolejnych wojen na górze. Te same badania pokazują jednak również rzecz bardzo odmienną. Miażdżąca większość Polaków absolutnie nie wierzy, by cokolwiek w tych ważnych dla nich sprawach mogło się zmienić w wyniku wyborów, nie ma za grosz zaufania do decyzji państwa w tym zakresie oraz zwłaszcza do podejmujących te decyzje polityków. Więc jednak najpierw ustrój – taki, w który da się uwierzyć.


Tu zaś do zrobienia jest bardzo, bardzo wiele. Trójpodział władzy? Cóż, w minionych latach wypowiedziano o nim zarówno wiele frazesów, jak płomiennych przemów, budzących dreszcze wielkich i wzniosłych emocji. Mówiono jednak oczywiście wyłącznie o sądach, zapominając, że chodzi o trzy, a nie dwie władze, że zatem chodzi także o to, by kontroli parlamentarnej podlegał rząd. To zaś w III RP nie miało miejsca nigdy – rząd pochodzący z parlamentarnej większości używa jej, by zamienić parlament w maszynkę do głosowania rządowych projektów nie od 2015 roku, bo PiS zaledwie dopisał barejowską puentę do praktyki znacznie starszej. To nie tylko istotny, prawdopodobnie niezbędny „bezpiecznik demokracji”, który – gdyby istniał – uchroniłby nas przed dzisiejszymi nieszczęściami, ale i ważny składnik ustroju Republiki, której dałoby się uwierzyć.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Cała Polska w ręce rządu


Wodzowska partia, o antydemokratycznym ustroju od kilku lat dokonuje demontażu państwa – jak chcą niektórzy: zamachu stanu. Byłoby to trudniejsze dla partii o w pełni demokratycznym ustroju. Inna z wodzowskich partii odpowiada za kryzys wiarygodności państwa, demokracji i polityki w ogóle, który doprowadził do upadku w 2015 roku i następnych latach. Nie od rzeczy jest więc myśleć, że na ustrój partii politycznych oraz ich mechanizmy finansowe i wyborcze należy najpierw nałożyć warunki, a dopiero potem pozwolić im grać na „politycznym rynku” – tu wciąż chodzi o politykę, której wierzymy.

Można tych zagadnień wymienić więcej i powinno to zostać zrobione – chodzi mi jednak przede wszystkim o to, by myślenie o wiarygodnej polityce i wiarygodnym państwie przeciwstawić kuglarskim sztuczkom komponowania wyborczych sześciopaków, albo wizjom szczęścia zamkniętym w cza jużrnych lub niebieskich teczkach z gotowymi rozwiązaniami projektów ustaw.

Protokół rozbieżności jest ważniejszy niż wszelkie uzgodnione projekty i sprawy odłożone na bok, bo nas dzielą. Tak się przy tym składa, że nas najbardziej emocjonują i w związku z tym są bezwzględnie wykorzystywane: jak nie przez rodzimych populistów, to przez trolli obcych służb. Potrzeba nam państwa, które jest nie tylko wiarygodne, ale w którym nikt nie boi się wyniku wyborów. „Lewacy”, że ich na stosie spalą „fundamentaliści”, a „narodowi-katolicy”, że im LGBT zdemoralizuje dzieci i wykorzeni wartości.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Opozycja polityczna w Polsce istnieje jedynie formalnie


Treścią wyborczej obietnicy nie musi, absolutnie nie powinien i w praktyce nie może być lewicowy versus chadecki program w sprawie np. praw kobiet, albo polityki socjalnej państwa, czy wreszcie jego ustroju. Treścią powinna być zamiast tego gwarancja uczciwego załatwienia wszystkich tych spornych spraw głosami obywateli – tak, by nikt nie został pominięty i by nie zwyciężyło żadne rozwiązanie „siłowe”. Choćby najbardziej racjonalne, jak to np. było z podwyższeniem wieku emerytalnego.

Kluczem jest wspólna lista demokratów wyłoniona w otwartych, międzypartyjnych prawyborach. Niech Biedroń znajdzie się na niej z Budką nie dlatego, że o progresywnych postulatach obyczajowych postanowi zamilknąć jak Barbara Nowacka, albo się z Budką dogadać w cztery oczy, ale właśnie dzięki temu, że je wyartykułuje twardo i wbrew Budce zdobędzie dla siebie i lewicy tyle miejsc, ile zdoła. Spór i nawet konflikt jest treścią demokracji. Instytucje demokracji są po to, by spór był bezpieczny. Jedna lista jest możliwa. Wtedy, kiedy głos wyborców przetnie interesy partyjnych bossów.

fot. Wikipedia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *