Zaczyna się od ołówka, potem nagle na dłoniach zatrzaskują nam kajdanki

fot. Pixabay

Jaki jest związek między ołówkiem i kajdankami na rękach aktywistki? Wbrew pozorom istnieje. W obu przypadkach to skutek przyzwolenia na bezkarność w nadużywaniu władzy. W obu mamy do czynienia ze świadomym nękaniem. I w obu też, z żałosną w istocie manifestacją władzy

Silna władza nie musi karmić się demonstracyjnym jej naruszaniem. Słaba i nędzna – zna tylko takie sposoby. Niestety, do takiego jej stanu przyczyniają się swoimi decyzjami także sędziowie. I oni przejawiają w tym lekceważenie godności człowieka. Wydawałoby się, że to wielkie słowa, że bardziej im po drodze w przemówieniach i w podręcznikach. Nic bardziej mylnego. Jeśli jednostkę można poświęcić, można i całe społeczeństwo. Czas zrozumieć tę odpowiedzialność w codziennych praktykach, rutynach, emocjach, co władczo reprezentują instytucje państwa.

 Sędzia, który używa przepisów prawa cywilnego o zabezpieczeniu do pozbawienia człowieka wolności, policjant, który wkłada kajdanki kobiecie, która w istocie walczy o to, by praca tego policjanta miała sens, by się nie musiał rozpić, zdemoralizować, lub jedno i drugie, naruszają godność człowieka. Niszczą życie, ingerując w wolność i w prywatność. I wtedy, gdy policjanci wyciągają bezprawnie kobietę z domu, i wtedy, gdy równie bezprawnie sędziowie wrzucają człowieka w otchłań Gostynina, pozbawiając go bezprawnie wolności.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Dziennik czasu zarazy. Gdy zabraknie wody


Arbitralność w sprawie ołówka i arbitralność w sprawie kajdanek zagrażają naszej wolności, jeśli nie będziemy przeciwko temu protestować. 

Ołówek dotyczy Ośrodka KOZZD w Gostyninie. Przetrzymujemy tam już 89 osób, chociaż prawo nie pozwala na ani jedną osobę ponad 60. Przetrzymujemy wielu bez podstawy ustawowej i z naruszeniem Konstytucji, bo w ramach instytucji zabezpieczenia z prawa cywilnego. Tego robić nie wolno, a mimo to – robimy. Dzieje się tak chociaż Sąd Najwyższy w styczniu 2019 roku stwierdził, że to bezprawne i niedozwolone. Sądy, o które walczymy, w tych przypadkach lekceważą prawo i tworzą perwersyjne standardy. Mam im to za złe, tym bardziej, że nie kierują się ani wiedzą, ani odpowiedzialnością. Kierują się władzą, którą mają i której stracić nie chcą, zawstydzającym konformizmem, wygodą i strachem przed podejmowaniem odpowiedzialnych i mądrych decyzji. Mam im to za złe, bo nie powinni ulegać przylepianym ludziom etykietom „bestii”.

Spodziewałabym się charakteru i zrozumienia, że od ich decyzji zależy los praworządności w kraju. Sędziowie swoimi decyzjami nie stosują po prostu przepisów – sędziowie tworzą standard i są współodpowiedzialni za stan bezprawia jaki od lat ćwiczy się, tresuje i pleni w Gostyninie. Nie wszyscy tak postępują. Jest wielu, którzy szanują i rozumieją argumenty Sądu Najwyższego. Problem w tym, że ci, którzy depczą swoimi decyzjami konstytucyjne i prawne gwarancje wolności są odpowiedzialni za społeczną tresurę do wolności deptania.


Można się ze mną nie zgadzać. Nie ma bowiem prostej zależności i jest złożoność procesów. Twierdzę jednak nieustannie, że przyzwolenie na stan permanentnego bezprawia w Ośrodku w Gostyninie promieniuje, rozlewa się, wciska w społeczną tkankę i kształtuje naszą rzeczywistość, w której to, co przećwiczone w zamkniętym Ośrodku w Gostyninie, oddziałuje i narzuca praktyki stosowane wobec nas – wciąż pozornie wolnych ludzi. Jest jak zaraźliwe rakowacenie, degeneruje społeczną tkankę wolności i przyzwoitości. 

Arbitralnie i bez sensu, dr Wardeński, dyrektor KOZZD w Gostyninie wprowadził zakaz zakupów dla stłoczonych „pacjentów”. Pretekstem był koronawirus. Zakaz nie dotyczył tłumu strażników powiększających ciasnotę, rejwach, brak ciszy, spokoju i jakiejkolwiek prywatności. W zakazach, nakazach i ich zmianach trudno dopatrzeć się sensu; poza jednym – wskazują kto tu rządzi i że nic od zamkniętych tu ludzi nie zależy, nic nie mogą, są nikim, i są na łasce dyrektora. Dla nas, ludzi na wolności, ołówek, papier listowy, znaczek czy płyn do prania to bzdet niewart uwagi. W zamknięciu, gdy nic samemu nie można, rzecz nabiera innego wymiaru.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Dziennik czasu zarazy. Wiadomość zza krat


4 czerwca 2020 dyrektor łaskawie odwiesił zakaz dokonywania zakupów. Czy wiadomo, dlaczego? Nie, tak jak nie wiadomo, dlaczego zakaz wprowadził. W więzieniach i zakładach psychiatrycznych zakazów nie było. Koronawirus jest dla rządzących pretekstem do ćwiczenia arbitraryzmów. Zakazy wprowadzano, gdy testowano mało i informowano o niewielu zakażonych. Ilu było naprawdę, nie wiadomo. Teraz, gdy zakażonych przybywa, też nie wiadomo, czy to efekt większej ilości zakażeń czy testów. Wiadomo, że nie chodzi o nasze zdrowie, lecz o odbywające się polityczne kalkulacje.

Szum o szumowinach wokół Szumowskiego nie jest bezzasadny. Pandemię zwalcza się skutecznie tylko wtedy, gdy ludzi się testuje i gwarantuje się im wiarygodne dane na temat zarazy. Ani jeden z tych warunków nie jest u nas spełniony.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Jak bajki o Leninie. Z Szumowskiego próbują zrobić Supermana


Czy to znaczy, że w KOZZD Gostynin można już sobie teraz kupić wszystko na co – teoretycznie wolni, bo bez żadnego zarzutu karnego zamknięci tam ludzie mogą sobie finansowo pozwolić? Nie. Można zamówić tylko to, co jest na przygotowanej przez dyrektora Gostynina liście.

Na liście nie ma gazet. Można je zaprenumerować, ale to podnosi koszt gazety o 100 procent, bo wraz z prenumeratą jest przesyłka. Dlaczego? Bo tak. Przesyłka może być jakakolwiek? Nie. Nadal jedynym dozwolonym dostarczycielem paczek jest poczta. Czy to nie narusza reguł wolnego handlu i praw konsumentów? Oczywiście, że narusza. I co? Nic. Poza tym, że wymusza się haracze w postaci wyższych opłat za przesyłki po stronie pozbawionych wolności w Gostyninie. Już o tym pisałam? Pewnie tak. I co? I nadal nic się nie zmieniło.

Jeśli wolna prasa nie ma wpływu na stan przestrzegania prawa w Gostyninie, to… Niestety, nam po tej drugiej stronie muru będą też konsekwentnie odbierać wolność. Bo? Jak widać mogą.


W spisie produktów dozwolonych jest długopis, nie ma ołówka. Nie ma płynu do prania i nie ma podanych cen za towary. Ale przecież jest taki obowiązek, by ceny podawać!… Bareja by się gorzko uśmiechnął. To kolejny płaszcz, którego szatniarz nie ma. Uwięzieni w Gostyninie nie mają złudzeń – chodzi o pokazanie władzy i łaski (to ich słowa).

