Prezes zjada radio

Instalacja Mariusza Warasa „Łukaszenka gryzie ziemię"


I zjedli Kubę z kopytami. Zjadł go nasz polski „Łukaszenka”, wielki i nienasycony Monster PiS, Machina Potwór, która nie toleruje postaw chwiejnych, nie toleruje osób, które mają wątpliwości, które widzą różne racje. Racja jest JEDNA. I to jest NASZA racja. Na końcu zawsze okazuje się, że to jest (podobnie jak w więzieniu czy obozie karnym) racja żywnościowa

Dyrektor Trójki Na Chwilę, czyli Kuba Strzyczkowski, był ostatnim romantycznym PiSowcem. Wierzył, że dadzą mu zrobić fajną Trójkę pod sztandarem PiS. Ściągnął kilku dziennikarzy, którzy odeszli, przeprosił Marka Niedźwieckiego za pomówienia, zaprosił pisarkę Beatę Pawlikowską do współpracy.


ZOBACZ TAKŻE: Jakie mamy prawa, gdy zatrzymuje nas policja


Ach! I nawet do mnie zadzwonili z prośbą o wywiad. I Big Cyc poleciał ze starym hitem „Berlin Zachodni”, jak za dawnych czasów. Big Cyc w PiSowskim radiu? Niebywałe! Walczyli o dobre imię, o powrót słuchaczy, o to aby było choć trochę normalnie i fajnie. Halinka Wachowicz, dziennikarka o tak niewinnym głosie, że zawsze mnie rozczulał, dzwoniła pytając, czy nie zechcę się wypowiedzieć na temat i tu padało jakiś NEUTRALNE zagadnienie typu:

1. Czy wakacje nas męczą, bo z badań wynika, że tak?
2. Dlaczego Polacy kochają kiełbasę?
3. Co robić z niechcianymi prezentami?

I zawsze się godziłem uważając, aby nie powiedzieć czegoś, co i tak musieliby wyciąć. Wiedziałem, że to jest z ich strony postawa heroiczna. I wielka odwaga, bo polityka PiS jest taka, że Skiba i Big Cyc nie istnieją. Nie ma i nigdy nie było takiego artysty i takiego zespołu. Cisza. Zakaz. Milczenie. Jest przecież tylko Zenek, Bayer Full i Rosiewicz z Pietrzakiem.


No i zjedli tych umiarkowanych PiSowców, co dowodzi tylko jednego, że Partia nie toleruje swej wersji łagodnej. Ci co w tej partii myśleli niezależnie już dawno sami odeszli lub zostali z niej wyrzuceni. Premiowani są jedynie dzielni bojownicy o Dojną Zmianę, ultrasi, którzy gotowi są na każde świństwo i każdy numer (od przekrętu z respiratorami, po naplucie na LGBT). Takich dzielnych siepaczy partii potrzeba, a nie chwiejnych, poczciwych i naiwnych, jak Kubuś.

Strzyczkowski miał być plastrem, który uspokoi klimat wokół Trójki po kompromitującej aferze z piosenką Kazika. Uspokoi na czas wyborów i reelekcji Adriana. Skoro pod żyrandolem nadal jest mianowaniec Prezesa, to Kuba przestał być potrzebny, a radyjko trzeba oddać w ręce tych, którzy zrobią z niego partyjny megafon. Dość tych inteligenckich fanaberii.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Harvey Milk, tęcza i sklep mięsny w San Francisco


I tak padła ostatnia reduta umiarkowanych PiSowców, którzy chcieli robić radio z błogosławieństwem władzy, ale jednocześnie takie, które dałoby się słuchać. Pod rządami PiS wszystko, co fajne, zamienia się w pasztet. Trójka zdechła, jak stadnina w Janowie Podlaskim tyle, że konie padły wcześniej.

Ze starej Trójki został tam chyba już tylko Marek Wiernik, który w latach 80. jako pierwszy w polskim radiu puścił na antenie nagrania Sex Pistols. Dobrze, że posłanka Lichocka i biskup Dera nic o tym nie wiedzą, bo według standardów Lichockiej, Wiernik to komuch, bo pracował w radiu w czasach PRL, a według biskupa Dery, skoro puszczał takie melodie, to satanista i zbok. Dziś Wiernik jest już stary i pomarszczony jak dżinsy Sida Viciousa. Trudno mieć do niego pretensje, że zapisał się mentalnie do PiS. Wszak on już tylko walczy o swoją rację żywnościową.

Jako ilustrację do tekstu daję zdjęcie instalacji gdańskiego artysty Mariusza Warasa „Łukaszenka gryzie ziemię”. To praca wieloznaczna. Bo można ją odczytywać, że Łukaszenka się kończy, bo gryzie ziemię, ale też że zje wszystko dookoła, a się nie podda. Może Mariusz zrobi kiedyś instalację pod tytułem Prezes zjada Radio?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *