5. „Ludzie tacy jak my”. Demokracja 2.0

Alienacja klasy politycznej jest faktem, a nie mitem propagowanym przez wyznawców spiskowych teorii – choć to niekoniecznie zła wola i powszechny cynizm leży u jej źródeł, a często po prostu prawa społecznej psychologii i naturalny bezwład ewolucji systemu. Korekty znanego nam dziś systemu politycznej reprezentacji, jak te sygnalizowane już w tym cyklu, są konieczne, ale nie wystarczą. Trzeba szukać nowych rozwiązań. Nie wolno po prostu bronić starego porządku. Zwolennicy ancien regime’u w czasach Wielkiej Rewolucji mieli powody lepsze niż my dzisiaj, by bronić ładu, cywilizacji i zwykłej przyzwoitości przed barbarzyńskim, zbuntowanym ludem. Ich tragiczny los nie na tym polegał, że trafili na szafot – nie mieli historycznej racji.

Odpowiedzią na kryzys demokracji musi być więcej, a nie mniej uczestnictwa rządzonych w rządzeniu. Demokraci nie mogą odrzucić głosu grupy społecznej tak wielkiej, że zdolnej przez lata wygrywać wybory – uznając go za jawnie absurdalny i wobec tego nieważny – jakkolwiek silne i dobrze uzasadnione byłoby to ich przeświadczenie. W kolejnych wyborach w Polsce po 2015 roku zakwestionowano zarówno poprzednie elity, stanowiące do dziś trzon kadry opozycyjnej polityki, jak też prawny porządek państwa, świadomie niszczony przez obóz obecnej władzy, co kolejne wybory sankcjonowały, potwierdzając mandat rządzących. Nie wolno tego werdyktu nie uznać, to jasne – ale nie wolno też o nim zapomnieć, jeśli w kolejnych, tym razem wygranych wyborach on ulegnie zmianie.

Rzecz polega nie tylko na systemowych wadach wymagających pilnej naprawy i opisanych w poprzednich tekstach cyklu, ale i na nieuniknionych wyzwaniach przyszłości. Przeciwdziałanie zagrożeniu klimatu wymagać będzie od wielkich grup ludzi rezygnacji z wielu składników dzisiejszego komfortu dziś uchodzących za oczywiste i należne każdemu. Polityk zabiegający o poparcie wyborców przed następną kadencją cofnie się przed decyzjami albo zapłaci za nie tak, jak rządząca poprzednio w Polsce ekipa zapłaciła za skądinąd oczywistą decyzję o podniesieniu wieku emerytalnego.

 

Zmiany demograficzne, skoro o emeryturach wspomnieliśmy, już nastąpiły i trwają – a spowodują innego rodzaju kłopot z demokracją. Już dziś wyborami rządzą seniorzy, których jest więcej niż ludzi młodych – w nieodległej przyszłości będzie ich więcej niż ludzi w wieku produkcyjnym. Większość seniorów zawsze więc przegłosuje tych, którzy pracując utrzymują ich świadczenia i coraz bardziej kosztowną opiekę zdrowotną. Kierując się własnym interesem seniorzy opowiedzą się za nakładami na ochronę zdrowia i dodatkami emerytalnymi, kosztem inwestycji w oświatę, rozwój technologii, ekologię, które z kolei leżą w żywotnym interesie młodej mniejszości – upośledzonej przez demokrację, choć to na  jej barkach spocznie utrzymanie wszystkich.

Wszystko to każe sięgać po systemowe rozwiązania deliberacji, których jeszcze nie znamy. Ale nie wszystkie z nich są nieznane całkowicie.

 

Kryzys reprezentacji – „ludzie tacy jak my”

Dziś już wiemy dobrze – i istnieją w tej sprawie matematycznie silne dowody – że prawdziwą reprezentację „ludzi takich jak my” łatwiej jest wylosować niż wybrać – agencje badań opinii robią to nieustannie i kilka razy w miesiącu czytamy w prasie o wynikach prowadzonych przez nie sondaży. Znamy trafność tych wyników. Losowana reprezentacja jest nie tylko łatwiejsza i tańsza, ale jest również właśnie bardziej trafna.

W wylosowanym parlamencie – jeśli taki byłby wyobrażalny – nie byłoby np. niemal 25% zwolenników zakazu aborcji w przypadkach uszkodzeń płodu, bo nie ma ich tylu w żadnym z sondaży opinii w Polsce – a właśnie tylu posłów polskiego parlamentu podpisało wniosek do przejętego przez obóz władzy Trybunału Konstytucyjnego, którego skutkiem jest niemal całkowity zakaz aborcji w Polsce. Absurdalnym pomysłem byłoby, gdyby wyborcy partii opozycyjnych powierzyli np. decyzję w sprawie aborcji dzisiejszemu Senatowi RP, w którym opozycja ma przecież większość. Albo pozwolili zdecydować choćby właśnie tylko jego opozycyjnej części. Pod tym i wieloma innymi względami jest najzupełniej jasne, że Sejm i Senat, choć wyłoniono je w demokratycznych wyborach, nie reprezentują żadnego rzeczywistego przekroju polskiego społeczeństwa. Osobnym pytaniem jest, czy i na ile rzeczywiście powinny. Warto sobie uświadomić, że tego pytania nigdy nam nie zadano, projektując ustrój III RP.

Wybory natomiast – zwłaszcza prowadzone w dzisiejszym medialnym zgiełku stabloidyzowanych kampanii wyborczych – promują szczególny typ osobowości kandydatów i nie tylko nie jest to typowa osobowość przeciętnego Kowalskiego, ale co gorsza ona również niezupełnie predestynuje do odpowiedzialnego decydowania o sprawach nierzadko skomplikowanych i trudnych. Własnej firmy w kryzysie, budżetu domowego, czy choćby cieknącego dachu nie powierzymy nikomu, kto po prostu „ma gadane”, bo choć zdolności retoryczne niekoniecznie przecież kłócą się z fachowością i odpowiedzialnością, to jednak każdego takiego „charyzmatycznego przywódcę” nie bez racji podejrzewać będziemy raczej o PR-owe kuglarstwa niż o rzeczywiste kompetencje. Dlaczego więc ufamy właśnie takim ludziom, kiedy przychodzi do rządzenia państwem? Otóż nie ufamy i również to widać niemal w każdym społecznym badaniu tego problemu. Wydaje nam się tylko, że jesteśmy na takich ludzi skazani, bo „polityka taka już jest z natury”.

Nie jest. Nie musi być. Globalny kryzys demokracji bierze się właśnie z takich przeświadczeń oraz z tego, jak trafnie one opisują rzeczywistość.

 

Racje przeciw sondażom

Jeśli rządzić nami mają nasi reprezentanci, to nie tylko ważne jest, by byli „tacy jak my”, ale by z pewnego ważnego punktu widzenia właśnie nie byli – by byli od nas lepsi wiedzą, której sami nie mamy i na którą na ogół nas nie stać. Sondaże opinii nie badają przecież opinii ludzi poinformowanych i biegłych, a tylko marketingową skuteczność sloganów, którymi karmi nas życie publiczne. Niemal każda decyzja naprawdę istotna wymaga wiedzy, której „ludzie tacy jak my” nie mają. Mimo to polityczni decydenci częściej kierują się opiniami z sondaży niż rzeczywistą wiedzą ekspertów.

Zgromadzeniem Konstytucyjnym obradującym w Irlandii w latach 2012 – 2014 nad kluczowymi zagadnieniami ustrojowymi kierował przewodniczący powołany przez rząd, a poza nim zasiadało w nim 33 przedstawicieli delegowanych przez partie polityczne oraz 66 obywateli wybranych losowo z troską o reprezentatywność próby pod względem płci, wieku, wykształcenia, miejsca zamieszkania i „klasy społecznej”. W 2016 roku powołano kolejne Zgromadzenie Obywatelskie, które zajęło się między innymi dopuszczalnością aborcji i odpowiednią potrzebną do tego reformą konstytucyjną – jego uczestników w całości wylosowano. Utworzono sekretariat siłami irlandzkiej służby cywilnej, przeznaczano kolejne transze niemałego budżetu (całość kosztowała Irlandię niemal 2,5 mln Euro).

Uczestników Zgromadzenia wynagradzano za czas i poniesione koszty. Czasu poświęcono mnóstwo – na użytek obrad zgromadzono tysiące „studiów przypadków”, sprowadzono wiele „stron sporu”, których zdania, relacji i rekomendacji wysłuchiwano w procedurze przypominającą sądową. Całość była transmitowana i otwarta na pytania oraz głosy obywateli. W rezultacie „ludzie tacy jak my” stali się ludźmi najlepiej poinformowanymi. Obie izby irlandzkiego parlamentu oraz rząd zobowiązał się wprawdzie tylko rzetelnie, publicznie i w określonym terminie odpowiedzieć na raporty tak pracującej „Trzeciej Izby”, ale w praktyce było jasne, że dla polityków są one wiążące.

 

Mandat

Uchwałom „ludzi takich jak my” ufano. To rzeczywiście byli „zwykli ludzie” – nie zabiegali o popularność, nie robili politycznych karier, po prostu rozwiązywali konkretny, choć konfliktowy i budzący emocje problem. Rzeczywiście pochodzili z różnych środowisk i grup społecznych, stanowili przekrój społeczeństwa. Ale oczywiście ani sondaż, ani nawet uchwała losowo wybranej reprezentatywnej grupy, która w długotrwałym wysiłku nabierze wiedzy, a nie tylko opinii, nie ma mandatu ważnego w demokracji.

Tę rolę wziął na siebie z jednej strony parlament, a z drugiej – powszechne referendum. Miało ono wprawdzie ograniczony temat i dotyczyło wyłącznie poprawki konstytucyjnej umożliwiającej prawo o aborcji inne niż bezwzględny zakaz. Ale po ponad roku debaty obecnej we wszystkich irlandzkich mediach dla uczestników referendum było jasne, że decyzja referendum musi oznaczać uwolnienie aborcji zgodne z uchwałą „Trzeciej Izby”. I oznaczało.

 

„Trzecia Izba” teraz

Nie ma żadnych przeszkód, by „Trzecią Izbę” powołać w Polsce dzisiaj. Choćby w sprawie aborcji lub dowolnej innej. Mógłby to zrobić „opozycyjny Senat”, zobowiązując się respektować jej ustalenia. Ewentualny wniosek o referendalne potwierdzenie werdyktów „Trzeciej Izby” – nawet, gdyby upadł w Sejmie wciąż zdominowanym przez PiS – byłby najmocniejszym z dających się wyobrazić środków nacisku i musiałby zostać zaakceptowany, jeśli nie przez obecną władzę, to przez następną, której nastaniu taka powszechna, obywatelska inicjatywa przysłużyłaby się zresztą skutecznie jak niemal nic innego.

Obywatele RP publicznie i prywatnie zabiegali o taką inicjatywę od dawna. Całkowicie bez skutku. Dziś wygląda na to, że na rok przed wyborami szanse na to są jeszcze mniejsze. Komu by się chciało? A szkoda, bo decyzje „Trzeciej Izby” właśnie w przedwyborczym sezonie miałyby wagę szczególną.

Sam kandyduję. Tym razem może się to udać. Jeden z możliwych scenariuszy polega na tym, że do Senatu trafiam jako jeden z bardzo nielicznych senatorów niezależnych – pozostali przestrzegają partyjnej dyscypliny i podlegają logice partyjnej rywalizacji. Wydaje się jednak, że nawet będąc tak osamotniony, jak w dzisiejszym Sejmie osamotniana jest Klaudia Jachira, Magda Filiks czy Franek Sterczewski oraz garstka reprezentantów Zielonych, byłbym w stanie z budżetu własnego biura i publicznej zrzutki powołać losowo wybraną grupę obywateli, budować wokół niej ruch obywatelski i komitety na rzecz referendum, a pozostałych senatorów, ale także posłów, wzywać do tego, by głos tak powstałej „Izby Obywatelskiej” uznali za wiążący dla siebie bardziej niż partyjne rekomendacje narzucane partyjną dyscypliną. W dzisiejszych siermiężnych realiach tak wyglądałby „program minimum” w sprawie demokracji przyszłości, która zdołałaby wytrzymać zderzenie z wyzwaniami nowych czasów.

Program maksimum każdy może sobie wyobrazić łatwo, więc opisywać go nie ma sensu, tym bardziej, że w dzisiejszym stanie folwarku nie wyglądałby realnie. Dość powiedzieć, że bardziej do kompetencji obywatelskiej „Trzeciej Izby” niż obu dzisiejszych izb parlamentu wyłonionych w wojennej atmosferze zapyziałego, zrujnowanego, prowincjonalnego folwarku powinna należeć debata i kluczowy głos we wszystkich sprawach omówionych w tutejszych  tekstach o „Wojnie w Folwarku”.

O autorze

1 thought on “5. „Ludzie tacy jak my”. Demokracja 2.0

  1. Nierządy w Polsce mają wg. mnie zero reprezentatywności. Warto tu przypomnieć fragmenty Dokumentu Spotkania Kopenhaskiego Konferencji w sprawie Ludzkiego Wymiaru KBWE, który jest niejako elementarzem praworządnej demokracji, zobowiązaniem międzynarodowym Polski (a więc obowiązującym prawem) i jest brutalnie niemal w każdym punkcie na co dzień gwałcony. Przez całą „klasę polityczną”. Państwo polskie nie jest w ogóle praworządną, reprezentatywną demokracją. Jest terytorium okupowanym przez hordy dzikich, stojących ponad prawem partyjno-medialnych świń.

    (1)  Państwa uczestniczące wyrażają przekonanie, że ochrona oraz umacnianie praw człowieka i wolności podstawowych jest jednym z podstawowych zadań każdego rządu oraz potwierdzają, że uznanie tych praw i swobód stanowi fundament wolności, sprawiedliwości i pokoju.

    (2)  Są one zdecydowane wspierać i rozwijać zasady sprawiedliwości, które leżą u podstaw praworządności. Uważają one, że praworządność nie oznacza jedynie formalnego legalizmu, który zapewnia poprawność i spójność w kształtowaniu i egzekwowaniu demokratycznego porządku, lecz również sprawiedliwość opartą na uznaniu i pełnym poszanowaniu najwyższej wartości osoby ludzkiej i gwarantowaną przez instytucje, które wyznaczają ramy dla jej najpełniejszego urzeczywistnienia.

    (3)  Potwierdzają one, że demokracja jest nieodłącznym elementem praworządności. Uznają one wagę pluralizmu organizacji politycznych.

    (4)  Potwierdzają one, że będą szanować prawo każdego z nich do swobodnego wyboru i kształtowania ich systemów politycznych, społecznych, gospodarczych i kulturalnych zgodnie z międzynarodowymi standardami praw człowieka. Korzystając z tego prawa zagwarantują one, że ich prawa, regulacje, praktyki i polityka będą zgodne z ich zobowiązaniami międzynarodowymi oraz że będą one harmonizować z Deklaracją Zasad i z innymi zobowiązaniami KBWE.

    (5)  Państwa uczestniczące uroczyście deklarują, że wśród tych elementów sprawiedliwości, które mają szczególne znaczenie dla pełnej ekspresji przyrodzonej godności oraz równych i niezbywalnych praw wszystkich ludzi znajdują się następujące:

    (5.1)  — wolne wybory, które będą przeprowadzane w rozsądnych odstępach czasu w głosowaniu tajnym lub w równoważnej wolnej procedurze głosowania, w warunkach, które zapewniają w praktyce wolne wyrażenie woli wyborców w wyborze swoich przedstawicieli;

    (5.2)  — forma rządów mająca reprezentatywny charakter, w której władza wykonawcza odpowiada przed wybraną władzą ustawodawczą lub wyborcami;

    (5.3)  — obowiązek rządu i władz publicznych działania zgodne z konstytucją oraz w granicach prawa;

    (5.4)  — wyraźny rozdział między państwem i partiami politycznymi; w szczególności partie polityczne nie będą utożsamiane z Państwem;

    (5.5)  — działania rządu i administracji, jak też wymiaru sprawiedliwości będą prowadzone zgodnie z porządkiem prawnym. Respektowanie takiego porządku musi być zapewnione;

    (5.6)  — siły zbrojne i policja będą pod kontrolą władz cywilnych oraz przed nimi odpowiedzialne;

    (5.7)  — prawa człowieka i podstawowe wolności będą gwarantowane przez prawo w sposób odpowiadający normom prawa międzynarodowego;

    (5.8)  — ustawy przyjmowane z zakończeniem postępowania publicznego oraz rozporządzenia będą publikowane, co będzie warunkiem ich stosowalności. Treść aktów prawnych będzie dla każdego dostępna;

    (5.9)  — wszystkie osoby są równe wobec prawa i podlegają równej ochronie prawnej bez jakiejkolwiek dyskryminacji. W związku z tym prawo będzie zakazywać wszelkiej dyskryminacji i gwarantować wszystkim osobom równą i skuteczną ochronę przed dyskryminacją z jakiejkolwiek przyczyny;

    (5.10)  — każdy będzie dysponował skutecznymi środkami odwoławczymi od decyzji administracyjnych w sposób gwarantujący poszanowanie praw podstawowych i bezpieczeństwo prawne;

    (5.11)  — decyzje administracyjne przeciwko jednostce muszą być w pełni uzasadnione i muszą z zasady wskazywać na dostępne zwyczajne środki odwoławcze;

    (5.12)  — niezawisłość sędziowska oraz bezstronność publicznego wymiaru sprawiedliwości będą zapewnione;

    (5.13)  — niezależność adwokatury będzie respektowana i objęta ochroną, w szczególności w zakresie warunków dopuszczalności do zawodu i jego uprawiania;

    (5.14)  — zasady procedury karnej będą zawierać jasny podział kompetencji w ramach postępowania karnego oraz środków, które postępowanie karne poprzedzają i mu towarzyszą;
    [….]

    (6)  Państwa uczestniczące deklarują, że wola narodu wyrażana swobodnie i jasno w okresowych i rzetelnych wyborach jest podstawą autorytetu i legitymizacji każdej władzy. Zatem Państwa uczestniczące będą szanować prawo swoich obywateli do współrządzenia w ich krajach, zarówno bezpośrednio, jak i poprzez swobodnie wybranych przez nich w uczciwym procesie wyborczym przedstawicieli. […]

    (7)  Aby zapewnić, żeby wola narodu była źródłem autorytetu władzy, Państwa uczestniczące będą:

    (7.1)  — przeprowadzać wolne wybory w rozsądnych odstępach czasu według przepisów prawa;

    (7.2)  — pozwalać, żeby o wszystkie miejsca w przynajmniej jednej izbie parlamentu krajowego można było swobodnie rywalizować w wyborach powszechnych;

    (7.3)  — gwarantować powszechne i równe prawo wyborcze dla pełnoletnich obywateli;

    (7.4)  — zapewniać, że głosy będą oddawane w głosowaniu tajnym lub w równoważnej wolnej procedurze głosowania, oraz że będą one liczone i ogłaszane uczciwie z podaniem ostatecznych wyników do wiadomości publicznej;

    (7.5)  — respektować prawo obywateli do ubiegania się bez dyskryminacji o urzędy polityczne lub publiczne, indywidualnie albo jako reprezentanci partii lub organizacji politycznych;

    (7.6)  — respektować prawo jednostek i grup do tworzenia w pełnej swobodzie własnych partii politycznych lub innych organizacji politycznych, oraz wyposażać te partie i organizacje w niezbędne gwarancje prawne, które umożliwią im rywalizację między sobą na zasadach równości wobec prawa oraz równego traktowania przez władze publiczne;

    (7.7)  — gwarantować, że prawo i porządek publiczny pozwolą na przeprowadzanie kampanii politycznych w uczciwej i wolnej atmosferze, w której żadne działania administracyjne, przemoc czy zastraszanie nie będą krępowały partii i kandydatów w swobodnym prezentowaniu swoich poglądów i kompetencji, jak również nie będą utrudniały wyborcom ich poznawania i omawiania, czy też oddawania głosów w sposób wolny od nacisków;

    (7.8)  — zapewniać, że żadne przeszkody prawne lub administracyjne nie będą ograniczały swobodnego dostępu do mediów na zasadzie niedyskryminacji dla wszystkich ugrupowań politycznych i osób indywidualnych pragnących uczestniczyć w procesie wyborczym;

    (7.9)  — zapewniać, że kandydaci, którzy uzyskają wymaganą prawem niezbędną liczbę głosów będą przepisowo powoływani na urząd oraz że będą mogli na nim pozostać do czasu wygaśnięcia kadencji lub innego jej zakończenia w sposób, który jest uregulowany prawem oraz jest zgodny z demokratycznymi, parlamentarnymi i konstytucyjnymi regułami postępowania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Emeryt na niedzielę

Paweł Kasprzak jest jednym z pomysłodawców i założycieli ruchu Obywatele RP. Był także wydawcą i inicjatorem Obywateli.News. Po z górą pięciu latach aktywności w pełnym wymiarze godzin wycofał się z działalności z powodu sytuacji, w jakiej znalazła się jego rodzina. Kasprzak jest znany z kilku rzeczy, w tym z publicystki, w której próbował programowo szukać dróg „zbawienia Ojczyzny”. Sam nazywał to waleniem głową w mur – „walił” zresztą nie tylko tekstami, ale też innego rodzaju aktywnością. Dziś Kasprzak twierdzi, że z „kanapy emeryta” rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Czy lepiej? Zobaczymy. Kasprzak obiecuje starać się pisać krócej, choć zastrzega, że za efekt nie ręczy. Co tydzień tekst, skoro nie udało mu się utrzymać cyklu codziennych komentarzy wideo.

Z wizytą na antypodach albo podróż do wnętrza bestii

Pytania, które zadają sobie dokonujący apostazji katolicy oraz te, które im często zadajemy – jak możecie wspierać ten zinstytucjonalizowany skandal własną obecnością – są jak najbardziej zasadne. Tak bardzo zasadne, że szczerze współczuję ich adresatom, bo wiem, że żadna dobra odpowiedź nie istnieje. Albo jest skrajnie trudna. Nie da się więc – co więcej, nie powinno się próbować – oddzielić uczciwego myślenia o świeckim państwie od tego kontekstu, czasem przecież krwawego w najdosłowniejszym sensie. Niemniej demokracja np. prawo głosu daje każdemu.

Czytaj

Demony i gotowość na nie

Pewien jestem tego przede wszystkim, że to są ważne sprawy. Że trzeba o nich poważnie rozmawiać. Twardo. Bo cena będzie też twarda. Twardsza niż wszystkie inwektywy latające w obie strony w kolejnej facebookowej awanturze aktywistów…

Czytaj

4. Media i sztandary

Wypada powiedzieć wyraźnie, że w kryzysie polskiej demokracji zawiodły również media, nie tylko instytucje demokracji. W bardzo czytelny sposób wyborcy PiS odrzucili w 2015 roku nie tylko ówczesne elity polityczne, ale także związane z nimi – jak nie bez racji sądzono – media ówczesnego głównego nurtu. Ważne byłoby w takim razie zastanowić się, czy dzisiejszym naszym problemem jest TVP obsadzona ludźmi rządzącej partii i wystarczy w związku z tym po prostu wymiana kadr, czy może chodzi o wady strukturalne, które umożliwiły tak łatwe przejęcie mediów publicznych i zamienienie ich machinę propagandy rządzącej partii. Czy w modelu i faktycznym funkcjonowaniu mediów – nie tylko publicznych, ale również prywatnych sprzed 2015 roku – nie da się znaleźć źródeł choroby tak wyraźnie widocznej dzisiaj i na czym dokładnie ta choroba polega.

Czytaj

Sondaże i nadzieje

276 i 305 mandatów oraz – co ważniejsze – wymagane dla nich co najmniej 50 lub 60% poparcia. Trzeba przede wszystkim wiedzieć, że to kompletnie nierealne nie tylko w świetle bieżących i dających się wyobrazić sondaży, ale w logice polityki, którą uprawia się w Polsce. W historii III RP żaden taki wynik nie zdarzył się nigdy od czasu pamiętnego 4 czerwca 1989 roku, kiedy kandydaci Komitetu Obywatelskiego „S” uzyskiwali poparcie od 60 do 80%. Nigdy potem nic podobnego się nie zdarzyło. Nigdy nikomu – choć wiele przeszliśmy. Pomyślmy o tym przez chwilę. Cud nie zdarzy się więc i tym razem, bo w świecie polityki jaką znamy to nie jest możliwe.

Czytaj

3. Wyborcza wojna książąt i wasali

Zamachu na rządy prawa dokonuje w Polsce partia wodzowska, o autorytarnej strukturze, skrajnie niedemokratycznym statucie i praktyce funkcjonowania koncentrującej wszystkie decyzje w rękach lidera. To nie jest przypadek. Poczynania Kaczyńskiego nie byłyby możliwe w partii prawdziwie demokratycznej. Prawny zakaz ubiegania się o władzę w wyborach organizacji nieprzestrzegających zasad demokracji w relacjach wewnętrznych byłby zatem kolejnym z tym bezpieczników demokracji, który mógłby skutecznie zapobiec polskiemu kryzysowi. To jeden z twardych wniosków z polskich doświadczeń kryzysu.

Czytaj

2. Do trzech zliczyć

O trójpodziale władzy mówiliśmy i wykrzykiwaliśmy przez ostatnie 7 lat sporo. Na myśli mieliśmy jednak zawsze tylko sądy i władzę polityczną, a to przecież trójki nie czyni – co jakoś do głowy przez te długie 7 lat nie przyszło właściwie nikomu. Trochę to dziwne. Mówiliśmy trzy, a zliczyć umieliśmy najwyraźniej tylko do dwóch, a przecież mamy się za rozumną elitę. Jak nie patrzeć, trójpodziału władzy w III RP nie było nigdy. Gdyby był, historia ostatnich lat wyglądałaby zdecydowanie inaczej i bez wątpliwości lepiej. Może czas nauczyć się liczyć do trzech.

Czytaj

1. Granice władzy i Przemysław Czarnek

Ograniczenie rządzących, kimkolwiek by byli i jakkolwiek byliby wyłaniani – czy pochodzą z wyborów, zamachu stanu lub obcej interwencji, jak to się zdarzyło w Niemczech i Japonii po II Wojnie, kiedy władzę i jej nowy porządek zainstalowali tam zwycięzcy alianci, czy są np. dziedziczni – ma dla demokracji znaczenie ważniejsze niż sam demokratyczny wybór. Historycznie to ono było pierwsze. To od niego rozpoczął się ład, który w zachodnim świecie uznajemy za cywilizowany i oczywisty. Zasada ograniczenia rządzących świadomą wolą rządzonych jest najważniejszą i pierwotną cechą liberalizmu, znacznie starszą od samego tego pojęcia. W Anglii wywodzi się ona od Wielkiej Karty Swobód, więc z początków XIII w. We Francji to Oświecenie, Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela, zatem późny wiek XVIII. W Polsce – rzadko o tym pamiętamy – to tradycja Odrodzenia i Reformacji, Artykuły Henrykowskie i Pacta Conventa, wiek XVI.

Czytaj

Cud nad Dnieprem

W miejsce zrozumiałej egzaltacji, która dzisiaj dominuje, kiedy patrzymy na bombardowane miasta, śmierć, cierpienie i bohaterstwo, warto zdawać sobie sprawę z rzeczywistości. Jeśli Putin zmiażdży Ukrainę, przyszłość Europy i świata będzie zupełnie inna niż jeśli Ukraina się obroni. To w tym i tylko w tym kontekście zdania Stoltenberga, Blinkena i decyzje Zachodu znaczą w ogóle cokolwiek.

Czytaj

Kraj sekt

Chodzi mi o to, by na wspólnej liście znaleźli się np. zwolennicy uwolnienia aborcji i przeciwnicy. By się na niej znaleźli głosami ludzi, którzy właśnie na te rzeczy głosują. By nie pozwolić zepchnąć pod dywan rozwiązania tego konfliktu, tylko, by go wreszcie rozwiązać. By ten konflikt i wiele innych przenieść do instytucji demokracji i uczynić przedmiotem sporu, który jest treścią polityki i treścią demokracji – a nie plemiennej wojny, bo jej efektem jest wyłącznie nienawiść i zniszczenie. Git? Dla mnie git. Gotów byłem za to wypruwać bebechy.

Czytaj

Do wyborców PL 2050 i do wyborców lewicy

Nie proponuję Wam głosowania na Tuska. Lewicowcom nie sugeruję głosowania na Hołownię. Proponuję wspólną listę Lewicy, PO i PL 2050 oraz wszystkich pozostałych wyłonioną również Waszymi głosami w otwartych, międzypartyjnych prawyborach – po to, by właśnie dać Wam możliwość głosowania na swoich.

Czytaj

Do tanga trzeba nie tylko dwojga – ktoś musi je najpierw zagrać

Namawiam Monikę Płatek do kandydowania w imię dokładnie tych samych racji o Ojczyźnie w potrzebie, które tak dobitnie wymieniła, wzywając do jedności i wspólnej listy opozycji. Jeśli mam sobie naprawdę wyobrazić wspólną listę ruchu demokratów idących po zwycięstwo, to nijak nie widzę listy warszawskiej albo warszawskich kandydatów do Senatu, bez dr hab. Moniki Płatek, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, wybitnej prawniczki, karnistki, obrończyni praw człowieka bezwzględnie w każdych, nawet najtrudniejszych okolicznościach. Obywatelki, której pryncypialnej niezgody na żadną „drogę na skróty” i na żadne obejścia zasad prawa w imię bieżącej potrzeby jestem absolutnie pewny, bo ją wielokrotnie widziałem. Monika Płatek pisze dzisiaj „albo jedna lista, albo nie liczcie na nasze głosy”. Ja napiszę, że albo na wspólnej liście będą ludzie jak ona, albo ta lista będzie niewiele warta i głosów nie zdobędzie. Mam za sobą jedną nieśmiałą osobistą próbę przekonania jej do tego – dzisiaj bezczelnie pozwalam sobie namawiać ją publicznie. Akurat ja mam prawo – w ramach rewanżu. Trudno mi nie skorzystać z tego przywileju.

Czytaj

Wbrew optymizmowi przyszłych sondaży postawa opozycji gwarantuje klęskę

Większość konstytucyjną mielibyśmy gdyby PiS dostał 27%, a Konfederacja 10%. Taki wynik jest dzisiaj prawdopodobny. Jednak do tego szczęścia potrzeba jeszcze pozostałych 63% dla opozycji — najlepiej idącej jednym blokiem. To zaś scenariusz political fiction. Jak to jest możliwe i czy da się z tym jakoś sobie poradzić? Ten największy dziś problem nie będzie politycznie komentowany.

Czytaj

Patrzcie w górę – bo znowu przegramy!

Chodzi o szacunek dla faktów, dla logiki, o chęć ustalenia jednak prawdy, a nie trendów w ponowoczesnym płynnym chaosie. To fundamentalnie ważne. Ważniejsze nawet niż te wybory, które nas znowu czekają. Rozpada się nie tylko Polska, ale cywilizacja w ogóle.

Czytaj

Moja pierwsza wojna

Mam ileś wspomnień kombatanta. I mam zawsze mieszane odczucia, bo te kombatanckie wspomnienia są mocno fałszem podszyte i wszystkie one razem składają się na obraz historii kompletnie zafałszowany – i tylko trochę ten fałsz wynika z „polityki historycznej”, a o wiele bardziej z naszych kompleksów.

Czytaj

Aborcja i władza

Senat jest „nasz”, demokratyczny. Mamy w nim 24 kobiety, w tym 9 z PiS. I choć parytetowe proporcje po naszej stronie wyglądają zdecydowanie lepiej, to jednak wcale nie wyglądają dobrze i nawet w „naszej połówce” trudno byłoby wskazać jakąś większość „progresywistów” skłonnych do „otwarcia” w sprawie aborcji. Naprawdę uważamy, że oni mają większe prawo decydować o aborcji niż nasz nadużywający alkoholu, nieokrzesany sąsiad w poplamionej żonobijce, głosujący w referendum? Patrzę na Senat i bardzo wątpię. Która z aktywistek OSK zdecydowałaby się powierzyć rozstrzygnięcie sprawy aborcji tej jego połówce, która jest „nasza”? Skąd nadzieja, że po kolejnych wyborach cokolwiek pod tym względem będzie lepiej? Nieporównanie ważniejsze pytanie ogólne – czy dobre państwo naprawdę na tym polega, że w Senacie są zawsze ci, którzy tam naszym zdaniem powinni być? Wyborcy PiS tak właśnie sądzą. Szli do wyborów w 2015 roku, żeby odsunąć „złodziei z PO”. Efekt znamy, ale wyborcy PiS nadal wierzą, że „swoi” są lepsi od „obcych”, nawet jeśli kradną tak samo albo bardziej. Może więc dobre państwo, to po prostu takie, w którym sprawy naprawdę ważne nie zależą od tego, kto akurat rządzi?

Czytaj

Kiedy już PiS upadnie

Wbrew naszym własnym notorycznym deklaracjom i wbrew zdaniu Tuska, że do zła nie wolno się przyzwyczaić – przyzwyczaić powinniśmy się już dawno. Tusk wrócił, notowania PiS leciały w dół, sondaże od dawna dawały i wciąż dają zwycięstwo opozycji, tym razem niezależnie od tego, ile list wystawi. Jakoś nie było słychać okrzyków triumfu, prawda? Dziwne? Z pewnością dziwić powinno, ale nikogo nie zdziwiło. Dziwaczność wczorajszej sytuacji dobrze wyjaśnił stan dzisiejszy. Dzisiaj jest mianowicie jasne, dlaczego postulat przedterminowych wyborów w warunkach „wojny hybrydowej” byłby szaleństwem. A referendum w sprawie UE? Też?

Czytaj

#MeToo

W mojej pamięci i mojej dzisiejszej ocenie problem w tym konkretnym przypadku Maćka Zięby, którego zapamiętałem jako człowieka po prostu niezwykle dobrego, polega właśnie na tym, jak tak straszna rzecz mogła się zdarzyć komuś tak porządnemu. Bo to, że się notorycznie zdarza szujom i marnym głupkom, jak Jankowski albo Dziwisz czy Jędraszewski, jest akurat bardzo łatwo zrozumiałe i wobec tego niewarte uwagi.

Czytaj

Ach, jacy my wszyscy niewinni…

Z piedestału strącany jest właśnie kolejny duchowny autorytet. Ojciec Maciej Zięba. Był dla mnie i autorytetem, i przyjacielem. Cóż, nie będę miał przyjaciela na piedestale. Ale przyjaźń zachowam. Niniejsze jest więc dla mnie niemal prywatą. Zachowam też jednak i zamierzam wyrazić przekonanie, że Maciek był porządnym, mądrym i wartościowym człowiekiem. Który dopuścił się zła. Niejasna deklaracja w czasach zmagań o fundamentalną prostotę prawdy i fałszu, dobra i zła? Przeciwnie – bardzo jasna.

Czytaj

Nie o taką Polskę…

Przy całym własnym krytycyzmie, ostrym niemal na granicy depresji, najzupełniej poważnie uważam konflikt z PiS za właściwie wygrany. Myślę, że to jest trzeźwa ocena, a nie pijana wizja. PiS zmierza ku zderzeniu z kolejnym murem i albo rozsypie się hamując, albo przypuści jeszcze kolejną szarżę, ale zderzenia już nie przeżyje. Ma go też wreszcie kto dobić – mam tu na myśli oczywiście Tuska. Ta sytuacja powinna skłaniać do radości, a wcale nie skłania. Kompletnie już pomieszaliśmy, z czego należy się cieszyć, a czym martwić.

Czytaj

Pragmatyzm wojny ze złem

Zło wokół widzimy. Bunt przeciw niemu jest zrozumiały. Czy bunt wystarczy za powód, by przyniósł cokolwiek dobrego? Myślę, że tak. Czy buntując się przeciw złu, trzeba koniecznie wskazać dobro, którego się chce? Myślę, że wcale nie. Zostawmy więc pytania o dobro przynajmniej na razie.

Czytaj

Tusk: hura, oj, no cóż…

W największym skrócie największej zmiany spodziewają się ci zaangażowani po obu stronach w wojnę tożsamości, która trwa w Polsce co najmniej od 2005 roku i którzy wciąż wierzą, że da się w niej wygrać i że to cokolwiek zmieni. Kto by nie uległ takim emocjom? Sam im ulegam, choć bardzo się staram i choć właśnie w tej wojnie widzę jedną z istotnych przyczyn zła. Chodzi jednak przecież nie tylko o emocje – Tusk ma oczywiście rację, kiedy tę wojnę definiuje w kategoriach walki ze złem. Żadnego odkrycia tym przecież nie czyni.

Czytaj

Ukąszenie Kamińskim

Jak można rozumieć sytuację Bartka i Fundacji Otwarty Dialog? Opiszę, jak ją sam widzę i jakie mam z nią własne doświadczenia. Z osobistej perspektywy. Prywatnej. Interesuje tutaj – i równocześnie bardzo uwiera – osamotnienie Bartka Kramka wśród opozycji. Bo ono pozwoliło go w ogóle zamknąć.

Czytaj

Rzeszowski poligon – political fiction

Strategia w Rzeszowie jest wynikiem przypadkowego aktu szaleństwa. Strategia w opozycyjnej polityce to wciąż political fiction. Obawiam się bardzo, że polska polityka w ogóle nie jest wciąż niczym więcej. Co gorsza, choć Konrad Fijołek to porządny facet i choć w Rzeszowie rzeczywiście wiele dobrego się zdarzyło, to właśnie w świetle tego sukcesu kompletną fikcją okazuje się w Polsce nie tylko sama polityka, ale i polityczny naród, obywatelskie społeczeństwo, czy jakkolwiek inaczej zwać to wszystko, co przez lata usiłowaliśmy budować z Obywatelami RP.

Czytaj

4 Czerwca – wygrać cokolwiek

Charyzma. Poszukujemy jej wciąż. Cała polska historia powinna nas przed nią przestrzegać. Piłsudski, Zamach Majowy, Wałęsa, Wojna na Górze. Marzyłbym, żebyśmy o tym pomyśleli i pogadali w rocznicę 4 czerwca, pamiętając, że rok po tamtej euforii byliśmy wszyscy już na kolejnej wojnie. Ale raczej nie pomyślimy i nie pogadamy. Znowu.

Czytaj

„Kury szczać prowadzać”

Nie miejmy złudzeń. Każdy opowiadający o nowej nadziei, chcący się policzyć, startujący osobno, będzie jak politycy z diagnoz Piłsudskiego. Każdy wódz-uzdrowiciel wejdzie z kolei w dawno temu uszyte przezeń buty kawalerzysty. Efekt będzie ten sam. Zmierzamy w tę stronę.

Czytaj

Przyglądając się ścianie…

W przyrodzie przeżywają przystosowane jednostki, w polityce też. Kryteria rządzące naturalną selekcją znamy. Dobrze byłoby poznać te, które rządzą selekcją w polityce i doprowadzają do stanu, w którym skądinąd przecież niegłupi i wcale nie szmatławi ludzie zachowują się jak ostatnie gnojki, a pieprzą przy tym takie bzdury, że połowa narodu od tego wariuje, a druga rzyga. Poznawszy te mechanizmy, będziemy być może w stanie nie tylko złorzeczyć przed telewizorami, ale cokolwiek zrobić.

Czytaj

Przekaz tygodnia: prawda nas rozwali

Śmiem twierdzić, że o „zdradzie Lewicy” i Funduszu Odbudowy nie przeczytaliśmy dotąd i nie usłyszeliśmy ani słowa prawdy. Czy ktokolwiek w kontekście awantury o Fundusz i o „zdradę Lewicy” widział w mediach na przykład cokolwiek o 90. Artykule Konstytucji? Tym, który przewiduje, że umowy międzynarodowe – jeśli to nie są jakieś umowy handlowe, ale coś, co wchodzi w kompetencje parlamentu i w zakres ustaw – ratyfikuje się w obu izbach kwalifikowaną większością 2/3? Czy ktoś słyszał też, że jednak zwykłą większością Sejm może zdecydować o trybie ratyfikacji i uznać np., że ona wymaga referendum? Że wtedy cytowane od miesięcy sondaże w tej sprawie nabiorą szczególnego i nieco innego znaczenia?

Czytaj

Szymonici i partia nowego typu

O sobie często mówią „żółta rodzinka” lub „hołowniacy”. Ja mówię szymonici – a przyjaciół, których mam wśród nich, oraz znajomych

Czytaj

Hipokrates i słowa na wiatr

Po pierwsze nie szkodzić. Dziś ta zasada starego medyka i mędrca – gdyby ją chcieć stosować w polityce, zwłaszcza „rewolucyjnej” – byłaby

Czytaj

Obywatelski program? Chwila prawdy: ile znaczą ruchy obywatelskie? Strajk Kobiet i jego widoczność z chwilą ogłoszenia orzeczenia Przyłębskiej - ale już choćby w dniach głosowania prezydenckiego? Ruchów obywatelskich nie widać wcale. Jak ich nie widać na ogół - tendencja w trakcie pięciu lat jest wyraźna.