Nie było też możliwości zakupu lodów, ale przywrócili. Dlaczego? Bo tym razem zawrzało. I znów można powiedzieć – lody, wielka rzecz. Jednak w niewoli nawet to, co bardzo małe, urasta w rozmiarach.

Przywrócenie na listę lodów jest jednak najlepszym dowodem na dowolność i brak rozsądnych argumentów za obecnością lub nieobecnością rzeczy w spisie. No, może poza jednym – zamknięci prosili o przywrócenie kartek okolicznościowych, odmówiono im. Panowie wysyłając kartki na święta, imieniny, urodziny podtrzymują zwykłe, ludzkie kontakty ze znajomymi, rodziną, światem po drugiej stronie muru – tego im się właśnie świadomie odmawia. Z tego samego powodu odmawia im się widzeń przez skype’a. Bo to ich i ich relacje uczłowiecza, a na to tam, gdzie na przykładzie wybranych ćwiczy się praktyki odczłowieczanie nas wszystkich, nie ma zgody.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Represje i zastraszania. Policja zatrzymała dwie osoby za plakaty z Szumowskim


Potem policja wchodzi do domu kobiety, która kilka dni wcześniej protestuje z plakatem, na którym minister Szumowski jest w płaszczu organizacji, do której należy i który przypomina rzeczywiste działania ministra – jest więc plakatem informacyjnym. Tyle, że to informacje dla władzy niewygodne. Mówią o odpowiedzialności ministra Szumowskiego za zakłamywanie statystyk dot. COVID-19, za rekomendację ws. wyborów, za „maseczki do d*py za 5 mln”.

Akcja policji następuje w wiele dni po tym jak plakat się pojawia i jest pod cynicznym pretekstem przeciwdziałania zatarciu śladów. Zarzut dotyczy absurdalnego przepisu o kradzież z włamaniem. Nikt nie ma złudzeń. Działania policji są próbą zastraszania ludzi. Nic dziwnego, że starszym przypomniały się akcje policji z roku 1968 i 1970. Wtedy też, policjanci na usługach kiepskiej władzy ganiali za ulotki i plakaty. Jednak nawet wtedy nie było za to ani zatrzymań, ani kajdanek. Czy policji naprawdę marzy się głęboki i ciemny PRL?

Policja długo pracowała po 1989 roku na zmianę swojego wizerunku. I był czas, gdy był on szlachetny. Szkoda mi, i policjantów i siebie, że tracą nasze, społeczne zaufanie. Nie muszą. Jeśli tylko odnajdą w sobie i charakter, i niezgodę na służenie do nadużywania prawa. My policji pomożemy, także protestem. Ale potrzeba wspólnej refleksji.


Bezhołowie jakie nam wprowadzają rządzący, którzy niszczą instytucje państwa prawa odbywa się także w drodze wytykania, degradowania i pozbawiania człowieczeństwa jednostek i grup.

Władza świadomie stwarza to, co w kryminologii nazywane jest „dogodnym wrogiem”. Walka z pedofilią? Prawo daje instrumenty, by księdza, który gwałci dziecko osądzić, ukarać, i kolejne dzieci ochronić przeciwdziałając, a nie jedynie działając po czasie. Władza tego nie robi. Zamiast tego szczuje na ludzi; dziś na tych, których etykietuje jako „gender”, „LGBT” i protestujących przeciwko nadużyciom ministra Szumowskiego jako „włamywaczy”.

Nie musimy się na to zgadzać. Ani my, ani ci, co służą w policji.  Zaczyna się od ołówka a potem nagle na dłoniach zatrzaskują nam bezprawnie kajdanki i na oczach naszego dziecka i starych rodziców wywlekają z domu.

fot. Pixabay

1 thought on “Zaczyna się od ołówka, potem nagle na dłoniach zatrzaskują nam kajdanki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *